Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Liviu Dragnea

  • Afera korupcyjna na południu Rumunii. W tle polityka i... odśnieżanie

    Skarb państwa został narażony na straty rzędu 20 milionów euro i 30 milionów lei. Pieniądze miały być defraudowane poprzez ustawianie zamówień publicznych w okręgu administracyjnym Teleorman na południu Rumunii. Krajowy Urząd Antykorupcyjny rozpoczął już przesłuchania w tej sprawie. Rumuńskie media informują, że w sprawę może być zamieszany Liviu Dragnea - lider rządzącej Partii Socjaldemokratycznej (PSD)

    Prokuratura ogłosiła chęć zajęcia majątków osób zamieszanych w sprawę. Pieniądze mają posłużyć do pokrycia strat, jakie poniósł skarb państwa. Najpierw ich wina musi być jednak udowodniona podczas procesu. Póki co trwają przesłuchania ośmiu osób, wśród których jest między innymi Liviu Dragnea - lider rządzącej PSD, który w latach 2000 - 2012 pełnił funkcję przewodniczącego rady regionu Teleorman. Dragnea ma usłyszeć zarzuty nadużycia władzy, defraudację funduszy unijnych i kierowanie grupą przestępczą. Przesłuchiwany jest także Marian Fiscuci, były prezes firmy Tel Drum, która miała korzystać z korzystnych kontraktów.

    Liviu Dragnea w swoim stylu skomentował całą sprawę tłumacząc, że działania DNA (Direcția Națională Anticorupție; Krajowy Urząd Antykorupcyjny) mają na celu zakłócenie wprowadzanych przez rząd PSD-ALDE reform.

    Firma Tel Drum w sierpniu wygrała kolejny przetarg na odśnieżanie dróg w okręgu administracyjnym Teleorman podczas czterech najbliższych sezonów. Opiewa on na kwotę 35,5 miliona lei. Tylko podczas nadchodzącej zimy przedsiębiorstwo zrealizuje prawie sześćdziesiąt zleceń.

    Fot. Zdjęcie ilustracyjne

  • Ciąg dalszy afery Tel Drum. Prokuratura zajęła majątek Liviu Dragnei

    Decyzja prokuratury to efekt prowadzonego śledztwa. W jego trakcie oskarżonych zostało osiem osób, którym postawiono między innymi zarzuty defraudacji funduszy unijnych, nadużycia władzy czy kierowania grupą przestępczą. Jednym z podejrzanych w sprawie jest lider PSD posiadającej większość w rządzącej krajem koalicji

    Prokuratorzy z Krajowego Urzędu Antykorupcyjnego (DNA) zabezpieczyli na poczet ewentualnych roszczeń majątek należący do podejrzanych, co zapowiadano już na początku śledztwa. Dotyczy to także Liviu Dragnei. Zajęto należące do niego nieruchomości zlokalizowane w Turnu Măgurele (okręg Teleorman) - działkę o powierzchni niemal trzech tysięcy metrów kwadratowych wraz ze znajdującym się tam budynkiem oraz mieszkanie o powierzchni osiemdziesięciu metrów kwadratowych. Prokuratorzy zabezpieczyli też dwa samochody (Skodę Superb i BMW X5) oraz aktywa o łącznej wartości niemal dwóch milionów lei.

    W przypadku udowodnienia podejrzanym winy, zabezpieczone majątki mają służyć pokryciu strat, na jakie narażony został skarb państwa. Łącznie mowa jest o sumie 20 milionów euro i 30 milionów lei. Pieniądze miały być defraudowane w okręgu administracyjnym Teleorman, kiedy Liviu Dragnea piastował tam urząd przewodniczącego okręgowej rady. Jak informują rumuńskie media, firma Tel Drum, której także dotyczy sprawa, nadal wygrywa przetargi w okręgu.

  • Czy były premier zrezygnuje z członkostwa w PSD?

    W ostatnim czasie Victor Ponta kilkukrotnie krytykował lidera socjalistów. Dzisiaj zapowiedział zaś, że wyśle prezesowi partii swoją rezygnację in blanco. Liviu Dragnea twierdzi z kolei, że nie ma żadnego powodu, dla którego Ponta miałby opuszczać PSD. Tego samego zdania jest premier Sorin Grindeanu.

    Oprócz krytyki skierowanej wobec lidera socjalistów, Ponta zwracał też ostatnio uwagę na problemy, z jakimi będzie musiał się zmierzyć obecny gabinet Sorina Grindeanu. Przypomniał on między innymi o tym, że jego rząd skupiał się na sprawach gospodarczych które powinny być priorytetem ponad wydatkami socjalnymi. Zaznaczył jednak, że trzyma kciuki za obecnego premiera. Sam Grindeanu odwzajemnił się mówiąc, że rząd Victora Ponty był jednym z najlepszych po 1989 roku. Wyraził również przekonanie, że powinien on przemyśleć swoją decyzję i pozostać w partii. Póki co nic nie wskazuje na to, aby w ślady byłego premiera poszli też inni członkowie PSD.

    Victor Ponta był szefem rządu w latach 2012-2015. Ustąpił ze stanowiska po masowych protestach, które miały miejsce po tragicznym pożarze w klubie Colectiv. W 2014 bezskutecznie kandydował też na urząd prezydenta Rumunii. Przegrał jednak wybory z Klausem Iohannisem wywodzącym się z Partii Narodowo Liberalnej. Obecnie Ponta jest szeregowym posłem z ramienia rządzącej partii socjaldemokratycznej. Karierę w rządzie kontynuuje jednak kilkoro z jego dawnych ministrów.

    Fot. PSD

  • Dalszy ciąg politycznego kryzysu. W niedzielę głosowanie nad wotum nieufności

    Zaostrza się kryzys w rumuńskim rządzie. Do dymisji podali się wszyscy ministrowie, jednak premier Sorin Grindeanu nie zamierza ustąpić. O wywołanie kryzysu oskarża on lidera PSD Liviu Dragneę, który ma w ten sposób zatrzymać pełnię władzy dla siebie.

    Do dymisji podali się już wszyscy ministrowie, choć jeszcze w czwartek mówiło się o paru osobach które miały pozostać w gabinecie Grindeanu. Władze Partii Socjaldemokratycznej (PSD) zagroziły wcześniej, że taki krok będzie skutkował wykluczeniem z ich ugrupowania. Taki los spotkał samego premiera, który nie godzi się ze stawianymi mu zarzutami i nie zamierza ustąpić dopóki prezydent Klaus Iohannis nie wyznaczy na jego stanowisko nowej osoby.

    Ustąpienia premiera domaga się jednak Liviu Dragnea - lider PSD, który sam nie mógł objąć funkcji premiera ze względu na ciążący na nim wyrok. Na niedzielne popołudnie zaplanowano głosowanie nad wotum nieufności, które ma ostatecznie pozbawić Grindeanu władzy. On sam także nie pozostaje bierny wobec ruchów swoich przeciwników. Premier publicznie oskarżył Liviu Dragneę o chęć przejęcia władzy i przypomniał, że był on odpowiedzialny za wszystkie nominacje w jego rządzie.

    Mimo dymisji całego gabinetu, Sorin Grindeanu nie jest osamotniony. Z pewnością może on liczyć na sympatię społeczeństwa, gdyż to właśnie Liviu Dragnea stał się na początku bieżącego roku symbolem korupcji i arogancji władzy. Grindeanu wspiera też między innymi Victor Ponta, który piastował urząd premiera do 2015 roku (podał się do dymisji po tragicznym pożarze w klubie Colectiv), a także wielu szeregowych działaczy PSD. Czy to wystarczy, aby zachować fotel premiera? Wszystko okaże się w niedzielę o 16:30 lokalnego czasu, podczas głosowania nad wotum nieufności.

    fot. Sorin Grindeanu zainicjował akcję #Dragneademisia w mediach społecznościowych, mającą na celu wezwane Liviu Dragneę do dymisji.

    Czytaj też: Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

  • Kto stworzy koalicję z PSD?

    Tydzień po wyborach sytuacja na rumuńskiej scenie politycznej jest bardzo dynamiczna. Mimo świetnego wyniku socjaliści z PSD potrzebują bowiem koalicjanta. Póki co nie wiadomo jednak nawet, czy ich lider będzie mógł zostać premierem.

    Przypomnijmy, że socjaldemokraci z PSD zostawili konkurentów daleko w tyle zdobywając ponad 45% głosów. W efekcie partia ta będzie reprezentowana przez 154 posłów i 67 senatorów, w obu izbach zasiada zaś odpowiednio 329 i 136 deputowanych. A to oznacza, że mimo znakomitego wyniku w wyborach socjaliści będą potrzebowali koalicjanta. Póki co PSD może liczyć na przychylność przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących Rumunię (wśród nich jest między innymi pani Victoria Longher ze Związku Polaków w Rumunii), którzy tradycyjnie wspierają partie rządzące. Oznaczałoby to jednak konieczność utrzymania żelaznej dyscypliny w koalicji mającej przewagę paru głosów.

    Już we wtorek 20 grudnia rozpocznie się pierwsze posiedzenie nowego parlamentu. Następnie prezydent Klaus Iohannis spotka się z liderami wszystkich ugrupowań, aby przedyskutować z nimi dalsze działania. Być może w tym tygodniu dowiemy się więc, które ugrupowanie zdecyduje się na współpracę z PSD i kto zostanie premierem. Do tej pory za naturalnego sprzymierzeńca PSD uznawano partię liberalno-demokratyczną ALDE, która otrzymała w wyborach ok. 5,6% głosów. Możliwe jest jednak zupełnie inny scenariusz – pomimo że Liviu Dragnea, lider PSD, wykluczał wcześniej taką możliwość.

    Możliwe, że po połączeniu ALDE z PNL – czego również nie można wykluczyć - część działaczy partii narodowo-liberalnej zdecyduje się na współpracę z socjalistami. PSD może też jednak zawrzeć sojusz z Unią Demokratyczną Węgrów w Rumunii, którą poparło ponad 6% wyborców. Możliwa jest nawet koalicja z USR – Unią Ocalenia Rumunii. Członkowie tej partii uważają się wprawdzie za antysystemowców, jednak poza aktywistami miejskimi i działaczami społecznymi w jej szeregach pojawiło się też wiele osób mających za sobą związki z partiami głównego nurtu. Ktokolwiek by nie został zaproszony do współpracy w charakterze koalicjanta PSD, musi się jednak liczyć z konsekwencjami tego posunięcia. W przeszłości zdarzało się bowiem, że mniejsze partie były wchłaniane przez większe ugrupowania.

    Otwartym pozostaje jeszcze kluczowe pytanie o to, kto stanie na czele rządu. Liviu Dragnea ma wprawdzie spory apetyt na władzę, jednak ostro sprzeciwia mu się prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z centro-prawicowego PNL. Po jego stronie stoją zresztą przepisy, gdyż Liviu Dragnea otrzymał wyrok w zawieszeniu za fałszerstwa w trakcie referendum w 2012 roku. PSD usiłowało wtedy odsunąć od władzy poprzedniego prezydenta - Traiana Băsescu. Lider socjalistów jest jednak charyzmatycznym przywódcą i z całą pewnością nie odda władzy bez walki.

    Obecnie na premierem Rumunii jest nienależący do żadnej partii Dacian Cioloş. Sformował on swój rząd rok temu, kiedy to w wyniku pożaru w klubie Colectiv życie straciło kilkadziesiąt osób. Kraj ogarnęły wtedy wielotysięczne manifestacje, w wyniku których premier Victor Ponta (PSD) podał się do dymisji. Obecnie, dzięki liberalnym reformom rządu Cioloşa kraj rozkwita gospodarczo – eksperci szacują, że w przyszłym roku osiągnie najwyższy w Europie wzrost gospodarczy.

  • Lider partii rządzącej skazany na 3,5 roku więzienia za nadużycia i fałszowanie dokumentów

    Liviu Dragnea został skazany za nadużycie urzędu i doprowadzenie do fałszowania dokumentów, co miało doprowadzić do fikcyjnego zatrudniania pracowników w jego biurze. Chodzi o dwie kobiety, które miały zarobić około 100 tysięcy lei. Lider rządzącej PSD do tej pory nie skomentował decyzji sądu. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratorzy z Krajowego Urzędu Antykorupcyjnego (Direcția Națională Anticorupție; DNA) żądali kary 7,5 roku więzienia. Członkowie partii spotkają się dzisiaj o 16:00 czasu lokalnego, aby podjąć decyzje dotyczące dalszych działań

    Do omawianych wydarzeń miało dojść między 2006 a 2012, kiedy Liviu Dragnea był szefem lokalnych struktur PSD w okręgu Teleorman leżącym na południu Rumunii. Miał wtedy podżegać szefową miejscowej opieki społecznej do fikcyjnego zatrudnienia dwóch kobiet, będących członkiniami PSD. Miały one otrzymać łącznie ponad 100 tysięcy lei za pracę, której nie wykonywały. Lider PSD bronił się twierdząc, że zarzucane mu czyny to zwykłe pomówienia. Obie kobiety przyznały z kolei, że omawiana sytuacja miała miejsce. Wyrok nie jest prawomocny więc przynajmniej na razie Liviu Dragnea uniknie więzienia.

    To nie pierwsza rozprawa sądowa w karierze lidera PSD. Na Liviu Dragnei ciąży już wyrok z 2016 roku, kiedy to został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu za oszustwa wyborcze. Uniemożliwiło mu to między innymi piastowanie urzędu premiera kraju po wygranych wyborach. Pod koniec 2016 roku stanowisko to objął Sorin Grindeanu. Został jednak odwołany z inicjatywy lidera partii zaledwie sześć miesięcy później. Później premierem został Mihai Tudose. Na krótko, bo na początku bieżącego roku zastąpiła go Viorica Dăncilă.

  • Liviu Dragnea zakpił z uczestników lutowych demonstracji

    Przywódca rządzącej partii socjaldemokratycznej, który dla wielu Rumunów jest czarnym charakterem tamtejszej polityki, postanowił w niecodzienny sposób zakpić z uczestników antyrządowych demonstracji. Z obrazka zamieszczonego na jego facebookowym profilu można bowiem dowiedzieć się, że manifestacje odbywały się jako sprzeciw przed... zmianą czasu.

    "Chcą zmienić godzinę! Jak złodzieje w nocy! #REZIST #NIE ŚPIMY" - tak brzmi napis umieszczony na zdjęciu, które ilustruje masowe demonstracje sprzed niemal dwóch miesięcy. To, co zabawne wydało się liderowi socjalistów, wzburzyło wielu internautów. W komentarzach pod zdjęciem dominują bowiem negatywne opinie zamieszczane przez uczestników tamtych wydarzeń. Niektórzy przekonują go, że tego typu żart to gruba przesada, inni namawiają do reorganizacji sztabu odpowiedzialnego za media społecznościowe.

    Tymczasem całkiem prawdopodobne jest, że ani Dragnea, ani też jego pracownicy nie są autorami żartu. Taką tezę przedstawił Ioan "Johnny" Bădeliță - satyryk, który zamieścił podobny wpis tuż przed politykiem. Wprawdzie bez ilustracji, oraz ze zwrotem "śpimy" zamiast używanego podczas protestów "nie śpimy", ale podobieństwo jest uderzające: "Ten moment, kiedy okrada cię Liviu Dragnea i publikuje we własnym imieniu" - skomentował zaistniałą sytuację Bădeliță. Ktokolwiek nie jest autorem żartu, to Dragnea stał się po raz kolejny wrogiem numer jeden dla rumuńskich internautów.

  • Liviu Dragnea: Protesty sprzyjają wrogom Rumunii

    Lider rządzącej partii socjaldemokratycznej stał się w minionych tygodniach głównym antybohaterem protestów, które przetoczyły się przez kraj. To właśnie on miał bowiem w opinii demonstrujących stać się głównym beneficjentem nowego prawa, które miało uchronić go od kary za malwersacje finansowe. Sam Dragnea twierdzi zaś, że protesty są profesjonalnie zorganizowane i sprzyjają jedynie wrogom Rumunii.

    Lider PSD wskazał na zagrożenia wobec kraju, takie jak ostatnie słowa prezydenta Mołdawii Igora Dodona, który na spotkaniu z Władimirem Putinem ocenił że w Rumunii znajduje się połowa historycznych ziem jego kraju. Nie on jednak jest winny protestom, a nieokreślone siły które wywołały masowe demonstracje dzięki dezinformacji, wykorzystując jedną z ustaw jako pretekst. W tym kontekście wskazał, że brali w nich udział także przedstawiciele międzynarodowych korporacji, które wcześniej wyrażały zaniepokojenie sytuacją w Rumunii.

    Dragnea sprawę traktuje na tyle poważnie, że zajęły się nią rumuńskie służby bezpieczeństwa. Będą one między innymi sprawdzać, czy pracownicy zagranicznych firm dostawali wolne lub premie zachęcające do udziału w protestach. Adrian Tutuianu, przewodniczący parlamentarnej komisji ds. służb specjalnych, powiedział wręcz że Rumunia może mieć do czynienia z inspirowaną przez Rosjan wojną hybrydową.

    Protesty na ulicach Bukaresztu i wielu innych rumuńskich miast trwają od kilku tygodni. Największe tłumy gromadziły się od wtorku, kiedy to rząd zatwierdził ustawę która doprowadzała do depenalizacji niektórych przestępstw korupcyjnych. W sobotę premier Sorin Grindeanu zapowiedział wycofanie kontrowersyjnej ustawy, jednak manifestacje się nie zakończyły. Wręcz przeciwnie - wczoraj w całym kraju protestowała rekordowa liczba 600 tysięcy osób, które domagały się dymisji rządu.

    Fot. Agnieszka Kamyszek

  • Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

    Po niespełna sześciu miesiącach rządów komitet wykonawczy Partii Socjaldemokratycznej (PSD) jednogłośnie zadecydował o wycofania poparcia dla rządu Sorina Grindeanu. Oficjalnym powodem ma być brak wypełniania programu partii, jednak uważa się że była to osobista decyzja lidera ugrupowania Liviu Dragnei. Grindeanu nie zamierza jednak ustępować.

    W środę wieczorem 68-osobowy komitet wykonawczy PSD jednogłośnie zadecydował o wycofaniu poparcia dla urzędującego premiera. Jednocześnie zapowiedziano, że z partii zostanie usunięty każdy, kto zechce dołączyć do jego nowego gabinetu. Podobną decyzję podjęli także członkowie koalicyjnego ALDE. Liderzy obu ugrupowań Liviu Dragnea i Călin Popescu - Tăriceanu ogłosili to na wspólnej konferencji. Jako oficjalny powód zaistniałej sytuacji podano brak wykonywania założeń programowych partii. Według wyliczeń przeciwników premiera, jego rząd zrealizował mniej niż 15% spośród wszystkich planowanych reform. Zasugerowano także, że Grindeanu niezbyt radzi sobie z koordynacją pracy poszczególnych ministrów.

    Jeszcze tego samego dnia Sorin Grindeanu spotkał się z dziennikarzami na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, w trakcie której obalał argumenty Liviu Dragnei i Călina Popescu-Tăriceanu. Tłumaczył, że siłę partii PSD tysiące jej członków w całym kraju. Powiedział też, że jego rząd jest rządem Rumunii, a nie partyjnego komitetu wykonawczego. Przy okazji personalnie zaatakował Dragneę, mówiąc że jeden człowiek chce zachować całą władzę tylko dla siebie. Odniósł się także do stanu realizacji programu wskazując, że udało mu się zrealizować ponad połowę ze wszystkich założeń zaplanowanych na pierwsze pół roku rządów. Jako autora wyliczeń mówiących o kilkunastu procentach zrealizowanego programu wskazał zaś on byłego ministra finansów Dariusa Vâlcova, na którym ciążą zarzuty korupcyjne.

    Nie tylko Grindeanu nie złożył rezygnacji. Według niektórych źródeł wciąż może on liczyć na wsparcie kilku swoich ministrów. Do tej pory do dymisji nie podał się na przykład minister finansów Viorel Ștefan, minister sprawiedliwości Tudorel Toader, minister obrony narodowej Gabriel Leș czy minister ekonomii Alexandru Petrescu. Obecny kryzys idzie w parze z tarciami między koalicjantami. Niedawno pojawiły się między innymi doniesienia, że liderzy PSD starają się zachęcić do przystąpienia do koalicji partię mniejszości węgierskiej UDMR. Istnieje też spore prawdopodobieństwo, że socjaliści stracą władzę na rzecz nowego rządu powołanego przez prezydenta.

    Czytaj też:

    100 dni rządów Sorina Grindeanu

    Komu ufają Rumuni?

    Protesty, prezydenckie referendum i co dalej?

  • Partia rządząca Rumunią wybrała nowe władze

    W miniony weekend na kongresie Partii Socjaldemokratycznej (PSD) zebrało się ponad 4000 działaczy, którzy wybrali nowy zarząd. Obyło się bez większych niespodzianek, choć nie zabrakło zgrzytów pomiędzy poszczególnymi kandydatami na sekretarza generalnego. Dwójka z nich zrezygnowała, gdyż nie dopuszczono ich do mównicy przed głosowaniem

    W wyniku przeprowadzonych głosowań po raz kolejny na stanowisko sekretarza generalnego wybrano Mariana Neacșu. Uzyskał on poparcie 3063 członków partii. Wybrano też jego ośmiu zastępców, po jednym na każdy makroregion Rumunii. Stanowisko to objęła między innymi Viorica Dancila, od niecałych dwóch miesięcy piastująca urząd premiera jako pierwsza kobieta w historii Rumunii.

    W partyjnych wyborach naprzeciw pani premier stanęło między innymi dwóch działaczy - Ecaterina Andronescu i Nicolae Bănicioiu. Nie mieli oni jednak możliwości zaprezentowania swoich pomysłów przed głosowaniem, co skłoniło ich do rezygnacji. Przemawiała za to Viorica Dancila, która później tłumaczyła że zrobiła to jako premier i liderka organizacji kobiecej. Liviu Dragnea, będący liderem PSD, stwierdził że wybory przeprowadzono w sposób transparentny i demokratyczny, przez co dwójka polityków powinna powstrzymać się od wygłaszania swoich negatywnych opinii.

    Partyjnym wyborom, które odbywały się w Pałacu Parlamentu, towarzyszyły niewielkie protesty w których wzięło udział okołu stu osób. Przebiegły one spokojnie. Policja wystawiła zaledwie dwa mandaty za utrudnianie funkcjonariuszom wykonywania swoich obowiązków.

  • Początek rozłamu w PSD?

    Choć obecne protesty są jedynie cieniem ogromnych manifestacji, jakie odbyły się w środowe popołudnie, to nie słabnie niechęć wobec rządzącej koalicji PSD i ALDE. W partii socjaldemokratycznej dochodzi też do rezygnacji działaczy z dotychczasowych stanowisk. Najwyrazistszym tego przykładem była dymisja Florina Jianu ze stanowiska ministra rozwoju biznesu, ale nie tylko on skrytykował decyzje rządu.

    Póki co nie można mówić o prawdziwym rozłamie, ale nie sposób przejść obojętnie wobec tego typu wydarzeń jak krytyka lidera PSD wypowiedziana przewodniczącego młodzieżówki partii (Mihai Sturzu wezwał go wczoraj do ustąpienia). Od rządu odwrócił się też Andrei Calin Tuns, były radny okręgu Maramuresz:

    "W trakcie mojej współpracy z PSD poznałem wielu wspaniałych ludzi! Nauczycieli, lekarzy, prawników, studentów, uczniów, robotników, przedsiębiorców, kobiety i mężczyzn! Wielu z nich jest dzisiaj wściekłych za to, co nastąpiło [...]. Dragnea, Grindeanu i Iordache nie są moimi liderami! Podpisałem rezygnację przez to jak uderzyli naród rumuński pięścią w twarz! - Napisał w emocjonalnym oświadczeniu Andrei Calin Tuns.

    Manifestacje, choć coraz mniej liczne (w piątek kilkadziesiąt tysięcy osób), rozprzestrzeniły się też na mniejsze miasta. O protestach w Bukareszcie i innych rumuńskich miastach rozpisują się media z całego świata. Do rumuńskiego rządu spłynęły zaś listy wyrażające zaniepokojenie faktem, że nowe ustawodawstwo będzie sprzyjało rozwojowi korupcji.

    Fot. Damian Pipiro

  • Rząd wprowadził w życie kontrowersyjną ustawę amnestyjną

    W efekcie na wolność wyjdzie kilka tysięcy więźniów odsiadujących wyroki za drobne przestępstwa. Oficjalnie chodzi o rozwiązanie problemu przepełnionych zakładów karnych, jednak istnieją obawy że nowe prawo ma pomóc politykom skazanym za korupcję. Kolejna wprowadzona zmiana ma zaś utrudnić wymiarowi sprawiedliwości osądzanie kolejnych osób zamieszanych w afery łapówkarskie. Ustalono bowiem, że dopiero narażenie państwa na straty powyżej 200 tysięcy RON będzie przestępstwem ściganym z urzędu.

    Zmiany zostały wprowadzone przez rząd we wtorek wieczorem i weszły w życie około godziny pierwszej w nocy, tuż po opublikowaniu ich w dzienniku ustaw. Minister sprawiedliwości pytany o powody dla których zmiany w prawie karnym zostały tak późną porą odparł, że nie było żadnej szczególnej przyczyny - po prostu takie były godziny pracy rządowego zespołu. Dodatkowe kontrowersje wzbudził fakt, że ustawa została wprowadzona przez rząd bez poddania jej pod głosowanie parlamentu. W praktyce nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż rządząca koalicja PSD i ALDE i tak posiada większość pozwalającą na przegłosowanie tego typu zmian.

    Minister Sprawiedliwości Florin Iordache zaznaczył, że nowe prawo to efekt realizacji postanowień Trybunału Konstytucyjnego z grudnia ubiegłego roku. Wyjaśniał, że nie chodzi o uczynienie jakiejkolwiek grupy ludzi bezkarnymi. W przypadku nadużyć opiewających na niższe kwoty konieczne będzie bowiem uregulowanie rachunku na rzecz państwa. Tyle, że nowe zasady zbiegły się w czasie z procesem, gdzie w charakterze oskarżonego występuje lider socjalistów Liviu Dragnea. Chodziło o narażenie skarbu państwa na sumę ponad 100 tys. RON, poprzez fikcyjne zatrudnianie osób w państwowych spółkach. Przypomnijmy, że Dragnea został już skazany za korupcję wyrokiem w zawieszeniu, co uniemożliwiło mu objęcie stanowiska premiera po wygranych przez PSD wyborach.

    Kolejnym efektem nowej ustawy będzie wypuszczenie na wolność kilku tysięcy więźniów odsiadujących wyroki za drobne przestępstwa, posiadających dzieci, lub będących w podeszłym wieku. Rząd szacuje ich liczbę na 2,5 tysiąca osób w skali kraju, służby penitencjarne zaś na ponad 3,5 tysiąca. Także to wywołało wiele kontrowersji. Mieszkańcy Rumunii od dwóch tygodni regularnie protestowali przeciwko tego typu zmianom obawiając się, że z amnestii skorzystają politycy skazani za korupcję. Przedstawiciele rządu wielokrotnie zapewniali z kolei, że tego typu przestępstwa - obok gwałtów i morderstw - nie będą objęte działaniem ustawy.

    Decyzje rządu spowodowały, że po raz kolejny na ulicach w całym kraju natychmiast pojawiły się tysiące demonstrantów. Mimo późnej pory, w samym Bukareszcie na placu Victoriei zebrało się ponad 5 tysięcy protestujących. W całym kraju mowa o liczbie około 10 tysięcy osób. Na następne dni zapowiadane są kolejne protesty.

    Fot. Kadr z filmu opublikowanego przez Vlada Petriego. Napis "aveți elicopter?" widniejący na transparencie oznacza "macie helikopter?" i odnosi się do ucieczki Nicolae Ceaușescu w 1989 roku z dachu obleganego budynku rządu.

  • Rząd zaczyna się łamać? Grindeanu: Usłyszałem głos ulicy

    Premier Rumunii Sorin Grindeanu zapowiedział uchylenie kontrowersyjnej ustawy, którą rząd uchwalił w trybie rozporządzenia w nocy ze wtorku na środę. Ustalono wtedy, że próg od którego osoby działające na szkodę państwa będą ścigane z urzędu będzie wynosił 200 tysięcy lejów. Nowy zapis w kodeksie karnym sprawił, że na ulice wyszły tysiące ludzi. A pamiętać należy o tym, że już kilka tygodni wcześniej miały miejsce protesty sprzeciwiające się tzw. ustawie amnestyjnej.

    Decyzje rządu wzbudziły kontrowersje nawet w rządzącej partii PSD. Niemal codziennie dochodziły sygnały od jej członków, którzy wyrażali dezaprobatę wobec działań gabinetu Sorina Grindeanu. Listy wyrażające zaniepokojenie sytuacją w Rumunii wysłali ambasadorzy kilku państw, ustawa wzbudziła też niezadowolenie Komisji Europejskiej. Czyżby wszystkie te argumenty dotarły do członków rządu? Lider PSD Liviu Dragnea nie zabrał w tej sprawie jeszcze głosu, lecz słowa premiera Sorina Grindeanu wskazują na to, że Rumuni swoją nieustępliwością doprowadzili do wycofania się rządu z kontrowersyjnej ustawy:

    - Usłyszałem głos ulicy - powiedział premier Rumunii Sorin Grindeanu. - Ogłaszam swoją decyzję jako premier. Nie chcę i nie życzę sobie podziałów w Rumunii. Rumunia nie może być podzielona na dwie części [...]. Jutro odbędzie się specjalne posiedzenie rządu w sprawie uchylenia rozporządzenia.

    Manifestujący do tej pory mieszkańcy kraju nie odtrąbili jednak jeszcze sukcesu. W sobotni wieczór w Bukareszcie zebrało się ponad 140 tysięcy osób (stan na 21:43 czasu lokalnego; według Digi24.ro). Protesty trwają też w wielu innych miastach. W Klużu zebrała się na przykład rekordowa w porównaniu do liczby mieszkańców demonstracja, w której wzięło udział ponad 35 tysięcy osób.

    Aktualizacja (22:30 czasu lokalnego):

    Według portalu Digi24.ro w całym kraju protestuje już ponad 330 tysięcy osób, z czego 170 tysięcy w Bukareszcie. Przeciwnicy rządu z całego kraju zjeżdżają się do Bukaresztu na dzisiejsze i jutrzejsze demonstracje.

    Fot. Wikipedia/Dan Mihai Bălănescu

  • Skład rządu ustalony

    Choć nominację na stanowisko premiera otrzymał Sorin Grindeanu, to faktyczną władzę z pewnością będzie sprawował Liviu Dragnea - lider zwycięskiego ugrupowania PSD. To właśnie on ogłosił w nocy z poniedziałku na wtorek, że lista członków nowego rządu jest już gotowa. Dzisiaj poznaliśmy nazwiska osób, które będą kierować poszczególnymi ministerstwami.

    Pośród dwudziestu sześciu nazwisk znalazło się osiem kobiet - w tym Sevil Shhaideh, pierwotnie typowana na stanowisko premiera. Pochodząca z Konstancy działaczka PSD mająca tatarsko-tureckie korzenie ostatecznie została wicepremierem i ministrem rozwoju. Drugim wicepremierem oraz ministrem środowiska został zaś Daniel Constantin. Ten wywodzący się z partii ALDE (Sojusz Liberałów i Demokratów) polityk współtworzył wcześniej rząd Victora Ponty, w którym był ministrem rolnictwa. Partia koalicyjna otrzymała obecnie jeszcze trzy resorty: komunikacji, ds. relacji z parlamentem oraz spraw zagranicznych. Szefem MSZ został mianowany Teodor Meleșcanu. Piastował on już ten urząd w latach 1992-1996, a także na krótko w roku 2014. W międzyczasie był on także ministrem obrony, pełnił też obowiązki ministra sprawiedliwości. Nowy rząd będzie funkcjonował w oparciu o ponad dwadzieścia ministerstw. Wydzielono między innymi osobne resorty odpowiadające za turystykę, gospodarkę wodną i leśnictwo.

    Poniżej pełny skład nowego rządu:

    Premier: Sorin Grindeanu

    Wicepremier i Minister Rozwoju: Sewilla Shhaideh

    Wicepremier i Minister Środowiska: Daniel Constantin

    Minister ds. Funduszy Europejskich: Mihaela Toader

    Minister Spraw Wewnętrznych: Carmen Dan

    Minister Pracy: Olguţa Vasilescu

    Minister Ekonomii: Alexandru Petrescu

    Minister Spraw Zagranicznych: Teodor Meleşcanu

    Minister Finansów: Viorel Ştefan

    Minister Sprawiedliwości: Florin Iordache

    Minister ds. Europejskich: Ana Birchall

    Minister Rolnictwa Petr Daea

    Minister Obrony: GABRIEL Leş

    Minister Zdrowia: Bodog Florin

    Minister Transportu: Răzvan Cuc

    Minister Kultury: Ionuţ Vulpescu

    Minister Edukacji: Pavel Năstase

    Minister Badań: Şerban Valeca

    Minister Energetyki: Toma Petcu

    Minister Gospodarki Wodnej i Leśnej: Adrianu Petcu

    Minister Komunikacji: Augustin Jianu

    Minister Młodzieży: Marius Dunca

    Minister Dialogu Społecznego: Gabriel Petrea

    Minister ds. Relacji z Parlamentem: Graţiela Gavrilescu

    Minister Rozwoju Biznesu: Florin Jianu

    Minister Turystyki: Mircea Dobre

    Minister ds. Rumunów za granicą: Andreea Păstârnac

    Źródło: www.digi24.ro

  • W Rumunii trwają protesty. Rząd nie zamierza ustąpić

    Na głównych placach największych rumuńskich miast od rana spontanicznie gromadzili się mieszkańcy przeciwni obecnej władzy. Protesty przyniosły wprawdzie efekt w postaci konfliktu wewnątrz rządzącej partii socjaldemokratycznej, ale premier Sorin Grindeanu wciąż nie zamierza ustąpić. Jeżeli wszystko pójdzie po jego myśli i rozporządzenie nie zostanie zablokowane przez Trybunał Konstytucyjny, to nowe korupcjogenne prawo zacznie obowiązywać już za tydzień.

    Wczorajsze protesty nie były z pewnością ostatnim słowem mieszkańców Rumunii rozwścieczonych decyzją rządu. W Klużu na placu Unirii około południa pojawiło się kilka matek z dziećmi, które same określiły swoją inicjatywę "dzienną zmianą". Tłumaczyły one, że chcą zaznaczyć swoją obecność w momencie, gdy większość manifestantów z zeszłego wieczora udało siędo pracy lub na uczelnie. O wiele liczniejsze były manifestacje w Bukareszcie, które skupiły nawet parę tysięcy osób. Jednakże dopiero wieczorem tłumy protestujących z powrotem wyszły na ulice. I choć manifestacje nie były tak liczne jak wczoraj, to wszystko wskazuje na to, że Rumuni łatwo nie odpuszczą.

    Na wszystkich demonstracjach padają antyrządowe hasła nawołujące gabinet Sorina Grindeanu do dymisji. Sam premier nie zamierza jednak wycofywać się ze swoich działań. W konferencji prasowej wziął też udział lider socjalistów Liviu Dragnea, który w ostrych słowach odniósł się do minionych wydarzeń. Stwierdził on, że protestujący zostali zmanipulowani, a manifestacje sąsterowane z zewnątrz. Przywołał przy tym wydarzenia z rewolucji 1989 roku, kiedy to faktycznie w całym kraju zapanował chaos. Dragnea oskarżył też prezydenta Klausa Iohannisa o doprowadzenie do obecnej sytuacji, przypominając że podczas protestów w Bukareszcie dochodziło do starć z policją.

    Dragnea powiedział też, że rząd cieszy się poparciem społeczeństwa, ale nie zamierza wyprowadzać miliona ludzi na ulice. To, o czym lider PSD nie wspomniał to fakt, że bójki z policjantami były zjawiskiem marginalnym. Grupa chuliganów, która się ich dopuściła, została wygwizdana przez pozostałych uczestników protestu, którzy zresztą krótko po tym rozeszli się do domów. Do tej pory relacje policji z manifestantami zwykle są zresztą przyjazne. Aby to udowodnić, uczestnicy protestów wręczali im dzisiaj kwiaty.

    Manifestacje (dzisiaj około 200-tysięczne) to nie jedyne zmartwienie rządu. Do dymisji podał się Florin Jianu, minister rozwoju biznesu. Mihai Sturzu, szef młodzieżówki PSD, wezwał zaś lidera partii do ustąpienia. Czas pokaże, czy jest to tylko element politycznej rozgrywki socjalistów, czy też faktyczny rozłam w partii.

    AKTUALIZACJA (00:00)

    Protest dobiega końca, na ulicach pozostali nieliczni uczestnicy. Policja nie zanotowała dzisiaj żadnych groźnych incydentów.

    Fot. Marian Godina

  • Zwycięstwo socjaldemokratów - prezydent podpisał dekret o odwołaniu szefowej urzędu antykorupcyjnego

    Rządzący Rumunią socjaldemokraci dopięli swego. Codruța Kövesi, do tej pory pełniąca funkcję szefowej Krajowego Urzędu Antykorupcyjnego (Direcția Națională Anticorupție; DNA) straciła swoje stanowisko. Wczoraj dekret w tej sprawie podpisał prezydent Klaus Iohannis, który do tej pory bronił Kövesi. Nie miał jednak wyjścia, bo decyzję ministra sprawiedliwości poparł trybunał konstytucyjny

    Do tej pory prezydent Klaus Iohannis bronił szefową urzędu, która w jego ocenie była skuteczna w walce z korupcją. Argumentował jednak, że musi respektować decyzje trybunału konstytucyjnego. Wyraził też nadzieję, że nowy szef DNA będzie w sposób rzetelny realizował swoje zadania.

    Dekret prezydenta to następstwo orzeczenia trybunału konstytucyjnego, który potwierdził że to minister sprawiedliwości (obecnie urząd ten piastuje Tudorel Toader) decyduje o odwołaniu prokuratorów. Do prezydenta należy podjęcie ostatecznej decyzji, jednak jest to tylko formalność.

    Odwołanie szefowej DNA zbiegło się w czasie ze zmianami w kodeksie karnym, które wprowadzają między innymi nową definicję nadużycia władzy. Obecnie będzie ono karane wyłącznie wówczas, gdy przyniesie osobiste korzyści sprawcy lub jego najbliższej rodzinie. Tymczasem zaledwie kilka tygodni temu lider rządzącej PSD Liviu Dragnea został skazany wyrokiem sądu pierwszej instancji na 3,5 roku więzienia właśnie za nadużycie władzy. Miał on doprowadzić do fikcyjnego zatrudnienia dwóch członkiń partii w jednych z urzędów, które pobierały pieniądze nie pojawiając się w pracy.