Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Calin Popescu-Tariceanu

  • Koniec koalicji PSD-ALDE. Kto będzie rządził Rumunią?

    O tym, że koalicja PSD-ALDE jest zagrożona, wiadomo było już od paru tygodni. Ostatecznie ALDE postanowił iść w swoją stronę, a PSD została z problemem - do osiągnięcia większości w parlamencie brakuje jej bowiem 25 głosów. Tymczasem poszukiwanie koalicjanta może być trudne. Zwłaszcza, że socjaldemokraci systematycznie tracą na popularności

    Relacje PSD-ALDE od dawna dalekie były od ideału. Wystarczy wspomnieć konflikt, do którego doszło podczas wystawiania kandydatów w nadchodzących wyborach prezydenckich. Miał być wspólny kandydat, ale PSD upierała się przy urzędującej premier. ALDE wystawiło swojego lidera. To i tak był dopiero początek. Wkrótce potem Călin Popescu-Tăriceanu, lider ALDE, oznajmił że obecny rząd trwa dla samego trwania, jest niekompetentny i powinien zostać dogłębnie zmieniony. W ślad za tymi słowami poszło ultimatum nie do przyjęcia, po którym wiadomo było że koalicja w obecnym kształcie długo nie przetrwa.

    I stało się. ALDE przeszedł w końcu do opozycji. Premier Viorica Dăncilă ma od tego momentu 45 dni na uzyskanie wotum zaufania. Tyle z teorii, ale w praktyce, jak już pisaliśmy, PSD będzie trudno zdobyć nowego koalicjanta. Możliwe są więc różne scenariusze, ze wcześniejszymi wyborami włącznie. Czas pokaże, który zostanie zrealizowany, bo historia pokazuje że w rumuńskiej polityce nie ma rzeczy niemożliwych.

    Michał Torz

  • Kryzys koalicji rządzącej – powstanie rząd mniejszościowy?

    Zawrzało na linii Viorica Dăncilă - Călin Popescu-Tăriceanu. Dla mniej zorientowanych – chodzi o wywodzącą się z Partii Socjaldemokratycznej (PSD) premier Rumunii i szefa koalicyjnego Sojuszu Liberałów i Demokratów (ALDE). Sytuacja jest rozwojowa. Może z niej nie wyniknąć nic, może skończyć się nawet na zerwaniu umowy koalicyjnej i powołaniu mniejszościowego rządu

    Wszystko zaczęło się od kilku niefortunnych wypowiedzi  Călina Popescu-Tăriceanu. Nie powinno to zresztą dziwić, bo polityk ten słynie wręcz ze swojego niewyparzonego języka (złożony problem relacji rumuńsko-amerykańskich i rumuńsko-niemieckich podsumował na przykład krótkim stwierdzeniem, że należy „ssać większego k****a”). W jednym z wywiadów ocenił zaś ostatnio, że obecny rząd funkcjonuje dla samego funkcjonowania, ministrowie są niekompetentni, a on oraz jego koledzy z ALDE wcale nie potrzebują do szczęścia żadnych stanowisk. Premier iorica Dăncilă przypomniała (również za pomocą mediów), że ALDE również ma swoich ministrów w rządzie i prawdopodobnie to ich pracę oceniał Popescu-Tăriceanu. Wkrótce miało się okazać, że ta słowna batalia to zaledwie jedna z odsłon tlącego się od dawna konfliktu.

    Bo że między koalicjantami nie ma perfekcyjnych relacji, można było się domyśleć już wcześniej. Choćby przy okazji partyjnych nominacji do nadchodzących wyborów prezydenckich. Najpierw mowa była o wspólnym kandydacie PSD i ALDE. W końcu socjaldemokraci ogłosili, że ich kandydatką będzie urzędująca premier. ALDE oznajmiło, że startować będzie Călin Popescu-Tăriceanu. Sondaże dają m nawet dwukrotnie większe poparcie, mimo że to PSD dominuje w rządzącej koalicji. Nie dziwi zatem, że lider liberałów pozwala sobie na wytykanie Dancili i jej gabinetowi błędów – zarzucił on między innymi, że rząd nie jest w stanie zrealizować żadnego ważnego projektu. Na zarzutach się jednak nie skończyło – lider ALDE postawił rządowi ultimatum.

    Călin Popescu-Tăriceanu zagroził, że ALDE wyjdzie z koalicji jeżeli PSD nie ogłosi szczegółowego programu i nie doprowadzi do konstruktywnych zmian w rządzie. Tego było już za wiele. Wszak to PSD jest główną siłą w parlamencie. W ostatnich wyborach partia uzyskała ponad 45% głosów i niewiele brakowało jej do samodzielnych rządów. To jednak sojusz z ALDE (nieco ponad 5,5%) dał jej większość. W poniedziałek 19 sierpnia doszło w końcu do spotkania liderów obu partii, ale zgody jak nie było – tak nie ma. Premier Viorica Dăncilă oznajmiła, że nie zgodzi się na żadne ultimatum. Wygląda więc na to, że koalicja wisi na włosku, a mniejszej z partii może się to opłacić. Nadchodzą bowiem wybory prezydenckie w której to ALDE ma mocniejszego kandydata, popularność PSD z wielu przyczyn spada (a i tak obecny rząd wzbudza w kraju skrajne emocje), tymczasem następne wybory parlamentarne już za rok. To dobry moment, aby zacząć pracować na własny rachunek.

    Co więc czeka PSD w przypadku utraty koalicjanta? Szukanie nowego sojusznika wśród innych mniejszych partii, utworzenie rządu mniejszościowego lub zgoda na wcześniejsze wybory. Wiele wskazuje jednak na dwie ostatnie opcje, bo wstępne negocjacje z innymi graczami skończyły się fiaskiem. Na razie konflikt udało się wprawdzie ugasić, ale wiele wskazuje na to że nasili się on przed kolejnymi wyborami - nawet, jeśli będzie to tylko gra o dodatkowe głosy, to wiele może się zdarzyć.

    Michał Torz

    Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Warsaw Institute

  • Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

    Po niespełna sześciu miesiącach rządów komitet wykonawczy Partii Socjaldemokratycznej (PSD) jednogłośnie zadecydował o wycofania poparcia dla rządu Sorina Grindeanu. Oficjalnym powodem ma być brak wypełniania programu partii, jednak uważa się że była to osobista decyzja lidera ugrupowania Liviu Dragnei. Grindeanu nie zamierza jednak ustępować.

    W środę wieczorem 68-osobowy komitet wykonawczy PSD jednogłośnie zadecydował o wycofaniu poparcia dla urzędującego premiera. Jednocześnie zapowiedziano, że z partii zostanie usunięty każdy, kto zechce dołączyć do jego nowego gabinetu. Podobną decyzję podjęli także członkowie koalicyjnego ALDE. Liderzy obu ugrupowań Liviu Dragnea i Călin Popescu - Tăriceanu ogłosili to na wspólnej konferencji. Jako oficjalny powód zaistniałej sytuacji podano brak wykonywania założeń programowych partii. Według wyliczeń przeciwników premiera, jego rząd zrealizował mniej niż 15% spośród wszystkich planowanych reform. Zasugerowano także, że Grindeanu niezbyt radzi sobie z koordynacją pracy poszczególnych ministrów.

    Jeszcze tego samego dnia Sorin Grindeanu spotkał się z dziennikarzami na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, w trakcie której obalał argumenty Liviu Dragnei i Călina Popescu-Tăriceanu. Tłumaczył, że siłę partii PSD tysiące jej członków w całym kraju. Powiedział też, że jego rząd jest rządem Rumunii, a nie partyjnego komitetu wykonawczego. Przy okazji personalnie zaatakował Dragneę, mówiąc że jeden człowiek chce zachować całą władzę tylko dla siebie. Odniósł się także do stanu realizacji programu wskazując, że udało mu się zrealizować ponad połowę ze wszystkich założeń zaplanowanych na pierwsze pół roku rządów. Jako autora wyliczeń mówiących o kilkunastu procentach zrealizowanego programu wskazał zaś on byłego ministra finansów Dariusa Vâlcova, na którym ciążą zarzuty korupcyjne.

    Nie tylko Grindeanu nie złożył rezygnacji. Według niektórych źródeł wciąż może on liczyć na wsparcie kilku swoich ministrów. Do tej pory do dymisji nie podał się na przykład minister finansów Viorel Ștefan, minister sprawiedliwości Tudorel Toader, minister obrony narodowej Gabriel Leș czy minister ekonomii Alexandru Petrescu. Obecny kryzys idzie w parze z tarciami między koalicjantami. Niedawno pojawiły się między innymi doniesienia, że liderzy PSD starają się zachęcić do przystąpienia do koalicji partię mniejszości węgierskiej UDMR. Istnieje też spore prawdopodobieństwo, że socjaliści stracą władzę na rzecz nowego rządu powołanego przez prezydenta.

    Czytaj też:

    100 dni rządów Sorina Grindeanu

    Komu ufają Rumuni?

    Protesty, prezydenckie referendum i co dalej?

  • Przewodniczący rumuńskiego senatu: "Polska zasługuje na podziw"

    Podczas dzisiejszej debaty w rumuńskim senacie doszło do gorącej dyskusji. Przedstawiciel opozycji stwierdził, że Unia Europejska powinna nałożyć na Rumunię sankcje, podobnie jak w przypadku Polski. Słowa te spotkały się z ostrym sprzeciwem przewodniczącego izby wyższej, który stwierdził że działania polskiego rządu zasługują na podziw

    Wszystko zaczęło się od dyskusji nad zmianami w sądownictwie proponowanymi przez rumuński rząd. Radu Mihail z opozycyjnej partii USR stwierdził, że przyjęcie zmian może doprowadzić do objęcia Rumunię sankcjami, podobnie jak nastąpił to w przypadku Polski wobec której Komisja Europejska uruchomiła artykuł 7 traktatu Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że propozycje ustaw wzbudzają protesty części społeczeństwa i sprzeciw polityków opozycji. Radu Mihail powiedział, że nie chce aby Rumunia znalazła się wśród państw takich jak Polska i Węgry.

    W odpowiedzi głos zabrał Călin Popescu Tăriceanu - wywodzący się z koalicyjnej partii ALDE przewodniczący senatu. Stwierdził, że Polska zasługuje na podziw, ponieważ wie, jak respektować swoje wartości, tradycje i niezależność. Stwierdził też, że młodzi politycy nie zdają sobie sprawy z tego, że do tej pory sprawiedliwość w Rumunii istniała wyłącznie na papierze.

    Fot. www.guv.ro

  • Senat odrzucił ustawę, która wywoływała masowe protesty

    Zmiany w kodeksie karnym, które de facto depenalizowały niektóre przestępstwa korupcyjne, wprowadzono w nocy z 31 stycznia na 1 lutego. Wywołały one masowe protesty, które - choć w znacznie mniejszej skali - trwają po dziś dzień. Dzisiaj senat odrzucił ustawę wprowadzoną przez rząd.

    Przypomnijmy, że feralna ustawa opublikowana pod numerem 13 została wprowadzona w trybie rozporządzenia, w efekcie czego nie została przedyskutowana przez parlament. Już następnego dnia ponad 300 tysięcy mieszkańców Rumunii wyszło na ulicę protestując przeciwko obecnej władzy. W rezultacie  premier Sorin Grindeanu wycofał się z pomysłu wprowadzenia zmian w kodeksie karnym, co obwieścił w sobotę czwartego stycznia. Dzisiaj jego decyzja została podtrzymana, czego efektem było głosowanie w senacie. Za odrzuceniem ustawy głosowało bowiem 110 senatorów spośród 120 obecnych na sali (przy 9 głosach wstrzymujących się i jednym "przeciw").

    W związku z ustawą nr 13 Krajowa Dyrekcja Antykorupcyjna przesłuchała w zeszłym tygodniu szereg polityków piastujących wysokie państwowe stanowiska. Wśród nich znalazła się m. in. minister spraw wewnętrznych Carmen Dan i minister ds. relacji z parlamentem Graţiela Gavrilescu. Premier Sorin Grindeanu stwierdził, że tego typu działanie jest dziwne, gdyż jego zdaniem rząd od początku działał w zgodzie z prawem.

    Jeszcze ostrzej zareagował wiceprezes koalicyjnej partii ALDE Călin Popescu-Tăriceanu, który ocenił że w Rumunii panuje "parodia demokracji". Stwierdził też, że wypełnienie woli protestujących, których nazwał "psami" to "kpina z praworządności. Gdy miało już dojść do głosowania, były premier który piastuje obecnie stanowisko przewodniczącego senatu, przekazał prowadzenie obrad jednemu ze swoich zastępców.

    Fot. senat.ro