Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Historia

  • "Bliżej siebie" - Dni Polskie w Suczawie

    W dniach od 7 do 9 września po raz dziewiętnasty odbędą się Dni Polskie - wydarzenie łączące sobie imprezy kulturalne z sympozjum dotyczącym relacji polsko - rumuńskich.

    Tegoroczne Dni Polskie rozpoczną się 7 września o godzinie 10:00, od wernisażu pt. "Józef Piłsudski - mąż stanu Polski i Europy", który będzie prezentowany w Muzeum Historycznym w Suczawie. Potem będą się odbywać wykłady poświęcone relacjom Polski i Rumunii. Dominować będzie tematyka związków kulturowych i historycznych, ze szczególnym naciskiem na postać marszałka Józefa Piłsudskiego, dzięki któremu Rumunia stała się ważnym sojusznikiem Polski w okresie międzywojennym.

    Mniej oficjalne wydarzenie odbędzie się 9 września. Właśnie wtedy w Nowym Sołońcu odbędą się polskie dożynki. Po mszy świętej, która zostanie odprawiona w lokalnym kościele, będzie można obejrzeć wystawę plonów, skosztować miejscowych specjałów, wziąć udział w pikniku i obejrzeć występy zespołów folklorystycznych. Tego dnia wystąpi "Mała Pojana" (Pojana Mikuli), "Sołonczanka" (Nowy Sołoniec) i "Złoty Potok" (Jelna, Polska).

    Źródło/fot. Związek Polaków w Rumunii

  • "Panorama Siedmiogrodzka" w Odorheiu Secuiesc

    Dzieło Jana Styki, którego fragmenty od lat zbiera Muzeum Okręgowe w Tarnowie, trafiło niedawno z wizytą do Odorheiu Secuiesc. Wystawę otwarto 15 marca, w rocznicę wybuchu powstania z 1848 roku, którego jeden z epizodów został przedstawiony na monumentalnym dziele.

    "Panorama Siedmiogrodzka" znana jest też pod nazwą "Bem i Petöfi" czy "Bitwa pod Sybinem". Przedstawiała ona zajęcie Sybina, ówczesnej stolicy austriackiego Siedmiogrodu, przez wojska dowodzone przez Józefa Bema. Obraz namalowany w 1897 roku przez grupę malarzy pod przewodnictwem Jana Styki pierwotnie miał rozmiar 1,5 x 12 metrów i był wystawiany w najważniejszych miastach ówczesnych Austro-Węgier. Później jednak zaginął i - jak się później okazało - został pocięty na wiele mniejszych fragmentów, których zbierania podjęło się w latach siedemdziesiątych Muzeum Okręgowe w Tarnowie. Obecnie w jego zbiorach znajduje się siedemnaście kawałków, kolejne trzy są w posiadaniu różnych muzeów na terenie Polski, wiadomo też o jedenastu częściach będących w zbiorach prywatnych kolekcjonerów. Według Alicji Majcher-Węgrzynek z Muzeum Okręgowego w Tarnowie, panorama została pocięta, gdyż... Węgrzy nie zapłacili artyście. Obecnie ich potomkowie mieszkający w Odorheiu Secuiesc (węg. Székelyudvarhely) mogą więc oglądać część z zachowanych fragmentów:

    "15 marca w narodowe święto Węgier wystawa została otwarta. Wernisażowi nadano bardzo uroczystą oprawę. Otwarcie zostało poprzedzone uroczystością na rynku miasta gdzie delegacja z Muzeum w Tarnowie była przyjmowana oklaskami i  zapowiedziana jako delegacja z miasta urodzenia gen. Józefa Bema" - czytamy na stronie Muzeum Okręgowego w Tarnowie.

    Wystawa została otwarta w muzeum im.Haáz Rezső. "Panorama Siedmiogrodzka" będzie w nim wystawiana do 15 czerwca włącznie. Wcześniej obrazy prezentowane były w Budapeszcie.

  • "Rumuński Katyń". W Czerniowcach upamiętniono ofiary komunizmu

    Zbrodnia w Fântâna Albă (obecnie Biła Krynycia na Ukrainie) miała miejsce 1 kwietnia 1941 roku, kiedy to sowieccy żołnierze otworzyli ogień do rumuńskich chłopów próbujących wrócić przez granicę do swojej ojczyzny. Masakra, której ofiar nigdy nie udało się do końca ustalić, ze względu na bezwzględność oprawców nazywana jest czasami "rumuńskim Katyniem" (Katyn-ul românesc).

    Dramat ludności zamieszkującej północną Bukowinę zaczął się już w 1940 roku. Wtedy to zrealizowany został mało w Polsce znany element układu Ribbentrop-Mołotow, który zakładał utratę przez Rumunię części wschodnich ziem na rzecz ZSRR. W efekcie, w sowieckiej części Bukowiny znalazło się wiele osób identyfikujących się z narodowością rumuńską. Na wiosnę 1941 roku sowieci zaczęli rozpuszczać plotki, jakoby granice miały zostać otwarte, co pozwoli im wrócić do ojczyzny. Wielu mieszkańców okolic  zdecydowało się więc wspólnie wrócić do kraju, co niestety zakończyło się tragicznie.

    1 kwietnia kilka tysięcy Rumunów zebrało się w przygranicznej miejscowości Fântâna Albă, skąd skierowali się w stronę ojczyzny. Na czele pochodu szedł ksiądz z krzyżem, uczestnicy również nieśli ze sobą symbole religijne, a także białe flagi. Nie wiedzieli jednak, że na ich drodze znajdą się uzbrojone jednostki NKWD, które zawczasu przygotowały dla nich groby. Do uczestników pochodu otwarto ogień z broni maszynowej, w wyniku czego wiele osób zginęło. Do dzisiaj nie ustalono jednak, jaka była skala mordu. Podawane są liczby od 150 do nawet paru tysięcy ofiar.

    W czasach komunizmu o masakrze w Fântâna Albă nie wolno było mówić. Wszystko zmieniło się jednak w 1991 roku. Od tej pory co roku Ukraińcy i Rumuni wspólnie oddają hołd ofiarom tych tragicznych wydarzeń. Miniona sobota była kolejną już okazją do uczczenia ofiar komunistów. Główne uroczystości, w których udział wzięła między innymi konsul Rumunii Eleonora Moldovan, obchodzone były w Czerniowcach.

  • 23 sierpnia w historii Rumunii

    W Polsce dzień 23 sierpnia kojarzony jest głównie z podpisaniem w 1939 roku paktu Robbentrop-Mołotow. Układ pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Radzieckim miał też wpływ na historię sprzymierzonej z Polską Rumunii. Kolejne ważne wydarzenie miało miejsce już pięć lat później, gdy losy wojny uległy zmianie.

    Oficjalnie ministrowie spraw zagranicznych obu totalitarnych krajów podpisali 23 sierpnia 1939 roku pakt o nieagresji. Najistotniejsze były jednak zapisy porozumienia, które wówczas nie zostały oficjalnie ujawnione. Jak powszechnie wiadomo, układ poskutkował rozbiorem Polski pomiędzy nazistowskie Niemcy a sowiecką Rosję, która w obliczu klęski wojny obronnej zajęły wschodnie tereny II RP. W Polsce rzadko mówi się jednak o tym, że sporą część swojego terytorium utraciła wówczas także Rumunia.

    W wyniku moskiewskiego porozumienia Rumunia musiała oddać Sowietom tereny leżące na wschód od Prutu (czyli terytorium dzisiejszej Republiki Mołdawii) oraz północną Bukowinę. Stało się to w lipcu 1940 roku, czyli tuż po klęskę Francji, która wcześniej udzielała Rumunii gwarancji dotyczących niepodległości kraju. Okupacja tych ziem skutkowała licznymi represjami, a nawet mordami, co miało miejsce między innymi w miejscowości Fântâna Albă. Dokonana tam masakra jest obecnie niekiedy nazywana "rumuńskim Katyniem".

    Rumuni odzyskali utracone ziemie dopiero w 1941 roku, kiedy to ich armia wzięła udział w inwazji na ZSRR. Zaledwie trzy lata później III Rzesza i jej sojusznicy chyliła się ku upadkowi, a Armia Czerwona znajdowała się coraz bliżej granic Rumunii. W wyniku operacji jassko-kiszyniowskiej siły państw osi zostały rozbite, co skłoniło króla Michała I do działania. Doprowadził on do obalenia dyktatury Iona Antonescu, wezwał siły zbrojne do zawieszenia ognia i ogłosił swą lojalność względem sił alianckich. Od tej pory Rumunii walczyli u boku późniejszych zwycięzców globalnego konfliktu. Nie doprowadziło to do odzyskania ziem utraconych względem ZSRR, ale prawdopodobnie zabieg ten doprowadził do odebrania Węgrom północnego Siedmiogrodu, oddanego w wyniku II arbitrażu wiedeńskiego w 1940 roku.

    Fot. Bundesarchiv / Żołnierze rumuńscy podczas przeprawy przez Prut, lipiec 1941

    Czytaj też:

    "Haiducii" - rumuńscy żołnierze wyklęci

  • Ambasador Marcin Wilczek: Idea ścisłej kooperacji pomiędzy Polską a Rumunią jest bardzo ważna

    Tymi słowami ambasador Polski określił wagę wspólnych relacji obu krajów. W długim wywiadzie dla telewizji Digi24 Marcin Wilczek wypowiedział się też o roli Polski i Rumunii w Unii Europejskiej, także pod kątem ostatnich zmian politycznych na starym kontynencie.

    Wywiad z ambasadorem, przeprowadzony przez Cristinę Cileacu, został opublikowany na łamach programy "Pașaport diplomatic" w telewizji Digi24. Jednym z głównych tematów były relacje dyplomatyczne pomiędzy Polską a Rumunią:

    - Zbliżający się rok 2019, czyli setna rocznica nawiązania polsko-rumuńskich stosunków dyplomatycznych, to okazja do przypomnienia jak bardzo istotne są nasze wspólne relacje - powiedział ambasador Marcin Wilczek, przypominając w tym kontekście zwłaszcza okres międzywojenny, gdy relacje obu krajów były bardzo zażyłe. - Także dziś, gdy filarami naszego bezpieczeństwa i rozwoju gospodarczego są NATO i Unia Europejska, idea ścisłej kooperacji pomiędzy Polską a Rumunią jest bardzo ważna.

    W programie przypomniano postać marszałka Józefa Piłsudskiego i jego wizję sojuszu państw Europy Środkowej, w której ważną rolę miała również odgrywać Turcja. Ambasador, pytany o zmiany polityczne w tym kraju wyraził nadzieję, że będzie on nadal umacniał owocną współpracę z Zachodem. Zaznaczył, że naród turecki jest obecnie podzielony, ale kraj ten sam powinien rozwiązywać swoje własne problemy.

    Cristina Cileacu zapytała też między innymi o to, jaka jest polska wizja przyszłości Unii Europejskiej w obliczu kryzysu, którego symbolem stał się Brexit:

    - Polityka Unii Europejskiej polega na rozszerzaniu jej o kolejne kraje. Trudno o tym mówić obecnie, w kontekście Brexitu, ale moim zdaniem trudno jest sobie wyobrazić zamykanie drzwi tym, którzy chcą przystąpić do Unii - powiedział Marcin Wilczek. - Nie potrafię sobie wyobrazić zamykania drzwi krajom bałkańskim czy nie rozszerzania strefy Schengen o takie kraje jak Bułgaria czy Rumunia.

    W dalszej części rozmowy ambasador zauważył, że Unia Europejska jest traktowana przez kraje byłego bloku wschodniego jako wielkie osiągnięcie - "marzenie, które stało się rzeczywistością". Stwierdził też, że gdyby nie podział Europy po II wojnie światowej, to właśnie Polska i Rumunia znalazłyby się w gronie założycieli tego typu inicjatywy. Dziennikarka poprosiła też, aby ambasador przybliżył widzom, na czym polega współczesny projekt międzymorza, będący jednym z elementów polskiej polityki zagranicznej:

    - Jest to projekt, który zakłada współdziałanie państw znajdujących się w strukturach NATO i Unii Europejskiej. Ta współpraca w naszej opinii doprowadzi do wzrostu znaczenia naszego regionu. Z drugiej strony, w ostatnich latach kraje Europy Wschodniej koncentrowały się na budowie infrastruktury łączące je z Zachodem - co było logiczne i użyteczne. Teraz, po dwudziestu latach integracji z Unią Europejską, nadszedł czas abyśmy odkryli że możemy dokonać jeszcze więcej w naszym regionie - wyjaśnił ambasador.

    W tym kontekście Marcin Wilczek zwrócił uwagę na fakt, że pomiędzy granicą Polski a Rumunii istnieje dystans zaledwie 120 kilometrów, który jest jednak trudny do pokonania. Podróż pociągiem z Bukaresztu do Warszawy trwa natomiast dwadzieścia sześć godzin. Jako dobry przykład podał natomiast połączenia lotnicze realizowane przez Polskie Linie Lotnicze LOT, które cieszą się coraz większą popularnością. Projekt międzymorza jest więc w jego ocenie ważny z punktu widzenia zarówno infrastruktury, jak i płynących z niej korzyści ekonomicznych.

    - Kiedy przyjeżdżałem do Bukaresztu z Warszawy, podróż samochodem zajęła mi 18 godzin. Oznacza to, że musiałem zatrzymać się po drodze na noc. Mam nadzieję, że jak będę wracał, podróż zajmie mi dużo mniej czasu - podsumował ambasador Marcin Wilczek.

    Na koniec rozmowy ambasador Wilczek zabrał swoją rozmówczynię do parku Ioana Voicu, gdzie znajduje się niewielki pomnik poświęcony marszałkowi Piłsudskiemu. Ambasador mówił o tym, jak wielką sympatią polski przywódca darzył Rumunię i wyraził przekonanie, że oba kraje powrócą raz jeszcze do ścisłej współpracy, co już obecnie przejawia się we wzajemnej sympatii, a także w coraz większej liczbie turystów i inwestycji.

    Poniżej zamieszczamy omawiany wywiad, pierwotnie opublikowany na portalu Digi24.ro. Poruszone w nim zostały także takie wątki jak badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej czy krytyka Polski i Węgier przez niektóre kraje Unii Europejskiej. Rozmowa prowadzona jest po angielsku, dostępne są rumuńskie napisy:

    Źródło: Digi24

  • Czołowi politycy z czasów transformacji ustrojowej trafią do sądu

    Chodzi o byłego prezydenta Iona Iliescu i premiera Petre Romana, którzy w czerwcu 1990 roku doprowadzili do brutalnego rozprawienia się z pokojowymi manifestacjami. W efekcie ich działań zmarły cztery osoby, a ponad tysiąc zostało rannych.

    Po upadku reżimu komunistycznego w Rumunii nadal dochodziło do wielu protestów. Domagano się między innymi wprowadzenia prawa, które zakazywałoby dawnym politykom partii komunistycznej bycia członkami rządu. Mimo to, w wyniku wyborów 20 maja 1990 roku do władzy doszedł Front Wyzwolenia Narodowego, na którego czele stanął Ion Iliescu. Oprócz niego partię tworzyło też wielu innych działaczy partii komunistycznej.

    Choć po wyborach protesty osłabły, to najbardziej wytrwałe grupy manifestantów nadal okupowały piața Universității. Powstały tam między innymi barykady, rozstawiono też namioty. Do rozpędzenia demonstracji Ion Iliescu wezwał wtedy robotników i górników, którym wmówiono że protestujący to zbieranina alkoholików, narkomanów i faszystów. Apel poskutkował, na skutek czego do stolicy pociągami przyjechało ponad 10 tysięcy uzbrojonych w pałki zwolenników rządu.

    W efekcie kilka osób zginęło, a ponad tysiąc (oficjalnie 746) zostało rannych. Wielu demonstrantów zostało też bezprawnie aresztowanych. Wydarzenia te, zwane powszechnie „Mineriadami”, przez wiele lat kładły się zaś cieniem na politykach biorących udział w podburzaniu tłumu. Obecnie na ławie oskarżonych znajdzie się kilkanaście osób – oprócz Iliescu (byłego prezydenta) oraz Romana (byłego premiera) zasiądą na niej także inni członkowie ówczesnego rządu, służb specjalnych i Frontu Wyzwolenia Narodowego.

    Fot. www.comunismulinromania.ro

  • Festiwal Roman Apulum 2017

    Ponad trzystu rekonstruktorów weźmie udział w wydarzeniu, które odbędzie się w Alba Iulia między 28 kwietnia a 1 maja. Rzymscy żołnierze, gladiatorzy i daccy wojownicy przybliżą widzom czasy dawnego imperium.

    Miejsce, w którym odbędzie się festiwal, wybrano nieprzypadkowo. Alba Iulia, zwana wówczas Apulum, była bowiem w latach 107-271 jednym z ważniejszych ośrodków rzymskiej prowincji - Dacji. W mieście stacjonował między innymi XIII legion "Gemina". Ślady po dawnym osadnictwie rzymskim do dzisiaj są odsłaniane przez archeologów, w trakcie festiwalu będzie natomiast można na własne oczy zobaczyć, jak wyglądało dawne uzbrojenie i ubiory ludności zamieszkującej te tereny.

    W programie przewidziano wystawy, wykłady przybliżające strukturę rzymskich legionów, pokazy tańca i dawnej kuchni. Najważniejszym elementem wydarzenia będą jednak rekonstruktorzy prezentujący dawne uzbrojenie, walki gladiatorów czy nocny marsz z pochodniami. Widzowie będą mogli też poprzyglądać się rzemieślnikom, wytwarzającym przedmioty wedle dawnych tradycji.

    Szczegółowy program festiwalu i więcej informacji znaleźć można na stronie organizatorów oraz na Facebooku.

    Fot. Festival Roman Apulum

  • Haiducii - rumuńscy "Żołnierze Wyklęci"

    Podobnie jak w Polsce, w powojennej Rumunii wielu ludzi zbrojnie wystąpiło przeciwko wprowadzonemu ustrojowi komunistycznemu. Sprzyjały im niedostępne góry i lasy, dające schronienie podczas kolejnych akcji przeprowadzanych przez służby i regularną armię. Partyzanci antykomunistyczni, przez mieszkańców zwani "Haiducii", działali aż do początku lat sześćdziesiątych, prowadząc beznadziejną walkę z nowymi władzami.

    Już w marcu 1944 roku Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie rubieże Rumunii. Kulminacyjny moment nadszedł jednak w sierpniu tego samego roku, kiedy to w wyniku operacji jassko-kiszyniowskiej Rosjanie zajęli Jassy, Kiszyniów, Braiłę i Gałacz. Ofensywa miała też ważne skutki polityczne, gdyż to właśnie wtedy w Bukareszcie wybuchło powstanie. W jego efekcie król Michał I pozbawił władzy faszystowskiego dyktatora Iona Antonescu, a Rumunia przystąpiła do walki z III Rzeszą po stronie aliantów. Już wtedy na terenie kraju zaczęli pojawiać się lojalni wobec Niemiec członkowie Żelaznej Gwardii, którzy byli transportowani do Rumunii drogą powietrzną.

    W trakcie kolejnych kilku lat komuniści ze wsparciem Moskwy zdołali przejąć władzę w kraju. Wielu byłych żołnierzy oraz członków Żelaznej Gwardii, lecz także zwykłych chłopów, szukało w tym czasie schronienia w górach, oczekując kolejnej wojny, która jak wiadomo nigdy nie nadeszła. W 1948 roku, po całkowitym przejęciu władzy przez komunistów, w skali kraju oddziały partyzanckie zrzeszały jednak kilka tysięcy osób, wśród których znaleźli się ludzie obawiający się czystek i masowych aresztowań przeprowadzanych przez nowy rząd. Co ciekawe, w górach chronili się także agenci werbowani przez CIA, którzy mieli informować o bieżącej sytuacji w kraju i dokonywać akcji sabotażowych.

    Kolejne zgrupowania partyzantów były z biegiem lat systematycznie wykrywane i likwidowane przez siły rządowe. W efekcie, w późnych latach pięćdziesiątych działały już nieliczne grupy liczące od kilku do dwustu osób. Pojedynczy żołnierze podziemia ukrywali się jednak aż do początku lat sześćdziesiątych - dokładnie w 1962 roku schwytano ostatniego partyzanta w leżącym na południowym zachodzie kraju Banacie.

    Represje trwały jednak nadal, czego przykładem jest wywodzący się z Żelaznej Gwardii Ion Gavrilă Ogoranu. Jego oddział działający w Górach Fogaraskich został bowiem rozbity w 1956 roku, a sam Ogoranu ukrywał się aż do 1976 roku. Po schwytaniu został skazany na karę śmierci, jednak uratowało go wstawiennictwo prezydenta USA Richarda Nixona. Ogoranu doczekał upadku komunizmu (zmarł w 2006 roku), a jego wspomnienia stały się cennym źródłem informacji na temat powojennej partyzantki antykomunistycznej. Na podstawie jego historii nakręcono też w 2010 roku film "Portretul luptătorului la tinereţe" ("Portret młodego wojownika").

    Fot.www.ziaristionline.ro

  • Koniec neutralności, kres dyktatury - egzekucja Iona Antonescu

    Gdy 22 czerwca 1941 roku, w dniu ataku Rzeszy na ZSRR, Rumunia oficjalnie przystąpiła do II wojny światowej, nic nie zapowiadało jeszcze nadchodzącej klęski. Od porażki w bitwie pod Stalingradem w lutym 1943 roku stawała się ona jednak coraz bardziej realna.

    Niezadowolenie społeczne i bunty w wojsku zachwiały pozycją Iona Antonescu. Rosło zagrożenie i presja ze strony aliantów zachodnich oraz Związku Radzieckiego. Dobrym tego wyrazem wydaje się godzinne bombardowanie Bukaresztu, w którym zginęło 900 osób. W dniach 9-18 października 1944 roku Churchill przebywał z wizytą w Moskwie i procentowo ustalał ze Stalinem podział wpływów sprzymierzonych na Bałkanach. Odnośnie Rumunii wyszło im 90:10 na korzyść ZSRR. W 1943 roku komuniści proklamowali utworzenie Patriotycznego Frontu Antyfaszystowskiego. Na przełomie kwietnia i maja 1944 roku wszystkie partie rumuńskie tj: Partia Narodowo-Chłopska, Partia Narodowo-Liberalna, Partia Socjaldemokratyczna oraz Partia Komunistyczna utworzyły Blok Narodowo-Demokratyczny.

    W zaistniałej sytuacji król Michał, 23 sierpnia 1944 roku, wezwał do siebie Antonescu. Kiedy ten nie zgodził się przejść na stronę aliantów, monarcha nakazał go aresztować, po czym zerwał sojusz z Hitlerem i dwa dni później wypowiedział wojnę Niemcom. Tak zakończyła się dyktatura generała. 30 sierpnia do Bukaresztu weszła Armia Czerwona. We wrześniu Rumunia ogłosiła zawieszenie broni z ZSRR. Besarabia i Bukowina zostały w granicach komunistycznego mocarstwa, zaś drugi arbitraż wiedeński z 1940 roku [oddający ziemie północnego Siedmiogrodu Węgrom - przyp. Red.] miał zostać anulowany. 1 czerwca 1946 roku, po trwającym blisko miesiąc procesie, generał Antonescu został rozstrzelany. Przed śmiercią miał stwierdzić, że „jest pewien, że jego śmierć otworzy szerzej oczy narodu rumuńskiego na sytuację w kraju, taką, jakiej chciał zapobiec, walcząc z bolszewikami”. m do faszystów z Legionu Michała Archanioła, zwanych Żelazną Gwardią.

    Powyższy tekst jest fragmentem artykułu z portalu www.histmag.org autorstwa Marka Wiśniewskiego pt. "Ion Antonescu. Ramię w ramię z Hitlerem". Został on opublikowany na zasadach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska. Zachęcamy do przeczytania całości artykułu!

    UWAGA! Poniższy film pokazuje moment egzekucji Iona Antonescu. Tylko dla widzów pełnoletnich!

  • Książę Radu odwiedzi Poznań

    10 maja przypada Dzień Monarchii. Z tej okazji rumuńska rodzina królewska weźmie udział w kilku wydarzeniach, które będą miały miejsce Rumunii, Polsce i Szwajcarii. Polskę odwiedzi zięć króla Michała, książę Radu, który weźmie udział w uroczystościach związanych z przejęciem tradycji 57. Pułku Piechoty Karola II Króla Rumunii przez Batalion Logistyczny 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej im. gen. broni Józefa Dowbor - Muśnickiego.

    Dzień niepodległości, który przypada 10 maja, obchodzony jest na pamiątkę zwycięstwa nad Turcją w wojnie z lat 1877-78 (wojna rosyjsko-turecka), które pozwoliło na uzyskanie przez Rumunię pełnej niezależności. To także Dzień Monarchii (Ziua Monarhiei), gdyż właśnie tego dnia doszło w 1881 roku do koronacji Karola I na pierwszego króla Rumunii. Wydarzenia z udziałem członków rodziny królewskiej odbędą się w Rumunii i Szwajcarii. W Polsce specjalną uroczystość zaplanowano w Poznaniu. Batalion logistyczny 17. Brygady Zmechanizowanej przejmie wtedy tradycję 57. Pułku Piechoty Wielkopolskiej Karola II Króla Rumunii, który walczył z Niemcami podczas wojny obronnej w 1939 roku:

    "W 1937 król Rumunii Karol II Hohenzollern-Sigmaringen w czasie swojej wizyty w Polsce objął honorowe szefostwo nad 57. Pułkiem Piechoty Wielopolskiej i udekorował sztandar pułku orderem wojennym Michała Walecznego III klasy. Zarządzeniem prezydenta RP z 28 czerwca 1937 roku pułk otrzymał nazwę 57. Pułk Piechoty Wielkopolskiej Karola II Króla Rumunii. Szlak bojowy 57. Pułku Piechoty obejmuje okres od wojny polsko-bolszewicką po kampanię wrześniową - czytamy na stronie 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

    12 maja o godzinie 09.30 żołnierze złożą kwiaty i zapalą znicze pod pomnikiem poświęconym 57. Pułkowi Piechoty Wielkopolskiej Karola II Króla Rumunii. O godzinie 10.00 odprawiona zostanie msza św. w Klasztorze pw. Św. Józefa, natomiast o godzinie 11.30 podczas uroczystego apelu na placu przy pomniku Armii Poznań nastąpi podpisanie aktu przyjęcia tradycji oraz wręczenia repliki sztandaru historycznego. Po oficjalnych uroczystościach odbędzie się piknik wojskowy.

    6 maja książę Radu wziął udział w odsłonięciu popiersia Króla Ferdynanda I w miejscowości Tepilova Mare w Republice Mołdawii. Oryginalny pomnik powstał w 1937 roku, jednak w czasie wojny został on zniszczony przez Sowietów. 10 maja król Michał I przyjmie w swojej szwajcarskiej rezydencji księdza Adriana Diaconu z genewskiej parafii Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego. Tego samego dnia księżniczka Małgorzata i książę Radu wezmą udział w uroczystościach, które odbędą się w Bukareszcie. O godzinie 10:30 para książęca złoży kwiaty pod pomnikiem króla Ferdynanda I znajdującym się na placu Palatului Regal. O godzinie 17:00 zaproszeni goście wezmą natomiast udział garden party, które odbędzie się w Pałacu Elżbiety przy ulicy Kiseleff.

    W 2007 roku król Michał I (ur. 1921) ogłosił swoją najstarszą córkę Małgorzatę na następczynię tronu, w razie przywrócenia w Rumunii monarchii. Jej mężem od 1996 roku jest Radu Duda, który w 1999 roku otrzymał tytuł księcia Hohenzollern-Veringen.

    Pełny plan wydarzeń (j. rumuński)

    Fot. www.dcnews.ro

  • Malaxa - zapomniany rozdział w historii rumuńskiej motoryzacji

    Rumuńska motoryzacja powszechnie kojarzy się z założoną w latach sześćdziesiątych Dacią. Istniało jednak wiele innych ciekawych projektów, które z różnych względów nie przetrwały do dzisiejszych czasów. Idealnym przykładem jest Malaxa - samochód, który mimo sporego potencjału nie doczekał się niestety masowej produkcji.

    Historia tego ciekawego samochodu sięga 1945 roku. Grupa inżynierów z Braszowa i Bukaresztu pod kierownictwem Petra Carpa zbudowało wtedy prototyp Malaxa - sześcioosobowego auta o ciekawej, aerodynamicznej sylwetce. Napędzał go trzycylindrowy, 30-konny silnik, który przy spalaniu 10 litrów benzyny na sto kilometrów pozwalał rozwinąć prędkość nawet 120 km/h. Co ciekawe, zarówno silnik, jak i reszta podzespołów, znajdował się z tyłu pojazdu. Chłodzenia zapewniał zaś ciekawy system, dzięki któremu powietrze trafiało do silnika przez otwory umieszczone w dachu.

    Samochód powstał dzięki Nicolae Malaxie - inżynierowi i przemysłowcowi, właścicielowi fabryk produkujących głównie lokomotywy i wagony, a w trakcie wojny między innymi tankietki. Między 1945 a 1947 rokiem w fabryce w  Reșițy wyprodukowano około dwustu egzemplarzy samochodu. Niestety, opanowanie kraju przez komunistów uniemożliwiło dalszy rozwój tego ciekawego projektu, gdyż linia montażowa została rozebrana i wywieziona wgłąb ZSRR. Podobno decyzję o wywózce podjąć jeden z radzieckich dygnitarzy, który był pod wielkim wrażeniem osiągów samochodu.

    Sam Nicolae Malaxa także opuścił Rumunię. W 1948 roku król Michał I wysłał go z misją gospodarczą do Stanów Zjednoczonych, z których miał już nigdy nie wrócić, gdyż komunistyczne władze pozbawiły go obywatelstwa. Malaxa nigdy nie starał się jednak o amerykański paszport. Aż do śmierci w 1965 roku pozostał wierny Rumunii, między innymi angażując się w finansowanie niezależnego czasopisma Luceafărul.

    Fot. www.gandul.info

  • Nowy dzień wolny w Rumunii?

    Rumuński parlament jednomyślnie przyjął ustawę, która wprowadza 27 marca nowe święto państwowe. Właśnie tego dnia w 1918 roku tereny dzisiejszej Republiki Mołdawii znalazły się bowiem w granicach Królestwa Rumunii.

    Nowe święto zostało ustalone na 27 marca, w rocznicę podpisania unii pomiędzy Besarabią a Rumunią. Teraz ustawa czeka na podpis prezydenta. Święta narodowe w Rumunii obchodzone są już na pamiątkę przyłączenia Transylwaniiunii zawartej pomiędzy Mołdawią a Wołoszczyzną w 1859 roku. Czy 27 marca także będzie dniem wolnym od pracy? Tego jeszcze nie wiadomo. Z pewnością taka decyzja musiałaby się wiązać ze zmianami w kodeksie pracy.

    Wiadomo na pewno, że nowe święto będzie oficjalnie celebrowane. Na ulicach pojawią się w tym dniu flagi, a mieszkańcy kraju będą mieli możliwość wzięcia udziału w wielu wydarzeniach kulturalnych. Nie ma jeszcze sygnałów, jak nowe święto odebrane zostało w Republice Mołdawii. Obecny prezydent tego kraju nie jest bowiem zwolennikiem ścisłej współpracy z Rumunią. Jego polityka zagraniczna skupia się natomiast na budowaniu dobrych relacji z Rosją.

    Obszar Besarabii to wschodnia część danego księstwa Mołdawskiego, która w 1812 roku została zajęta przez Rosjan - wcześniej tereny te były zależne od Turcji. W 1918 roku, wykorzystując chaos który zapanował po rewolucji bolszewickiej, władze Rumunii doprowadziły do przyłączenia terenów dawnej guberni. Dopiero w 1940 roku, w efekcie paktu Ribbentrop-Mołotow, Besarabia została włączona w skład ZSRR. Rumuni ponownie odzyskali jednak te ziemie już w 1941 roku, dzięki przyłączeniu się do niemieckiej inwazji na Związek Radziecki. Był to jednak sukces tymczasowy, gdyż już w 1944 roku wkroczyły tam ponownie wojska radzieckie. Republika Mołdawii ogłosiła niepodległość w 1991 roku i od tej pory kraj zmaga się z wieloma problemami. Jednocześnie idea ponownej unii z Rumunią ma tam niewielu zwolenników.

  • Oradea i historia jednego* pomnika

    Niektórzy Czytelnicy zapewne poznają po zdjęciu, że chodzi o pomnik Mihaia Viteazul stojący na głównym placu miasta. Nie każdy jednak wie, że dawniej w tym samym miejscu znajdowały się inne monumenty, zmieniające się wraz z granicami i ustrojami politycznymi. Dlatego też gwiazdka w tytule niniejszego artykułu wcale nie jest przypadkowa.

    Pomnik Michała Walecznego (Mihai Viteazul) autorstwa Alexandru Gheorghițy i Georgety Caragiu stoi na placu Unirii od 1994 roku. Wizerunek władcy z przełomu XVI i XVII w. z pozoru niczym się nie wyróżnia, gdyż podobne rzeźby często zauważyć można w wielu rumuńskich miastach. Wszak jest to postać symboliczna, gdyż to właśnie Michał jako pierwszy zjednoczył Mołdawię, Wołoszczyznę i Transylwanię - czyli większość ziem składających się obecnie na państwo rumuńskie.

    Pomnik z Oradei od początku wzbudzał jednak wiele kontrowersji. Krytycy zwracali między innymi uwagę na fakt, że koń stoi wszystkimi czterema nogami na ziemi, co zwykle wskazuje na naturalną śmierć siedzącej na nim postaci. Tymczasem Michał został zamordowany przez Austriaków w 1601 roku, co na długie lata uniemożliwiło zjednoczenie władanych przez niego księstw. Wierzchowiec, którego dosiada władca, został ponadto wyrzeźbiony bez zachowania odpowiednich proporcji. Niektórzy zwracali także uwagę na fakt, że Michał powinien zostać zwrócony ku granicy z Węgrami, co miałoby symbolizować obronę kraju przed wrogami.

    Pomijając wszelkie kwestie estetyczne i historyczne, pomnik stoi na placu do dziś i stał się jednym z jego charakterystycznych punktów. Nie każdy jednak wie, że wcześniej w tym samym miejscu znajdowały się też inne monumenty. Do 1923 roku stał tam pomnik Władysława I Świętego króla Węgier, będącego patronem tego kraju. W efekcie przesunięcia granic musiał on jednak ustąpić miejsca rumuńskiemu królowi Ferdynandowi I. Po 1940 roku Oradea (węg. Nagyvárad) z powrotem znalazła się jednak w granicach Węgier, przez co rumuński król został zastąpiony statuą na cześć regenta Miklósa Horthyego. Pomnik rozebrano tuż po wojnie, gdy Rumunia odzyskała utracone ziemie. Wtedy też postanowiono upamiętnić w tym miejscu żołnierzy Armii Czerwonej, który rozebrano na początku lat dziewięćdziesiątych.

    Fot. Pomnik Michała Walecznego w trakcie remontu placu w 2016 roku.

  • Pierwszy mecz towarzyski Polski i Rumunii

    Czerniowce, rok 1922. Do miasta leżącego wówczas na terytorium Rumunii zawitała reprezentacja Polski, aby rozegrać pierwszy w historii obu krajów mecz towarzyski. O tym, jakie znaczenie miało wówczas to wydarzenie, świadczy fakt, że Polaków przywitał osobiście król Rumunii Ferdynand I. W całym okresie międzywojennym obie reprezentacje spotkały się łącznie osiem razy.

    Spotkanie odbyło się 3 września 1922 roku na stadionie Maccabi Cernăuţi (podstawowe składy w tabeli poniżej). Dla obu drużyn był to jeden z pierwszych meczów rozegranych przez świeżo powołane reprezentacje. Pierwsza bramka padła w dwudziestej minucie meczu, dzięki Leopoldowi Duźniakowi (Olsza Kraków). Wyrównującego gola strzelił zaś w sześćdziesiątej trzeciej minucie Alexandru Kozovits.

    Pełną relację z meczu znaleźć można w rewelacyjnym artykule pana Piotra Gołdyna, który został opublikowany na łamach Kuriera Galicyjskiego.

    Składy obu drużyn*:

    Andrzej Przeworski (Cracovia)

    Ludwik Gintel (Cracovia)

    Stefan Fryc (Cracovia)

    Marian Spoida (Warta Poznań)

    Stanisław Cikowski (Cracovia)

    Jerzy Bułanow (Korona Warszawa)

    Zbigniew Niziński (Warta Poznań)

    Wawrzyniec Staliński (Warta Poznań)

    Władysław Prymka (Warta Poznań)

    Leopold Duźniak (Olsza Kraków)

    Leon Sperling (Cracovia)

    Aurel Guga

    Ritter Adalbert

    Szilágyi Lajos

    Hirsch Elemér

    Jakobi Dezső

    Rónay Ferenc

    Nicolaus Hönigsberger

    Franz Zimmermann

    Karl Frech

    Paul Schiller

    Johann Auer

    *Skład Rumunii z meczu z Jugosławią w czerwcu 1922, skład Polski za www.hppn.pl

    Łącznie w całym okresie międzywojennym reprezentacje Polski i Rumunii spotykały się aż osiem razy. Ostatni mecz rozegrano w 1937 roku, a na następne spotkanie trzeba było czekać prawie dekadę. Ale to już inna historia...

    1. 3.09.1922 Maccabi Cernăuţi (towarzyski)
    Rumunia - Polska 1-1 (0-1)
    Alexandru Kozovits (63) Leopold Duźniak (20)

    2. 2.09.1923 Czarni Lwów (towarzyski)
    Polska - Rumunia 1-1 (1-1)
    Wacław Michał Kuchar (16) Aurel Guga (38)

    3. 19.06.1927 O.N.E.F. Bucureşti (towarzyski)
    Rumunia - Polska 3-3 (2-0)
    Istvan Auer (12, 60) Józef Kałuża (55)
    Mihai Tanzer (41) Karol Pazurek (64)
    Stanisław Wójcik (76)

    4. 23.08.1931 Legia Warszawa (towarzyski)
    Polska - Rumunia 2-3 (0-2)
    Józef Nawrot (80) Graţian Sepi (5, 79)
    Witold Wypiewski (88) Elemer Kocsis (29)

    5. 2.10.1932 O.N.E.F. Bucureşti (towarzyski)
    Rumunia - Polska 0-5 (0-4)
    Michal Matyas (6)
    Józef Nawrot (8, 25, 78)
    Ewald Urban (38)

    6. 14.10.1934 Czarni Lwów (towarzyski)
    Polska - Rumunia 3-3 (1-1)
    Henryk Martyna (11-11m, 63-11m) Ştefan Dobay (17, 86)
    Ewald Urban (51) Gheorghe Ciolac (52)

    7. 3.11.1935 O.N.E.F. Bucureşti (towarzyski)
    Rumunia - Polska 4-1 (3-1)
    Dincă Schileru (1) Karol Pazurek (38)
    Silviu Bindea (20, 35)
    Graţian Sepi (73)

    8. 5.07.1937 Ł.K.S. Łódź (towarzyski)
    Polska - Rumunia 2-4 (2-3)
    Leonard Piątek (2) Ştefan Dobay (29)
    Michal Matyas (25) Iuliu Baratky (14, 82)
    Iuliu Bodola (18)

    Dziękujemy panu Andrzejowi Tychoniakowi, prezesowi Klubu Honorowych Dawców Krwi Cracovia Pasy za pomoc w realizacji artykułu

    Źródła:

    Dane dotyczące meczów: www.dolce-sport.ro

    Skład polskiej reprezentacji: www.hppn.pl

  • Polscy miłośnicy rumuńskiej armii

    Historia Rumunii wciąż jest w Polsce mało znana. Tym bardziej interesujący jest fakt, że w naszym kraju działa grupa rekonstrukcyjna odtwarzająca sylwetki tamtejszych żołnierzy z czasów II wojny światowej. Spytaliśmy się, jak zaczęła się ich fascynacja rumuńskimi siłami zbrojnymi.

    Póki co grupa obejmuje siedmiu członków. Zajmują się oni między innymi odtwarzaniem armii niemieckiej, rosyjskiej, szwajcarskiej, szwedzkiej czy organizacji Wolność i Niezawisłość. Deklarują jednak, że to właśnie Rumunia stanowi główny obiekt ich zainteresowań. Jak to się zaczęło?

    - Pomysł na rekonstrukcję tej armii przyszedł mi do głowy w 2015 roku, kiedy to zaczynałem dopiero wnikać w środowisko rekonstruktorów. Ze zdziwieniem zauważyłem, że nikt z kolegów na poważnie nie traktował odtwarzania żołnierzy Armii Rumunii i Węgier z okresu II wojny światowej. Postanowiłem więc, że to będzie mój temat i jemu się poświęcę - opowiada Andrzej Ciechalski, założyciel GRH Armata Română. - Wybrałem Rumunię, bo wiedziałem o niej jeszcze mniej niż o Węgrzech, wydawała mi się bardziej egzotyczna. Zacząłem czytać, szukać zdjęć, oglądać stare kroniki i bardzo szybko przekonałem się o słuszności swojego wyboru. Problematyka udziału Rumunii w ostatniej wojnie światowej jest bardzo ciekawa, rozległa i niestety w Polsce prawie całkowicie pomijana milczeniem, co stanowi wielką stratę zważywszy na wspólne relacje polsko-rumuńskie okresu międzywojennego i czasu samej wojny.

    Grupa Andrzeja Ciechalskiego wciąż rekrutuje nowych członków. Dołączyć jednak nie jest łatwo ze względu na dostępność niezbędnych elementów umundurowania i wyposażenia na polskim rynku. To zaś wiąże się z niemałymi kosztami:

    - Podstawowy sprzęt i mundur kosztują około 1,5 tys. zł. Ja jednak wyłożyłem dotychczas znacznie więcej, staram się kupować oryginalny sprzęt który czasem pojawia się na naszym rynku. Myślę że to jeszcze nie koniec moich zakupów. Widać jednak pewne efekty tych wydatków, bo na tle kolegów rekonstruktorów z Czech, Słowacji i Rumunii prezentujemy naprawdę dobry poziom - tłumaczy Andrzej Ciechalski. - Pewną trudnością jest fakt, że z powodu małego zainteresowania rumuński sprzęt nie jest łatwy do kupienia i trzeba polować na oryginały lub samemu organizować sobie repliki.

    Wszystkim zainteresowanym działalnością GRH Armata Română polecamy obserwowanie jej działalności w mediach społecznościowych. Znaleźć tam można mnóstwo relacji z wydarzeń, zapowiedzi, a także zdjęć - zarówno archiwalnych, jak i prezentujących dokonania grupy.

    Fot. Łukarz Pietrzak. Żródło: GRH Armata Română

  • Polskie nazwy rumuńskich miast na mapie z okresu międzywojennego

    Mapa stworzona w 1926 roku przez Stanisława Lewickiego pokazuje drogi handlowe w Polsce funkcjonujące od średniowiecza do wieku XVI. Ze względu na spory zasięg terytorialny I Rzeczypospolitej, obejmuje ona sporą część Europy - w tym obecną Rumunię, gdzie zaznaczono wiele miast używając ich polskich nazw.

    Sporo szlaków handlowych, a co za tym idzie także miast, leży na terenie Transylwanii i w jej najbliższych okolicach. Znaleźć tam można kilka miejscowości, których nazwy są fonetycznym zapisem z języka węgierskiego. Na północy widoczny jest na przykład Sziget (Syhot Marmaroski; rum. Sighetu Marmației, węg. Máramarossziget). Tuż obok leży natomiast Wielka Bania (rum. Baia Mare, węg. Nagybánya, niem. Frauenbach lub Neustadtl), choć dosłowne tłumaczenie powinno raczej brzmieć "Wielka Kopalnia". Szlak z Baia Mare prowadzi dalej na południe, do Bystrzycy (rum. Bistrița, węg. Beszterce, niem. Bistritz t. Nösen). Stamtąd jedna z odnóg szlaku prowadziła na zachód, w kierunku Klużu. W języku polskim funkcjonowała niegdyś dla tego miasta nazwa "Kołocza". Na mapie widnieje jednak nazwa Kołoszwar wprost nawiązująca do węgierskiego Kolozsváru (rum. Cluj-Napoca, niem. Klausenburg). Jeszcze dalej na zachód leży Wielki Waradyn (rum. Oradea, węg. Nagyvárad), co jest kolejnym nawiązaniem do nazwy węgierskiej ("nagy" oznacza "wielki", natomiast "var" - "zamek").

    Kierując się z Klużu na południe docieramy do Białogrodu, czyli obecnej Alba Iulia. Nazwa ta nawiązuje do historii miasta z X wieku, kiedy to nosiło ono nazwę Bălgrad. Do "białego grodu" odnosi się także nazwa węgierska (Gyulafehérvár) oraz niemiecka (Weißenburg). Od 1711 roku Austriacy używali nazwy Karlsburg, która pojawia się zresztą na mapie w nawiasie. Nieco dalej na południe widnieje z kolei Sybin (rum. Sibiu, węg. Nagyszeben, niem. Hermannstadt) - miasto znane w Polsce ze względu na zwycięską potyczkę powstańców węgierskich, którzy pod dowództwem Józefa Bema pokonali wojska austriackie i rosyjskie. Spod Sybina odnoga szlaku handlowego prowadzi w kierunku północno - wschodnim do... Szygiszowa, czyli obecnej Sighișoary (węg. Segesvár, niem. Schäßburg). Jest to o tyle ciekawe, że polska nazwa tej miejscowości pojawiła się wyłącznie w jednej publikacji naukowej, w dodatku pod inną nazwą - Segieszów. Nieopodal znaleźć można jeszcze Braszów (rum. Brașov, węg. Brassó) wraz z podaną w nawiasie niemiecką nazwą Kronstadt.

    Z prezentowanej mapy wynika, że bardziej ożywione kontakty handlowe funkcjonowały z Mołdawią. Tutaj jednak opisane nazwy nie różnią się aż tak bardzo od tych używanych współcześnie. Na południe od Czerniowców (ukr. Чернівці, rum. Cernăuţi) znajduje się obecne miasto graniczne Seret (rum. Siret), skąd szlak prowadził do Suszawy (rum. Suceava, węg. Szűcsvár). Stamtąd jedna z odnóg drogi handlowej kieruje się w kierunku leżącej w Transylwanii Bystrzycy, gdzie mijamy takie miasta jak Humorel (Gura Humorului, przez miejscową ludność polską nazywana Gura Humora) i Watra (rum. Vatra Dornei, niem. Dorna Watra, węg. Dornavátra; w polskiej literaturze także jako Watra Dorna). Z Suczawy na południowy wschód szlak prowadził do Jassów (rum. Iași, węg. Jászvásár), po drodze mijając takie miejscowości jak Hirlan (obecnie Hârlău) i Tyrgul. Nie chodzi tu jednak o leżący bardziej na południe Târgu Neamț, lecz Târgu Frumos. Zerknijmy jednak dalej na południe, gdzie szlak prowadził przez miejscowość Roman (tutaj wyjątkowo nazwa nie została zmieniona), Baków (Bacău), Okna (Târgu Ocna) i Totrusz (Târgu Trotuș). Następnie można znaleźć tajemniczą miejscowość Kilkowa. Najprawdopodobniej chodzi tu o Fokszany (rum. Focșani, niem. Fokschan), skąd droga prowadziła na południe do Rymnika (rum. Râmnicu Sărat).

    Niemalże równoległy szlak z Jassów prowadził na południe do Bertad (rum. Bârlad), a następnie do Galata (Gałacz; rum. Galați). Jadąc na wschód można było natomiast dotrzeć do Kiszyniowa (tu jako Kiszeniew; rum. Chișinău). Wcześniej, na skrzyżowaniu szlaków, zlokalizowane jest jednak Łopuszno (obecnie niewielka miejscowość Lăpușna). Dalej w kierunku wschodnim znajduje się Bender (obecnie częściej stosuje się nazwę Bendery, dawniej także Tehinia; rum. Bender/Tighina, ros. Бендеры, ukr. Бендери). Na terenie dzisiejszego Naddniestrza wchodzącego formalnie w skład Republiki Mołdawii znaleźć też można Jahorlik (dawniej Orlik; rum. Iagorlîc, ros. Ягорлык, ukr. Ягорлик) - miasteczko szlacheckie związane z takimi rodzinami jak Zamoyscy, Koniecpolscy czy Lubomirscy. Nieopodal znajdują się jeszcze Dubosary (rum. Dubăsari, ros. Дубоссары, ukr. Дубоссари). Na mapie znaleźć też można ciekawe nazwy miast leżących obecnie na terytorium Ukrainy, takie jak Koczubej (Odessa).

    Wróćmy jednak do Rumunii, a konkretnie jej południowej części. W pobliżu wspomnianego wcześniej Gałacza znaleźć tam można na przykład miejscowość Braiła (rum. Brăila). Kierując się w górę Dunaju docieramy natomiast do Silistrii, która na mapie widnieje na lewym brzegu Dunaju. W rzeczywistości to miasto znajduje się jednak w Bułgarii. Z terenów Wołoszczyzny na mapie widoczny jest jedynie Bukareszt (rum. București) i dawna stolica księstwa, czyli Târgoviște (tutaj jako Targowica). Na szlagu odbijającym stamtąd na zachód widnieje tylko kierunek "do Orsowy". Chodzi rzecz jasna o Orszowę (rum. Orșova, węg. Orsova).

    Omawiana mapa została opublikowana między innymi na portalu www.starenowemapy.pl, gdzie nałożono ją na współczesny obraz satelitarny z Google.

  • Stulecie w kadrze: centrum Bukaresztu

    Dwóch rumuńskich artystów połączyło stare i współczesne zdjęcia Bukaresztu. W efekcie powstały prace, które pokazują jak na przestrzeni ostatniego wieku zmieniało się miasto.

    Bukareszt stał się stolicą zjednoczonej Rumunii w 1862 roku. Od tego czasu miasto dynamicznie się rozwijało. W okresie międzywojennym powstało w nim wiele reprezentacyjnych budowli, których projektantami byli w dużej mierze wybitni francuscy architekci. Po wojnie w mieście budowano z kolei ogromne blokowiska w duchu socjalistycznym. Trzęsienie ziemi z 1977 roku stało się z kolei pretekstem do przebudowy ogromnych połaci centrum. Zgodnie z zamierzeniem Nicolae Ceauşescu wybudzono wtedy między innymi wiele zabytkowych budynków i cerkwi, aby zrobić miejsce pod ogromny Dom Ludowy (obecnie Pałac Parlamentu) i przylegające do niego bloki.

    Dzięki połączeniu starych i współczesnych zdjęć można się przekonać, jak zmieniało się miasto na przestrzeni lat. Autorami tego ciekawego projektu są dwaj artyści. Współczesne fotografie miasta wykonał Lucian Muntean, zaś ich połączenia z dawnymi ujęciami miasta podjął się Cristi Farcaş. Obaj panowie są rówieśnikami (ur. 1974). Pochodzą z Sighișoary, potem zaś razem studiowali geologię w Klużu. Współpracowali m.in. z Forbesem, agencją Agerpres i Mediafax, obecnie razem tworzą założony przez Farcaşa portal www.modernism.ro.

    Więcej zdjęć znaleźć można na stronie www.pressone.ro, w galerii pt. "Stulecie w kadrze: centrum Bukaresztu" ("Un secol într-un cadru: centrul Bucureștiului").

  • Wystawa poświęcona rodzinie Ulmów zawita do Syhotu Marmaroskiego

    Po Braszowie, Bukareszcie, Jassach, Kiszyniowie i Timiszoarze wystawa poświęcona rodzinie Ulmów zawita do kolejnego rumuńskiego miasta. Odwiedzający Memoriał Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu będą mogli poznać tragiczną historię ludzi, którzy stracili życie niosąc pomoc swoim żydowskim sąsiadom.

    Otwarcie wystawy pt. "Samaritenii din Markowa" ("Samarytanie z Markowej") nastąpi 24 maja o godzinie 11:00. Swoją obecność potwierdził już dr Mateusz Szpytma - wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej, wcześniej twórca i pierwszy szef muzeum im. Rodziny Ulmów w Markowej, który opowie o tragicznych losach polskiej rodziny. Prof. Liviu Țîrău z klużańskiego Uniwersytetu Babeș-Bolyai przybliży z kolei historię rodziny Pop z Maramuresz, którzy także zostali uhonorowani tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Jak mówi Agnieszka Skierska, dyrektor Instytutu Polskiego w Bukareszcie, data tego wydarzenia nie jest przypadkowa:

    - Wydarzenia te odbywają się w przeddzień przypadającego w Rumunii 25 maja Dnia Bohaterów. W Memoriale są wówczas wspominane ofiary totalitaryzmów, a w obchodach biorą udział weterani partyzantki antykomunistycznej i byli więźniowie, przetrzymywani przez komunistów w Syhocie i innych miejscach Rumunii – mówi Agnieszka Skieterska.

    Ekspozycja zatytułowana „Samarytanie z Markowej” opowiada tragiczne losy polskiej rodziny Wiktorii i Józefa Ulmów, którzy w czasie II Wojny Światowej ratowali przed śmiercią Żydów. Wraz z szóstką swoich dzieci zostali za to rozstrzelani przez niemieckich okupantów. Bohaterska postawa rolników z Podkarpacia na południu Polski, za którą pośmiertnie Instytut Yad Vashem z Jerozolimy uhonorował ich tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, została upamiętniona w otworzonym w 2016 roku Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej.

    PRAKTYCZNE INFORMACJE

    Czas: 24.05 - 31.08.2017

    Miejsce: Sighetu Marmației, strada Corneliu Coposu 4

    Wstęp: wt.-nd. 9:30 - 18:30; 8 RON, ulgowy 4 RON

    Memoriał Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu mieści się w dawnym więzieniu. Otwarty w 1993 roku stał się on pierwszym na świecie miejscem upamiętniającym ofiary komunizmu. Opowiada także o ofiarach innych totalitaryzmów, a co roku odwiedza go ponad sto tysięcy zwiedzających z całego świata.

    Źródło: Instytut Polski w Bukareszcie

  • „Stosunki polsko-rumuńskie w XX wieku” - red. M. Patelski, M. Białokur

    Na polskim rynku wciąż panuje niedostatek książek poświęconych historii krajów ościennych, stosunkowo niewiele jest też pozycji próbujących podjąć trudną i interesującą tematykę stosunków Polski z jej sąsiadami w zeszłym stuleciu. Tym większa szkoda, że zbiór studiów pod redakcją Mariusza Patelskiego i Marka Białokura nie okazał się przedsięwzięciem udanym.

    Rumunia to kraj, który wiele łączy z Polską. Położony w Europie Środkowej, przez całe poprzednie stulecie podlegał gwałtownym falom modernizacyjnym, które miały zmniejszyć dystans cywilizacyjny do krajów Zachodu. Liczne są podobieństwa historyczne pomiędzy oboma krajami. Po zakończeniu I wojny światowej Rumunia stanęła przed dużym problemem mniejszości etnicznych, które stanowiły 1/3 ludności kraju, niestabilna była też przez całe dwudziestolecie sytuacja polityczna, często zmieniały się rządy. Stosunki polsko-rumuńskie miały szczególne znaczenie w latach 1921–1939, kiedy to Rumunia była jedynym, obok Łotwy, sąsiadem-sprzymierzeńcem Polski. Wyjątkowo dramatyczny epizod w stosunkach polsko-rumuńskich stanowiło internowanie polskich władz i żołnierzy po wrześniu 1939 r. Po II wojnie światowej Polska i Rumunia znalazły się w bloku sowieckim – obu krajom narzucono komunistyczną dyktaturę oraz „jedyny słuszny” wzorzec modernizacji sterowanej z Moskwy. W końcu, po roku 1989 Rumunia podążyła drogą Polski i weszła w struktury NATO i Unii Europejskiej. Nie dziwi zatem fakt, że stosunki polsko-rumuńskie to bardzo wdzięczny temat dla dociekań naukowych.

    Książka pod redakcją Marka Białokura i Mariusza Patelskiego składa się z dziesięciu artykułów, podejmujących rozmaitą tematykę z zakresu historii dwudziestego wieku. Otwiera ją tekst Andrzeja Dubickiego pt. „Ewolucja programowa rumuńskich partii politycznych o charakterze narodowym w latach 1910–1938”. Porusza on tematykę ogromnie ciekawą i w Polsce znaną raczej słabo. Niestety, artykuł wnosi niewiele nowego do badań nad rumuńską sceną polityczną tego okresu, w znacznej mierze opierając się na ustaleniach rumuńskiej literatury przedmiotu. Poglądy nacjonalistyczne w Rumunii, ich ewolucja, a także ogromnie ważne postaci Nicolar Iorgi, Alexandru C. Cuzy czy Corneliu Z. Codreanu stanowią potencjalnie podstawę do bardzo interesujących dociekań porównawczych. Niestety, autor zupełnie nie wykorzystał tej możliwości. Tekst jest przez to dość surowy, a jego główna zaleta leży właśnie w wykorzystaniu rumuńskiej literatury przedmiotu, trudno dostępnej i przez sam fakt bariery językowej często nieużytecznej dla polskich badaczy czy pasjonatów historii. Jednak brak perspektywy porównawczej jest brakiem poważnym – w tekście nie można na dobrą sprawę odnaleźć wątku stosunków polsko-rumuńskich w XX wieku.

    Jednym z kolejnych tekstów jest artykuł Mariusza Patelskiego poświęcony peregrynacjom monarchów rumuńskich do Polski w latach dwudziestolecia międzywojennego. Tekst ten oparty jest na przede wszystkim na źródłach prasowych, co pozwalało mieć nadzieję, że odkryty zostanie w nim w interesujący aspekt społecznej recepcji tych wizyt lub też ich reperkusje medialne. Mogłoby to w obu przypadkach stanowić ciekawy punkt wyjścia do szerszych badań na temat głębokości sympatii prorumuńskich w polskim społeczeństwie ery międzywojnia. Niestety, zamiast tego czytelnik otrzymuje kompilację faktograficznych informacji z rozmaitych tytułów prasowych dwudziestolecia, uzupełnioną o podstawowe informacje na temat historii Rumunii w latach 20. i 30. Dla mnie stanowiło to duże rozczarowanie. Jest ono tym większe, że w wypadku wizyty króla Karola II, do której doszło w 1937 r., autor zrezygnował z zaprezentowania szerszego kontekstu działań dyplomacji polskiej i rumuńskiej w bardzo delikatnych zmaganiach o wzmocnienie polskiej pozycji w sytuacji narastających napięć polsko-niemieckich. Informacje o faktycznych skutkach wizyt królewskich zostały z kolei zepchnięte na margines prezentowanych informacji, co także wydaje się zabiegiem mało fortunnym.

    Jednym z tekstów poświęconych stosunkom polsko-rumuńskim w czasach II wojny światowej jest artykuł Danuty Kisielewicz. Autorka swój artykuł, poświęcony internowaniu polskich żołnierzy w Rumunii w latach 1939–1941, rozpoczyna od słów: problem internowania żołnierzy polskich w Rumunii został już dobrze rozpoznany i opracowany. Pojawia się wobec tego pytanie: czemu ma służyć kolejny artykuł na ten temat? Wątpliwości pogłębia jeszcze późniejsza deklaracja autorki: niniejszy artykuł napisany został w formie syntetycznej, głównie w oparciu o ustalenia naukowe T. Dubickiego. Przyjęte przez autorkę założenia powodują, że tekst jest wtórny i rzeczywiście stanowi głównie przywołanie tez sformułowanych już przez uznanego badacza tematu. Minimalne uzupełnienia poczynione przez autorkę w oparciu o własne badania archiwalne nie mogą zmienić ogólnego jego obrazu.

    Jedynym artykułem poruszającym tematykę Rumunii komunistycznej jest artykuł Małgorzaty Świder pt. „Cisza przed burzą. Rumunia w 1989 roku”. Został on przygotowany w przeważającej części na materiale archiwalnym pozostawionym przez Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, co stanowi tak o sile, jak i o słabości tekstu. Archiwalia Wydziału Zagranicznego KC PZPR zawierają wiele jeszcze nieznanych materiałów. Z drugiej jednak strony, umożliwiają one jedynie uchwycenie polskiego spojrzenia na Rumunię w ostatnim roku rządów Nicolae Ceausescu. Brak źródeł lub choćby opracowań rumuńskich jest tu dojmujący.

    Zdecydowanie pozytywnie wśród tekstów zamieszczonych w zbiorze prezentują się studia Roberta Majznera i, wspomnianego już wcześniej, Tadeusza Dubickiego. Autorzy szeroko korzystają w swoich badaniach ze źródeł i opracowań rumuńskich. Pierwszy z nich zajął się syntetyczną analizą działań rumuńskich na Froncie Wschodnim podczas wojny niemiecko-sowieckiej, drugi zaś prześledził polską działalność wywiadowczą na terenie Rumunii w latach 1939–1940. Czytelnik nie będzie miał podczas lektury wątpliwości, że w niniejszym zbiorze nie znalazły się one przypadkowo i napisane są przez znawców tematu, którzy potrafią ciekawie i skrótowo zarysować złożone problemy.

    Ocenianie zbiorów studiów jest zdaniem wyjątkowo niewdzięcznym. Rzadko bowiem można powiedzieć, że są to publikacje jednoznacznie dobre lub jednoznacznie złe. Tak jest i w tym wypadku. Mimo to mogę pokusić się o kilka uwag ogólnych, odnoszących się jeżeli nie do wszystkich, to przynajmniej do większości tekstów zamieszczonych w omawianym tomie. Po pierwsze studia te w zbyt małym stopniu odnoszą się do ustaleń historiografii rumuńskiej i do rumuńskich źródeł – w niektórych wypadkach dobór literatury przedmiotu był co najmniej zaskakujący. Po drugie perspektywa badawcza przyjęta przez badaczy w znacznej mierze zniweczyła założenie pisania o stosunkach polsko-rumuńskich. Najczęściej kończyło się na tekście poświęconym Rumunii, ale opartym na polskich opracowaniach lub źródłach. W końcu, teksty zamieszczone w zbiorze sprawiają wrażenie zebranych zupełnie przypadkowo. Poza wątkiem rumuńskim, akcentowanym zresztą w różny sposób, próżno jest próbować zarysować w zbiorze jakąś narrację. Niezrozumiała jest dla mnie niechęć autorów do ujmowania problemów badawczych w sposób porównawczy, trudne do przyjęcia jest także to, że w zbiorze nie pojawił się żaden tekst poświęcony stosunkom polsko-rumuńskim w czasach komunistycznych.

    Z jednej strony można więc powiedzieć: dobrze, że ukazała się książka prezentująca historię mało znanej w Polsce Rumunii. Z drugiej jednak strony, pozostają wątpliwości, czy droga przyjęta przez autorów jest właściwa. Polskich naukowców stać jest na teksty lepsze, a polski czytelnik na pewno na nie zasługuje. Chociaż bowiem o Rumunii nie pisze się dużo, to jednak nie można powiedzieć, że nie pisze się nic. Adam Burakowski, Błażej Brzostek, Arkadiusz Meller – to nazwiska tylko niektórych z autorów, którzy zajmują się badaniami naukowymi poświęconymi różnym aspektom historii Rumunii w XX wieku. W konsekwencji trudno jest mi z satysfakcją przyjąć publikowanie zbioru dość przypadkowo zebranych studiów, wśród których nie brakuje tekstów po prostu słabych.

    Autor: Michał Przeperski

    Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu historycznym Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska (CC BY-SA 3.0).