Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

ALDE

  • 100 dni rządu Sorina Grindeanu

    Rząd Sorina Grindeanu został zaprzysiężony 4 stycznia 2017 roku. Przypominamy najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce podczas pierwszych stu dni jego funkcjonowania.

    W wyniku ubiegłorocznych wyborów miażdżące zwycięstwo odniosła socjaldemokratyczna partia PSD. Uzyskanie około 45% głosów nie pozwoliło jej jednak na samodzielne rządy, dlatego też została zawiązana z liberałami z ALDE. Od początku nie było wiadomo, kto stanie na czele rządu. Premierem nie mógł zostać bowiem lider ugrupowania Liviu Dragnea, ze względu na ciążący na nim wyrok za manipulacje podczas mającego miejsce w 2012 roku referendum. Na to stanowisko typowano najpierw Sevill Shhaideh - muzułmankę z Konstancy o tatarsko - tureckich korzeniach. Ostatecznie premierem został jednak Sorin Grindeanu, o czym dowiedzieliśmy się tuż przed Nowym Rokiem.

    Na początku roku ustalony został skład rządu, który zaledwie dwa tygodnie później zaczął mierzyć się z licznymi protestami mieszkańców Rumunii. Spore kontrowersje wywołał projekt ustawy amnestyjnej, na mocy której z przepełnionych więzień mieli być zwolnione osoby odsiadujące niskie wyroki. Obawiano się bowiem, że da to możliwość uniknięcia kary przez zamieszanych w afery korupcyjne polityków. Prezydent Klaus Iohannis zapowiedział wtedy referendum w tej sprawie.

    Mimo protestów, rząd kontynuował swoje prace nad ustawą. Prawdziwy kryzys nastąpił między 31 stycznia a 1 lutym, gdy oprócz projektu amnestii przyjęto w drodze rozporządzenia inną ustawę. Ustalano w niej kwotę 200 tysięcy RON, poniżej której przestępstwa korupcyjne nie byłyby ścigane z urzędu. Oznaczać to mogło między innymi, że kolejnego wyroku mógłby uniknąć Liviu Dragnea. Lider socjalistów był bowiem oskarżany o malwersacje na kwotę niewiele wyższą niż 100 tysięcy RON.

    Działania rządu doprowadziły do wrzenia w całym kraju. 1 lutego na ulice rumuńskich miast wyszło łącznie nawet 300 tysięcy demonstrantów. Kilka dni później, w trakcie weekendu, liczba ta mogła nawet ulec podwojeniu. W międzyczasie do dymisji podał się jeden z ministrów, a także grupa lokalnych działaczy PSD. Premier Grindeanu zadeklarował zaś, że "usłyszał głos ulicy" i zamierza wycofać się z kontrowersyjnego pomysłu. Pod koniec lutego doszło do rekonstrukcji rządu. Stanowisko stracił m. in. Florin Iordache, minister sprawiedliwości forsujący wcześniej projekty kontrowersyjnych ustaw. W rządzie pojawiło się natomiast kilka osób związanych z byłym premierem Victorem Pontą.

    Wizerunkowo na walce z rządem najwięcej zyskał wywodzący się z Partii Narodowo-Liberalnej (PNL) prezydent Klaus Iohannis, który od początku sprzeciwiał się obu projektom ustaw. Według jednego z badań opinii publicznej, premier Grindeanu wciąż cieszy się jednak zaufaniem w społeczeństwie.

    Niepokoje społeczne nie wpłynęły na świetne wyniki rumuńskiej gospodarki. Już od 1 stycznia obowiązywać zaczęły reformy przeprowadzone jeszcze przed poprzedniego premiera Daciana Cioloșa. Ministerstwo finansów od początku zapowiadało kontynuację reform, czemu sprzyjał wysoki wzrost gospodarczyi wzrost dochodów państwa o 35 mld RON. W takich okolicznościach uchwalono na początku lutego ambitną ustawę budżetową, która zakładała między innymi podwyżki płacy minimalnej oraz zwiększenie nakładów na edukację czy służbę zdrowia.

  • Liviu Dragnea postawił na swoim. Premier został odwołany [AKTUALIZACJA]

    Aby przegłosować wotum nieufności wobec premiera, potrzebnych było 233 głosów. Przeciwnicy Grindeanu zmobilizowali łącznie 241 posłów, którzy zagłosowali za jego odwołaniem z funkcji prezesa rady ministrów.

    To pierwsza taka sytuacja w historii Rumunii, żeby premier został zdymisjonowany przez własną partię. Na 464 posłów obecnych na sali było 397 parlamentarzystów. Za odwołaniem premiera głosowało 241 posłów, a 10 było przeciw. Oznacza to, że od głosu wstrzymało się aż 156 parlamentarzystów. Ostatecznie za odwołaniem premiera nie głosowali między innymi Węgrzy z UDMR ani członkowie Partii Narodowo - Liberalnej (PNL), z której wywodzi się urzędujący prezydent Klaus Iohannis.

    Prezydent Rumunii zapowiedział już, że spotka się w poniedziałek z przedstawicielami wszystkich partii politycznych, aby ustalić kto zostanie nominowany do stworzenia nowego rządu. Były premier Dacian Cioloș skomentował na Facebooku, że koalicja PSD i ALDE nie mają zdolności do rządzenia krajem. Jego poprzednik, Victor Ponta, który jako jeden z nielicznych przedstawicieli PSD wsparł Sorina Grindeanu, ocenił natomiast że posłowie głosowali zgodnie z linią partii ze strachu.

    Problemy premiera zaczęły się w ubiegłym tygodniu, kiedy to stracił on poparcie własnej partii, o czym zadecydował komitet wykonawczy PSD. Wkrótce do dymisji podali się wszyscy ministrowie, a cała sytuacja przerodziła się w otwarty konflikt pomiędzy Sorinem Grindeanu a Liviu Dragneą - liderem socjalistów. Głosowanie nad wotum nieufności zaplanowano pierwotnie na niedzielę, jednak zostało ono przełożone na środę. W tym czasie odbywały się liczne rozmowy, w trakcie których oba obozy starały się pozyskać sojuszników.

    Aktualizacja - 17:38

    Media pełne są komentarzy i opinii dotyczących zaistniałej sytuacji. Wielu komentatorów uważa, że prawdziwym powodem odwołania premiera jest chęć przejęcia władzy przez Liviu Dragneę. Przypomnijmy, że nie mógł on objąć teki premiera ze względu na ciążące na nim zarzuty korupcyjne. Odwołanie Grindeanu miałoby więc być karą za wycofanie się z kontrowersyjnej ustawy, która pomogłaby liderowi socjalistów oczyścić się z zarzutów.

    Sam Dragnea ocenił po głosowaniu, że teraz koalicja PSD - ALDE zacznie rządzić w zgodzie z wolą wyrażoną w grudniu ubiegłego roku przez wyborców. Grindeanu wydał zaś specjalne oświadczenie, w którym nawołuje do współpracy dla dobra kraju. "PSD to nie Liviu Dragnea. PSD to także nie Sorin Grindeanu. Partia powinna pozostać zjednoczona" - czytamy w oświadczeniu. Wśród polityków opozycji dominuje z kolei przekonanie, że dymisja rządu to jedynie element wewnętrznej walki w PSD, czego efektem była duża liczba posłów nie biorąca udziału w głosowaniu.

  • Nowa premier Rumunii zyskała poparcie parlamentu

    282 posłów głosowało za utworzeniem przez Vioricę Dancilę nowego rządu. Przeciwko opowiedziało się zaledwie 136 parlamentarzystów. Przed godziną 20:00 czasu lokalnego doszło do zaprzysiężenia nowego rządu w pałacu Cotroceni przez prezydenta Klausa Iohannisa

    Jeszcze przed głosowaniem Viorica Dancile zapowiedziała, że w trakcie swych rządów nie dopuści do ani jednej podwyżki jakiegokolwiek podatku. Zapowiedziała też, że tuż po zaprzysiężeniu planuje pierwsze robocze spotkanie rządu które odbędzie się późnym wieczorem. Już jutro zaplanowała też pierwsze oficjalne posiedzenie swojego gabinetu. Już po głosowaniu oznajmiła, że przytłaczająca większość posłów głosowała za powołaniem jej gabinetu i wyraziła przekonanie, że jest to dla niej dodatkowa motywacja do działania.

    Liviu Dragnea, lider Partii Socjaldemokratycznej (PSD) powiedział, że jest przekonany iż pani premier będzie rządzić do końca kadencji, czyli do 2020 roku. Ma tym samym nie podzielić losu Sorina Grindeanu i Mihaia Tudose - obaj zostali odwołani głosami kolegów z własnej partii ze względu na konflikt z liderem ugrupowania.

    Aby gabinet Viorici Dancile mógł zostać utworzony, wymagane było posiadanie większości rzędu 233 głosów. Koalicja PSD-ALDE posiada 243 posłów w parlamencie. Nowy gabinet został zatwierdzony także dzięki głosom partii UDMR reprezentującej mniejszość węgierską, której członkowie ocenili że mimo różnic programowych chcą dać szansę trzeciemu już rządowi PSD-ALDE w tej kadencji.

    Czytaj też: Kobieta po raz pierwszy zostanie premierem Rumunii?

  • Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

    Po niespełna sześciu miesiącach rządów komitet wykonawczy Partii Socjaldemokratycznej (PSD) jednogłośnie zadecydował o wycofania poparcia dla rządu Sorina Grindeanu. Oficjalnym powodem ma być brak wypełniania programu partii, jednak uważa się że była to osobista decyzja lidera ugrupowania Liviu Dragnei. Grindeanu nie zamierza jednak ustępować.

    W środę wieczorem 68-osobowy komitet wykonawczy PSD jednogłośnie zadecydował o wycofaniu poparcia dla urzędującego premiera. Jednocześnie zapowiedziano, że z partii zostanie usunięty każdy, kto zechce dołączyć do jego nowego gabinetu. Podobną decyzję podjęli także członkowie koalicyjnego ALDE. Liderzy obu ugrupowań Liviu Dragnea i Călin Popescu - Tăriceanu ogłosili to na wspólnej konferencji. Jako oficjalny powód zaistniałej sytuacji podano brak wykonywania założeń programowych partii. Według wyliczeń przeciwników premiera, jego rząd zrealizował mniej niż 15% spośród wszystkich planowanych reform. Zasugerowano także, że Grindeanu niezbyt radzi sobie z koordynacją pracy poszczególnych ministrów.

    Jeszcze tego samego dnia Sorin Grindeanu spotkał się z dziennikarzami na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, w trakcie której obalał argumenty Liviu Dragnei i Călina Popescu-Tăriceanu. Tłumaczył, że siłę partii PSD tysiące jej członków w całym kraju. Powiedział też, że jego rząd jest rządem Rumunii, a nie partyjnego komitetu wykonawczego. Przy okazji personalnie zaatakował Dragneę, mówiąc że jeden człowiek chce zachować całą władzę tylko dla siebie. Odniósł się także do stanu realizacji programu wskazując, że udało mu się zrealizować ponad połowę ze wszystkich założeń zaplanowanych na pierwsze pół roku rządów. Jako autora wyliczeń mówiących o kilkunastu procentach zrealizowanego programu wskazał zaś on byłego ministra finansów Dariusa Vâlcova, na którym ciążą zarzuty korupcyjne.

    Nie tylko Grindeanu nie złożył rezygnacji. Według niektórych źródeł wciąż może on liczyć na wsparcie kilku swoich ministrów. Do tej pory do dymisji nie podał się na przykład minister finansów Viorel Ștefan, minister sprawiedliwości Tudorel Toader, minister obrony narodowej Gabriel Leș czy minister ekonomii Alexandru Petrescu. Obecny kryzys idzie w parze z tarciami między koalicjantami. Niedawno pojawiły się między innymi doniesienia, że liderzy PSD starają się zachęcić do przystąpienia do koalicji partię mniejszości węgierskiej UDMR. Istnieje też spore prawdopodobieństwo, że socjaliści stracą władzę na rzecz nowego rządu powołanego przez prezydenta.

    Czytaj też:

    100 dni rządów Sorina Grindeanu

    Komu ufają Rumuni?

    Protesty, prezydenckie referendum i co dalej?

  • Rumunia ma już nowy rząd. Gabinet uzyskał poparcie większości parlamentarzystów

    Nowy premier Mihai Tudose (PSD) uzyskał poparcie 275 parlamentarzystów i zaprezentował już swój gabinet. Swój głos oddali na niego zarówno koalicjanci z PSD-ALDE, jak również Węgrzy z UDMR.

    Przypomnijmy, że poprzedni premier Sorin Grindeanu został zdymisjonowany z inicjatywy własnej partii. Niedługo potem zaprezentowano zaś nowego kandydata na ten urząd, Mihaia Tudose (PSD). W środę uzyskał on poparcie parlamentu. "Za" głosowali przedstawiciele PSD i ALDE, nowy rząd został również wsparty przez partię mniejszości węgierskiej UDMR. Być może jest to efekt negocjacji, któe były z nimi wcześniej prowadzone (ostatecznie zostały one zerwane). Poparcie posłów spoza koalicji rządzącej oficjalnie jest zaś tłumaczone faktem, że w nowym rządzie znalazło się wielu doświadczonych ministrów, którzy mają być gwarancją kontynuowania reform gospodarczych prowadzonych przez poprzednie rządy. Przeciwko kandydatowi z PSD opowiedziało się 102 posłów. Nowy rząd musiał uzyskać poparcie minimum 233 parlamentarzystów.

    Skład rządu Rumunii powołanego w czerwcu 2017:

    Premier - Mihai Tudose
    Wicepremier - Marcel Ciolacu
    Wicepremier i minister rozwoju - Sevil Shhaideh (PSD)
    Wicepremier i minister środowiska - Graţiela Gavrilescu (ALDE)
    Minister spraw wewnętrznych - Carmen Dan (PSD)
    Minister ekonomii - Mihai Fifor (PSD)
    Minister finansów - Ionuţ Mişa
    Minister ds. biznesu i MŚP -  Ilan Laufer
    Minister ds. kontaktó z UE - Victor Negrescu
    Minister ds. funduszy europejskich - Rovana Plumb (PSD)
    Minister edukacji - Liviu Pop (PSD)
    Minister sprawiedliwości - Tudorel Toader
    Minister zdrowia - Florian-Dorel Bodog (PSD)
    Minister spraw zagranicznych - Teodor Meleşcanu (ALDE)
    Minister energii - Toma Petcu (ALDE)
    Minister obrony narodowej - Adrian Țuţuianu (PSD)
    Minister rolnictwa - Petre Daea (PSD)
    Minister ds. wody i lasó - Doina Pană (PSD)
    Minister pracy - Olguţa Vasilescu (PSD)
    Minister transportu - Răzvan Cuc (PSD)
    Minister komunikacji - Lucian Șova (PSD)
    Minister kultury - Lucian Romaşcanu (PSD)
    Minister ds. łączności z parlamentem - Viorel Ilie (PSD)
    Miister ds. Rumunów za granicą - Andreea Pastarnac
    Minister turystyki - Mircea Dobre
    Minister ds. młodzieży i sportu - Marius Dunca (PSD)

  • Tysiące ludzi wzięło udział w antyrządowych protestach

    W pierwszej w tym roku antyrządowej manifestacji, która przeszła ulicami Bukaresztu, wzięło udział około 50 tysięcy osób. Wznoszono hasła antyrządowe - uczestnicy sprzeciwiali się zarówno reformom wprowadzanym przez koalicję PSD - ALDE, jak i korupcji

    Manifestacje odbywały się też w innych większych miastach Rumunii, ale to w Bukareszcie były one najliczniejsze. W tamtejszym marszu brali zresztą udział ludzie z całej Rumunii, którzy specjalnie z tej okazji przyjechali do stolicy. Protestujący zgromadzili się na placu Universitata i przeszli w kierunku budynku parlamentu. Po drodze zatrzymywali się przed gmachami Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich i Krajowej Rady Audiowizualnej, czyli instytucji które ich zdaniem zostały zawłaszczone przez koalicję PSD - ALDE.

    Manifestację zabezpieczało około trzech tysięcy funkcjonariuszy, jednak obyło się bez większych incydentów. Tylko w jednym miejscu tłum próbował przerwać kordon policji. W mediach pojawiło się nagranie, na którym jeden z żandarmów na oślep bije ludzi. Przedstawiciele służb oświadczyli, że funkcjonariusz stracił panowanie nad sobą, oraz że był to indywidualny przypadek który jest w tej chwili wyjaśniany.

    Fot. Dan Mihai Bălănescu