Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

PSD

  • 100 dni rządu Sorina Grindeanu

    Rząd Sorina Grindeanu został zaprzysiężony 4 stycznia 2017 roku. Przypominamy najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce podczas pierwszych stu dni jego funkcjonowania.

    W wyniku ubiegłorocznych wyborów miażdżące zwycięstwo odniosła socjaldemokratyczna partia PSD. Uzyskanie około 45% głosów nie pozwoliło jej jednak na samodzielne rządy, dlatego też została zawiązana z liberałami z ALDE. Od początku nie było wiadomo, kto stanie na czele rządu. Premierem nie mógł zostać bowiem lider ugrupowania Liviu Dragnea, ze względu na ciążący na nim wyrok za manipulacje podczas mającego miejsce w 2012 roku referendum. Na to stanowisko typowano najpierw Sevill Shhaideh - muzułmankę z Konstancy o tatarsko - tureckich korzeniach. Ostatecznie premierem został jednak Sorin Grindeanu, o czym dowiedzieliśmy się tuż przed Nowym Rokiem.

    Na początku roku ustalony został skład rządu, który zaledwie dwa tygodnie później zaczął mierzyć się z licznymi protestami mieszkańców Rumunii. Spore kontrowersje wywołał projekt ustawy amnestyjnej, na mocy której z przepełnionych więzień mieli być zwolnione osoby odsiadujące niskie wyroki. Obawiano się bowiem, że da to możliwość uniknięcia kary przez zamieszanych w afery korupcyjne polityków. Prezydent Klaus Iohannis zapowiedział wtedy referendum w tej sprawie.

    Mimo protestów, rząd kontynuował swoje prace nad ustawą. Prawdziwy kryzys nastąpił między 31 stycznia a 1 lutym, gdy oprócz projektu amnestii przyjęto w drodze rozporządzenia inną ustawę. Ustalano w niej kwotę 200 tysięcy RON, poniżej której przestępstwa korupcyjne nie byłyby ścigane z urzędu. Oznaczać to mogło między innymi, że kolejnego wyroku mógłby uniknąć Liviu Dragnea. Lider socjalistów był bowiem oskarżany o malwersacje na kwotę niewiele wyższą niż 100 tysięcy RON.

    Działania rządu doprowadziły do wrzenia w całym kraju. 1 lutego na ulice rumuńskich miast wyszło łącznie nawet 300 tysięcy demonstrantów. Kilka dni później, w trakcie weekendu, liczba ta mogła nawet ulec podwojeniu. W międzyczasie do dymisji podał się jeden z ministrów, a także grupa lokalnych działaczy PSD. Premier Grindeanu zadeklarował zaś, że "usłyszał głos ulicy" i zamierza wycofać się z kontrowersyjnego pomysłu. Pod koniec lutego doszło do rekonstrukcji rządu. Stanowisko stracił m. in. Florin Iordache, minister sprawiedliwości forsujący wcześniej projekty kontrowersyjnych ustaw. W rządzie pojawiło się natomiast kilka osób związanych z byłym premierem Victorem Pontą.

    Wizerunkowo na walce z rządem najwięcej zyskał wywodzący się z Partii Narodowo-Liberalnej (PNL) prezydent Klaus Iohannis, który od początku sprzeciwiał się obu projektom ustaw. Według jednego z badań opinii publicznej, premier Grindeanu wciąż cieszy się jednak zaufaniem w społeczeństwie.

    Niepokoje społeczne nie wpłynęły na świetne wyniki rumuńskiej gospodarki. Już od 1 stycznia obowiązywać zaczęły reformy przeprowadzone jeszcze przed poprzedniego premiera Daciana Cioloșa. Ministerstwo finansów od początku zapowiadało kontynuację reform, czemu sprzyjał wysoki wzrost gospodarczyi wzrost dochodów państwa o 35 mld RON. W takich okolicznościach uchwalono na początku lutego ambitną ustawę budżetową, która zakładała między innymi podwyżki płacy minimalnej oraz zwiększenie nakładów na edukację czy służbę zdrowia.

  • 3 lata więzienia za udział w antyrządowej demonstracji?

    Z taką propozycją wystąpił Tudor Ciuhodaru, jeden z członków PSD. Jego projekt ustawy zakładał od sześciu miesięcy do trzech lat więzienia dla osób, których działania stanowiłyby zagrożenie dla porządku konstytucyjnego lub działań rządu. Od kontrowersyjnego pomysłu odcięli się nawet inni członkowie partii rządzącej.

    Ciuhodaru stwierdził, że należy przeciwdziałać osobom, które mogą sparaliżować działania rządu. Zaprzeczył jednocześnie, aby jego projekt był w jakikolwiek sposób powiązany z trwającymi od miesiąca protestami. Jego celem miała natomiast być walka z separatyzmem węgierskiej ludności, która od lat walczy o utworzenie autonomii. Mimo tłumaczeń i odcięcia się partii od pomysłu, słowa posła wywołały niemałe zamieszanie. Czy będzie to kolejny pomysł, który zmobilizuje ludzi do udziału w manifestacjach? Przekonamy się już w niedzielę, na kiedy zapowiedziano kolejne masowe protesty.

    Fot. Facebook

  • Afera korupcyjna na południu Rumunii. W tle polityka i... odśnieżanie

    Skarb państwa został narażony na straty rzędu 20 milionów euro i 30 milionów lei. Pieniądze miały być defraudowane poprzez ustawianie zamówień publicznych w okręgu administracyjnym Teleorman na południu Rumunii. Krajowy Urząd Antykorupcyjny rozpoczął już przesłuchania w tej sprawie. Rumuńskie media informują, że w sprawę może być zamieszany Liviu Dragnea - lider rządzącej Partii Socjaldemokratycznej (PSD)

    Prokuratura ogłosiła chęć zajęcia majątków osób zamieszanych w sprawę. Pieniądze mają posłużyć do pokrycia strat, jakie poniósł skarb państwa. Najpierw ich wina musi być jednak udowodniona podczas procesu. Póki co trwają przesłuchania ośmiu osób, wśród których jest między innymi Liviu Dragnea - lider rządzącej PSD, który w latach 2000 - 2012 pełnił funkcję przewodniczącego rady regionu Teleorman. Dragnea ma usłyszeć zarzuty nadużycia władzy, defraudację funduszy unijnych i kierowanie grupą przestępczą. Przesłuchiwany jest także Marian Fiscuci, były prezes firmy Tel Drum, która miała korzystać z korzystnych kontraktów.

    Liviu Dragnea w swoim stylu skomentował całą sprawę tłumacząc, że działania DNA (Direcția Națională Anticorupție; Krajowy Urząd Antykorupcyjny) mają na celu zakłócenie wprowadzanych przez rząd PSD-ALDE reform.

    Firma Tel Drum w sierpniu wygrała kolejny przetarg na odśnieżanie dróg w okręgu administracyjnym Teleorman podczas czterech najbliższych sezonów. Opiewa on na kwotę 35,5 miliona lei. Tylko podczas nadchodzącej zimy przedsiębiorstwo zrealizuje prawie sześćdziesiąt zleceń.

    Fot. Zdjęcie ilustracyjne

  • Antyrządowe protesty w największych miastach Rumunii

    Według różnych źródeł na bukaresztańskim placu Victoriei zgromadziło się od 12 do nawet 20 tysięcy demonstrantów. Chodziło o sprzeciw wobec zmian w prawie, które mają wpłynąć na działalność sądów

    "Nie chcemy być narodem złodziei" czy "Rewolucja trwa". Pod takimi hasłami tysiące ludzi wyszło w niedzielny wieczór na ulice największych rumuńskich miast. Największe zgromadzenie odnotowano w Bukareszcie, gdzie mogło zebrać się nawet 20 tysięcy demonstrantów. Marsz przeszedł z placu Victoriei w stronę budynków rządowych, a następnie skierował się na plac Constituției. Demonstracje były skierowane przeciwko reformom proponowanym przez rząd koalicji PSD-ALDE, oraz szerzej - przeciwko klasie politycznej, której zarzuca się korupcję. Szczególnie chodziło zaś o reformy autorstwa ministra sprawiedliwości Tudorela Toadera.

    Projekty ustaw zmieniają między innymi sposób wyboru prokuratorów. Obecnie nominuje ich prezydent, teraz miałby zajmować się tym szef resortu sprawiedliwości. Pod zwierzchnictwem ministra sprawiedliwości ma także działać organ kontrolujący sędziów, którego powołanie zapowiedziano. Projekty Tudorela Toadera są krytykowane przez liderów opozycji, na których czele stoi prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z Partii Narodowo Liberalnej. Zastrzeżenia do treści ustaw wystosowała także Komisja Europejska.

    Czytaj podsumowanie protestów z lutego bieżącego roku:

    Protesty, prezydenckie referendum i co dalej?

    Fot. Joanna Grams

  • Ciąg dalszy afery Tel Drum. Prokuratura zajęła majątek Liviu Dragnei

    Decyzja prokuratury to efekt prowadzonego śledztwa. W jego trakcie oskarżonych zostało osiem osób, którym postawiono między innymi zarzuty defraudacji funduszy unijnych, nadużycia władzy czy kierowania grupą przestępczą. Jednym z podejrzanych w sprawie jest lider PSD posiadającej większość w rządzącej krajem koalicji

    Prokuratorzy z Krajowego Urzędu Antykorupcyjnego (DNA) zabezpieczyli na poczet ewentualnych roszczeń majątek należący do podejrzanych, co zapowiadano już na początku śledztwa. Dotyczy to także Liviu Dragnei. Zajęto należące do niego nieruchomości zlokalizowane w Turnu Măgurele (okręg Teleorman) - działkę o powierzchni niemal trzech tysięcy metrów kwadratowych wraz ze znajdującym się tam budynkiem oraz mieszkanie o powierzchni osiemdziesięciu metrów kwadratowych. Prokuratorzy zabezpieczyli też dwa samochody (Skodę Superb i BMW X5) oraz aktywa o łącznej wartości niemal dwóch milionów lei.

    W przypadku udowodnienia podejrzanym winy, zabezpieczone majątki mają służyć pokryciu strat, na jakie narażony został skarb państwa. Łącznie mowa jest o sumie 20 milionów euro i 30 milionów lei. Pieniądze miały być defraudowane w okręgu administracyjnym Teleorman, kiedy Liviu Dragnea piastował tam urząd przewodniczącego okręgowej rady. Jak informują rumuńskie media, firma Tel Drum, której także dotyczy sprawa, nadal wygrywa przetargi w okręgu.

  • Dalszy ciąg politycznego kryzysu. W niedzielę głosowanie nad wotum nieufności

    Zaostrza się kryzys w rumuńskim rządzie. Do dymisji podali się wszyscy ministrowie, jednak premier Sorin Grindeanu nie zamierza ustąpić. O wywołanie kryzysu oskarża on lidera PSD Liviu Dragneę, który ma w ten sposób zatrzymać pełnię władzy dla siebie.

    Do dymisji podali się już wszyscy ministrowie, choć jeszcze w czwartek mówiło się o paru osobach które miały pozostać w gabinecie Grindeanu. Władze Partii Socjaldemokratycznej (PSD) zagroziły wcześniej, że taki krok będzie skutkował wykluczeniem z ich ugrupowania. Taki los spotkał samego premiera, który nie godzi się ze stawianymi mu zarzutami i nie zamierza ustąpić dopóki prezydent Klaus Iohannis nie wyznaczy na jego stanowisko nowej osoby.

    Ustąpienia premiera domaga się jednak Liviu Dragnea - lider PSD, który sam nie mógł objąć funkcji premiera ze względu na ciążący na nim wyrok. Na niedzielne popołudnie zaplanowano głosowanie nad wotum nieufności, które ma ostatecznie pozbawić Grindeanu władzy. On sam także nie pozostaje bierny wobec ruchów swoich przeciwników. Premier publicznie oskarżył Liviu Dragneę o chęć przejęcia władzy i przypomniał, że był on odpowiedzialny za wszystkie nominacje w jego rządzie.

    Mimo dymisji całego gabinetu, Sorin Grindeanu nie jest osamotniony. Z pewnością może on liczyć na sympatię społeczeństwa, gdyż to właśnie Liviu Dragnea stał się na początku bieżącego roku symbolem korupcji i arogancji władzy. Grindeanu wspiera też między innymi Victor Ponta, który piastował urząd premiera do 2015 roku (podał się do dymisji po tragicznym pożarze w klubie Colectiv), a także wielu szeregowych działaczy PSD. Czy to wystarczy, aby zachować fotel premiera? Wszystko okaże się w niedzielę o 16:30 lokalnego czasu, podczas głosowania nad wotum nieufności.

    fot. Sorin Grindeanu zainicjował akcję #Dragneademisia w mediach społecznościowych, mającą na celu wezwane Liviu Dragneę do dymisji.

    Czytaj też: Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

  • Koalicja PSD-ALDE zaprezentowała nowego kandydata na urząd premiera

    Komitet Wykonawczy partii PSD zatwierdził Mihaia Tudose, pełniącego obecnie funkcję ministra ekonomii, jako kandydata na urząd premiera. Jeśli rozmowy się powiodą, to nowy rząd może zostać zatwierdzony przez parlament już podczas czwartkowego posiedzenia.

    Dzisiaj przedstawiciele partii parlamentarnych spotkali się z prezydentem Klausem Iohannisem, aby zaprezentować swoich kandydatów na urząd premiera na miejsce zdymisjowanego Sorina Grindeanu. Jako pierwsi w rozmowach wzięli udział reprezentanci koalicji rządzącej PSD-ALDE. Przewodniczący PSD Liviu Dragnea powiedział, że ma nadzieję, że prezydent Klaus Iohannis wyznaczy Mihaia Tudose na stanowisko szefa rządu w poniedziałek wieczorem. Według optymistycznych założeń, nowy rząd może zostać zatwierdzony przez parlament już podczas czwartkowego posiedzenia.

    Z jednej strony Mihai Tudose uchodzi za doświadczonego polityka, który jest odpowiednią osobą na to stanowisko. Jego przeciwnicy zarzucają mu z kolei, że był w przeszłości oskarżany o splagiatowanie swojej pracy doktorskiej. Liviu Dragnea, szef Partii Socjaldemokratycznej, nie bierze jednak tych zarzutów do siebie. Powiedział on bowiem, że Victor Ponta (premier w latach 2012 - 2015) również był oskarżany o plagiat, co nie przeszkadzało mu w byciu dobrym szefem rządu.

    Fot. www.dcnews.ro

  • Kolejny efekt protestów. Minister sprawiedliwości podaje się do dymisji

    Florin Iordache był jednym z antybohaterów wydarzeń ostatnich paru tygodni. To między innymi on stał za kontrowersyjną ustawą, która została wprowadzona w ubiegły wtorek. Teraz pojawił się z kolei w roli kozła ofiarnego, który ma na celu uspokojenie wściekłego społeczeństwa. Tylko czy to wystarczy?

    Minister sprawiedliwości wygłosił krótkie przemówienie w ramach posiedzenia rządu. Mówił w nim o problemach, które chciał rozwiązać, oraz o tym że przyjęte przez rząd metody były  zgodne z prawem i konstytucją. Jako powód swojego ustąpienia podał natomiast fakt, że jego starania okazały się niewystarczające dla społeczeństwa. Słowa byłego już ministra można uznać za bardzo delikatne wobec wielotysięcznych demonstracji, których powodem były właśnie działania firmowane jego nazwiskiem.

    Po weekendzie, kiedy to antyrządowe protesty zmobilizowały rekordową liczbę uczestników, sytuacja na ulicach największych rumuńskich miast jest spokojna. Protesty - choć o wiele mniej liczne - wciąż jednak trwają, a w weekend będą się one zapewne cieszyć większą frekwencją. Czas pokaże, czy sytuacja się ustabilizuje, czy też rząd będzie potrzebował kolejnych zmian kadrowych. Póki co, oprócz Iordache, ze swej funkcji zrezygnował już minister rozwoju biznesu Florin Jianu. Z PSD odeszła też grupa działaczy rozczarowanych działaniami rządu.

    Fot. Agnieszka Kamyszek

  • Kto stworzy koalicję z PSD?

    Tydzień po wyborach sytuacja na rumuńskiej scenie politycznej jest bardzo dynamiczna. Mimo świetnego wyniku socjaliści z PSD potrzebują bowiem koalicjanta. Póki co nie wiadomo jednak nawet, czy ich lider będzie mógł zostać premierem.

    Przypomnijmy, że socjaldemokraci z PSD zostawili konkurentów daleko w tyle zdobywając ponad 45% głosów. W efekcie partia ta będzie reprezentowana przez 154 posłów i 67 senatorów, w obu izbach zasiada zaś odpowiednio 329 i 136 deputowanych. A to oznacza, że mimo znakomitego wyniku w wyborach socjaliści będą potrzebowali koalicjanta. Póki co PSD może liczyć na przychylność przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących Rumunię (wśród nich jest między innymi pani Victoria Longher ze Związku Polaków w Rumunii), którzy tradycyjnie wspierają partie rządzące. Oznaczałoby to jednak konieczność utrzymania żelaznej dyscypliny w koalicji mającej przewagę paru głosów.

    Już we wtorek 20 grudnia rozpocznie się pierwsze posiedzenie nowego parlamentu. Następnie prezydent Klaus Iohannis spotka się z liderami wszystkich ugrupowań, aby przedyskutować z nimi dalsze działania. Być może w tym tygodniu dowiemy się więc, które ugrupowanie zdecyduje się na współpracę z PSD i kto zostanie premierem. Do tej pory za naturalnego sprzymierzeńca PSD uznawano partię liberalno-demokratyczną ALDE, która otrzymała w wyborach ok. 5,6% głosów. Możliwe jest jednak zupełnie inny scenariusz – pomimo że Liviu Dragnea, lider PSD, wykluczał wcześniej taką możliwość.

    Możliwe, że po połączeniu ALDE z PNL – czego również nie można wykluczyć - część działaczy partii narodowo-liberalnej zdecyduje się na współpracę z socjalistami. PSD może też jednak zawrzeć sojusz z Unią Demokratyczną Węgrów w Rumunii, którą poparło ponad 6% wyborców. Możliwa jest nawet koalicja z USR – Unią Ocalenia Rumunii. Członkowie tej partii uważają się wprawdzie za antysystemowców, jednak poza aktywistami miejskimi i działaczami społecznymi w jej szeregach pojawiło się też wiele osób mających za sobą związki z partiami głównego nurtu. Ktokolwiek by nie został zaproszony do współpracy w charakterze koalicjanta PSD, musi się jednak liczyć z konsekwencjami tego posunięcia. W przeszłości zdarzało się bowiem, że mniejsze partie były wchłaniane przez większe ugrupowania.

    Otwartym pozostaje jeszcze kluczowe pytanie o to, kto stanie na czele rządu. Liviu Dragnea ma wprawdzie spory apetyt na władzę, jednak ostro sprzeciwia mu się prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z centro-prawicowego PNL. Po jego stronie stoją zresztą przepisy, gdyż Liviu Dragnea otrzymał wyrok w zawieszeniu za fałszerstwa w trakcie referendum w 2012 roku. PSD usiłowało wtedy odsunąć od władzy poprzedniego prezydenta - Traiana Băsescu. Lider socjalistów jest jednak charyzmatycznym przywódcą i z całą pewnością nie odda władzy bez walki.

    Obecnie na premierem Rumunii jest nienależący do żadnej partii Dacian Cioloş. Sformował on swój rząd rok temu, kiedy to w wyniku pożaru w klubie Colectiv życie straciło kilkadziesiąt osób. Kraj ogarnęły wtedy wielotysięczne manifestacje, w wyniku których premier Victor Ponta (PSD) podał się do dymisji. Obecnie, dzięki liberalnym reformom rządu Cioloşa kraj rozkwita gospodarczo – eksperci szacują, że w przyszłym roku osiągnie najwyższy w Europie wzrost gospodarczy.

  • Liviu Dragnea postawił na swoim. Premier został odwołany [AKTUALIZACJA]

    Aby przegłosować wotum nieufności wobec premiera, potrzebnych było 233 głosów. Przeciwnicy Grindeanu zmobilizowali łącznie 241 posłów, którzy zagłosowali za jego odwołaniem z funkcji prezesa rady ministrów.

    To pierwsza taka sytuacja w historii Rumunii, żeby premier został zdymisjonowany przez własną partię. Na 464 posłów obecnych na sali było 397 parlamentarzystów. Za odwołaniem premiera głosowało 241 posłów, a 10 było przeciw. Oznacza to, że od głosu wstrzymało się aż 156 parlamentarzystów. Ostatecznie za odwołaniem premiera nie głosowali między innymi Węgrzy z UDMR ani członkowie Partii Narodowo - Liberalnej (PNL), z której wywodzi się urzędujący prezydent Klaus Iohannis.

    Prezydent Rumunii zapowiedział już, że spotka się w poniedziałek z przedstawicielami wszystkich partii politycznych, aby ustalić kto zostanie nominowany do stworzenia nowego rządu. Były premier Dacian Cioloș skomentował na Facebooku, że koalicja PSD i ALDE nie mają zdolności do rządzenia krajem. Jego poprzednik, Victor Ponta, który jako jeden z nielicznych przedstawicieli PSD wsparł Sorina Grindeanu, ocenił natomiast że posłowie głosowali zgodnie z linią partii ze strachu.

    Problemy premiera zaczęły się w ubiegłym tygodniu, kiedy to stracił on poparcie własnej partii, o czym zadecydował komitet wykonawczy PSD. Wkrótce do dymisji podali się wszyscy ministrowie, a cała sytuacja przerodziła się w otwarty konflikt pomiędzy Sorinem Grindeanu a Liviu Dragneą - liderem socjalistów. Głosowanie nad wotum nieufności zaplanowano pierwotnie na niedzielę, jednak zostało ono przełożone na środę. W tym czasie odbywały się liczne rozmowy, w trakcie których oba obozy starały się pozyskać sojuszników.

    Aktualizacja - 17:38

    Media pełne są komentarzy i opinii dotyczących zaistniałej sytuacji. Wielu komentatorów uważa, że prawdziwym powodem odwołania premiera jest chęć przejęcia władzy przez Liviu Dragneę. Przypomnijmy, że nie mógł on objąć teki premiera ze względu na ciążące na nim zarzuty korupcyjne. Odwołanie Grindeanu miałoby więc być karą za wycofanie się z kontrowersyjnej ustawy, która pomogłaby liderowi socjalistów oczyścić się z zarzutów.

    Sam Dragnea ocenił po głosowaniu, że teraz koalicja PSD - ALDE zacznie rządzić w zgodzie z wolą wyrażoną w grudniu ubiegłego roku przez wyborców. Grindeanu wydał zaś specjalne oświadczenie, w którym nawołuje do współpracy dla dobra kraju. "PSD to nie Liviu Dragnea. PSD to także nie Sorin Grindeanu. Partia powinna pozostać zjednoczona" - czytamy w oświadczeniu. Wśród polityków opozycji dominuje z kolei przekonanie, że dymisja rządu to jedynie element wewnętrznej walki w PSD, czego efektem była duża liczba posłów nie biorąca udziału w głosowaniu.

  • Muzułmanka z Konstancy zostanie premierem Rumunii?

    Wszystko wskazuje na to, że koalicję rządzącą wraz ze zwycięskim PSD stworzy ALDE. Ponieważ lider socjalistów nie może zostać premierem ze względu na ciążący na nim wyrok sądowy, prawdopodobnie stanowisko to obejmie Sevil Shhaideh - muzułmanka z Konstancy, posiadająca tureckie i tatarskie korzenie.

    O skomplikowanej sytuacji na rumuńskiej scenie politycznej po minionych wyborach pisaliśmy już w zeszłym tygodniu. Zwracaliśmy wtedy uwagę na fakt, że rozmowy na temat ewentualnej koalicji rządzącej mogą być prowadzone ze wszystkimi niemal partiami. Okazało się, że realizowany jest właśnie najbardziej prawdopodobny scenariusz, czyli współpraca zwycięskiego PSD z liberałami z ALDE. Prawdopodobnie w rządzie znajdzie się też partia mniejszości węgierskiej (UDMR), co pozwoli przyszłemu rządowi na uzyskanie zdecydowanej większości.

    Sporym problemem był wybór premiera. Liviu Dragnea, lider PSD, ma bowiem na koncie wyrok sądowy za nadużycia jakich dopuścił się w trakcie trwania referendum z 2012 roku. Dlatego też nie może on pełnić tej funkcji, choć niektórzy komentatorzy twierdzą, że łatwo nie da on za wygraną. Póki co PSD i ALDE zaproponowały na to stanowisko Sevil Shhaideh. Ta mająca tatarskie i tureckie korzenie polityk nie jest w Polsce szerzej znana, jednak posiada bardzo bogate doświadczenie. Przez lata pełniła ona wiele ważnych funkcji w okręgu administracyjnym Constanța, gdzie była ekspertem z zakresu informatyki. Pełniła też jednak wcześniej ważne funkcje na szczeblu państwowym. W 2015 roku została np. mianowana na stanowisko ministra rozwoju.

    Urodzona w 1964 roku Shhaideh ukończyła studia na wydziale nauk ekonomicznych i cybernetyki na Uniwersytecie w Bukareszcie w 1987 roku, zaś tytuł magistra zdobyła w 2007 roku na Uniwersytecie Owidiusza w Konstancy. W międzyczasie dokształcała się podczas wielu specjalistycznych kursach, np. w 1995 roku skończyła kurs eksperta administracji publicznej w Amerykańskiej Agencji Międzynarodowego Rozwoju (USAID).

    Rumuńscy politycy związani z przyszłą koalicją rządzącą wypowiadają się o Sevil Shhaideh w samych superlatywach. Victor Ponta, były premier i jeden z liderów PSD, twierdzi że jest ona najlepszym kandydatem na stanowisko premiera. Z kolei Traian Băsescu, prezydent Rumuniii w latach 2004 - 2014, obecnie lider Ruchu Ludowego, nie ma o niej wyrobionego zdania. Mimo, że pochodzą oni z tego samego regionu (położona nad Morzem Czarnym Dobrudża), stwierdził on że niewiele wie o kandydatce na urząd premiera. Zadeklarował jednak, że jego partia zagłosuje przeciwko tej kandydaturze, gdyż znajduje się w opozycji.

    W Rumunii ponad 10% ludności wywodzi się z mniejszości etnicznych, z czego najliczniejsi są Węgrzy. Prezydentem tego kraju od 2014 roku jest Klaus Iohannis, wywodzący się z siedmiogrodzkich Sasów.

  • Negocjacje z Węgrami jednak zostały zerwane

    Nie będzie porozumienia pomiędzy PSD a UDMR. Mimo początkowego sukcesu rozmów, negocjacje zostały zerwane. Omawiane ustawy nie wejdą więc w życie, a przedstawiciele mniejszości węgierskiej nie wezmą udziału w jutrzejszym głosowaniu.

    Porozumienie zakładało przyznanie mniejszości węgierskiej kilku nowych przywilejów. Przypomnijmy, że planowano ustanowić 15 marca dniem Węgrów w Rumunii, zmniejszyć limit procentowy dający możliwość używania języka węgierskiego w urzędach i w nazwach miejscowych, a także pozwolić na używanie wzbudzającej kontrowersje seklerskiej flagi. Szybko okazało się jednak, że żadna z wymienionych ustaw nie wejdzie w życie. Przynajmniej na razie, gdyż rozmowy pomiędzy oboma partiami zerwane.

    Powodów tej sytuacji jest kilka. Przedstawiciele UDMR stwierdzili we wtorek rano, że nie zamierzają brać udziału w głosowaniu, które ocenili jako wewnętrzną walkę PSD. W efekcie nie wezmą więc oni udziału w jutrzejszym głosowaniu nad wotum nieufności wobec rządu Sorina Grindeanu. Później wyszło też jednak na jaw, że w samej Partii Socjaldemokratycznej umowa z Węgrami miała wielu przeciwników. Zbuntowali się między innymi działacze z Transylwanii, którzy przeciwstawili się dawaniu Węgrom dodatkowych przywilejów.

    Informacja o porozumieniu pomiędzy UDMR a PSD wzbudziła też sporo kontrowersji w innych partiach. Członkowie PMP przyszli dziś na salę obrad z przepaskami w barwach narodowych, a liderzy PNL wezwali socjalistów do powstrzymania się od "zdrady". Kwestie związane z mniejszością węgierską nadal jak widać wzbudzają w pewnych kręgach kontrowersje. Ostatnio burzliwa debata rozpętała się po tym, jak powróciła idea stworzenia autonomii w zachodnich okręgach Transylwanii, które zdominowane są przez Węgrów.

  • Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

    Po niespełna sześciu miesiącach rządów komitet wykonawczy Partii Socjaldemokratycznej (PSD) jednogłośnie zadecydował o wycofania poparcia dla rządu Sorina Grindeanu. Oficjalnym powodem ma być brak wypełniania programu partii, jednak uważa się że była to osobista decyzja lidera ugrupowania Liviu Dragnei. Grindeanu nie zamierza jednak ustępować.

    W środę wieczorem 68-osobowy komitet wykonawczy PSD jednogłośnie zadecydował o wycofaniu poparcia dla urzędującego premiera. Jednocześnie zapowiedziano, że z partii zostanie usunięty każdy, kto zechce dołączyć do jego nowego gabinetu. Podobną decyzję podjęli także członkowie koalicyjnego ALDE. Liderzy obu ugrupowań Liviu Dragnea i Călin Popescu - Tăriceanu ogłosili to na wspólnej konferencji. Jako oficjalny powód zaistniałej sytuacji podano brak wykonywania założeń programowych partii. Według wyliczeń przeciwników premiera, jego rząd zrealizował mniej niż 15% spośród wszystkich planowanych reform. Zasugerowano także, że Grindeanu niezbyt radzi sobie z koordynacją pracy poszczególnych ministrów.

    Jeszcze tego samego dnia Sorin Grindeanu spotkał się z dziennikarzami na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, w trakcie której obalał argumenty Liviu Dragnei i Călina Popescu-Tăriceanu. Tłumaczył, że siłę partii PSD tysiące jej członków w całym kraju. Powiedział też, że jego rząd jest rządem Rumunii, a nie partyjnego komitetu wykonawczego. Przy okazji personalnie zaatakował Dragneę, mówiąc że jeden człowiek chce zachować całą władzę tylko dla siebie. Odniósł się także do stanu realizacji programu wskazując, że udało mu się zrealizować ponad połowę ze wszystkich założeń zaplanowanych na pierwsze pół roku rządów. Jako autora wyliczeń mówiących o kilkunastu procentach zrealizowanego programu wskazał zaś on byłego ministra finansów Dariusa Vâlcova, na którym ciążą zarzuty korupcyjne.

    Nie tylko Grindeanu nie złożył rezygnacji. Według niektórych źródeł wciąż może on liczyć na wsparcie kilku swoich ministrów. Do tej pory do dymisji nie podał się na przykład minister finansów Viorel Ștefan, minister sprawiedliwości Tudorel Toader, minister obrony narodowej Gabriel Leș czy minister ekonomii Alexandru Petrescu. Obecny kryzys idzie w parze z tarciami między koalicjantami. Niedawno pojawiły się między innymi doniesienia, że liderzy PSD starają się zachęcić do przystąpienia do koalicji partię mniejszości węgierskiej UDMR. Istnieje też spore prawdopodobieństwo, że socjaliści stracą władzę na rzecz nowego rządu powołanego przez prezydenta.

    Czytaj też:

    100 dni rządów Sorina Grindeanu

    Komu ufają Rumuni?

    Protesty, prezydenckie referendum i co dalej?

  • Rumunia ma już nowy rząd. Gabinet uzyskał poparcie większości parlamentarzystów

    Nowy premier Mihai Tudose (PSD) uzyskał poparcie 275 parlamentarzystów i zaprezentował już swój gabinet. Swój głos oddali na niego zarówno koalicjanci z PSD-ALDE, jak również Węgrzy z UDMR.

    Przypomnijmy, że poprzedni premier Sorin Grindeanu został zdymisjonowany z inicjatywy własnej partii. Niedługo potem zaprezentowano zaś nowego kandydata na ten urząd, Mihaia Tudose (PSD). W środę uzyskał on poparcie parlamentu. "Za" głosowali przedstawiciele PSD i ALDE, nowy rząd został również wsparty przez partię mniejszości węgierskiej UDMR. Być może jest to efekt negocjacji, któe były z nimi wcześniej prowadzone (ostatecznie zostały one zerwane). Poparcie posłów spoza koalicji rządzącej oficjalnie jest zaś tłumaczone faktem, że w nowym rządzie znalazło się wielu doświadczonych ministrów, którzy mają być gwarancją kontynuowania reform gospodarczych prowadzonych przez poprzednie rządy. Przeciwko kandydatowi z PSD opowiedziało się 102 posłów. Nowy rząd musiał uzyskać poparcie minimum 233 parlamentarzystów.

    Skład rządu Rumunii powołanego w czerwcu 2017:

    Premier - Mihai Tudose
    Wicepremier - Marcel Ciolacu
    Wicepremier i minister rozwoju - Sevil Shhaideh (PSD)
    Wicepremier i minister środowiska - Graţiela Gavrilescu (ALDE)
    Minister spraw wewnętrznych - Carmen Dan (PSD)
    Minister ekonomii - Mihai Fifor (PSD)
    Minister finansów - Ionuţ Mişa
    Minister ds. biznesu i MŚP -  Ilan Laufer
    Minister ds. kontaktó z UE - Victor Negrescu
    Minister ds. funduszy europejskich - Rovana Plumb (PSD)
    Minister edukacji - Liviu Pop (PSD)
    Minister sprawiedliwości - Tudorel Toader
    Minister zdrowia - Florian-Dorel Bodog (PSD)
    Minister spraw zagranicznych - Teodor Meleşcanu (ALDE)
    Minister energii - Toma Petcu (ALDE)
    Minister obrony narodowej - Adrian Țuţuianu (PSD)
    Minister rolnictwa - Petre Daea (PSD)
    Minister ds. wody i lasó - Doina Pană (PSD)
    Minister pracy - Olguţa Vasilescu (PSD)
    Minister transportu - Răzvan Cuc (PSD)
    Minister komunikacji - Lucian Șova (PSD)
    Minister kultury - Lucian Romaşcanu (PSD)
    Minister ds. łączności z parlamentem - Viorel Ilie (PSD)
    Miister ds. Rumunów za granicą - Andreea Pastarnac
    Minister turystyki - Mircea Dobre
    Minister ds. młodzieży i sportu - Marius Dunca (PSD)

  • Rumunia wrze. Około 300 tysięcy ludzi na ulicach

    To efekt wprowadzonego przez rząd pakietu ustaw, które przyczynić się mogą do zwiększenia korupcji. Fakt, że został on opublikowany w nocy ze wtorku na środę tylko wzmógł irytację obywateli przeciwnych obecnym władzom. Pierwsze demonstracje zaczęły się już wczoraj, jednak dopiero w następne popołudnie mieszkańcy Rumunii tłumnie wyszli na ulice.

    Wedle wszelkich szacunków mamy właśnie do czynienia z największymi protestami w historii Rumunii po 1989 roku. Ich uczestnicy domagają się, aby rząd odstąpił od kontrowersyjnego projektu. Pojawiają się także hasła nawołującego do dymisji gabinetu Sorina Grindeanu. Demonstracje przebiegają jednak w miarę spokojnie i póki co obyło się bez większych incydentów. Nie jest znana dokładna liczba demonstrantów. Wedle policji w Bukareszcie protestuje ok. 80 tysięcy osób. Niektóre źródła podają jednak liczby dwukrotnie wyższe - 150 tysięcy osób ma uczestniczyć w protestach w samej stolicy. Drugie tyle pojawiło się na ulicach innych rumuńskich miast, np. w Klużu 30 tysięcy, w sybinie i Timiszoarze po 20 tysięcy, w Jassach 10 tysięcy, a w Braszowie 8 tysięcy. Rumuni mieszkający za granicą spotykali się też pod ambasadami swojego kraju w stolicach innych państw. Grupka ludzi demonstrowała np. w Warszawie.

    Z protestującymi solidaryzują się partie opozycyjne. Członkowie Uniunea Salvați România (USR) na znak protestu zablokowali dziś na przykład mównicę w parlamencie. Prezydent Klaus Iohannis, który od początku sprzeciwiał się kontrowersyjnemu projektowi rządu, oświadczył zaś że nastąpił "dzień żałoby państwa prawa". Zaniepokojenie decyzjami rumuńskiego rządu wyraziła też Komisja Europejska, której przedstawiciele mówili o możliwości zaprzepaszczenia antykorupcyjnych reform, które wdrażano w Rumunii przez ostatnie dziesięć lat. Działania rządu spotkały się też z falą krytyki ze strony wielu krajów, takich jak Holandia, Kanada czy Niemcy.

    AKTUALIZACJA (22.23):

    Niestety, zaczęło dochodzić do pierwszych starć z policją. W ruch poszły kamienie i petardy, jednak agresywni demonstracji zostali wygwizdani przez pozostałych uczestników. Policja apeluje o spokój i rozejście się do domów.

    AKTUALIZACJA (22:30):

    Przed budynkami rządu spłonął plastikowy słup ogłoszeniowy. Część uczestników demonstraci samodzielnie usiłowała ugasić pożar. Co chwilę słychać było wybuchające petardy. Demonstranci powoli rozchodzili się do domów. Bilans zamieszek to póki co cztery ranne osoby - dwóch policjantów i dwóch uczestników manifestacji.

    Fot. Dan Mihai Bălănescu

  • Są pierwsze efekty ogromnych demonstracji

    Protesty zmobilizowały do działania Rumunów mieszkających zarówno w kraju, jak i za granicą. W efekcie wprowadzenia przez rząd zmian w kodeksie karnym zaniepokojenie wyraził też szereg krajów i Komisja Europejska. Od partii rządzącej odsunęła się grupa działaczy, do dymisji podał się też jeden z ministrów.

    Jak informowaliśmy wczoraj, w demonstracjach wzięło udział nawet 300 tysięcy osób w całym kraju. Zapewne nigdy nie poznamy dokładnej liczby demonstrantów, ale szacuje się że było ich od 80 do 150 tysięcy w samym Bukareszcie. Rumuni protestowali też pod ambasadami swojego kraju za granicą. Grupa ludzi zebrała się także w Warszawie. Sporą popularność w internecie zdobyło zdjęcie marynarza, który pozuje z antyrządowym hasłem na... Antarktydzie.

    Mimo drobnych incydentów z udziałem pseudokibiców, którzy w Bukareszcie doprowadzili do starć z policją, manifestacje przebiegały pokojowo. Ciekawa sytuacja miała miejsce w Târgu Mureș, gdzie do uczestników protestu dołączyli Węgrzy stanowiący niemal połowę mieszkańców miasta. Zdarzenie to miało wymiar symboliczny, gdyż właśnie tam w 1990 roku doszło do zamieszek na tle etnicznym.

    Działania socjaldemokratycznego rządu przyniosły też efekty na szczeblu dyplomatycznym. Zaniepokojenie sytuacją w Rumunii wyraziło wiele krajów, takich jak Holandia czy Kanada, a także Komisja Europejska. Z inicjatywy rumuńskich członków Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim odbędzie się natomiast debata na temat praworządności.

    Przyjęty w nocy ze wtorku na środę pakiet ustaw wzbudza też kontrowersje wśród członków rządzącej partii socjaldemokratycznej. Do dymisji podał się minister rozwoju biznesu Florin Jianu. W specjalnym oświadczeniu napisał on, że nie chciał wyjść na tchórza w oczach swojej córki. Ocenił, że "Rumunia nie zasługuje na to, co się teraz dzieje". Z PSD wystąpiła też grupa działaczy rozczarowana metodami sprawowania władzy przez partię.

    Fot. Vlad Lascoi

  • Węgrzy zagłosują przeciwko premierowi w zamian za nowe przywileje

    15 marca dniem Węgrów w Rumunii, zezwolenie na oficjalne używanie seklerskiej flagi, a także mniejszy udział procentowy ludności węgierskiej pozwalający na używanie języka w urzędach i przy nazwach miejscowości - taki efekt przyniosły negocjacje pomiędzy PSD a partią UDMR reprezentującą mniejszość węgierską.

    Negocjacje z przedstawicielami Demokratycznego Związku Węgrów w Rumunii (Uniunea Democrată Maghiară din România; UDMR) były bardzo intensywne. Wcześniej spotkali się oni z premierem Sorinem Grindeanu, który wciąż szuka sojuszników przed głosowaniem nad wotum nieufności dla jego rządu. Według portalu Digi24.ro to jednak liderzy PSD mieli dla nich lepszą ofertę.

    Ustalono, że 15 marca będzie oficjalnie obchodzony jako dzień Węgrów w Rumunii. Ponadto, będzie istniała możliwość używania błękitno-złotej seklerskiej flagi, co do tej pory wzbudzało liczne kontrowersje. Najważniejszym przywilejem będzie jednak obniżenie progu, który pozwala na używanie ojczystego języka w poszczególnych jednostkach administracyjnych. Obecnie jest to możliwe, gdy odsetek danej mniejszości narodowej przekracza 20%. Teraz wystarczy już tylko 10-procentowa reprezentacja mniejszości wśród wszystkich mieszkańców.

    Wprowadzenie tego typu rozwiązania będzie miało spore konsekwencje. Podobne regulacje dotyczą bowiem między innymi stosowania podwójnych nazw miejscowości - choć zdarzają się odstępstwa od normy, gdyż włodarze niektórych miast stosują podwójne, a nawet potrójne (także niemieckie) nazwy dla zaakcentowania ciekawej historii danego miejsca. Jeśli porozumienie zostanie zrealizowane, można się więc spodziewać kolejnych miejscowości w których pojawią się ich historyczne węgierskie nazwy.

    AKTUALIZACJA:

    Negocjacje z Węgrami jednak zostały zerwane

    Czytaj też:

    Do parlamentu trafiła nowa inicjatywa utworzenia węgierskiej autonomii

  • Wicepremier Rumunii oskarżona przez służby antykorupcyjne

    Pełniąca obecnie funkcję wicepremiera i ministra rozwoju Sevil Shhaideh usłyszała w piątek zarzuty dotyczące korupcji i nadużycia władzy. Chodzi o nielegalną dzierżawę leżącej nad Dunajem wyspy Belina wraz z prowadzącym obok kanałem prywatnej firmie.Sprawą zajmuje się Krajowy Urząd Antykorupcyjny (Direcția Națională Anticorupție; DNA).

    Wszystko miało wydarzyć się w 2013 roku. Pełniąca wtedy funkcję sekretarza stanu Shhaideh miała brać udział w procederze mającym na celu przekazanie prywatnej firmie w dzierżawę terenu o powierzchni ponad trzystu hektarów. Chodzi o leżącą nad Dunajem wyspę Belina, która znajduje się na południu okręgu administracyjnego Teleorman, oraz kanał żeglugowy.

    Według przedstawicieli służb antykorupcyjnych teren został wydzierżawiony nielegalnie, w ramach skoordynowanych działań lokalnych polityków i urzędników. Oskarżona wicepremier nie chciała rozmawiać o sprawie z dziennikarzami. Po opuszczeniu siedziby DNA Shhaideh potwierdziła tylko, że zostały jej postawione zarzuty. W sprawę miała być zamieszana także Rovana Plumb, obecna minister ds. Funduszy Europejskich, oraz kilku lokalnych urzędników.

    Pochodząca z Konstancy Sevil Shhaideh jeszcze pod koniec ubiegłego roku została zaprezentowana jako kandydatka na urząd premiera Rumunii. Ostatecznie stanowisko to objął Sorin Grindeanu. Shhaideh została natomiast wicepremierem i ministrem rozwoju. Pozostała na tej funkcji także po dymisji Grindeanu, gdy premierem został Mihai Tudose.

  • Wybory 2016: Miażdżące zwycięstwo socjaldemokratów

    Potwierdziły się publikowane wcześniej sondaże. Według wstępnych wyników socjaldemokraci z PSD otrzymali około 45% głosów. Do parlamentu dostaną się też liberałowie z ALDE, na których głosowało ok. 6% mieszkańców. To właśnie te dwie partie utworzą najpewniej koalicję która będzie rządziła krajem. Wciąż nie wiadomo jednak, kto stanie na czele rządu.

    Liviu Dragnea (na zdjęciu), lider socjaldemokratów ma powody do zadowolenia. Jego partia uzyskała niesamowitą wręcz przewagę nad rywalami. 45,8% głosów w najlepszym przypadku pozwolić może lewicowcom na samodzielne rządy. W najczarniejszym scenariuszu koalicję rządową będzie zaś współtworzyć Sojusz Liberalno Demokratyczny (ALDE). Ten naturalny sojusznik socjaldemokratów przekroczył próg, uzyskując 6,3% głosów.

    Nadal nie wiadomo, kto zostanie premierem. Jedną z możliwości jest pozostanie na tym stanowisku Daciana Cioloșa. Możliwe jednak, że wobec tak przytłaczającego zwycięstwa Liviu Dragnea sam zechce sprawować rządy.

    Pozostałe partie pozostały daleko w tyle. Wedle wyników exit polls Partia Narodowo Liberalna (PNL) cieszy się poparciem 20,8% wyborców, na trzecim miejscu jest natomiast Unia Ocalenia Rumunii (USR). 9,2% głosów to jednak świetny wynik zważywszy na fakt, że partia powstała nieco ponad pół roku temu. Cieszy się ona zwłaszcza poparciem antyestablishmentowego elektoratu, który żąda gruntownych zmian systemowych w kraju.

    Warto zwrócić uwagę na wyjątkową mobilizację rumuńskich Węgrów. Do wzięcia udziału w głosowaniu namawiał ich osobiście Victor Orban, który kilka dni temu odwiedził przygraniczne Satu Mare (węg. Szatmárnémeti). Póki co wynik ich ugrupowania UDMR szacowany jest na 6,7%.  6,3% głosów otrzymali wspomniani wcześniej liberałowie z ALDE, zaś Partia Ludowa (PMP) związana z dawnym prezydentem Traianem Băsescu znajduje się tuż poniżej pięcioprocentowego progu.

    Zdjęcie: Liviu Dragnea, lider PSD. Źródło: Wikipedia/otwarta licensja

  • Zwycięstwo Klausa Iohannisa?

    Wywodzącego się z Partii Narodowo Liberalnej prezydenta Klausa Iohannisa śmiało można uznać za zwycięzcę politycznego sporu, w efekcie którego doszło do masowych antyrządowych demonstracji. Iohannis od początku sprzeciwiał się decyzjom socjaldemokratów, używając wszelkich dostępnych prezydentowi możliwości. Wtorkowe wystąpienie przed parlamentem było zaś już tylko potwierdzeniem jego zwycięskiej pozycji w batalii z partią, która niespełna dwa miesiące temu otrzymała w wyborach ponad 45% głosów.

    Klaus Iohannis parokrotnie brał udział w antyrządowych demonstracjach, co wzbudziło sympatię wśród ich uczestników. Przede wszystkim jednak wykorzystywał możliwości, jakie daje mu prezydentura - skierował m.in. kontrowersyjną ustawę korupcyjną do Trybunału Konstytucyjnego, zapowiedział też referendum w sprawie zapowiadanej przez PSD amnestii dla więźniów. Podzielił tym samym postulaty tysięcy ludzi, którzy regularnie demonstrowali swoje niezadowolenie. Po tym, jak w sobotę premier Grindeanu zapowiedział wycofanie się z przyjętej we wtorkowy wieczór ustawy, doszło do kolejnych rekordowych manifestacji, których uczestnicy domagali się dymisji rządu. I choć obecne demonstracje są bardzo skromne, to za sprawą wystąpienia prezydenta wtorek również nie był szczęśliwym dniem dla socjaldemokratów.

    Podczas wystąpienia w parlamencie prezydent powiedział, że PSD wygrało wybory, a co za tym idzie ma pełne prawo do rządzenia krajem. Ich działania nazwał jednak "strategią kamikadze", gdyż nie są one zgodne z przedwyborczymi zapowiedziami. Ocenił, że służą one skorumpowanym politykom, a nie społeczeństwu. Nie podzielił jednak postulatów manifestantów, którzy domagają się dymisji gabinetu kierowanego przez Sorina Grindeanu. Stwierdzi, że rząd musi rozwiązać problem, który sam stworzył, zaznaczając jednak że wycofanie się z kontrowersyjnej ustawy i dymisja ministra sprawiedliwości Florina Iordachu to za mało. Prezydent wyraził też przekonanie, że rządy powinny odbywać się w sposób transparentny i przewidywalny. W trakcie przemówienia spora część posłów PSD wyszło z sali obrad.