Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

  • Komisja Europejska chce, aby Rumunia przyjęła więcej imigrantów

    Sprawa dotyczy realizacji postanowień z września 2015 roku oraz późniejszego porozumienia z Turcją, podjętych w wyniku kryzysu imigracyjnego. Zdecydowano wtedy o relokacji 185 tysięcy imigrantów i uchodźców przebywających w Grecji, Turcji i we Włoszech.

    Początkowo Rumunia sprzeciwiała się przyjęciu imigrantów. W końcu jednak tamtejszy rząd ustąpił, zgadzając się na relokację 4180 osób. Do tej pory do Rumunii przybyło 568 imigrantów, którzy ulokowani zostali w obozach przejściowych znajdujących się w Bukareszcie (Bucureşti), Gałaczu (Galaţi), Radowcach (Rădăuţi) i Şomcuta Mare. We wszystkich krajach Unii Europejskiej przesiedlono według tego mechanizmu 18 400 osób pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu.

    Teraz Komisja Europejska chce, aby państwa unijne przyśpieszyły proces przyjmowania kolejnych imigrantów i uchodźców. Według nowych wytycznych Francja powinna przyjąć więcej osób przebywających we Włoszech, a Niemcom, Rumunii i Słowacji zalecono sprowadzenie ludzi znajdujących się w Grecji. Z kolei Belgii, Chorwacji i Hiszpanii polecono przyjąć ludzi przebywających w obu tych krajach. Według przyjętych w 2015 roku mechanizmów żadni imigranci nie trafili do Austrii, Polski i Węgier, z czego dwa ostatnie kraje odmówiły realizacji tych postanowień.

  • Komu ufają Rumuni?

    Sondaż zaufania do osób publicznych został przeprowadzony w dniach 6 - 14 marca przez firmę Sociopol. W czołówce znalazł się między innymi premier Sorin Grindeanu (PSD) czy prezydent Klaus Iohannis (PNL). Niektóre wyniki okazują się jednak niemałym zaskoczeniem.

    Na pierwszym miejscu rankingu znalazł się z wynikiem 71% Raed Arafat - pochodzący z Syrii anestezjolog, założyciel SMURD (Serviciul Mobil de Urgențǎ, Reanimare și Descarcerare - Mobilna Służba Reanimacji i Wydobycia*), piastujący od dekady stanowisko podsekretarza stanu w ministerstwie zdrowia. Na kolejnych pozycjach pojawili się jednak głównie politycy największych partii.

    Drugie miejsce zajęła na przykład Gabriela Firea (44%) - burmistrz Bukaresztu, typowana na kandydata w wyścigu o fotel prezydenta w zapowiadanych na 2019 rok wyborach. Tuż za nią pojawiło się z kolei nazwisko obecnego premiera. Sorin Grindeanu, mimo protestów które w lutym przetoczyły się przez kraj, wciąż cieszy się zaufaniem 35% wyborców. Dopiero czwarte miejsce zajął zaś wywodzący się z opozycyjnego PNL prezydent Klaus Iohannis.

    Powyższe wyniki są tym bardziej ciekawe, jeżeli porównamy je do sondażu przeprowadzonego w miniony piątek. Okazało się bowiem, że w przypadku starcia Firea - Iohannis, to właśnie obecna burmistrz Bukaresztu tryumfowałaby osiągając wynik 51,5% do 48,5%. Należy wprawdzie pamiętać, że obecny prezydent mógłby liczyć na głosy licznych rumuńskich emigrantów, jednak

    W pierwszej dwudziestce osób publicznych cieszących się największym zaufaniem społeczeństwa znaleźć można wiele innych ciekawych postaci. Szóste miejsce zajął na przykład były premier Călin Popescu Tăriceanu (32%), a ósme prezes Krajowej Dyrekcji Antykorupcyjnej (DNA) Laura Codruța Kovesi (31%). Jedenaste miejsce zajął zaś Liviu Dragnea, uwikłany w afery korupcyjne lider PSD. Z kolei zapowiadający zaangażowanie w politykę były premier Dacian Cioloș znalazł się dopiero na czternastym miejscu (25%). Pełna lista poniżej.

    1 Raed Arafat – 71%
    2 Gabriela Firea – 44%
    3 Sorin Grindeanu – 35%
    4 Klaus Iohannis – 34%
    5 Patriarch Daniel – 33%
    6 Călin Popescu Tăriceanu – 32%
    7 Teodor Meleșcanu – 32%
    8 Laura Codruța Kovesi – 31%
    9 Olguța Vasilescu – 31%
    10 Mugur Isărescu – 31%
    11 Liviu Dragnea – 29%
    12 Victor Ponta – 29%
    13 Rovana Plumb – 28%
    14 Dacian Cioloș – 25%
    15 Sevil Shhaideh – 25%
    16 Daniel Constantin – 20%
    17 Codrin Ștefănescu – 19%
    18 Traian Băsescu – 18%
    19 Ludovic Orban – 17%
    20 Nicușor Dan – 16%

    *Chodzi o proces rozcinania pojazdów po wypadkach

  • Koniec neutralności, kres dyktatury - egzekucja Iona Antonescu

    Gdy 22 czerwca 1941 roku, w dniu ataku Rzeszy na ZSRR, Rumunia oficjalnie przystąpiła do II wojny światowej, nic nie zapowiadało jeszcze nadchodzącej klęski. Od porażki w bitwie pod Stalingradem w lutym 1943 roku stawała się ona jednak coraz bardziej realna.

    Niezadowolenie społeczne i bunty w wojsku zachwiały pozycją Iona Antonescu. Rosło zagrożenie i presja ze strony aliantów zachodnich oraz Związku Radzieckiego. Dobrym tego wyrazem wydaje się godzinne bombardowanie Bukaresztu, w którym zginęło 900 osób. W dniach 9-18 października 1944 roku Churchill przebywał z wizytą w Moskwie i procentowo ustalał ze Stalinem podział wpływów sprzymierzonych na Bałkanach. Odnośnie Rumunii wyszło im 90:10 na korzyść ZSRR. W 1943 roku komuniści proklamowali utworzenie Patriotycznego Frontu Antyfaszystowskiego. Na przełomie kwietnia i maja 1944 roku wszystkie partie rumuńskie tj: Partia Narodowo-Chłopska, Partia Narodowo-Liberalna, Partia Socjaldemokratyczna oraz Partia Komunistyczna utworzyły Blok Narodowo-Demokratyczny.

    W zaistniałej sytuacji król Michał, 23 sierpnia 1944 roku, wezwał do siebie Antonescu. Kiedy ten nie zgodził się przejść na stronę aliantów, monarcha nakazał go aresztować, po czym zerwał sojusz z Hitlerem i dwa dni później wypowiedział wojnę Niemcom. Tak zakończyła się dyktatura generała. 30 sierpnia do Bukaresztu weszła Armia Czerwona. We wrześniu Rumunia ogłosiła zawieszenie broni z ZSRR. Besarabia i Bukowina zostały w granicach komunistycznego mocarstwa, zaś drugi arbitraż wiedeński z 1940 roku [oddający ziemie północnego Siedmiogrodu Węgrom - przyp. Red.] miał zostać anulowany. 1 czerwca 1946 roku, po trwającym blisko miesiąc procesie, generał Antonescu został rozstrzelany. Przed śmiercią miał stwierdzić, że „jest pewien, że jego śmierć otworzy szerzej oczy narodu rumuńskiego na sytuację w kraju, taką, jakiej chciał zapobiec, walcząc z bolszewikami”. m do faszystów z Legionu Michała Archanioła, zwanych Żelazną Gwardią.

    Powyższy tekst jest fragmentem artykułu z portalu www.histmag.org autorstwa Marka Wiśniewskiego pt. "Ion Antonescu. Ramię w ramię z Hitlerem". Został on opublikowany na zasadach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska. Zachęcamy do przeczytania całości artykułu!

    UWAGA! Poniższy film pokazuje moment egzekucji Iona Antonescu. Tylko dla widzów pełnoletnich!

  • Kto stworzy koalicję z PSD?

    Tydzień po wyborach sytuacja na rumuńskiej scenie politycznej jest bardzo dynamiczna. Mimo świetnego wyniku socjaliści z PSD potrzebują bowiem koalicjanta. Póki co nie wiadomo jednak nawet, czy ich lider będzie mógł zostać premierem.

    Przypomnijmy, że socjaldemokraci z PSD zostawili konkurentów daleko w tyle zdobywając ponad 45% głosów. W efekcie partia ta będzie reprezentowana przez 154 posłów i 67 senatorów, w obu izbach zasiada zaś odpowiednio 329 i 136 deputowanych. A to oznacza, że mimo znakomitego wyniku w wyborach socjaliści będą potrzebowali koalicjanta. Póki co PSD może liczyć na przychylność przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących Rumunię (wśród nich jest między innymi pani Victoria Longher ze Związku Polaków w Rumunii), którzy tradycyjnie wspierają partie rządzące. Oznaczałoby to jednak konieczność utrzymania żelaznej dyscypliny w koalicji mającej przewagę paru głosów.

    Już we wtorek 20 grudnia rozpocznie się pierwsze posiedzenie nowego parlamentu. Następnie prezydent Klaus Iohannis spotka się z liderami wszystkich ugrupowań, aby przedyskutować z nimi dalsze działania. Być może w tym tygodniu dowiemy się więc, które ugrupowanie zdecyduje się na współpracę z PSD i kto zostanie premierem. Do tej pory za naturalnego sprzymierzeńca PSD uznawano partię liberalno-demokratyczną ALDE, która otrzymała w wyborach ok. 5,6% głosów. Możliwe jest jednak zupełnie inny scenariusz – pomimo że Liviu Dragnea, lider PSD, wykluczał wcześniej taką możliwość.

    Możliwe, że po połączeniu ALDE z PNL – czego również nie można wykluczyć - część działaczy partii narodowo-liberalnej zdecyduje się na współpracę z socjalistami. PSD może też jednak zawrzeć sojusz z Unią Demokratyczną Węgrów w Rumunii, którą poparło ponad 6% wyborców. Możliwa jest nawet koalicja z USR – Unią Ocalenia Rumunii. Członkowie tej partii uważają się wprawdzie za antysystemowców, jednak poza aktywistami miejskimi i działaczami społecznymi w jej szeregach pojawiło się też wiele osób mających za sobą związki z partiami głównego nurtu. Ktokolwiek by nie został zaproszony do współpracy w charakterze koalicjanta PSD, musi się jednak liczyć z konsekwencjami tego posunięcia. W przeszłości zdarzało się bowiem, że mniejsze partie były wchłaniane przez większe ugrupowania.

    Otwartym pozostaje jeszcze kluczowe pytanie o to, kto stanie na czele rządu. Liviu Dragnea ma wprawdzie spory apetyt na władzę, jednak ostro sprzeciwia mu się prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z centro-prawicowego PNL. Po jego stronie stoją zresztą przepisy, gdyż Liviu Dragnea otrzymał wyrok w zawieszeniu za fałszerstwa w trakcie referendum w 2012 roku. PSD usiłowało wtedy odsunąć od władzy poprzedniego prezydenta - Traiana Băsescu. Lider socjalistów jest jednak charyzmatycznym przywódcą i z całą pewnością nie odda władzy bez walki.

    Obecnie na premierem Rumunii jest nienależący do żadnej partii Dacian Cioloş. Sformował on swój rząd rok temu, kiedy to w wyniku pożaru w klubie Colectiv życie straciło kilkadziesiąt osób. Kraj ogarnęły wtedy wielotysięczne manifestacje, w wyniku których premier Victor Ponta (PSD) podał się do dymisji. Obecnie, dzięki liberalnym reformom rządu Cioloşa kraj rozkwita gospodarczo – eksperci szacują, że w przyszłym roku osiągnie najwyższy w Europie wzrost gospodarczy.

  • Liviu Dragnea postawił na swoim. Premier został odwołany [AKTUALIZACJA]

    Aby przegłosować wotum nieufności wobec premiera, potrzebnych było 233 głosów. Przeciwnicy Grindeanu zmobilizowali łącznie 241 posłów, którzy zagłosowali za jego odwołaniem z funkcji prezesa rady ministrów.

    To pierwsza taka sytuacja w historii Rumunii, żeby premier został zdymisjonowany przez własną partię. Na 464 posłów obecnych na sali było 397 parlamentarzystów. Za odwołaniem premiera głosowało 241 posłów, a 10 było przeciw. Oznacza to, że od głosu wstrzymało się aż 156 parlamentarzystów. Ostatecznie za odwołaniem premiera nie głosowali między innymi Węgrzy z UDMR ani członkowie Partii Narodowo - Liberalnej (PNL), z której wywodzi się urzędujący prezydent Klaus Iohannis.

    Prezydent Rumunii zapowiedział już, że spotka się w poniedziałek z przedstawicielami wszystkich partii politycznych, aby ustalić kto zostanie nominowany do stworzenia nowego rządu. Były premier Dacian Cioloș skomentował na Facebooku, że koalicja PSD i ALDE nie mają zdolności do rządzenia krajem. Jego poprzednik, Victor Ponta, który jako jeden z nielicznych przedstawicieli PSD wsparł Sorina Grindeanu, ocenił natomiast że posłowie głosowali zgodnie z linią partii ze strachu.

    Problemy premiera zaczęły się w ubiegłym tygodniu, kiedy to stracił on poparcie własnej partii, o czym zadecydował komitet wykonawczy PSD. Wkrótce do dymisji podali się wszyscy ministrowie, a cała sytuacja przerodziła się w otwarty konflikt pomiędzy Sorinem Grindeanu a Liviu Dragneą - liderem socjalistów. Głosowanie nad wotum nieufności zaplanowano pierwotnie na niedzielę, jednak zostało ono przełożone na środę. W tym czasie odbywały się liczne rozmowy, w trakcie których oba obozy starały się pozyskać sojuszników.

    Aktualizacja - 17:38

    Media pełne są komentarzy i opinii dotyczących zaistniałej sytuacji. Wielu komentatorów uważa, że prawdziwym powodem odwołania premiera jest chęć przejęcia władzy przez Liviu Dragneę. Przypomnijmy, że nie mógł on objąć teki premiera ze względu na ciążące na nim zarzuty korupcyjne. Odwołanie Grindeanu miałoby więc być karą za wycofanie się z kontrowersyjnej ustawy, która pomogłaby liderowi socjalistów oczyścić się z zarzutów.

    Sam Dragnea ocenił po głosowaniu, że teraz koalicja PSD - ALDE zacznie rządzić w zgodzie z wolą wyrażoną w grudniu ubiegłego roku przez wyborców. Grindeanu wydał zaś specjalne oświadczenie, w którym nawołuje do współpracy dla dobra kraju. "PSD to nie Liviu Dragnea. PSD to także nie Sorin Grindeanu. Partia powinna pozostać zjednoczona" - czytamy w oświadczeniu. Wśród polityków opozycji dominuje z kolei przekonanie, że dymisja rządu to jedynie element wewnętrznej walki w PSD, czego efektem była duża liczba posłów nie biorąca udziału w głosowaniu.

  • Minister Macierewicz z wizytą w Rumunii

    Podczas oficjalnej wizyty szef polskiego MON spotkał się w Bukareszcie ze swoim rumuńskim odpowiednikiem Gabrielem Leşem. Z obu stron padły zapewnienia o chęci pogłębiania wzajemnej współpracy na rzecz obronności, w oparciu o struktury NATO i Unii Europejskiej.

    Rozmowy obu ministrów dotyczyły współdziałania militarnego i politycznego Polski i Rumunii:

    - Wzmocnienie wzajemnych relacji musi być oparte na trzech głównych filarach - współpracy w ramach NATO, Unii Europejskiej oraz technicznej i militarnej współpracy poprzez wzmacnianie zdolności obronnych - powiedział minister Gabriel Leş.

    W podobnym tonie wypowiadał się minister Antoni Macierewicz:

    - Począwszy od spraw związanych z wzmocnieniem możliwości obronnych Unii Europejskiej, które muszą być podporządkowane, a nie alternatywne w stosunku do naszych sił zaangażowanych w NATO, a skończywszy na współpracy naszych oddziałów - we wszystkich tych kwestiach Polska ma taką samą opinię jak Rumunia - powiedział Antoni Macierewicz.

    Polski minister podziękował też za wsparcie ze strony Rumunii, która wysłała niedawno do Polski swoje oddziały obrony przeciwlotniczej w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO. W drodze powrotnej odwiedził on też Centrum Doskonalenia Rozpoznania Osobowego (The Human Intelligence Centre of Excellence - HUMINT) w Oradei.

    Fot. Ministerul Apărării Naţionale

  • Minister Obrony Narodowej odwiedzi Polskę

    W odpowiedzi na oficjalne zaproszenie ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej, Minister Obrony Narodowej Rumunii Mihai Fifor odbędzie wizytę roboczą w Polsce

    Mihai Fifor będzie w Polsce od 19 do 20 października. Zgodnie treścią zaproszenia, rumuński minister obrony narodowej weźmie udział w oficjalnej ceremonii otwarcia Centrum Doskonałości Kontrwywiadu NATO, która odbędzie się w Krakowie we czwartek, 19 października. Oficjalne uroczystości rozpoczną się o godzinie 12.00.

    O godzinie 19:00 minister odwiedzi też kącik rumuński w Bibliotece Wojewódzkiej w Krakowie. Spotka się tam z obywatelami Rumunii mieszkającymi w Polsce. W wydarzeniu może jednak wziąć każdy, kto chce poznać szefa rumuńskiego resortu obrony.

    Źródło: Towarzystwo Polsko-Rumuńskie w Krakowie

    Fot. Mihai Fifor

  • Mołdawskie roszczenia terytorialne?

    Prezydent Mołdawii stwierdził podczas spotkania z Władimirem Putinem, że Rumunia posiada połowę historycznego terytorium Mołdawii. Stało się to po tym, gdy przywódca rosyjski wręczył mu historyczną mapę tego regionu z końca XVIII wieku. "Jeżeli rosyjskie imperium nie zatrzymałoby się na Prucie, mielibyśmy teraz wielką Mołdawię" - miał powiedzieć Igor Dodon, prorosyjski prezydent tego kraju.

    Jego słowa wypowiedziane podczas wizyty w Moskwie wywołały niemały skandal. Tym bardziej, że odnosiły się one do mapy sprezentowanej przez Putina, na której zaznaczone są granice regionu obejmujące jego obecną mołdawską i rumuńską część, wraz z fragmentami Bukowiny i Dobrudży. Prezydent Mołdawii wyraził przy tym wolę współpracy z Rosją. Zaznaczył, że oznacza to zerwanie negocjacji o przystąpieniu jego kraju do Unii Europejskiej. Ocenił, że umowa stowarzyszeniowa nie przyniosła Mołdawianom żadnych korzyści, a jednocześnie stracili oni dostęp do rynku rosyjskiego.

    Na słowa prezydenta Dodona zareagował mołdawski premier Pavel Filip, którego rząd - w odróżnieniu od wybranego w ubiegłym roku prezydenta - deklaruje chęć integracji z Unią Europejską. Ocenił on jego słowa jako czystą retorykę i przypomniał, że zakres władzy nie pozwala prezydentowi na podejmowanie tego typu decyzji. Zaprotestowało też rumuńskie MSZ. W oświadczeniu ministerstwa można między innymi przeczytać, że słowa Igora Dodona były "niewłaściwe" i nie przystające do obecnych realiów.

    Choć Republika Mołdawii jest teraz samodzielnym krajem, to historycznie jej ziemie wraz ze sporą częścią współczesnej Rumunii należały w średniowieczu do hospodarstwa mołdawskiego. W 1538 roku część krainy przeszła we władanie tureckie, zaś całość w 1812 roku stała się częścią carskiego imperium - tzw. Besarabią. Nie znalazła się więc w obrębie Rumunii po zjednoczeniu księstwa mołdawskiego i wołoskiego pod koniec XIX wieku. Ziemie pomiędzy Prutem a Dniestrem znalazły się w obrębie kraju dopiero po I wojnie światowej, kiedy to rumuńscy przywódcy zagarnęli je wykorzystując chaos będący następstwem rosyjskiej wojny domowej. ZSRR upomniał się o swoje po wybuchu II wojny światowej, potem Rumunia na krótko odzyskała te tereny jedynie w latach 1941-44. W ostatnich latach wielu polityków skłaniało się raczej ku zjednoczeniu obu krajów, choć przeszkodą ku temu jest m. in. nierozwiązana kwestia Naddniestrza czy zapaść ekonomiczna, z którą zmaga się była sowiecka republika. Ponadto społeczeństwo Mołdawii jest podzielone światopoglądowo (na zwolenników integracji z Rosją i Unią Europejską) oraz pod względem przynależności etnicznej.

    Fot. Digi24.ro

  • Muzułmanka z Konstancy zostanie premierem Rumunii?

    Wszystko wskazuje na to, że koalicję rządzącą wraz ze zwycięskim PSD stworzy ALDE. Ponieważ lider socjalistów nie może zostać premierem ze względu na ciążący na nim wyrok sądowy, prawdopodobnie stanowisko to obejmie Sevil Shhaideh - muzułmanka z Konstancy, posiadająca tureckie i tatarskie korzenie.

    O skomplikowanej sytuacji na rumuńskiej scenie politycznej po minionych wyborach pisaliśmy już w zeszłym tygodniu. Zwracaliśmy wtedy uwagę na fakt, że rozmowy na temat ewentualnej koalicji rządzącej mogą być prowadzone ze wszystkimi niemal partiami. Okazało się, że realizowany jest właśnie najbardziej prawdopodobny scenariusz, czyli współpraca zwycięskiego PSD z liberałami z ALDE. Prawdopodobnie w rządzie znajdzie się też partia mniejszości węgierskiej (UDMR), co pozwoli przyszłemu rządowi na uzyskanie zdecydowanej większości.

    Sporym problemem był wybór premiera. Liviu Dragnea, lider PSD, ma bowiem na koncie wyrok sądowy za nadużycia jakich dopuścił się w trakcie trwania referendum z 2012 roku. Dlatego też nie może on pełnić tej funkcji, choć niektórzy komentatorzy twierdzą, że łatwo nie da on za wygraną. Póki co PSD i ALDE zaproponowały na to stanowisko Sevil Shhaideh. Ta mająca tatarskie i tureckie korzenie polityk nie jest w Polsce szerzej znana, jednak posiada bardzo bogate doświadczenie. Przez lata pełniła ona wiele ważnych funkcji w okręgu administracyjnym Constanța, gdzie była ekspertem z zakresu informatyki. Pełniła też jednak wcześniej ważne funkcje na szczeblu państwowym. W 2015 roku została np. mianowana na stanowisko ministra rozwoju.

    Urodzona w 1964 roku Shhaideh ukończyła studia na wydziale nauk ekonomicznych i cybernetyki na Uniwersytecie w Bukareszcie w 1987 roku, zaś tytuł magistra zdobyła w 2007 roku na Uniwersytecie Owidiusza w Konstancy. W międzyczasie dokształcała się podczas wielu specjalistycznych kursach, np. w 1995 roku skończyła kurs eksperta administracji publicznej w Amerykańskiej Agencji Międzynarodowego Rozwoju (USAID).

    Rumuńscy politycy związani z przyszłą koalicją rządzącą wypowiadają się o Sevil Shhaideh w samych superlatywach. Victor Ponta, były premier i jeden z liderów PSD, twierdzi że jest ona najlepszym kandydatem na stanowisko premiera. Z kolei Traian Băsescu, prezydent Rumuniii w latach 2004 - 2014, obecnie lider Ruchu Ludowego, nie ma o niej wyrobionego zdania. Mimo, że pochodzą oni z tego samego regionu (położona nad Morzem Czarnym Dobrudża), stwierdził on że niewiele wie o kandydatce na urząd premiera. Zadeklarował jednak, że jego partia zagłosuje przeciwko tej kandydaturze, gdyż znajduje się w opozycji.

    W Rumunii ponad 10% ludności wywodzi się z mniejszości etnicznych, z czego najliczniejsi są Węgrzy. Prezydentem tego kraju od 2014 roku jest Klaus Iohannis, wywodzący się z siedmiogrodzkich Sasów.

  • Negocjacje z Węgrami jednak zostały zerwane

    Nie będzie porozumienia pomiędzy PSD a UDMR. Mimo początkowego sukcesu rozmów, negocjacje zostały zerwane. Omawiane ustawy nie wejdą więc w życie, a przedstawiciele mniejszości węgierskiej nie wezmą udziału w jutrzejszym głosowaniu.

    Porozumienie zakładało przyznanie mniejszości węgierskiej kilku nowych przywilejów. Przypomnijmy, że planowano ustanowić 15 marca dniem Węgrów w Rumunii, zmniejszyć limit procentowy dający możliwość używania języka węgierskiego w urzędach i w nazwach miejscowych, a także pozwolić na używanie wzbudzającej kontrowersje seklerskiej flagi. Szybko okazało się jednak, że żadna z wymienionych ustaw nie wejdzie w życie. Przynajmniej na razie, gdyż rozmowy pomiędzy oboma partiami zerwane.

    Powodów tej sytuacji jest kilka. Przedstawiciele UDMR stwierdzili we wtorek rano, że nie zamierzają brać udziału w głosowaniu, które ocenili jako wewnętrzną walkę PSD. W efekcie nie wezmą więc oni udziału w jutrzejszym głosowaniu nad wotum nieufności wobec rządu Sorina Grindeanu. Później wyszło też jednak na jaw, że w samej Partii Socjaldemokratycznej umowa z Węgrami miała wielu przeciwników. Zbuntowali się między innymi działacze z Transylwanii, którzy przeciwstawili się dawaniu Węgrom dodatkowych przywilejów.

    Informacja o porozumieniu pomiędzy UDMR a PSD wzbudziła też sporo kontrowersji w innych partiach. Członkowie PMP przyszli dziś na salę obrad z przepaskami w barwach narodowych, a liderzy PNL wezwali socjalistów do powstrzymania się od "zdrady". Kwestie związane z mniejszością węgierską nadal jak widać wzbudzają w pewnych kręgach kontrowersje. Ostatnio burzliwa debata rozpętała się po tym, jak powróciła idea stworzenia autonomii w zachodnich okręgach Transylwanii, które zdominowane są przez Węgrów.

  • Nowa fala protestów. Ponad 50 tysięcy osób na ulicach

    W samym Bukareszcie na antyrządowej demonstracji pojawiło się około 30 tysięcy osób - tak wynika przynajmniej z oficjalnych danych opublikowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Podobnie jak w ubiegłym tygodniu, liczne zgromadzenie miało też miejsce w Klużu. Tam na ulice wyszło ponad 10 tysięcy osób sprzeciwiających się kontrowersyjnej ustawie wprowadzającej amnestię dla więźniów odbywających wyroki za mniejsze przestępstwa. Wielu mieszkańców kraju uważa, że pozwoli to na ułaskawienie polityków odbywających kary za korupcję.

    Protesty rozpoczęły się około godziny 17:00 lokalnego czasu. W Bukareszcie uczestnicy spotkali się przy placu Universităţi, a następnie udali się na plac Victoriei. Później tłum przeszedł do dzielnicy Kiseleff, gdzie mieści się siedziba partii PSD. Jeden z przystanków marszu znajdował się też pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Rady Audiowizualnej. Jak informowali organizatorzy, ich celem było nakłonienie rządu do odstąpienia od kontrowersyjnej ustawy, o której nie było mowy w prezentowanym przed wyborami programie. Wsparł ich między innymi prezydent Klaus Iohannis, który powiedział że protestujący mają powody do oburzenia działaniami obecnego rządu.

    Oprócz Bukaresztu protesty odbyły się także w kilkunastu mniejszych ośrodkach. W Klużu zebrało się ponad 10 tysięcy osób, mniejsze demonstracje miały też miejsce w Timiszoarze (8 tys. osób), Sybinie (5 tys.), Jassach (3 tys.) i innych mniejszych miastach. Spotkania przeciwników obecnej władzy miały też miejsce za granicą, na przykład w Paryżu zebrało się kilkunastu demonstrantów. Liczba uczestników była porównywalna z ubiegłotygodniową odsłoną protestów, kiedy to na ulice miało wyjść około 50 tysięcy osób w całym kraju.

    AKTUALIZACJA:

    Według telewizji Digi24, w całym kraju w protestach wzięło wczoraj udział niemal sto tysięcy osób. Stacja oceniła, że były to najliczniejsze demonstracje od czasów rewolucji 1989 roku.

    Fot. Dan Mihai Bălănescu

  • Nowa inicjatywa utworzenia węgierskiej autonomii

    Aby projekt trafił pod obrady parlamentu, wnioskodawcy muszą zebrać podpisy ponad 100 tysięcy mieszkańców kraju. Wsparcie zadeklarował między innymi László Tőkés - ewangelicki duchowny, od którego w 1989 roku rozpoczęły się w Timiszoarze antykomunistyczne protesty. Czy jest szansa na pozytywne rozpatrzenie tej sprawy przez posłów?

    Projekt zakłada utworzenie regionu autonomicznego obejmującego okręgi (județ) Covasna, Harghita i fragment Mureș, gdzie mieszkańcy deklarujący narodowość węgierską stanowią większość. Miałby on funkcjonować w ramach państwa rumuńskiego i respektować zwierzchnictwo Bukaresztu, posiadając jednak samodzielną władzę administracyjną i dwa języki urzędowe - rumuński i węgierski. Aby inicjatywa trafiła pod obrady parlamentu, potrzeba jednak najpierw zebrać 100 tysięcy głosów poparcia. Muszą one pochodzić z przynajmniej jednej czwartej okręgów, przy czym w każdym z nich wymaganych jest przynajmniej 5000 podpisów. Spełnienie tych wymagań jest całkiem prawdopodobne, zważywszy na fakt że w Rumunii żyje ponad milion dwieście tysięcy osób deklarujących przynależność do narodu węgierskiego. Ponadto sąoni rozproszeni po szesnastu okręgach wchodzących niegdyś w skład królestwa węgierskiego.

    Okazuje się jednak, że spełnienie tych wymagań nie będzie oznaczało sukcesu inicjatywy. Liviu Dragnea, lider rządzącej partii socjaldemokratycznej, ocenił bowiem że projekt nie ma szans na przegłosowanie, gdyż ani w jego partii PSD, ani w koalicyjnym ALDE nikt nie popiera tego typu pomysłów. Podkreślił, że obie partie działają tym samym w zgodzie z konstytucją. Na niezgodność z zapisami ustawy zasadniczej wskazała także Rada Legislacyjna (Consiliului Legislativ), negatywnie opiniując tę inicjatywę. Tymczasem autorzy projektu powołania autonomii powołują się na silną niezależność regionu w przeszłości, a zwłaszcza w dobie komunizmu. W latach 1952-1960 i 1960-68 mieszkańcy narodowości węgierskiej posiadali bowiem region autonomiczny, pokrywający się mniej więcej z obecnymi okręgami Covasna, Harghita i Mureș. Twierdzą oni również, że lokalne społeczności powinny mieć prawo do większej swobody decydowania o swoich sprawach.

    Fot. Sytuacja demograficzna omawianych regionów. Źródło: domena publiczna/Wikipedia

  • Nowym logo Rumunii zostanie... owca?

    Sprawa została szybko podchwycona przez media, ale twórca pomysłu szybko się z niego wycofał. Ostatecznie zmianę oficjalnego logotypu musiał jednak dementować sam premier Sorin Grindeanu.

    Minister Mircea Dobre miał rozpocząć debatę na ten temat podczas spotkania z przedsiębiorcami branży turystycznej. Przypomniał przy tym analogie z innych krajów, takie jak francuski kogut czy hiszpański byk. Pomysł szybko został oceniony jako idiotyczny, jednak niektórzy zaczęli poważnie się nad nim zastanawiać. Minister rolnictwa Petre Daea ocenił na przykład, że to świetny pomysł, gdyż owca jest według niego żywym symbolem kraju. W oficjalnych wypowiedziach rozpływał się na temat rumuńskich owiec przekonując, że nigdzie na świecie nie można spotkać tak pięknych zwierząt.

    Wsparcie ze strony ministra rolnictwa nie pomogło Dobremu, który szybko wycofał się ze swojego pomysłu. Ostatecznie sprawę zamknął sam premier. Sorin Grindeanu powiedział bowiem, że rozmowy dotyczyły jedynie kolejnych pomysłów na promocję kraju. Przypomniał też, że przecież obecnie funkcjonujące logo obowiązuje do 2020 roku - było ono bowiem współfinansowane przez Unię Europejską, więc nie można go przed tym terminem zmienić. Pozostaje pytanie - co dalej? Może za kilka lat temat znów powróci i to właśnie owca stanie się nowym symbolem Rumunii?

  • Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

    Po niespełna sześciu miesiącach rządów komitet wykonawczy Partii Socjaldemokratycznej (PSD) jednogłośnie zadecydował o wycofania poparcia dla rządu Sorina Grindeanu. Oficjalnym powodem ma być brak wypełniania programu partii, jednak uważa się że była to osobista decyzja lidera ugrupowania Liviu Dragnei. Grindeanu nie zamierza jednak ustępować.

    W środę wieczorem 68-osobowy komitet wykonawczy PSD jednogłośnie zadecydował o wycofaniu poparcia dla urzędującego premiera. Jednocześnie zapowiedziano, że z partii zostanie usunięty każdy, kto zechce dołączyć do jego nowego gabinetu. Podobną decyzję podjęli także członkowie koalicyjnego ALDE. Liderzy obu ugrupowań Liviu Dragnea i Călin Popescu - Tăriceanu ogłosili to na wspólnej konferencji. Jako oficjalny powód zaistniałej sytuacji podano brak wykonywania założeń programowych partii. Według wyliczeń przeciwników premiera, jego rząd zrealizował mniej niż 15% spośród wszystkich planowanych reform. Zasugerowano także, że Grindeanu niezbyt radzi sobie z koordynacją pracy poszczególnych ministrów.

    Jeszcze tego samego dnia Sorin Grindeanu spotkał się z dziennikarzami na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, w trakcie której obalał argumenty Liviu Dragnei i Călina Popescu-Tăriceanu. Tłumaczył, że siłę partii PSD tysiące jej członków w całym kraju. Powiedział też, że jego rząd jest rządem Rumunii, a nie partyjnego komitetu wykonawczego. Przy okazji personalnie zaatakował Dragneę, mówiąc że jeden człowiek chce zachować całą władzę tylko dla siebie. Odniósł się także do stanu realizacji programu wskazując, że udało mu się zrealizować ponad połowę ze wszystkich założeń zaplanowanych na pierwsze pół roku rządów. Jako autora wyliczeń mówiących o kilkunastu procentach zrealizowanego programu wskazał zaś on byłego ministra finansów Dariusa Vâlcova, na którym ciążą zarzuty korupcyjne.

    Nie tylko Grindeanu nie złożył rezygnacji. Według niektórych źródeł wciąż może on liczyć na wsparcie kilku swoich ministrów. Do tej pory do dymisji nie podał się na przykład minister finansów Viorel Ștefan, minister sprawiedliwości Tudorel Toader, minister obrony narodowej Gabriel Leș czy minister ekonomii Alexandru Petrescu. Obecny kryzys idzie w parze z tarciami między koalicjantami. Niedawno pojawiły się między innymi doniesienia, że liderzy PSD starają się zachęcić do przystąpienia do koalicji partię mniejszości węgierskiej UDMR. Istnieje też spore prawdopodobieństwo, że socjaliści stracą władzę na rzecz nowego rządu powołanego przez prezydenta.

    Czytaj też:

    100 dni rządów Sorina Grindeanu

    Komu ufają Rumuni?

    Protesty, prezydenckie referendum i co dalej?

  • Ogromny skok Rumunii w międzynarodowym rankingu

    Międzynarodowa firma doradcza KPMG właśnie opublikowała raport, w którym między innymi wzięto pod uwagę możliwości rozwoju przedsiębiorczości. Rumunia zanotowała jeden z największych wzrostów spośród wszystkich krajów, awansując aż od 32 pozycje w ogólnym zestawieniu.

    Badanie KPMG objęło 136 krajów, w których sprawdzono rozwój pomiędzy 2015 a 2016 rokiem pod kątem trzech czynników: rządu, przedsiębiorczości i społeczeństwa. Rumunia osiągnęła jeden z najlepszych rezultatów, polepszając poprzedni wynik aż o 32 miejsca. Lepszy okazał się jedynie Butan (35 miejsc), udało się natomiast wyprzedzić Włochy. Najmniej spektakularna zmiana dokonała się pod kątem możliwości przedsiębiorców i społeczeństwa (skok o 19 miejsc). O wiele lepiej wypadł rumuński rząd, którego możliwości oceniono o wiele lepiej niż podczas poprzedniego badania (35 miejsc do przodu).

    Wzrost możliwości rumuńskiego nie idzie w parze z rankingami oceniającymi stan demokracji w poszczególnych krajach publikowanymi przez Freedom House. W tym zestawieniu Rumunia osiągnęła 9 miejsce na 29 spośród krajów rozwijających się. Warto jednak zauważyć, że sytuacja ulega stopniowej poprawie. Na przestrzeni ostatnich kilku lat poprawiły się między innymi wskaźniki dotyczące sądownictwa, korupcji czy systemu wyborczego.

  • Oskarżony o korupcję były burmistrz Konstancy prosi o azyl na... Madagaskarze

    Radu Mazăre, który od 2000 roku przez piętnaście lat pełnił funkcję burmistrza Konstancy, poprosił o azyl na Madagaskarze. Swoją decyzję tłumaczył brakiem szans na uczciwy proces w Rumunii

    Mazăre jest oskarżany o korupcję, ale mimo to nie obejmował go zakaz opuszczaniu. Były burmistrz Konstancy wykorzystał ten fakt i tuż przed świętami Bożego Narodzenia wyjechał na Madagaskar, skąd napisał list otwarty do władz Rumunii. Informował w nim, że nie wróci i będzie prosił władze Madagaskaru o azyl. Sam siebie określił mianem celu państwa w państwie, które kontroluje rumuńską politykę. Zapowiedział, że jego powrót będzie możliwy dopiero wtedy, gdy będzie mógł liczyć na prawdziwą sprawiedliwość.

    Radu Mazăre jest oskarżany o szereg przestępstw związanych z korupcją i nadużywaniem urzędu. Twierdzi, że jest niewinny, a służby antykorupcyjne odrzuciły wszelkie dowody które miałyby oczyścić go z zarzutów.

    Niemal pięćdziesięcioletni Radu Mazăre to postać w Rumunii znana. Wywodzący się z Partii Socjaldemokratycznej polityk wielokrotnie dał się poznać jako ekscentryk lubiący zwracać na siebie uwagę. W czasach, gdy pełnił urząd burmistrza Konstancy, brał udział w organizowanych przez siebie samego paradach, podczas których występował w niecodziennych strojach. Przebierał się między innymi za faraona i niemieckiego oficera z czasów II wojny światowej, czym wzbudził niesmak rumuńskich mediów.

    Były burmistrz Konstancy nie wybrał Madagaskaru przypadkowo. W 2012 roku wydzierżawił tam niecałe dwa hektary terenu tuż nad oceanem, w którym chciał wybudować własny ośrodek turystyczny Mantasaly w popularnym. Powstało tam kilkanaście domków letniskowych, bar, spa, restauracja i sklep.

  • Ośmiogodzinny czas pracy dla posłów i senatorów?

    Z taką inicjatywą wystąpiła grupa posłów z Uniunea Salvați România (USR). Przekonują oni, że obecnie parlamentarzyści nie pracują wystarczająco długo, a do tego czekają ich kolejne podwyżki. Projekt ustawy ma obejmować także likwidację przywilejów emerytalnych dla posłów i senatorów.

    Wszystko przez zaproponowane przez rząd rozwiązanie, mające na celu podwyżkę płac dla parlamentarzystów. Przedstawiciele USR uznali w związku z tym, że muszą oni na nią zapracować. Obecnie bowiem posłowie spędzają w pracy maksymalnie trzy dni w tygodniu - tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele opozycji. Liderzy USR zaprosili do debaty nad swoim pomysłem przedstawicieli związków zawodowych i pracodawców, którzy mają wypowiedzieć się na temat projektu.

    Projekt USR najpewniej nie ma szans na realizację swojego pomysłu. Ich inicjatywa jest jednak sprytnym zagraniem PR-owym, mającym na celu zjednać sobie nowych sympatyków. W minionych wyborach na USR głosowało około 9% wyborców, dzięki czemu młoda partia nieoczekiwanie stała się trzecią siłą w rumuńskim parlamencie.

  • Papież Franciszek odwiedzi Rumunię?

    Według Ioana Robu, arcybiskupa diecezji bukaresztańskiej, wizyta papieża może się odbyć w przyszłym roku. Okazją do złożenia wizyty przez zwierzchnika Kościoła katolickiego ma być beatyfikacja siedmiu biskupów greckokatolickich, którzy stracili życie w czasach komunizmu.

    Arcybiskup diecezji bukaresztańskiej, która obejmuje Oltenię, Muntenię i Dobrudżę, zapowiedział że wizyta papieża jest prawie pewna. Nie jest natomiast dana dokładna data jego przyjazdu. Będzie od niej zależeć między innymi to, kiedy odbędą się uroczystości beatyfikacyjne.

    Dotychczas jedynym zwierzchnikiem Kościoła katolickiego, który odwiedził Rumunię, był Jan Paweł II. Jego wizyta miała miejsce niemal równo 20 lat temu, na początku maja 1997 roku. Papież spotkał się wtedy m.in. z ówczesnym prezydentem Emilem Constantinescu i patriarchą Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego Teoktystem I.

    Około 5% mieszkańców Rumunii związanych jest z Kościołem rzymskokatolickim. Większość tej grupy, bo ok. 500 tys., stanowią Węgrzy, ale katolikami jest też ponad 300 tys. Rumunów czy zamieszkujący Bukowinę Polacy.

    Fot. Casa Rosada na licencjii CC BY-SA 2.0

  • Polscy żołnierze jadą z misją do Rumunii

    Decyzja o wysłaniu polskiego kontyngentu do Rumunii to efekt postanowień ubiegłorocznego szczytu NATO w Warszawie, gdzie podjęto decyzję o wzmocnieniu wschodniej flanki sojuszu. Nasi żołnierze pochodzą głównie z 17. Brygady Zmechanizowanej, na co dzień stacjonującej w Międzyrzeczu. Dołączą do nich także specjaliści z 10. Brygady Logistycznej i 11. Batalionu Dowodzenia.

    Żołnierze przygotowywali się do nowej misji przez ostatnich sześć miesięcy. Teraz 223 wojskowych 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej wyleci do Rumunii, a konkretnie do Krajowej (Craiova), gdzie wraz z kolegami z Holandii, Kanady, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Turcji i Wielkiej Brytanii będą współtworzyć Wielonarodowy Batalion Grupy Bojowej NATO. Koleją dotrze do nich 14 kołowych transporterów opancerzonych "Rosomak".

    Wyjazd zaplanowano na koniec maja, jednak już teraz żołnierze zostali uroczyście pożegnani przez swoich dowódców:

    - Dzisiejsza uroczystość ma dla nas – żołnierzy Wielkopolskiej Brygady szczególne znaczenie. To czas podsumowania oraz sfinalizowania ponad półrocznego okresu wysiłku formowania, szkolenia i sprawdzenia pierwszego polskiego kontyngentu w Rumunii, który stoi przed nami, a który przed przemieszczeniem przejdzie w formalne podporządkowanie Dowódcy Operacyjnego - powiedział dowódca Wielkopolskiej Brygady pułkownik dyplomowany Piotr Malinowski.

    W Polsce, stacjonuje już ponad 120-osobowy rumuński oddział obrony przeciwlotniczej z 205. Batalionu Sił Powietrznych, który współpracuje z jednostkami pochodzącymi ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Wojska NATO zostały też rozmieszczone w krajach bałtyckich. Żołnierze pełnią służbę w Batalionowej Grupie Bojowej w Orzyszu.

    Fot. 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana

  • Powstanie połączenie lotnicze Rzeszów - Suczawa?

    Plan jest ambitny, gdyż zakłada uruchomienie regularnych lotów pomiędzy oboma miastami. O możliwościach współpracy pomiędzy oboma lotniskami rozmawiał marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl i przewodniczący rady okręgu administracyjnego Suczawa (Județul Suceava) Gheorghe Flutur.

    Do rozmowy pomiędzy oboma samorządowcami doszło w ramach XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy. Panowie doszli do wniosku, że wspólnie mogą doprowadzić do uruchomienia pomiędzy miastami połączeń lotniczych. Na razie mowa jest o kursach w okresie letnim, gdy ruch turystyczny jest największy.

    "Rzeszów ma nowoczesny port lotniczy i rozmawiałem o naszym lotnisku. Operuje on na wielu trasach europejskich i rozmawiałem o otwarciu dyskusji o kursie Suczawa - Rzeszów, nawet sezonowym, dla turystów, lub o możliwości rozszerzenia połączeń z Suczawy do Londynu lub Monachium z międzylądowaniem - powiedział Gheorghe Flutur, cytowany przez dziennik Monitorul de Suceava.

    Obecnie lotnisko Stefana Wielkiego w Suczawie (Aeroportul Internațional „Ștefan cel Mare”) obsługuje łącznie 9 tras krajowych i międzynarodowych - między innymi do Bukaresztu, Londynu, Mediolanu czy Rzymu. Z podrzeszowskiego portu Jasionka można skorzystać z regularnych połączeń do 10 miejsc w Europie, m.in. do Warszawy, Monachium, Berlina czy kilku miast Wielkiej Brytanii.

    Fot. podkarpackie.pl