Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Oradea

  • "Caravana Go Romania" wróciła do Polski

    Wyprawa "Caravana Go Romania" dobiegła końca. Zanim to się stało, miało jednak miejsce wiele ciekawych wydarzeń. Uczestnicy spotkali się z polskim ambasadorem Marcinem Wilczkiem, odpoczęli na plaży w urokliwej miejscowości Costinești, pokonali trasę Transfogaraską, ponownie odwiedzili Kluż i zaprezentowali swoje pojazdy na rynku w Oradei.

    Projekt miał na celu przypomnienie, jak Polacy podróżowali do Rumunii w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Ambasador Ovidiu Dranga, pomysłodawca akcji, chciał w ten sposób zachęcić turystów do odwiedzania swojego kraju. We wtorek 27 czerwca karawana opuściła Kraków i udała się do Rumunii. W ciągu kilku pierwszych dni uczestnicy odwiedzili takie miejscowości jak Negreşti Oaş, Kluż i Hunedoara. Następnie, po pokonaniu słynnej Transalpiny, grupa odwiedziła Râncę, Târgu Jiu, Krajową, Pitești i Bukareszt.

    Tuż przed wyjazdem z Bukaresztu udało nad się odwiedzić polską ambasadę mieszczącą się przy str. Alexandru 23. Przywitał nas tam osobiście ambasador Marcin Wilczek, z którym udało nam się nawet przeprowadzić krótki wywiad (szczegóły wkrótce). Spędziliśmy tam bardzo miłe chwile na rozmowach z pracownikami polskiej placówki, ale niestety czas naglił. Dlatego też po zrobieniu kilku pamiątkowych zdjęć karawana ruszyła do celu wyprawy - nad Morze Czarne.

    We wtorek czwartego lipca, czyli równo tydzień od wyjazdu, "Caravana Go Romania" dojechała do Konstancy, gdzie Dacie i Fiaty zaparkowały pod słynnym budynkiem kasyna wzbudzając zainteresowanie licznych turystów. Potem uczestnicy pojechali do Costinești - niewielkiej urokliwej miejscowości, w której spędziliśmy cały kolejny dzień. Tym samym udało się przejechać trasę polskich turystów sprzed kilkudziesięciu lat, dla których rumuńskie plaże były celem wielu wypraw.

    Nie oznacza to jednak, że karawana dobiegła końca. Trzeba było bowiem powrócić do Polski, co pozwoliło nam na odwiedzeniu kolejnych ciekawych miejsc. Po całym dniu plażowaniu Dacie i Fiaty (nie zapominajmy też o jednym Oltcicie!) uczestnicy wyprawy musieli pokonać kilkaset kilometrów do jeziora Vidraru, koło którego znajduje się wspaniały hotel "Valea cu Pesti" (dosłownie: rybna dolina). Ugoszczono nas tam po królewsku, gdyż posiłkowi towarzyszyły liczne występy artystów ludowych.

    Kolejny dzień wiązał się z pokonaniem wymagającej trasy Transfogaraskiej, która serpentynami wije się przez Karpaty. Cały czas towarzyszyło nam wsparcie techniczne ze strony firmy Q-service, która zapewniła nawet lawetę. Na szczęście okazało się jednak, że nie była ona potrzebna. Kolejny, bardziej płaski odcinek do Klużu, pokonaliśmy już bez większych przygód. Po drodze udało się jednak zwiedzić przepiękny kościół obronny w Aiud oraz malowniczą seklerską wieś Rimetea (węg. Torockó).

    W sobotę z samego rana Caravana Go Romania wyruszyła do leżącej tuż przy granicy z Węgrami Oradei. Po przywitaniu przez burmistrza i posiłku uczestnicy przejechali przez miasto w ostatniej już paradzie. Następnie z wielkim smutkiem opuściliśmy Rumunię. Jesteśmy jednak przekonani, że będziemy tam często wracać, a także że nasza wyprawa zachęci kolejnych turystów do odwiedzin tego pięknego kraju.

    Więcej zdjęć znaleźć można na naszym facebookowym profilu, a także pod hasztagiem #CaravanaGoRomania

  • Oradea i historia jednego* pomnika

    Niektórzy Czytelnicy zapewne poznają po zdjęciu, że chodzi o pomnik Mihaia Viteazul stojący na głównym placu miasta. Nie każdy jednak wie, że dawniej w tym samym miejscu znajdowały się inne monumenty, zmieniające się wraz z granicami i ustrojami politycznymi. Dlatego też gwiazdka w tytule niniejszego artykułu wcale nie jest przypadkowa.

    Pomnik Michała Walecznego (Mihai Viteazul) autorstwa Alexandru Gheorghițy i Georgety Caragiu stoi na placu Unirii od 1994 roku. Wizerunek władcy z przełomu XVI i XVII w. z pozoru niczym się nie wyróżnia, gdyż podobne rzeźby często zauważyć można w wielu rumuńskich miastach. Wszak jest to postać symboliczna, gdyż to właśnie Michał jako pierwszy zjednoczył Mołdawię, Wołoszczyznę i Transylwanię - czyli większość ziem składających się obecnie na państwo rumuńskie.

    Pomnik z Oradei od początku wzbudzał jednak wiele kontrowersji. Krytycy zwracali między innymi uwagę na fakt, że koń stoi wszystkimi czterema nogami na ziemi, co zwykle wskazuje na naturalną śmierć siedzącej na nim postaci. Tymczasem Michał został zamordowany przez Austriaków w 1601 roku, co na długie lata uniemożliwiło zjednoczenie władanych przez niego księstw. Wierzchowiec, którego dosiada władca, został ponadto wyrzeźbiony bez zachowania odpowiednich proporcji. Niektórzy zwracali także uwagę na fakt, że Michał powinien zostać zwrócony ku granicy z Węgrami, co miałoby symbolizować obronę kraju przed wrogami.

    Pomijając wszelkie kwestie estetyczne i historyczne, pomnik stoi na placu do dziś i stał się jednym z jego charakterystycznych punktów. Nie każdy jednak wie, że wcześniej w tym samym miejscu znajdowały się też inne monumenty. Do 1923 roku stał tam pomnik Władysława I Świętego króla Węgier, będącego patronem tego kraju. W efekcie przesunięcia granic musiał on jednak ustąpić miejsca rumuńskiemu królowi Ferdynandowi I. Po 1940 roku Oradea (węg. Nagyvárad) z powrotem znalazła się jednak w granicach Węgier, przez co rumuński król został zastąpiony statuą na cześć regenta Miklósa Horthyego. Pomnik rozebrano tuż po wojnie, gdy Rumunia odzyskała utracone ziemie. Wtedy też postanowiono upamiętnić w tym miejscu żołnierzy Armii Czerwonej, który rozebrano na początku lat dziewięćdziesiątych.

    Fot. Pomnik Michała Walecznego w trakcie remontu placu w 2016 roku.

  • Victor Orban z wizytą w Transylwanii

    Premier Węgier odwiedził w miniony weekend Rumunię, aby wziąć udział w uroczystościach związanych z 500-leciem reformacji. Odwiedził Kluż i Oradeę - miasta, w których żyje liczna społeczność węgierska.

    Victor Orban przyleciał w piątek wieczorem do Klużu (rum. Cluj; węg. Kolozsvár), gdzie przywitał go mer miasta Emil Boc. Najważniejsze dla lokalnej społeczności uroczystości miały jednak miejsce następnego dnia, w sobotę, kiedy to premier Węgier odwiedził kościół ewangelicki stojący przy ul. M. Kogălniceanu, gdzie wziął udział w nabożeństwie z udziałem ponad sześciuset kapłanów ewangelickich i unitariańskich.

    Około godziny 13:00 Victor Orban opuścił kościół, kierując się do Protestanckiego Instytutu Teologicznego. W tej swego rodzaju procesji premierowi Węgier towarzyszyło ponad tysiąc mieszkańców Klużu. Na miejscu Victor Orban wygłosił przemówienie skierowane do kilkuset zaproszonych gości. Lokalne media zwróciły na fakt, że mowa premiera Węgier nie została przetłumaczona na język rumuński. Później nastąpiło otwarcie w tym miejscu muzeum poświęconego historii reformacji.

    Kolejne ważne dla węgierskiej społeczności nastąpiło w niedzielę. Wtedy to Victor Orban odwiedził Florești (Szászfenes) - miejscowość położoną na zachód od Klużu, będącą właściwie jego odległą dzielnicą sypialną. Tam premier Węgier wziął udział w uroczystym otwarciu nowego kościoła ewangelickiego, którego budowę kwotą ponad 50 tysięcy euro wsparł rząd Węgier. Dzień później, w poniedziałek, Victor Orban udał się w drogę powrotną do Węgier. Po drodze odwiedził leżącą tuż przy granicy Oradeę (Nagyvárad), gdzie brał udział w inauguracji roku akademickiego w Uniwersytecie Partium, gdzie węgierski jest językiem wykładowym.

    Fot. Materiały prasowe / Victor Orban