Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Rumunia

  • Ambasador Marcin Wilczek: Idea ścisłej kooperacji pomiędzy Polską a Rumunią jest bardzo ważna

    Tymi słowami ambasador Polski określił wagę wspólnych relacji obu krajów. W długim wywiadzie dla telewizji Digi24 Marcin Wilczek wypowiedział się też o roli Polski i Rumunii w Unii Europejskiej, także pod kątem ostatnich zmian politycznych na starym kontynencie.

    Wywiad z ambasadorem, przeprowadzony przez Cristinę Cileacu, został opublikowany na łamach programy "Pașaport diplomatic" w telewizji Digi24. Jednym z głównych tematów były relacje dyplomatyczne pomiędzy Polską a Rumunią:

    - Zbliżający się rok 2019, czyli setna rocznica nawiązania polsko-rumuńskich stosunków dyplomatycznych, to okazja do przypomnienia jak bardzo istotne są nasze wspólne relacje - powiedział ambasador Marcin Wilczek, przypominając w tym kontekście zwłaszcza okres międzywojenny, gdy relacje obu krajów były bardzo zażyłe. - Także dziś, gdy filarami naszego bezpieczeństwa i rozwoju gospodarczego są NATO i Unia Europejska, idea ścisłej kooperacji pomiędzy Polską a Rumunią jest bardzo ważna.

    W programie przypomniano postać marszałka Józefa Piłsudskiego i jego wizję sojuszu państw Europy Środkowej, w której ważną rolę miała również odgrywać Turcja. Ambasador, pytany o zmiany polityczne w tym kraju wyraził nadzieję, że będzie on nadal umacniał owocną współpracę z Zachodem. Zaznaczył, że naród turecki jest obecnie podzielony, ale kraj ten sam powinien rozwiązywać swoje własne problemy.

    Cristina Cileacu zapytała też między innymi o to, jaka jest polska wizja przyszłości Unii Europejskiej w obliczu kryzysu, którego symbolem stał się Brexit:

    - Polityka Unii Europejskiej polega na rozszerzaniu jej o kolejne kraje. Trudno o tym mówić obecnie, w kontekście Brexitu, ale moim zdaniem trudno jest sobie wyobrazić zamykanie drzwi tym, którzy chcą przystąpić do Unii - powiedział Marcin Wilczek. - Nie potrafię sobie wyobrazić zamykania drzwi krajom bałkańskim czy nie rozszerzania strefy Schengen o takie kraje jak Bułgaria czy Rumunia.

    W dalszej części rozmowy ambasador zauważył, że Unia Europejska jest traktowana przez kraje byłego bloku wschodniego jako wielkie osiągnięcie - "marzenie, które stało się rzeczywistością". Stwierdził też, że gdyby nie podział Europy po II wojnie światowej, to właśnie Polska i Rumunia znalazłyby się w gronie założycieli tego typu inicjatywy. Dziennikarka poprosiła też, aby ambasador przybliżył widzom, na czym polega współczesny projekt międzymorza, będący jednym z elementów polskiej polityki zagranicznej:

    - Jest to projekt, który zakłada współdziałanie państw znajdujących się w strukturach NATO i Unii Europejskiej. Ta współpraca w naszej opinii doprowadzi do wzrostu znaczenia naszego regionu. Z drugiej strony, w ostatnich latach kraje Europy Wschodniej koncentrowały się na budowie infrastruktury łączące je z Zachodem - co było logiczne i użyteczne. Teraz, po dwudziestu latach integracji z Unią Europejską, nadszedł czas abyśmy odkryli że możemy dokonać jeszcze więcej w naszym regionie - wyjaśnił ambasador.

    W tym kontekście Marcin Wilczek zwrócił uwagę na fakt, że pomiędzy granicą Polski a Rumunii istnieje dystans zaledwie 120 kilometrów, który jest jednak trudny do pokonania. Podróż pociągiem z Bukaresztu do Warszawy trwa natomiast dwadzieścia sześć godzin. Jako dobry przykład podał natomiast połączenia lotnicze realizowane przez Polskie Linie Lotnicze LOT, które cieszą się coraz większą popularnością. Projekt międzymorza jest więc w jego ocenie ważny z punktu widzenia zarówno infrastruktury, jak i płynących z niej korzyści ekonomicznych.

    - Kiedy przyjeżdżałem do Bukaresztu z Warszawy, podróż samochodem zajęła mi 18 godzin. Oznacza to, że musiałem zatrzymać się po drodze na noc. Mam nadzieję, że jak będę wracał, podróż zajmie mi dużo mniej czasu - podsumował ambasador Marcin Wilczek.

    Na koniec rozmowy ambasador Wilczek zabrał swoją rozmówczynię do parku Ioana Voicu, gdzie znajduje się niewielki pomnik poświęcony marszałkowi Piłsudskiemu. Ambasador mówił o tym, jak wielką sympatią polski przywódca darzył Rumunię i wyraził przekonanie, że oba kraje powrócą raz jeszcze do ścisłej współpracy, co już obecnie przejawia się we wzajemnej sympatii, a także w coraz większej liczbie turystów i inwestycji.

    Poniżej zamieszczamy omawiany wywiad, pierwotnie opublikowany na portalu Digi24.ro. Poruszone w nim zostały także takie wątki jak badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej czy krytyka Polski i Węgier przez niektóre kraje Unii Europejskiej. Rozmowa prowadzona jest po angielsku, dostępne są rumuńskie napisy:

    Źródło: Digi24

  • Atak zimy w Rumunii

    Narodowa Agencja Pogodowa nadała w sobotę (7.01.2017) komunikat – żółty alarm pogodowy dla całego kraju przez kolejne 3 dni z powodu siarczystych mrozów i śnieżyc. 

    Premier Sorin Grindeanu rozważa podwyższenie alarmu do rangi czerwonego w przypadku pogorszenia warunków pogodowych. Według ostatnich prognoz, w okresie od soboty do poniedziałku, temperatury w ciągu dnia mają sięgnąć od -10 do -16 stopni, a w ciągu nocy spaść nawet do -25.  

    Szkoły mają być zamknięte w poniedziałek i we wtorek, ewentualnie również w środę

    Jednocześnie burmistrz Bukaresztu Gabriela Firea poinformowała, że w poniedziałek i wtorek szkoły i przedszkola w Bukareszcie i okręgu Ilfov pozostaną zamknięte z powodu złej pogody, opadów śniegu i mrozu:

    - Zdecydowałam się wraz z burmistrzami dzielnicowymi nie otwierać przedszkoli, żłobków, szkół i szkół wyższych, w poniedziałek i wtorek, gdyż z danych, które otrzymaliśmy od meteorologów wynika, że w poniedziałek, wtorek i jeszcze w środę rano będzie mróz około minus 20 stopni, narażający na niebezpieczeństwo dzieci, nauczycieli, rodziców, niebezpieczeństwo zachorowania, niebezpieczeństwo wypadków - zakomunikowała Gabriela Firea. Dodała, że jednostki edukacyjne w Bukareszcie mogą zostać zamknięte również w środę, jeśli pogoda się nie polepszy.

    Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło, że szkoły i przedszkola będą zamknięte w poniedziałek w 20 powiatach, a we wtorek w 16 powiatach.

    Zablokowane i nieprzejezdne drogi

    Zablokowanych jest 13 dróg krajowych, jak i 2 sektory autostrady. Krajowa Spółka Administracji Infrastruktury Transportowej poinformowała, że oprócz dróg krajowych zamkniętych w niedzielnie popołudnie, zablokowana była też  autostrada A2 Bukareszt - Constanța (odcinek z Lehliu Gară do Konstancy) i A4 pomiędzy Ovidiu i Agigea z powodu ciężkiej śnieżycy, która siała spustoszenie w południowo-wschodniej części kraju. 51 osób zostało ewakuowanych ze swoich samochodów w okręgu Constanța.

    W tym samym czasie zablokowanych było 15 autobusów wycieczkowych w pobliżu Dobrici (północno-wschodnia Bułgaria), przewożących rumuńskich turystów z powrotem do kraju po feriach zimowych spędzonych w bułgarskich narciarskich kurortach. Rumuńska ambasada w Sofii przekazałą informację, że ostetecznie ludzie zostali przewiezieni przez granicę z pomocą pojazdów oddelegowanych przez bułgarską policję. 

    Zgodnie z komunikatem o sytuacji z Głównego Inspektoratu ds. Sytuacji Kryzysowych (IGSU), ponad 5300 strażaków z 2848 pojazdami działało w sobotę i niedzielę na terenie całego kraju, aby odblokować i uratować osoby uwięzione przez zamieć śnieżną na drogach. W powiatach dotkniętych atakiem zimy strażacy pomogli przewieźć do szpitali 102 ciężarne kobiety i 29 osób, które potrzebowały dializy. 

    Fot.  Politia Româna

  • Cztery korwety i tuzin F-16. Rumunia się zbroi

    Rumuńskie władze podjęły decyzje dotyczące zakupów nowego sprzętu wojskowego. W efekcie marynarka wojenna zostanie wzmocniona przez cztery wielozadaniowe korwety, lotnictwo uzyska natomiast dwanaście myśliwców F-16.

    Do rumuńskiej marynarki wojennej trafią cztery wielozadaniowe korwety Sigma 10514 produkowane przez holenderską grupę Damen Schelde Naval Shipbuilding BV. Program ich pozyskania będzie realizowany przez siedem najbliższych lat, a łączny koszt obejmujący również m.in. szkolenie załóg wyniesie 1,6 mld euro. Za tę cenę Rumuni będą dysponowali statkami o wyporności 2365 ton, mogącymi uzyskać prędkość do 28 węzłów. Zasięg korwet to 5000 mil morskich, co pozwoli na wykonywanie zadań także z dala od macierzystych portów. Nieznane są jeszcze szczegóły dotyczące uzbrojenia okrętów. Holenderski dostawca został wybrany spośród kilkunastu propozycji. Nie bez znaczenia pozostaje z pewnością fakt, że grupa Damen Schelde Naval Shipbuilding zainwestowała wcześniej w jedną ze stoczni w Gałaczu. Wobec nabycia nowych jednostek, Rumunia pozbędzie się najprawdopodobniej czterech starszych fregat wyprodukowanych jeszcze w czasach komunizmu.

    Modernizacja ma w najbliższych latach objąć także siły powietrzne. Póki co najnowocześniejszą częścią rumuńskiej floty jest dwanaście myśliwców wielozadaniowych F-16. Używane samoloty zostały zakupione za 628 milionów euro od Portugalii. Póki co w Rumunii stacjonuje dziewięć z nich, kolejne trzy zostaną dostarczone wraz z początkiem nowego roku. Rząd zdecydował jednak niedawno o zakupie dodatkowych dwunastu myśliwców tego typu. Ponieważ poszukiwania kontrahentów w Europie nie powiodły się, zostaną one zakupione w Stanach Zjednoczonych. Obecnie główną siłę uderzeniową rumuńskich sił powietrznych stanowi 28 zmodernizowanych myśliwców MiG-21 produkcji radzieckiej.

    Omawiane zakupy są zaledwie wstępem do głębszej modernizacji rumuńskich sił zbrojnych. Obecnie kraj ten przeznacza na armię równowartość 1,33% PKB, czyli ok. 1,78 mld euro rocznie. Na początku 2016 roku prezydent Klaus Iohannis zapowiedział zwiększenie nakładów na armię do wysokości zalecanego przez NATO poziomu 2% PKB. Wzrost wydatków na zbrojenia był też jednym z postulatów socjaldemokratów z PSD, którzy będą rządzić krajem po minionych wyborach.

  • Dni wolne w Rumunii

    W Rumunii jest dwanaście dni ustawowo wolnych od pracy. Niektóre z nich pokrywają się ze swoimi polskimi odpowiednikami, inne upamiętniają ważne dla kraju wydarzenia.

    Nie zdziwi nikogo fakt, że wolne od pracy przysługuje po Nowym Roku (Anul Nou). Mieszkańcy Rumunii na wyleczenie się z wszelkich dolegliwości mają dwa dni – 1. i 2. stycznia. Kolejny wolny dzień przypada na 24 stycznia, kiedy to świętowana jest rocznica połączenia Mołdawii i Wołoszczyzny (Unirea Principatelor Române). Wprawdzie unia personalna połączyła oba terytoria już w 1859 roku, jednak to właśnie 24 stycznia 1862 roku formalnie powstały Zjednoczone Księstwa Mołdawii i Wołoszczyzny dając początek państwu rumuńskiemu.

    Wielkanoc (Paştele) jest w Rumunii wyznaczana wedle kalendarza juliańskiego, przez co święta są obchodzone nieco później – na przełomie kwietnia i maja. Przykładowo, w roku 2016 niedziela wielkanocna wypadła 1 maja, podczas gdy w Polsce przypadła ona na 27 marca. W 2017 roku Wielkanoc w Rumunii przypada zaś na 16 kwietnia. Co ciekawe, dniem wolnym od pracy jest w Rumunii także Pięćdziesiątnica (Rusaliile), obchodzona na pamiątkę Zesłania Ducha Świętego. Przypada ona pięćdziesiąt dni od Wielkanocy, czyli na przełomie maja i czerwca – w 2017 roku będzie to 4 czerwca.

    Co jest typowe dla krajów postkomunistycznych, dniem wolnym nadal jest 1 maja. Podobnie jak w Polsce, nie jest on już hucznie obchodzony. Mieszkańcy Rumunii traktują święto pracy (Ziua Muncii) jako kolejny dzień wolny. Od 2017 roku do pracy nie trzeba będzie też chodzić 1 czerwca. Stwierdzono bowiem, że w Dzień Dziecka rodzice powinni mieć możliwość spędzania czasu ze swoimi pociechami.

    15 sierpnia obchodzone jest - podobnie jak w Polsce - ważne święto religijne. W kościele prawosławnym nazywane jest ono świętem Zaśnięcia Marii Panny (Adormirea Maicii Domnului). Tego dnia świętują zresztą również katolicy. Liczni pielgrzymi zjawiają się wtedy między innymi w Kaczyce – jednej z wsi na Bukowinie zamieszkałych przez Polaków, gdzie znajduje się znane sanktuarium maryjne.

    Na kolejne dni wolne trzeba czekać aż do przełomu listopada i grudnia. 30 listopada jest bowiem obchodzone święto św. Andrzeja (Sfântul Andrei), a 1 grudnia Święto Narodowe (Ziua Națională). Na pamiątkę zjednoczenia Transylwanii z Rumunią w całym kraju odbywają się wtedy defilady i pokazy sprzętu wojskowego. Choć większość mieszkańców Rumunii wyznaje prawosławie, to święto Bożego Narodzenia (Crăciun) jest w tym kraju obchodzone 25 grudnia wedle kalendarza gregoriańskiego. Nie zaś, jak np. na Ukrainie, gdzie przypada ono na 7 stycznia – czyli 25 grudnia wedle kalendarza juliańskiego. Zarówno 25 jak i 26 grudnia to także w Rumunii dni wolne od pracy.

  • Już jesteśmy! Na razie w wersji beta

    Właśnie uruchomiliśmy pierwszą wersję naszej strony. I choć włożyliśmy w nią niemało pracy, to wciąż czeka nas jeszcze masa przeróbek i poprawek. Mamy jednak nadzieję, że już wkrótce uda nam się stworzyć miejsce dla osób szukających wszelkich informacji na temat Rumunii.

    Kilka funkcji wciąż nie jest aktywnych, jednak mamy nadzieję uporać się z nimi w najbliższym czasie. Dopracowujemy na przykład system komentarzy czy banery nawigacyjne, które docelowo znajdą się przy wyświetlanych artykułach. Jednocześnie trwają prace nad szatą graficzną – w tym loga, które ma charakter tymczasowy. Systematycznie poszerzamy też bazę artykułów, która pozwoli na lepsze poznanie kraju. Co docelowo znajdzie się na portalu?

    Rumunia od A do Z

    Chcemy, żeby niniejsza strona wypełniła ogromną lukę w polskim internecie i pozwoliła znaleźć odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące Rumunii. Z pewnością będą pojawiały się tutaj informacje dotyczące turystyki, takie jak opisy ciekawych miejsc i atrakcji. W przyszłości mamy też zamiar polecać sprawdzone miejsca noclegowe, lokale gastronomiczne czy muzea. Dział dotyczący gospodarki ma z kolei za zadanie nie tylko przybliżać dane dotyczące ekonomii, lecz także ułatwiać przedsiębiorcom inwestowanie w Rumunii. Chcemy bowiem publikować informacje, które pomogą stawiać pierwsze kroki tym wciąż dość egzotycznym kraju.

    Polacy w Rumunii

    Trzecią grupą docelową, dla której tworzymy tę stronę, są osoby mieszkające w Rumunii. Zarówno tamtejsza Polonia, osoby pracujące czy studenci – a także osoby rozważające przeprowadzkę. Mamy nadzieję, że wraz z rozwojem strony znajdziecie tutaj odpowiedź na wszelkie nurtujące Was pytania. Jak znaleźć pracę w Rumunii? Gdzie zarejestrować pobyt stały? W jaki sposób najlepiej szukać mieszkania? Czym różni się tamtejszy egzamin na prawo jazdy? To właśnie tego typu zagadnienia chcemy tutaj omawiać. A może interesuje Was jeszcze inna tematyka? Dajcie nam znać – czekamy na wszelkie sugestie.

    Moja Rumunia

    Na osobny opis zasługuje dział „Moja Rumunia”, gdyż mamy nadzieję współtworzyć go z Wami – miłośnikami tego kraju. Chcemy bowiem, aby zapełnił się on Waszymi relacjami: opisami górskich wypraw, wrażeń z wakacji, wspomnieniami z pracy, etc. Dlatego też serdecznie zachęcamy do dzielenia się swymi spostrzeżeniami, które z miłą chęcią opublikujemy.

    Tyle, jeśli chodzi o wstęp. Prosimy zatem za wyrozumiałość jeśli chodzi o wszelkie niedociągnięcia i zapraszamy do odwiedzin. Mamy nadzieję, że będziecie do nas często zaglądali!

    Michał Torz

    Ania Łuczak

  • Kolorowe (rumuńskie) jarmarki

    W Polsce handlarze z targowisk nie mają łatwego życia, a zakupy w tego typu miejscach są dla wielu osób obciachem. Co innego w Rumunii, gdzie w każdej większej miejscowości można znaleźć plac ze świeżymi owocami i warzywami. Łatwo się przekonać, że warto.

    Z własnych obserwacji wiem, że Rumuni kochają zakupy. Wizyta w większych centrach handlowych to horror – zwłaszcza w weekend, kiedy znalezienie miejsca parkingowego graniczy z cudem, a w środku trzeba przedzierać się przez tłumy ludzi. Osobiście wolę jednak zakupy na targowiskach. Zwłaszcza, gdy potrzeba zdobyć świeże owoce i warzywa, albo najdzie mnie chęć na alkohol domowej produkcji.

    rumunia-targowisko-sybin
    Bukareszt, piața Râmnicu Sărat

    W Rumunii nie ma z tym problemu, gdyż w każdym mieście z łatwością można znaleźć mniejsze lub większe targi. Miejskie targowiska na ogół znajdują się w pobliżu centrum, ale zwykle poza obrębem starówki. Tak jest na przykład w Sybinie, gdzie plac targowy zlokalizowany jest kilkaset metrów od starego rynku.

    rumunia-sybin-targowisko
    Sybin, piața Cibin. W tle katedra ewangelicka

    Asortyment oferowany przez sprzedawców zachwyca. Dostać tam można rzeczy, które w Polsce uchodzą niekiedy za rarytasy – a zwłaszcza w takich cenach. Bakłażany po złotówce za kilogram? Osiem złotych za słoik marynowanego estragonu? Szeroki wybór papryki niewiele droższej od ziemniaków? Żaden problem. Przynajmniej w sezonie.

    rumunia-targowisko-bukareszt-bakłażan
    Sybin. Zdjęcie z października – wyprzedaż bakłażanów :)
    rumunia-targowiksko-sybin-przetwory
    Sybin. Te zielone słoiki w środku to marynowany estragon – specjalność regionu
    rumunia-targowisko-sybin-papryczka
    Ostre papryczki. Można je nawlec na sznurek i zasuszyć
    rumunia-targowisko-bukareszt
    1,5 zł za kilogram papryki – naprawdę chce się żyć
    rumunia-targowisko-gogonele
    Gogonele, czyli zielone pomidory. Trochę twarde, trochę bez smaku, ale i tak się nimi zajadaliśmy

    Na targ warto się też udać w innych celach. Niektóre stoiska oferują szeroki wybór asortymentu do pędzenia bimbru, a i wyrób końcowy można tam łatwo dostać. Butelka palinki to koszt zaledwie 15 lei. Wino sprzedawane w plastikowych butelkach kosztuje zaś mniej niż 5 lei za litr. Ciekawy jest też wybór przeróżnych marynat, które w Rumunii są równie popularne jak w Polsce. A może nawet bardziej, o czym świadczy fakt, że marynują oni nawet arbuzy. Te ostatnie zresztą, podobnie jak melony, w lecie są sprzedawane na każdym kroku – na targach, chodnikach, przy drogach.

    przydrozny-targ-rumunia
    Jakość słaba, bo zdjęcie robione telefonem z jadącego auta. Ale właśnie na tego typu straganach w sezonie zaopatrzyć się można w arbuzy i melony. Zwykle to koszt jakichś 2 lei za kilogram, choć to zależy od miejsca i pory roku
    stoisko-z-arbuzami-rumunia
    Zdjęcie równie słabej jakości, tym razem z października zeszłego roku. Końcówka sezonu na arbuzy
    rumunia-targ-melon-rumunia
    Dojrzały melon za trzy leje. Prawdziwe wybawienie podczas upalnych dni

    Targowiska czynne są cały rok. Trzeba jednak zaznaczyć, że mają one mniej lub bardziej prowizoryczne zadaszenia. Zdarzają się też i takie targi, jak na zdjęciu poniżej – a właściwie hale targowe, gdzie handel odbywa się we wnętrzu.

    rumunia-targowisko-medias
    Piaţa Agroalimentară w Mediaş

    Osobną kategorię stanowią targi organizowane na potrzeby turystów. Stoiska rozstawiane są w popularnych miejscach, lub wzdłuż głównych dróg. Można na nich kupić pamiątki, flagi, węgierskie kociołki na trójnogach, sprzęt do bimbru, ludowe stroje, a nawet gumowe maski drakuli i wilkołaków…

    targowisko-trasa-transfogaraska
    Stoisko na południe od trasy transfogaraskiej, zlokalizowane przy wąskiej drodze tuż pod wielką skałą
    targowisko-przy-drodze-izvoru-crisului
    W wiosce Izvoru Crișului (węg. Körösfő) targowiska ciągną się przez całą wieś. Nie zdziwiłbym się, gdyby każda mieszkająca tam rodzina trudniła się handlem…

    Źródło:  michaltorz.pl

  • Kto stworzy koalicję z PSD?

    Tydzień po wyborach sytuacja na rumuńskiej scenie politycznej jest bardzo dynamiczna. Mimo świetnego wyniku socjaliści z PSD potrzebują bowiem koalicjanta. Póki co nie wiadomo jednak nawet, czy ich lider będzie mógł zostać premierem.

    Przypomnijmy, że socjaldemokraci z PSD zostawili konkurentów daleko w tyle zdobywając ponad 45% głosów. W efekcie partia ta będzie reprezentowana przez 154 posłów i 67 senatorów, w obu izbach zasiada zaś odpowiednio 329 i 136 deputowanych. A to oznacza, że mimo znakomitego wyniku w wyborach socjaliści będą potrzebowali koalicjanta. Póki co PSD może liczyć na przychylność przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących Rumunię (wśród nich jest między innymi pani Victoria Longher ze Związku Polaków w Rumunii), którzy tradycyjnie wspierają partie rządzące. Oznaczałoby to jednak konieczność utrzymania żelaznej dyscypliny w koalicji mającej przewagę paru głosów.

    Już we wtorek 20 grudnia rozpocznie się pierwsze posiedzenie nowego parlamentu. Następnie prezydent Klaus Iohannis spotka się z liderami wszystkich ugrupowań, aby przedyskutować z nimi dalsze działania. Być może w tym tygodniu dowiemy się więc, które ugrupowanie zdecyduje się na współpracę z PSD i kto zostanie premierem. Do tej pory za naturalnego sprzymierzeńca PSD uznawano partię liberalno-demokratyczną ALDE, która otrzymała w wyborach ok. 5,6% głosów. Możliwe jest jednak zupełnie inny scenariusz – pomimo że Liviu Dragnea, lider PSD, wykluczał wcześniej taką możliwość.

    Możliwe, że po połączeniu ALDE z PNL – czego również nie można wykluczyć - część działaczy partii narodowo-liberalnej zdecyduje się na współpracę z socjalistami. PSD może też jednak zawrzeć sojusz z Unią Demokratyczną Węgrów w Rumunii, którą poparło ponad 6% wyborców. Możliwa jest nawet koalicja z USR – Unią Ocalenia Rumunii. Członkowie tej partii uważają się wprawdzie za antysystemowców, jednak poza aktywistami miejskimi i działaczami społecznymi w jej szeregach pojawiło się też wiele osób mających za sobą związki z partiami głównego nurtu. Ktokolwiek by nie został zaproszony do współpracy w charakterze koalicjanta PSD, musi się jednak liczyć z konsekwencjami tego posunięcia. W przeszłości zdarzało się bowiem, że mniejsze partie były wchłaniane przez większe ugrupowania.

    Otwartym pozostaje jeszcze kluczowe pytanie o to, kto stanie na czele rządu. Liviu Dragnea ma wprawdzie spory apetyt na władzę, jednak ostro sprzeciwia mu się prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z centro-prawicowego PNL. Po jego stronie stoją zresztą przepisy, gdyż Liviu Dragnea otrzymał wyrok w zawieszeniu za fałszerstwa w trakcie referendum w 2012 roku. PSD usiłowało wtedy odsunąć od władzy poprzedniego prezydenta - Traiana Băsescu. Lider socjalistów jest jednak charyzmatycznym przywódcą i z całą pewnością nie odda władzy bez walki.

    Obecnie na premierem Rumunii jest nienależący do żadnej partii Dacian Cioloş. Sformował on swój rząd rok temu, kiedy to w wyniku pożaru w klubie Colectiv życie straciło kilkadziesiąt osób. Kraj ogarnęły wtedy wielotysięczne manifestacje, w wyniku których premier Victor Ponta (PSD) podał się do dymisji. Obecnie, dzięki liberalnym reformom rządu Cioloşa kraj rozkwita gospodarczo – eksperci szacują, że w przyszłym roku osiągnie najwyższy w Europie wzrost gospodarczy.

  • Ministerstwo Finansów: ciąg dalszy reform

    Unifikacja stawek dla kilkudziesięciu podatków, zmniejszenie podatku dochodowego czy system internetowych rozliczeń z fiskusem - to tylko niektóre z pomysłów zwycięskiej PSD na reformy gospodarcze. A to wszystko przy utrzymaniu wzrostu PKB na poziomie powyżej 5 procent, przy jednoczesnym niskim deficycie budżetowym. Przed Viorelem Ştefanem, nowym ministrem finansów, stoi nie lada wyzwanie.

    Miniony rok upłynął pod znakiem reform gospodarczych wprowadzanych przez rząd Daciana Cioloșa. Obecny rząd, na którego czele stanął Sorin Grindeanu, najwyraźniej zamierza kontynuować proces obniżania podatków. Plany na najbliższe lata są bardzo ambitne. Zakładają bowiem dalsze cięcia mające na celu uzdrowienie rumuńskiej gospodarki. Zmiany mają wejść w życie już na początku 2018 roku. Czego możemy się spodziewać?

    Przede wszystkim minister finansów zapowiedział redukcję podatku dochodowego. Zamiast obecnych 16%, mieszkańcy Rumunii będą płacić jedynie dziesięcioprocentowy podatek. Co więcej, kwota wolna od podatku zostanie ustalona na poziomie 2000 RON i będzie dotyczyła również emerytur. Obecnie kwota wolna od podatku w Rumunii zmienia się w zależności od wysokości zarobków i obowiązuje osoby zarabiające od 0 do 3000 RON miesięcznie - przy czym obecnie do pułapu 2000 RON nie będą już oddawać fiskusowi żadnych pieniędzy. Małą rewolucję czeka także rynek nieruchomości. Od marca bieżącego roku przy handlu nieruchomościami wartymi mniej niż sto tysięcy euro (obecnie ok. 450 tys. RON) będzie bowiem obowiązywała zerowa stawka VAT.

    Minister finansów chce także, aby obywatele mieli jak najszerszą możliwość płacenia podatków online, co ma zmniejszyć biurokrację i zachęcić do regulowania zobowiązań wobec fiskusa. Viorel Stefan zapowiedział przy tym, że podatki które nie będą mogły być opłacane przez internet będą likwidowane. Kolejną zachętą do płacenia coraz niższych danin ma być unifikacja ich stawek. W pierwszej kolejności ujednolicenie ma dotyczyć około pięćdziesięciu danin.

    Zapowiedzi rumuńskiego ministra finansów są bardzo ambitne. Zwłaszcza, że jednocześnie chce on podtrzymać obecne świetne wyniki ekonomiczne Rumunii. Deficyt budżetowy ma zostać utrzymany na poziomie 3% PKB, przy ponad pięcioprocentowym wzroście gospodarczym (obecnie Rumunia notuje najwyższy wskaźnik wzrostu gospodarczego spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej).

    Zdjęcie: www.digi24.ro

  • Mołdawskie roszczenia terytorialne?

    Prezydent Mołdawii stwierdził podczas spotkania z Władimirem Putinem, że Rumunia posiada połowę historycznego terytorium Mołdawii. Stało się to po tym, gdy przywódca rosyjski wręczył mu historyczną mapę tego regionu z końca XVIII wieku. "Jeżeli rosyjskie imperium nie zatrzymałoby się na Prucie, mielibyśmy teraz wielką Mołdawię" - miał powiedzieć Igor Dodon, prorosyjski prezydent tego kraju.

    Jego słowa wypowiedziane podczas wizyty w Moskwie wywołały niemały skandal. Tym bardziej, że odnosiły się one do mapy sprezentowanej przez Putina, na której zaznaczone są granice regionu obejmujące jego obecną mołdawską i rumuńską część, wraz z fragmentami Bukowiny i Dobrudży. Prezydent Mołdawii wyraził przy tym wolę współpracy z Rosją. Zaznaczył, że oznacza to zerwanie negocjacji o przystąpieniu jego kraju do Unii Europejskiej. Ocenił, że umowa stowarzyszeniowa nie przyniosła Mołdawianom żadnych korzyści, a jednocześnie stracili oni dostęp do rynku rosyjskiego.

    Na słowa prezydenta Dodona zareagował mołdawski premier Pavel Filip, którego rząd - w odróżnieniu od wybranego w ubiegłym roku prezydenta - deklaruje chęć integracji z Unią Europejską. Ocenił on jego słowa jako czystą retorykę i przypomniał, że zakres władzy nie pozwala prezydentowi na podejmowanie tego typu decyzji. Zaprotestowało też rumuńskie MSZ. W oświadczeniu ministerstwa można między innymi przeczytać, że słowa Igora Dodona były "niewłaściwe" i nie przystające do obecnych realiów.

    Choć Republika Mołdawii jest teraz samodzielnym krajem, to historycznie jej ziemie wraz ze sporą częścią współczesnej Rumunii należały w średniowieczu do hospodarstwa mołdawskiego. W 1538 roku część krainy przeszła we władanie tureckie, zaś całość w 1812 roku stała się częścią carskiego imperium - tzw. Besarabią. Nie znalazła się więc w obrębie Rumunii po zjednoczeniu księstwa mołdawskiego i wołoskiego pod koniec XIX wieku. Ziemie pomiędzy Prutem a Dniestrem znalazły się w obrębie kraju dopiero po I wojnie światowej, kiedy to rumuńscy przywódcy zagarnęli je wykorzystując chaos będący następstwem rosyjskiej wojny domowej. ZSRR upomniał się o swoje po wybuchu II wojny światowej, potem Rumunia na krótko odzyskała te tereny jedynie w latach 1941-44. W ostatnich latach wielu polityków skłaniało się raczej ku zjednoczeniu obu krajów, choć przeszkodą ku temu jest m. in. nierozwiązana kwestia Naddniestrza czy zapaść ekonomiczna, z którą zmaga się była sowiecka republika. Ponadto społeczeństwo Mołdawii jest podzielone światopoglądowo (na zwolenników integracji z Rosją i Unią Europejską) oraz pod względem przynależności etnicznej.

    Fot. Digi24.ro

  • Nowy rok, nowe (niższe) stawki VAT

    Rumuni pójdą jutro do pracy po długim noworocznym weekendzie. Gdy zajrzą do sklepów, czeka ich jednak miła niespodzianka - odczują bowiem efekt obniżki podstawowej stawki VAT, która właśnie zmalała z 20 na 19%.

    Obniżka jest efektem decyzji rządu Daciana Cioloșa, który rządził krajem przez ostatni rok. Wprawdzie PSD, która będzie wraz z ALDE tworzyć nowy rząd, obiecała jeszcze większą obniżkę (do 18%), lecz trzeba będzie na nią poczekać do początku 2018 roku. Jeżeli zmiana ta dojdzie do skutku, podstawowa stawka tego podatku będzie jedną z najniższych w Unii Europejskiej - a z pewnością najniższą spośród większych krajów (mniejsze stawki obowiązują m. in. na Cyprze, w Liechtensteinie czy Luksemburgu).

    Niższy VAT obniży ceny produktów nieżywnościowych, a także m. in. alkoholu i papierosów. Jaki będzie wpływ tej decyzji na gospodarkę kraju? Trudno przewidzieć. Poprzednie cięcia napędziły wprawdzie konsumpcję, aczkolwiek jednocześnie zanotowano mniejsze wpływy do budżetu.

    Obecna obniżka VAT-u to kolejna odsłona liberalizacji rumuńskiego systemu podatkowego. Przypomnijmy, że w czerwcu 2015 roku wprowadzono obniżoną stawkę na żywność (z 24 do 9%), zaś wraz z początkiem 2016 roku zmniejszono stawkę podstawową (z 24 do 20%). Obecna obniżka, choć wprowadzona przez rząd Cioloșa, została zastosowana również z woli obecnej koalicji. Czyżby Rumunię czekały więc dalsze zmiany?

  • Nowym logo Rumunii zostanie... owca?

    Sprawa została szybko podchwycona przez media, ale twórca pomysłu szybko się z niego wycofał. Ostatecznie zmianę oficjalnego logotypu musiał jednak dementować sam premier Sorin Grindeanu.

    Minister Mircea Dobre miał rozpocząć debatę na ten temat podczas spotkania z przedsiębiorcami branży turystycznej. Przypomniał przy tym analogie z innych krajów, takie jak francuski kogut czy hiszpański byk. Pomysł szybko został oceniony jako idiotyczny, jednak niektórzy zaczęli poważnie się nad nim zastanawiać. Minister rolnictwa Petre Daea ocenił na przykład, że to świetny pomysł, gdyż owca jest według niego żywym symbolem kraju. W oficjalnych wypowiedziach rozpływał się na temat rumuńskich owiec przekonując, że nigdzie na świecie nie można spotkać tak pięknych zwierząt.

    Wsparcie ze strony ministra rolnictwa nie pomogło Dobremu, który szybko wycofał się ze swojego pomysłu. Ostatecznie sprawę zamknął sam premier. Sorin Grindeanu powiedział bowiem, że rozmowy dotyczyły jedynie kolejnych pomysłów na promocję kraju. Przypomniał też, że przecież obecnie funkcjonujące logo obowiązuje do 2020 roku - było ono bowiem współfinansowane przez Unię Europejską, więc nie można go przed tym terminem zmienić. Pozostaje pytanie - co dalej? Może za kilka lat temat znów powróci i to właśnie owca stanie się nowym symbolem Rumunii?

  • Polskie akcenty w rumuńskich zestawieniach najlepszych filmów 2016 roku

    Portal filmreporter.ro zebrał opinie kilku rumuńskich krytyków filmowych. Każdy z nich zaprezentował swoją subiektywną listę najlepszych filmów mijającego roku. W zestawieniach znalazło się parę polskich filmów. Wśród nich natrafić można między innymi na takie tytuły, jak "Plac Zabaw" Bartosza M. Kowalskiego czy "Ostatnia rodzina" Jana P. Matuszyńskiego.

    To już siódmy rok z rzędu, gdy rumuński portal prezentuje zestawienia przygotowane przez lokalnych dziennikarzy i krytyków filmowych. Autorzy skomponowali swoje listy wedle własnych kryteriów. Niektóre z omawianych filmów były wyświetlane w rumuńskich kinach, inne krytycy widzieli w trakcie międzynarodowych festiwali. W niektórych przypadkach osobno zaprezentowano przykłady rumuńskich filmów, które wywarły na autorach zestawień największe wrażenie.

    Znany krytyk filmowy, dyrektor Transylwańskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego, w swoim zestawieniu zwrócił uwagę na film "Plac zabaw" autorstwa Bartosza M. Kowalskiego. Irina Trocan z portalu Acoperișul de sticlă wśród swoich ulubionych filmów z zeszłego roku wymieniła z kolei "Ostatnią rodzinę" wyreżyserowaną przez Jana P. Matuszyńskiego. Bloger Sebastian Ceolca zwraca zaś uwagę na niszowy film autorstwa Marcina Wrony pt. "Demon".

    Pełne zestawienie znajduje się tutaj.

    Fot. Materiały promocyjne producenta

  • Prawo jazdy po rumuńsku - cz. I. W szkole nauki jazdy

    Mieszkacie w Rumunii i chcecie zdobyć prawo jazdy? A może po prostu zastanawialiście się, jak wyglądają procedury w tym kraju? Sprawdziliśmy, jakie warunki należy spełnić, aby otrzymać upragniony dokument. Zacznijmy od kursów przygotowujących.

    Wybór szkoły nie jest łatwy. Zwłaszcza, że w większych miastach działa ich po kilkadziesiąt. Z pomocą, oprócz znajomych mających zdawanie prawa jazdy w Rumunii już za sobą, przychodzą rankingi – takie, jak www.topinstructoriauto.ro. Dowiemy się z nich, jaka jest zdawalność w danym ośrodku, a także ilu zatrudnionych jest w nim instruktorów. Ci zresztą też poddani są ocenie ze względu na powodzenie ich kursantów na egzaminach.

    Ile kosztuje kurs?

    W Polsce ceny kursów są z reguły do siebie zbliżone. W Rumunii natomiast bywa z tym różnie. Najtańszy kurs na kategorię B kosztuje ok. 700 RON, ale zdarzają się też droższe oferty – z reguły oscylują one pomiędzy kwotą rzędu 900 a 1300 RON. Pozycja szkoły w rankingach, opinie oraz cena wśród znajomych to jednak nie wszystko. Warto zwrócić uwagę na przykład na to, czy instruktorzy posługują się językiem angielskim. Powinny o tym pamiętać zwłaszcza osoby nie mówiące po rumuńsku.

    Chętni do zrobienia prawa jazdy w Rumunii już na wstępie będą musieli zmierzyć się z rozbudowaną biurokracją. Każda szkoła jazdy będzie żądała certificat de înregistrare, czyli dokumentu potwierdzającego stały pobyt w kraju. Po jego okazaniu zostaje podpisana umowa, można też wtedy ustalić formę płatności – na przykład w ratach.

    Kolejnym etapem jest udanie się do lekarza. Z reguły szkoły odsyłają kursantów do zaprzyjaźnionego gabinetu, w którym przeprowadzane są niezbędne badania. Wyposażeni w dokument o rocznym terminie ważności i biedniejsi o 100 RON kursanci muszą udać się z powrotem do szkoły, gdzie można już umówić się na pierwsze jazdy.

    W drogę!

    Nie trzeba dużej spostrzegawczości, aby zauważyć kilka różnic pomiędzy systemem szkolenia kierowców w Rumunii. Przede wszystkim szkoły nauki jazdy nie mają obowiązku dostosowywania aut do aktualnie obowiązującego standardu. Dlatego też kursy przeprowadza się na wielu różnych modelach. Wszystkie bez wyjątku wyróżniają się jednak pomarańczowym szyldem z napisem „şcoala” (szkoła).

    Inne są też niektóre z zasad ruchu drogowego. O kilku z nich powiedział nam Przemysław, któremu udało się skończyć kurs prawa jazdy w Klużu (i zdać egzamin!).

    - Wjeżdżając na rondo z zamiarem jazdy w lewo lub zawrócenia migacz lewy mamy włączony, dopiero przy zjeździe z ronda włączamy prawy. Podczas zatrzymywania pojazdu i wyłączenia silnika obowiązkowe jest zaciągnięcie hamulca ręcznego. Ruszenie pod górkę odbywa się z kolei bez jego pomocy – wymienia Przemysław, od pięciu lat mieszkający w Klużu. - Warto pamiętać też o tym, że podczas parkowania równoległego tyłem możemy jechać tylko do tyłu – a nie jak w Polsce, będąc już na miejscu parkingowym jeszcze podjechać kilka centymetrów do przodu. Można za to oblać egzamin.

    Istnieje jednak spora szansa na to, że po 24 godzinach teorii i 30 godzinach jazd każdy nauczy się prawidłowych odruchów.

    Czytaj więcej: Cz. II - egzamin teoretyczny

  • Prawo jazdy po rumuńsku - cz. II. Egzamin teoretyczny

    Rozpoczęcie kursu na prawo jazdy w Rumunii okupione jest licznymi zmaganiami z miejscową biurokracją. Nie inaczej jest w przypadku samych egzaminów, choć kilka rozwiązań przypadnie zapewne do gustu przyszłym kursantom.

    Cz. I - w szkole nauki jazdy

    Aby przystąpić do egzaminu na prawo jazdy, należy rzecz jasna ukończyć odpowiedni kurs. Każdy kursant powinien upewnić się, że posiada wszystkie potrzebne dokumenty, o czym pisaliśmy w innym artykule. To jednak nie koniec problemów, gdyż osoby chcące podejść do egzaminów czeka jeszcze niejedna przeprawa z rumuńskimi urzędami.

    Biurokracja w praktyce

    W pierwszej kolejności należy udać się do urzędu miasta (municipiul), gdzie dokonuje się wpłaty 6 RON za możliwość przystąpienia do egzaminu. Tyle kosztują jednak tylko pierwsze trzy próby – później cena rośnie do 85 RON (każdorazowo opłata ma ważność dwóch tygodni). Kolejną opłatę, tym razem w wysokości 68 RON, należy uiścić w siedzibie banku CEC. Pocieszający jest w tym przypadku fakt, że jest ona jednorazowa i ważna bezterminowo. To jednak nie koniec biegania po urzędach, gdyż trzeba jeszcze odwiedzić pocztę aby zakupić znaczek fiskalny (timbru fiscal) o wartości 2 RON. To, wraz z kserem dokumentu tożsamości, pozwala nam... dokonać ostatniej wpłaty (taxa record) w wysokości 10 RON.

    Po złożeniu otrzymanego potwierdzenia wraz z kserem dowodu tożsamości i zakupionym wcześniej znaczkiem otrzymamy ważne pół roku potwierdzenie (cazier judiciar) umożliwiające podejście do egzaminu. Należy zaznaczyć, że chodzi o dokument potrzebny właśnie w tym celu. To niestety nie koniec zmagań z rumuńską biurokratyczną machiną. Podejście do egzaminu wymaga bowiem poświadczonego notarialnie oświadczenia, że nie posiada się prawa jazdy – zarówno w Rumunii, jak i w innym kraju. Poza dokumentem tożsamości potrzebny nam będzie do tego dokument tożsamości, 100 RON oraz wspomniany na początku Certificat de înregistrare. Z gotowym dokumentem należy udać się do szkoły, a następnie znowu do lekarza, aby otrzymać od niego odpowiednią pieczątkę. Wtedy – o ile uda się załatwić wszelkie formalności – można zapisać się na egzamin.

    - Jeden dzień na uiszczenie tych opłat w takich warunkach nie jest wystarczający. Osoby pracujące w tych instytucjach często nie wiedzą, gdzie mieszczą się inne gdzie należy uiścić opłaty lub kupić np. znaczki pocztowe. Tego wszystkiego dowiadywałem się od znajomych – podsumowuje Przemysław, Polak mieszkający w Klużu. - Nawet w szkole często nie potrafili odpowiedzieć na te pytania, a co dopiero ma zrobić obcokrajowiec?

    Pod czujnym okiem policjanta

    Wiele osób jest zdziwionych, że egzaminatorami podczas zdawania prawa jazdy w Rumunii są... policjanci. Aby zapisać się na egzamin, należy odwiedzić odpowiedni dla danego miasta komisariat policji i zdać wszystkie zebrane do tej pory dokumenty. Jeśli wszystko się zgadza, policjant robi zdjęcie i można udać się na egzamin teoretyczny – i to bez oczekiwania na termin. Czasami nie jest to jednak takie proste:

    - Problemem jest fakt, że policjant może takiej osoby do egzaminu w ogóle nie dopuścić jeżeli kursant wygląda inaczej niż na zdjęciu w dokumencie tożsamości. W moim przypadku miałem tzw. kozią bródkę na zdjęciu w dowodzie osobistym sprzed kilku lat, a w czasie podejścia do egzaminu krótką brodę – a właściwie zarost. Policjant poinformował mnie, że albo zgolę brodę do stanu jak na zdjęciu, albo zmienię zdjęcie w dowodzie osobistym – relacjonuje Przemysław, mieszkaniec Klużu. - Powiedział, że nie może bo takie są przepisy i kropka. Mimo, że wcześniej nikt nie robił mi tego typu problemów! Dużo zależy jak widać od konkretnej osoby weryfikującej. Tak więc w ten sposób doszedł mi kolejny dzień opóźnienia, aby przyciąć brodę do takiej jak na zdjęciu.

    Egzamin teoretyczny składa się z 26 pytań, na które należy udzielić przynajmniej 22 poprawnych odpowiedzi. I choć pytania można wyświetlać w kilku językach, to znalezienie zestawów pytań w języku angielskim graniczy z cudem. W razie niepowodzenia kolejna próba wymaga ponownego uiszczenia opłaty w wysokości 6 RON i odczekania 17 dni. Co ciekawe, egzamin nie odbywa się w grupach, jak w Polsce, tylko trzeba grzecznie stanąć w kolejce. Następna osoba wchodzi do pokoju w momencie, gdy tylko zwolni się któryś z komputerów.

    Czytaj więcej: cz. III - egzamin praktyczny

  • Prawo jazdy po rumuńsku – cz. III. Egzamin praktyczny

    Egzamin praktyczny jawi się jako najtrudniejszy element w drodze do zdobycia upragnionego prawa jazdy. W Rumunii jest nieco inaczej – przynajmniej, jeśli chodzi o kwestie związane z biurokracją.

    Cz. II - egzamin teoretyczny

    Osoby, które uporały się z częścią teoretyczną, po wpłaceniu 6 RON (wyższą opłatę w wysokości 85 RON należy uiścić, gdy podchodzi do egzaminu więcej niż trzy razy) mogą przystąpić do egzaminu praktycznego. Oprócz dotychczasowych dokumentów, należy skompletować potwierdzenie zdania części teoretycznej i skierowanie na część praktyczną. Sporym udogodnieniem jest to, że za pierwsze trzy próby nie trzeba wnosić dodatkowych wysokich opłat.

    Punktualnie, ze „swoim” autem

    Na wolny termin czeka się z reguły dwa tygodnie, ale trzeba najpierw dowiedzieć się czy w danym dniu szkoła udostępnia za darmo samochód (najlepiej ten sam, którym jeździło się w trakcie kursu). Z tym bywa różnie, dlatego może być konieczne wniesienie opłaty równej godzinnej jeździe. Egzaminy odbywające się na autach używanych w trakcie kursów to jedna z najbardziej rzucających się w oczy różnic względem polskich WORD-ów. Dzięki temu kursanci czują się pewniej, gdyż znają pojazdy którymi dotychczas jeździli.

    Na egzamin należy stawić się punktualnie, gdyż z reguły lista obecności sprawdzana jest tylko raz – na samym jego początku. Potem należy czekać na swoją kolej. W międzyczasie osoby oczekujące czeka przejażdżka podczas egzaminu innej osoby w charakterze świadka. Także tutaj wkrada się wszechobecna rumuńska biurokracja – przed egzaminem należy podpisać specjalny dokument i oprócz posiadanych już dokumentów dać policjantowi kopię certificat de înregistrare oraz dokumentu tożsamości.

    Decydujące pół godziny

    Sama jazda wygląda podobnie jak w Polsce. Egzamin trwa około pół godziny, a w tym czasie należy jeździć we wskazanych kierunkach i wykonywać polecenia policjanta (warto wspomnieć, że przydatna jest tutaj znajomość języka rumuńskiego przynajmniej w stopniu komunikatywnym). Co bardzo istotne, wszystkie czynności wykonywane są w normalnym ruchu drogowym, nie zaś na placu – ten służy co najwyżej do wstępnej nauki jazdy na początku kursu. Manewry są oceniane, a suma otrzymanych punktów oznacza zdanie (lub nie) egzaminu. W tym celu należy zmieścić się w przedziale od 0 do 21 punktów.

    Wyższa liczba oznacza oblanie egzaminu i spore koszty. W takim przypadku obowiązkowe jest bowiem wykupienie dodatkowych sześciu godzin jazd oraz opłacenie auta na egzamin. 6 RON opłaty i oczekiwanie kolejnych siedemnaście dni na kolejny termin jest przy tym niewielką uciążliwością. Jeśli egzamin zakończy się sukcesem, po upływie około tygodnia można odebrać swoje prawo jazdy w wyznaczonym urzędzie pocztowym. Nie oznacza to jednak, że można od razu siąść za kółkiem. Najpierw należy kupić specjalne żółte znaczki z wykrzyknikami, które przez pierwszy rok trzeba trzymać za przednią i tylną szybą. W tym czasie kierowców obowiązuje dodatkowe ograniczenie prędkości o 20 km/h od zwykłej wartości.

  • Ranking Politico 28 - kim jest Marian Godina?

    Portal Politico zaprezentował listę 28 najbardziej wpływowych osób w Europie. Wśród nich znalazł się Marian Godina - policjant z Braszowa. Co spowodowało, że ten z pozoru zwykły stróż prawa znalazł się na tej samej liście, co Jarosław Kaczyński, Recep Erdogan czy Sadiq Khan?

    Historia trzydziestoletniego policjanta zaczęła się dość zwyczajnie. Odebrał on bowiem prawo jazdy kierowcy, który niemal rozjechał pieszego na pasach. Po tym zdarzeniu Godina wróciłby zapewne do swych obowiązków, gdyby nie awantura jaką zrobiła mu pasażerka pojazdu. Kobieta oznajmiła bowiem, że jest szefową lokalnego oddziału Czerwonego Krzyża i doskonale zna szefów policjanta. Potwierdził to zresztą przełożony Godiny, a ten... opisał tę sytuację na Facebooku.

    Nie trzeba było długo czekać na rozwój wydarzeń. W przeciągu tygodnia pojawiły się prokuratorskie zarzuty, szef Mariana Godiny został usunięty ze stanowiska, a on sam... stał się gwiazdą internetu, której posty śledzi już niemal 400 tysięcy użytkowników. Braszowski policjant porusza w nich różne sprawy - związane zarówno z codziennym życiem jak i sytuacją w kraju.

    Ta słodko-gorzka lektura zmotywowała więcej osób do przeciwdziałania korupcji. Czy popularność Godiny coś zmieni? Być może jego czyn będzie pierwszym kamyczkiem, który ruszy lawinę. Marian Godina przyznał, że otrzymuje on na ten temat wiele wiadomości od swoich kolegów po fachu z całego kraju. Sam nie uważa się jednak za gwiazdę - nadal wykonuje swoją pracę, wydał też książkę dla dzieci poświęconą ruchowi drogowemu.

    - W przyszłości widzę siebie nadal jako policjanta i pisarza, ale nigdy nic nie wiadomo. Wystarczy spojrzeć, jak wiele zmieniło się przez rok. Nauczyłem się nie snuć długoterminowych planów - zdradza Marian Godina, cytowany przez portal Politico.

  • Rok reform Daciana Cioloșa - podsumowanie

    Technokratyczny rząd Daciana Cioloșa w Polsce zasłynął z obniżek podatków i likwidacji wielu opłat, takich jak abonament radiowo-telewizyjny czy rejestr handlowy. Zobacz, jak były już premier podsumowuje ponad roczny okres swoich rządów.

    Część danych zaprezentowanych przez Cioloșa jest zasługą także poprzedniej ekipy rządzącej. Były premier wspomniał bowiem na przykład o oddaniu do użytku 160 kilometrów autostrad czy 81 procentowym wykorzystaniu przyznanych Rumunii środków unijnych w poprzednim okresie rozliczeniowym. Większość z pozostałych danych daje jednak wyobrażenie o tym, w jakim stanie znajduje się kraj po przejęciu władzy przez Sorina Grindeanu z PSD.

    Z pewnością duże wrażenie wywierają dane ekonomiczne za ostatni rok. Rumunia zanotowała w tym czasie największy wzrost gospodarczy spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej, który wyniósł 5%. W tym samym czasie płace wzrosły zaś o rekordowe 37%, średnie dochody przypadające na jedno gospodarstwo domowe o 13%, zaś emerytury o 5%. Dodatkowo, powstało ponad 150 tys. nowych miejsc pracy, co pozwoliło zatrudnić ok. 90 tys. bezrobotnych.

    Wszystkie te dane niewątpliwie napawają optymizmem. W internecie zaroiło się od komentarzy osób, które twierdzą że Rumunia dzięki śmiałym reformom zdoła prześcignąć Polskę. Wystarczy jednak choćby porównać średnie zarobki i wysokość emerytur aby przekonać się, że kraj ten musi jeszcze poczekać aby osiągnąć nasz poziom rozwoju. Przykładowo, średnie wynagrodzenie brutto w Rumunii wyniosło w 2016 roku 2838 RON, zaś średnia wysokość emerytur wynosi zaledwie 930 RON.

    Foto: profil Daciana Cioloșa na Facebooku

  • Rumunia jednym z najrzadziej odwiedzanych przez turystów krajów EU

    Według danych Eurostatu Rumunia cieszy się niewielką popularnością wśród turystów. W 2015 roku w kraju tym goście z zagranicy wykupili zaledwie niecałe 4,5 mln noclegów, wyprzedzając tym samym jedynie kraje bałtyckie, Liechtenstein, Luksemburg i Słowację.

    W tym samym czasie turyści wykupili po ok.  13 mln noclegów w Bułgarii i na Węgrzech. Gorzej wypadła natomiast nie należąca do Unii Europejskiej Serbia (2,4 mln noclegów). Eurostat nie podaje danych dotyczących sąsiadującej z Rumunią Ukrainy i Republiki Mołdawii. Dla porównania, w całej Unii Europejskiej w 2015 roku zapłacono za ponad 1,25 mld noclegów. Liderami były natomiast takie kraje jak Hiszpania (niemal 270 mln), Włochy (ponad 192 mln) i Francja (130 mln noclegów). Dla porównania, w Polsce obcokrajowcy wykupili w 2015 roku ponad 13,75 mln noclegów.

    Lepiej wyglądają statystyki obejmujące wewnętrzny ruch turystyczny. W 2015 roku Rumunii wykupili w swoim kraju niemal 19 mln noclegów, co jest wynikiem zbliżonym do Belgii, Danii czy Grecji. Mniej osób zdecydowało się na wczasy w kraju zamieszkania na Węgrzech (ponad 14,5 mln noclegów) i w Bułgarii (8 mln). Polacy wykupili w tym czasie aż 21,25 mln noclegów. Należy jednak wziąć pod uwagę różnicę w potencjałach demograficznych wymienianych krajów.

    Jak zatem wygląda rumuńska baza turystyczna w liczbach? W 2015 roku na terenie całego kraju funkcjonowało 6949 placówek oferujących noclegi w różnym standardzie. Oznacza to, że w Rumunii baza noclegowa była w tym czasie niewiele mniejsza niż w Bułgarii i na Węgrzech łącznie (odpowiednio 3202 i placówek 4356). Porównywalną liczbę zarejestrowano w Belgii (7990). W Polsce działało w tym czasie ponad 10 tysięcy hoteli i pensjonatów.

    Choć prezentowane dane mogą wydawać się niepokojące, to warto zwrócić uwagę na tendencję wzrostową jeśli chodzi o popularność Rumunii wśród zagranicznych turystów. Jeszcze w 2004 roku w kraju tym wykupiono 3,33 mln noclegów. Wynik z 2015 roku oznacza w takim razie wzrost o 1/3 w przeciągu dekady. Jeszcze szybciej rozwijała się infrastruktura turystyczna. W 2004 roku w Rumunii było 3900 placówek oferujących niecałe 276 tysięcy miejsc noclegowych. W 2015 roku turyści mieli już do dyspozycji 6949 placówek zapewniające jednorazowo 326 tysięcy miejsc noclegowych.

    Fot. Monastyr w Horezu

    Źródło danych: Eurostat

  • Rumunia liderem wzrostu płac w UE

    Takie dane przedstawił niedawno Eurostat. Nie zaprezentowano jeszcze informacji dotyczących czwartego kwartału bieżącego roku, ale już teraz wiadomo że Rumunia jest liderem pod względem wzrostu płac w całej Unii Europejskiej.

    Według Europejskiego Urzędu Statystycznego płace w trzecim kwartale 2016 roku wzrosły średnio o 1,9% w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Jeszcze gorzej było w strefie euro, gdzie zaobserwowano wzrost rzędu zaledwie 1,5%. Oznacza to jednak nieznaczną poprawę względem drugiego kwartału, kiedy to płace zwiększyły się odpowiednio 1,4 i 1,0%.

    Co ciekawe, najwyraźniejszy wzrost płac zaobserwowano w Rumunii. Uległy one zwiększeniu aż o 14,7% względem roku ubiegłego, co jest na tle pozostałych krajów istnym rekordem. Wystarczy wspomnieć, że znajdujące się na drugim miejscu Czechy odnotowały wzrost wynoszący "zaledwie" 9%. Na podium znalazła się także Bułgaria - 8,4% wzrostu. W Polsce zaobserwowano w tym samym czasie wzrost płac wynoszący niewiele poniżej 5%.

    To nie pierwszy raz, gdy Rumunia odnotowuje tak dobre wyniki. Równie optymistycznie wyglądają bowiem dane za poprzednie okresy 2016 roku. W pierwszym kwartale wzrost płac wyniósł 12%, w drugim natomiast 13,4%. Osiągnięty właśnie wynik oznacza więc kolejny z rzędu wzrost. Z niecierpliwością czekamy na dane dotyczące ostatniego kwartału mijającego roku.

  • Rumunia wyda w najbliższych latach 10 mld euro na zbrojenia

    Znamy plany rumuńskiego rządu dotyczące zakupu nowego uzbrojenia. Zwiększenie budżetu armii do 2% PKB pozwoli między innymi na zakup myśliwców wielozadaniowych, zestawów rakietowych i korwet. Do 2026 roku wydanych zostanie na ten cel niemal 10 mld euro.

    Ponad trzy miliardy euro będzie kosztowało pozyskanie siedmiu zestawów Patriot. Oznacza to, że Rumuni pozyskają wyrzutnie rakiet taniej niż Polacy. Wiąże się to z faktem, że zdecydowano się na zakup broni posiadającej prostszą konfigurację. Kolejne inwestycje wiążą się z pozyskaniem czterech korwet wielozadaniowych i dwunastu myśliwców F-16, co zapowiadano już kilka miesięcy temu. Obecnie rząd zapowiedział jednak, że w najbliższej przyszłości rumuńskie siły powietrzne zostaną wzmocnione jeszcze większą liczbą myśliwców. Ambitny plan zakłada, że do 2022 roku Rumunia będzie dysponowała łącznie sześćdziesięcioma myśliwcami, co pozwoli zastąpić przestarzałe samoloty MiG-21.

    Na tym nie koniec planów modernizacji rumuńskiej armii. Wzrośnie też potencjał sił lądowych, na wyposażenie których trafią między innymi nowoczesne transportery opancerzone. Minister obrony narodowej Adrian Ţuţuianu podpisał też list intencyjny, w którym strona rumuńska deklaruje chęć zakupu od USA helikopterów szturmowych.

    Czytaj też:

    Rumunia na 44-tym miejscu w rankingu Global Firepower