Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka Zagraniczna

  • Ambasador RP w Bukareszcie: "Relacje polityczne są bardzo bliskie. Tak naprawdę jedziemy na jednym wózku"

    O tym, co Rumuni sądzą o Polsce, jak zmienić wizerunek Rumunii w naszym kraju i na kilka innych tematów rozmawialiśmy z Marcinem Wilczkiem, ambasadorem RP w Bukareszcie.

    Co Rumuni sądzą o Polakach i o Polsce?

    Funkcja ambasadora Polski w Rumunii jest w pewnym sensie bardzo komfortowa, bo Polska ma bardzo dobrą opinię w Rumunii. Wynika to między innymi z tempa rozwoju gospodarczego i społecznego w Polsce przez ostatnie dwadzieścia pięć lat. To, że po upadku komunizmu Polska poradziła sobie znacznie lepiej niż Rumunia. Do tego dochodzi członkostwo w Unii Europejskiej, jaką Polska pozycję zajęła w Europie. Jest tutaj pewna nuta uznania i pewna nuta zazdrości, jeśli chodzi o postrzeganie Polski w Rumunii. Polska ma bardzo dobrą markę, Polacy mają bardzo dobrą markę. Jest bardzo silna sympatia Rumunów do Polaków i to jest dostrzegalne.

    Jaka jest rola polskich przedsiębiorców w budowaniu tego wizerunku?

    Istnieje wiele przykładów biznesmenów z Polski, którzy tutaj zainwestowali. Na przykład Tymbark jest tutaj dwadzieścia pięć lat na rynku i widać wszędzie ich reklamy. Od niedawna jest tutaj z kolei wszędzie obecny Idea Bank. Aczkolwiek, budowa polskiej marki to nie tylko rola firm, lecz także specjalistów. W dużych międzynarodowych firmach pracuje bardzo wielu Polaków, szefem giełdy jest Ludwik Sobolewski [dawniej prezes giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie – przyp. Red.], szefem ING jest pan Michał Szczurek, tak więc Polacy są też obecni w takim kontekście. Jest to widoczne i doceniane.

    A jeśli chodzi o relacje polityczne?

    Relacje polityczne są bardzo bliskie. Tak naprawdę jedziemy na jednym wózku. Jesteśmy krańcowymi państwami Unii Europejskiej, jesteśmy flankowymi państwami NATO, mamy podobne problemy polityczne, które teraz się pojawiają. Mam na myśli np. Brexit. Mamy milion obywateli polskich na Wyspach, Rumuni mają czterysta tysięcy i tak samo są oni zaniepokojeni. Nie wiadomo przecież, co się wydarzy dalej. Mamy też podobne doświadczenia historyczne, więc pewne rzeczy widzimy podobnie. Mamy podobne doświadczenia, których państwa zachodnie nie mają, więc pewne rzeczy rozumiemy lepiej i rozmawiając ze sobą patrzymy na nie inaczej niż inni i jesteśmy przez to sobie bliscy.

    Jakie jeszcze czynniki sprawiają, że Polska jest ważna dla Rumunii w kontekście tych relacji?

    Jesteśmy największym państwem tego obszaru. Rumuni są dwudziestomilionowym państwem położonym w Europie wschodniej, my jesteśmy krajem czterdziestomilionowym położonym w Europie północno-wschodniej. To też gra swoją rolę. Do tego dochodzą inne istotne czynniki, jak demografia, potencjał gospodarczy, polityczny i wojskowy.

    Co można zrobić żeby te relacje były jeszcze lepsze?

    Jest wiele do zrobienia dla promocji Rumunii w Polsce, ale przede wszystkim muszą o to zadbać sami Rumuni. Polska, co powtarzam moim rumuńskim gospodarzom, miała dwa wielkie wydarzenia, które spowodowały, postrzeganie Polski się zmieniło. Była to prezydencja w Unii Europejskiej w 2011 roku i Euro 2012. To były takie wydarzenia, które wiele zmieniły. Raz, że przyjechało wtedy bardzo wielu eurokratów i urzędników, a następnie przyjechało wielu zwykłych obywateli, kibiców piłkarskich, którzy zobaczyli że Polska nie jest jakimś dzikim krajem na krańcu świata, tylko że jest to normalne nowoczesne państwo, które się rozwija. Że ma swoją kuchnię, swoich ludzi i tak naprawdę nie jest tak daleko.

    Często podnoszoną kwestią jest odległość pomiędzy naszymi krajami i wciąż istniejące braki w infrastrukturze drogowej...

    Bariery są raczej w głowach. Mam nadzieję, że Rumuni patrząc na nasze doświadczenia skorzystają z tego, że mają prezydencję w Unii w 2019 roku i to wykorzystają. Co jeszcze można zrobić? Państwa pobyt w Rumunii [w ramach projektu Caravana Go Romania – przyp. Red.] jest też łamaniem jakichś stereotypów i przesądów. W Polsce pokutują opinie o drogach rumuńskich, ale to jest oczywista nieprawda.

    Przejechaliśmy ten kraj wzdłuż i wszerz i nie możemy się z tym nie zgodzić. Pytanie tylko co zrobić, aby rozpowszechnić tę opinię?

    To już nie jest rola dla ambasad, bo my możemy wskazywać pewne rzeczy, ale ludzie sami muszą coś zobaczyć i czegoś dotknąć. Aczkolwiek to się zmienia, bo Polacy jeżdżą chętnie do Bułgarii i nawet tylko przejeżdżając przez Rumunię widzą jak to wygląda. Wielu Polaków przyjeżdża też do Rumunii w góry. Kilka tygodni temu, gdy byłem na przykład w Bran, gdzie widziałem kilkanaście autokarów z Polski, tak więc nie wiem czy to jest nadal aktualne, że Rumunia jest krajem znanym ze stereotypów. Myślę, że zmienia się to szybciej, niż nam się wydaje.

    Spotkaliśmy się w ramach projektu Caravana Go Romania. Co sądzi Pan o pomyśle zorganizowania podobnej wyprawy dla Rumunów, aby mogli zwiedzić Polskę?

    Jako urzędnik państwa polskiego bardziej mi zależy na promocji Polski. Bardzo się cieszę, że jesteście tutaj i promujecie Polskę, ale wydaje mi się że my w działalności ambasady powinniśmy podejmować się głównie promocji naszego kraju. Wysyłamy blogerów i dziennikarzy, którzy jeżdżą po Polsce, żeby zobaczyli jak nasz kraj się zmienił, bo oni też mają często w głowach obraz Polski sprzed 10 czy 15 lat i oni to potem przekazują dalej. To jest jakaś droga do powtórzenia. Teraz rozmawiam z kolei z klubem harleyowców, aby przyjechali w przyszłym roku na stulecie odzyskania niepodległości. W Rumunii jest przecież mnóstwo śladów polskich, jak np. pomnik marszałka Piłsudskiego w Bukareszcie. To jest też taka forma promocji Polski w Rumunii.

    Czyli nadal jest dużo do zrobienia?

    Wydaje mi się, że jest nierównowaga, gdyż Rumuni się bardziej interesują Polską niż Polacy Rumunią i trudno to zmienić. Zainteresowanie mediów jest tego dowodem. Media rumuńskie są bardziej zainteresowane, że przyjechały dawno nie widziane w Rumunii Polonezy i Duże Fiaty, niż media w Polsce.

  • Igor Dodon w najbliższym otoczeniu Władimira Putina podczas parady na Placu Czerwonym

    Zdjęcie przedstawiające moskiewskie uroczystości związane ze zwycięstwem nad hitlerowskimi Niemcami nie bez powodu obiegło media w Republice Mołdawii i Rumunii. Widać na nim Igora Dodona, który podczas głównej defilady zajął zaszczytne miejsce u boku Władimira Putina.

    Urzędujący od zeszłego roku prezydent Republiki Mołdawii Igor Dodon wielokrotnie podkreślał chęć zacieśnienia relacji z Rosją. Jego udział w defiladzie z okazji 9 maja u boku Władimira Putina jest najlepszym dowodem na to, że nie były to jedynie zapowiedzi.

    W połowie stycznia Igor Dodon wywołał niemały skandal, gdy podczas spotkania z Władimirem Putinem stwierdził, że połowa historycznych ziem Mołdawii znajduje się obecnie na terytorium Rumunii. To prawdopodobnie podczas tego spotkania Dodon został osobiście zaproszony do udziału w obchodach 72. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

    Fot. www.agora.md

  • Minister Macierewicz z wizytą w Rumunii

    Podczas oficjalnej wizyty szef polskiego MON spotkał się w Bukareszcie ze swoim rumuńskim odpowiednikiem Gabrielem Leşem. Z obu stron padły zapewnienia o chęci pogłębiania wzajemnej współpracy na rzecz obronności, w oparciu o struktury NATO i Unii Europejskiej.

    Rozmowy obu ministrów dotyczyły współdziałania militarnego i politycznego Polski i Rumunii:

    - Wzmocnienie wzajemnych relacji musi być oparte na trzech głównych filarach - współpracy w ramach NATO, Unii Europejskiej oraz technicznej i militarnej współpracy poprzez wzmacnianie zdolności obronnych - powiedział minister Gabriel Leş.

    W podobnym tonie wypowiadał się minister Antoni Macierewicz:

    - Począwszy od spraw związanych z wzmocnieniem możliwości obronnych Unii Europejskiej, które muszą być podporządkowane, a nie alternatywne w stosunku do naszych sił zaangażowanych w NATO, a skończywszy na współpracy naszych oddziałów - we wszystkich tych kwestiach Polska ma taką samą opinię jak Rumunia - powiedział Antoni Macierewicz.

    Polski minister podziękował też za wsparcie ze strony Rumunii, która wysłała niedawno do Polski swoje oddziały obrony przeciwlotniczej w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO. W drodze powrotnej odwiedził on też Centrum Doskonalenia Rozpoznania Osobowego (The Human Intelligence Centre of Excellence - HUMINT) w Oradei.

    Fot. Ministerul Apărării Naţionale

  • Mołdawskie roszczenia terytorialne?

    Prezydent Mołdawii stwierdził podczas spotkania z Władimirem Putinem, że Rumunia posiada połowę historycznego terytorium Mołdawii. Stało się to po tym, gdy przywódca rosyjski wręczył mu historyczną mapę tego regionu z końca XVIII wieku. "Jeżeli rosyjskie imperium nie zatrzymałoby się na Prucie, mielibyśmy teraz wielką Mołdawię" - miał powiedzieć Igor Dodon, prorosyjski prezydent tego kraju.

    Jego słowa wypowiedziane podczas wizyty w Moskwie wywołały niemały skandal. Tym bardziej, że odnosiły się one do mapy sprezentowanej przez Putina, na której zaznaczone są granice regionu obejmujące jego obecną mołdawską i rumuńską część, wraz z fragmentami Bukowiny i Dobrudży. Prezydent Mołdawii wyraził przy tym wolę współpracy z Rosją. Zaznaczył, że oznacza to zerwanie negocjacji o przystąpieniu jego kraju do Unii Europejskiej. Ocenił, że umowa stowarzyszeniowa nie przyniosła Mołdawianom żadnych korzyści, a jednocześnie stracili oni dostęp do rynku rosyjskiego.

    Na słowa prezydenta Dodona zareagował mołdawski premier Pavel Filip, którego rząd - w odróżnieniu od wybranego w ubiegłym roku prezydenta - deklaruje chęć integracji z Unią Europejską. Ocenił on jego słowa jako czystą retorykę i przypomniał, że zakres władzy nie pozwala prezydentowi na podejmowanie tego typu decyzji. Zaprotestowało też rumuńskie MSZ. W oświadczeniu ministerstwa można między innymi przeczytać, że słowa Igora Dodona były "niewłaściwe" i nie przystające do obecnych realiów.

    Choć Republika Mołdawii jest teraz samodzielnym krajem, to historycznie jej ziemie wraz ze sporą częścią współczesnej Rumunii należały w średniowieczu do hospodarstwa mołdawskiego. W 1538 roku część krainy przeszła we władanie tureckie, zaś całość w 1812 roku stała się częścią carskiego imperium - tzw. Besarabią. Nie znalazła się więc w obrębie Rumunii po zjednoczeniu księstwa mołdawskiego i wołoskiego pod koniec XIX wieku. Ziemie pomiędzy Prutem a Dniestrem znalazły się w obrębie kraju dopiero po I wojnie światowej, kiedy to rumuńscy przywódcy zagarnęli je wykorzystując chaos będący następstwem rosyjskiej wojny domowej. ZSRR upomniał się o swoje po wybuchu II wojny światowej, potem Rumunia na krótko odzyskała te tereny jedynie w latach 1941-44. W ostatnich latach wielu polityków skłaniało się raczej ku zjednoczeniu obu krajów, choć przeszkodą ku temu jest m. in. nierozwiązana kwestia Naddniestrza czy zapaść ekonomiczna, z którą zmaga się była sowiecka republika. Ponadto społeczeństwo Mołdawii jest podzielone światopoglądowo (na zwolenników integracji z Rosją i Unią Europejską) oraz pod względem przynależności etnicznej.

    Fot. Digi24.ro

  • Powstanie połączenie lotnicze Rzeszów - Suczawa?

    Plan jest ambitny, gdyż zakłada uruchomienie regularnych lotów pomiędzy oboma miastami. O możliwościach współpracy pomiędzy oboma lotniskami rozmawiał marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl i przewodniczący rady okręgu administracyjnego Suczawa (Județul Suceava) Gheorghe Flutur.

    Do rozmowy pomiędzy oboma samorządowcami doszło w ramach XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy. Panowie doszli do wniosku, że wspólnie mogą doprowadzić do uruchomienia pomiędzy miastami połączeń lotniczych. Na razie mowa jest o kursach w okresie letnim, gdy ruch turystyczny jest największy.

    "Rzeszów ma nowoczesny port lotniczy i rozmawiałem o naszym lotnisku. Operuje on na wielu trasach europejskich i rozmawiałem o otwarciu dyskusji o kursie Suczawa - Rzeszów, nawet sezonowym, dla turystów, lub o możliwości rozszerzenia połączeń z Suczawy do Londynu lub Monachium z międzylądowaniem - powiedział Gheorghe Flutur, cytowany przez dziennik Monitorul de Suceava.

    Obecnie lotnisko Stefana Wielkiego w Suczawie (Aeroportul Internațional „Ștefan cel Mare”) obsługuje łącznie 9 tras krajowych i międzynarodowych - między innymi do Bukaresztu, Londynu, Mediolanu czy Rzymu. Z podrzeszowskiego portu Jasionka można skorzystać z regularnych połączeń do 10 miejsc w Europie, m.in. do Warszawy, Monachium, Berlina czy kilku miast Wielkiej Brytanii.

    Fot. podkarpackie.pl

  • Republika Mołdawii wzywa Rosję do wycofania wojsk ze swego terytorium

    Chodzi o 14. armię, która stacjonuje w Naddniestrzu od czasów konfliktu z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Za przyjęciem stosownej rezolucji zagłosowało sześćdziesięciu jeden posłów, co stanowiło większość w 101-osobowym parlamencie.

    Ustawa wzywa Federację Rosyjską do usunięcia z terenu Republiki Mołdawii wojsk, sprzętu i amunicji. Już podczas debaty nad kształtem dokumentu doszło do prawdziwej awantury. Ostatecznie salę opuścili socjaliści wspierający prorosyjskiego prezydenta Igora Dodona. On sam nazwał całą sprawę prowokacją i stwierdził, że jest to efekt wpływów z zewnątrz. Pomimo wcześniejszych prób podejmowanych przez Kiszyniów, rosyjska armia wciąż jest obecna na terenach oficjalnie należących do Republiki Mołdawii.

    Secesja Naddniestrza (oficjalnie: Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawii) nastąpiła pod koniec 1990 roku, czyli jeszcze przed oficjalnym uzyskaniem przez Mołdawię niepodległości. Powodem zaistniałej sytuacji były obawy przed przyłączeniem młodej republiki do Rumunii, co napotkało na opór ze strony ludności rosyjskiej i ukraińskiej. Władze Mołdawii usiłowały w 1992 roku odzyskać kontrolę nad spornym terytorium, co doprowadziło do wojny domowej, podczas której rosyjskie siły zbrojne nieoficjalnie wspierały secesjonistów. Rosyjska armia wciąż stacjonuje w Naddniestrzu. Oficjalnie mowa jest o 1200 żołnierzy.

    Czytaj też:

    Igor Dodon w najbliższym otoczeniu Władimira Putina podczas parady na Placu Czerwonym

    Mołdawskie roszczenia terytorialne?

    Ilustracja: Krzysztof, na licencji CC BY-SA 3.0

  • Rumunia chce przyjąć euro, tylko kiedy?

    Minister spraw zagranicznych Rumunii udzielił Rzeczpospolitej obszernego wywiadu dotyczącego relacji naszych krajów, kwestii przyjmowania uchodźców czy spraw ekonomicznych. Powiedział w nim między innymi, że Rumunia planuje przystąpić do strefy euro w 2022 roku.

    Teodor Meleșcanu ocenił, że Rumunia potrzebuje przynajmniej pięciu lat, aby przyjąć wspólną europejską walutę. Wyjaśnił, że jego kraj potrzebuje więcej czasu na przygotowania, gdyż przyjęcie euro mogłoby źle wpłynąć na dochody najbiedniejszej części społeczeństwa - między innymi emerytów.

    Do słów ministra odniósł się prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z opozycyjnej Partii Narodowo-Liberalnej (PNL). Stwierdził on, że przystąpienie euro jest jednym z najważniejszych celów dla Rumunii i że politycy wszystkich partii powinni to zrozumieć.

    Okazuje się jednak, że nawet tak odległa data jest pomysłem bardzo optymistycznym. Okazało się bowiem, że fanem przystąpienia do strefy euro nie jest Liviu Dragnea - lider rządzącej partii socjaldemokratycznej (PSD). Stwierdził on, że póki co nie istnieją plany udziału Rumunii w tym projekcie i tym bardziej nie może być mowy o wyznaczaniu jakichkolwiek dat.

    Tuż po akcesji do Unii Europejskiej w 2007 roku władze Rumunii zakładały, że wspólna waluta zostanie przyjęta w 2015 roku. W 2014 roku ustalono z kolei datę wejścia do strefy euro w roku 2019.

    Fot. Wikipedia

  • Rumuński minister spraw zagranicznych broni Polski i Węgier

    W wywiadzie dla agencji Reuters Teodor Meleșcanu sprzeciwił sankcjom przeciwko Polsce i Węgrom. Wyraził też nadzieję na bliższą współpracę Rumunii z Grupą Wyszehradzką. Pozostałe tematy rozmowy dotyczyły między innymi rozszerzeniu Unii Europejskiej o Serbię i Turcję, a także opinii wobec "Europy dwóch prędkości".

    Minister Meleșcanu ocenił, że ruchy prowadzące w kierunku Unii Europejskiej wielu prędkości doprowadzą do niepotrzebnych podziałów. Stwierdził również, że Rumunia nie popiera wprowadzania nowych mechanizmów mających na celu wywrzeć presję wobec Polski i Węgier. Co więcej, minister wyraził nadzieję na głębszą współpracę Rumunii z Grupą Wyszehradzką. Konkretnie chodziło mu o starania mające na celu utrzymanie ścisłych więzi z Wielką Brytanią. Rumuński rząd chciałby się bowiem włączyć w tego typu działania.

    "Unia Europejska nie musi opracowywać nowych mechanizmów, aby stawić czoła kwestiom praworządności w Polsce i na Węgrzech" - powiedział rumuński minister w wywiadzie dla agencji Reuters. Zaznaczył, że już teraz istnieją odpowiednie narzędzia pozwalające monitorować sytuację w poszczególnych krajach.

    Tego typu monitoring jest już prowadzony względem Bułgarii i Rumunii ze względu na zjawiska korupcyjne istniejące w tych krajach. Minister wyraził jednak nadzieję, że proces ten uda się zakończyć przed końcem przyszłego roku, gdyż 1 stycznia 2019 roku Rumunia rozpocznie półroczną prezydencję w Unii Europejskiej.

    Dalsza część rozmowy dotyczyła przyszłości Unii Europejskiej. Minister Meleșcanu powiedział, że Serbia może liczyć na wsparcie Rumunii podczas dalszego procesu integracji. Wyraził też nadzieję, że w najbliższych 10 - 15 latach do Unii Europejskiej dołączy także Turcja.

    Źródło: Reuters

  • Spotkanie Klausa Iohannisa z Donaldem Tuskiem

    Prezydent Rumunii spotkał się wczoraj z przewodniczącym Rady Europejskiej. Politycy rozmawiali głównie o koncepcji "Europy dwóch prędkości". Klaus Iohannis sprzeciwił się tego typu rozwiązaniu sugerując, że doprowadzi ono do głębokich podziałów pomiędzy poszczególnymi krajami Unii Europejskiej

    Spotkanie z prezydentem było jednym z wielu, w trakcie których przewodniczący Rady Europejskiej dyskutował o bieżących sprawach z liderami państw należących do Unii Europejskiej. Rozmowa dotyczyła głównie przyszłości Unii Europejskiej. Donald Tusk usłyszał od Klausa Iohannisa, że nie ma mowy o stosowaniu zasady "Europy dwóch prędkości":

    "Prezydent Klaus Iohannis stanowczo zaznaczył stanowisko Rumunii, mówiące o nieakceptowaniu propozycji prowadzących do Europy dwóch lub wielu prędkości lub Europy koncentrycznych kręgów. Tego typu rozwiązania mogłyby wyłącznie pogłębić podziały pomiędzy członkami wspólnoty. Rumunia jest zdania, że wzmacnianie Unii Europejskiej musi się odbywać poprzez dalszą integrację jej członków. Głównym celem na szczeblu unijnym powinno być dążenie do jedności bez podziałów wśród państw członkowskich" - czytamy w oficjalnym oświadczeniu Klausa Iohannisa opublikowanym po spotkaniu z Donaldem Tuskiem.

    Klaus Iohannis zjawi się pod koniec października w Brukseli, gdzie wygłosi swoją opinię na temat imigracji, bezpieczeństwa i relacji międzynarodowych - między innymi pomiędzy krajami Unii Europejskiej a Turcją.

    Fot. Materiały prasowe

  • Spotkanie Trump - Iohannis. O czym rozmawiali prezydenci USA i Rumunii?

    Do spotkania w Białym Domu doszło wczoraj popołudniu. Wszystko wskazuje na to, że obaj prezydenci znaleźli wspólny język. "Przyszłość Rumunii i rumuńskich relacji ze Stanami Zjednoczonymi jest bardzo, bardzo obiecująca" - powiedział Donald Trump.

    Spotkanie obfitowało w wiele kurtuazyjnych wypowiedzi odnoszących się do relacji obu krajów. Donald Trump mówił między innymi o "dzieleniu wspólnych wartości", takich jak umiłowanie wolności, duma z własnej kultury i tradycji. Docenił też starania prezydenta Rumunii w walce z korupcją. Klaus Iohannis podziękował zaś za owocną współpracę i wyraził przekonanie, że w przyszłości związki obu krajów będą jeszcze bardziej ścisłe.

    Klaus Iohannis przypomniał, że Rumunia jako jeden z pierwszych krajów NATO zwiększyła budżet obronny do 2% PKB i liczy teraz na większe zaangażowanie USA w regionie. Powiedział też, że porozumienie pomiędzy USA a Europą to podstawa naszej cywilizacji. W tym kontekście zwrócił uwagę na fakt, że bardzo istotna jest głęboka współpraca pomiędzy krajami NATO i Unii Europejskiej.

    Do kolejnego spotkania obu prezydentów dojdzie najprawdopodobniej już na początku lipca. Donald Trump odwiedzi wtedy Polskę, gdzie ma wygłosić ważne oświadczenie. Podczas spotkania oprócz prezydenta Adnrzeja Dudy, mają być także obecni pozostali liderzy państw regionu - w tym Rumunia.

  • Victor Orban z wizytą w Transylwanii

    Premier Węgier odwiedził w miniony weekend Rumunię, aby wziąć udział w uroczystościach związanych z 500-leciem reformacji. Odwiedził Kluż i Oradeę - miasta, w których żyje liczna społeczność węgierska.

    Victor Orban przyleciał w piątek wieczorem do Klużu (rum. Cluj; węg. Kolozsvár), gdzie przywitał go mer miasta Emil Boc. Najważniejsze dla lokalnej społeczności uroczystości miały jednak miejsce następnego dnia, w sobotę, kiedy to premier Węgier odwiedził kościół ewangelicki stojący przy ul. M. Kogălniceanu, gdzie wziął udział w nabożeństwie z udziałem ponad sześciuset kapłanów ewangelickich i unitariańskich.

    Około godziny 13:00 Victor Orban opuścił kościół, kierując się do Protestanckiego Instytutu Teologicznego. W tej swego rodzaju procesji premierowi Węgier towarzyszyło ponad tysiąc mieszkańców Klużu. Na miejscu Victor Orban wygłosił przemówienie skierowane do kilkuset zaproszonych gości. Lokalne media zwróciły na fakt, że mowa premiera Węgier nie została przetłumaczona na język rumuński. Później nastąpiło otwarcie w tym miejscu muzeum poświęconego historii reformacji.

    Kolejne ważne dla węgierskiej społeczności nastąpiło w niedzielę. Wtedy to Victor Orban odwiedził Florești (Szászfenes) - miejscowość położoną na zachód od Klużu, będącą właściwie jego odległą dzielnicą sypialną. Tam premier Węgier wziął udział w uroczystym otwarciu nowego kościoła ewangelickiego, którego budowę kwotą ponad 50 tysięcy euro wsparł rząd Węgier. Dzień później, w poniedziałek, Victor Orban udał się w drogę powrotną do Węgier. Po drodze odwiedził leżącą tuż przy granicy Oradeę (Nagyvárad), gdzie brał udział w inauguracji roku akademickiego w Uniwersytecie Partium, gdzie węgierski jest językiem wykładowym.

    Fot. Materiały prasowe / Victor Orban