Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Transylwania

  • "Panorama Siedmiogrodzka" w Odorheiu Secuiesc

    Dzieło Jana Styki, którego fragmenty od lat zbiera Muzeum Okręgowe w Tarnowie, trafiło niedawno z wizytą do Odorheiu Secuiesc. Wystawę otwarto 15 marca, w rocznicę wybuchu powstania z 1848 roku, którego jeden z epizodów został przedstawiony na monumentalnym dziele.

    "Panorama Siedmiogrodzka" znana jest też pod nazwą "Bem i Petöfi" czy "Bitwa pod Sybinem". Przedstawiała ona zajęcie Sybina, ówczesnej stolicy austriackiego Siedmiogrodu, przez wojska dowodzone przez Józefa Bema. Obraz namalowany w 1897 roku przez grupę malarzy pod przewodnictwem Jana Styki pierwotnie miał rozmiar 1,5 x 12 metrów i był wystawiany w najważniejszych miastach ówczesnych Austro-Węgier. Później jednak zaginął i - jak się później okazało - został pocięty na wiele mniejszych fragmentów, których zbierania podjęło się w latach siedemdziesiątych Muzeum Okręgowe w Tarnowie. Obecnie w jego zbiorach znajduje się siedemnaście kawałków, kolejne trzy są w posiadaniu różnych muzeów na terenie Polski, wiadomo też o jedenastu częściach będących w zbiorach prywatnych kolekcjonerów. Według Alicji Majcher-Węgrzynek z Muzeum Okręgowego w Tarnowie, panorama została pocięta, gdyż... Węgrzy nie zapłacili artyście. Obecnie ich potomkowie mieszkający w Odorheiu Secuiesc (węg. Székelyudvarhely) mogą więc oglądać część z zachowanych fragmentów:

    "15 marca w narodowe święto Węgier wystawa została otwarta. Wernisażowi nadano bardzo uroczystą oprawę. Otwarcie zostało poprzedzone uroczystością na rynku miasta gdzie delegacja z Muzeum w Tarnowie była przyjmowana oklaskami i  zapowiedziana jako delegacja z miasta urodzenia gen. Józefa Bema" - czytamy na stronie Muzeum Okręgowego w Tarnowie.

    Wystawa została otwarta w muzeum im.Haáz Rezső. "Panorama Siedmiogrodzka" będzie w nim wystawiana do 15 czerwca włącznie. Wcześniej obrazy prezentowane były w Budapeszcie.

  • 1 Decembrie – co świętują Rumuni?

    1 grudnia jest w Rumunii dniem ustawowo wolnym od pracy. Nie bez powodu - to właśnie wtedy świętowana jest rocznica przyłączenia do kraju Transylwanii. Było to zwieńczenie dłuższego procesu, w trakcie którego Rumunia zyskała też inne regiony kosztem sąsiednich mocarstw.


    W dniu wybuchu I wojny światowej Rumunia składała się z połączonych po 1859 roku Mołdawii i Wołoszczyzny i uzyskanej kosztem Turcji północnej Dobrudży. Początkowo jednak zachowała ona neutralność. Sytuacja zmieniła się w połowie 1916 roku, kiedy to Rumuni wypowiedzieli wojnę państwom centralnym. Nie bez powodu, gdyż w zamian za ten ruch sojusznicy obiecali sowitą nagrodę w postaci Transylwanii.

    Początkowo decyzja o dołączeniu do działań wojennych okazała się katastrofalna w skutkach. Po chwilowych sukcesach, kiedy to rumuńskie wojska zajęły sporą część Transylwanii, we wrześniu doszło bowiem do kontrataku Austro-Węgier i Niemiec. Na domiar złego, od południa na teren położonej nad morzem Dobrudży wtargnęły wojska bułgarskie i tureckie. Mimo wsparcia Rosjan, rumuńska armia musiała się wycofać i rozpocząć walkę na własnym terytorium.

    Po zdobyciu karpackich przełęczy wojska państw centralnych przystąpiły do ataku, w efekcie czego już na początku grudnia zdobyty został Bukareszt. Mimo wycofania się na teren Mołdawii i reorganizacji, rumuńskie wojska nie były w stanie przeprowadzić udanego kontrataku. W ten oto sposób 9 grudnia 1917 roku władze zostały zmuszone do podpisania zawieszenia broni. Jednocześnie, wykorzystując chaos spowodowany wybuchem w Rosji wojny domowej, udało się zająć Besarabię (wschodnia część Mołdawii, obecnie Republika Mołdawii).

    Zajęcie Besarabii nie było ostatnim nabytkiem terytorialnym Rumunii. Jeszcze przed zakończeniem uaktywniły się liczne środowiska dążące do nadania narodowościom zamieszkującym Austro-Węgry prawo do secesji. Po tym, jak dualistyczna monarchia rozpadła się z inicjatywy Węgrów 31 października 1918 roku, Rumunia po raz kolejny wykorzystała słabość przeciwnika i wypowiedziała wojnę państwom centralnym. Zajęła wtenczas kolejne części Transylwanii, a kulminacyjnym momentem tego procesu było Zgromadzenie Narodowe w Alba Iulia (Gyulafehérvár), podczas którego proklamowano przyłączenie Transylwanii do Rumunii. Miejsce to wybrano nieprzypadkowo – to właśnie tam Michał Waleczny (Mihai Viteazul) ogłosił się w 1599 roku hospodarem Mołdawii, Wołoszczyzny i Transylwanii, po raz pierwszy w historii jednocząc trzy regiony zamieszkiwane przez ludność posługującą się językiem rumuńskim.

    Potwierdzeniem nabytków terytorialnych Rumunii był traktat w Trianon podpisany w 1922 roku. To jednak pierwszego grudnia, na pamiątkę wydarzeń z Alba Iulia, obchodzone jest w całym kraju najważniejsze święto państwowe.

    Zdjęcie: Ionuţ Vaidean (www.ionutvaidean.blogspot.com)

  • Kluż w gronie top16 miast Europy Wschodniej wartych odwiedzenia

    Zestawienie przygotował brytyjski portal Calvertjournal.com, którego redaktorzy zajmują się odkrywaniem krajów byłego bloku komunistycznego - "Nowego Wschodu". Znalazły się w nim miasta z tej części Europy, które według redakcji najbardziej warto odwiedzić.

    Transylwański Festiwal Filmowy (Festivalul International de Film Transilvania TIFF), klimatyczne knajpy i kawiarenki, festiwale muzyczne oraz masa studentów - to główne cechy Klużu, którymi zachwycili się redaktorzy portalu Calvertjournal. Zwrócili oni uwagę na fakt, że miasto przyciąga wiele, nie tylko artystycznych, talentów:

    "Osobliwa barokowa architektura skrywa podziemne bary, podczas gdy dawne fabryki i stare pałace służą za artystyczne siedziby dla największych krajowych młodych talentów. Kluż jest nie tylko największym hubem dla startupów, lecz także miejscem narodzin pierwszego undergroundowego klubu Elektro, Midi, który od momentu powstania w 2007 roku stał się największym tego typu miejscem w kraju" - czytamy w opisie miasta.

    Autorzy zestawienia zwracają też uwagę na fakt, że w mieście co roku odbywa się słynny Untold Festival, którego odwiedzenie jest absolutnym musem dla fanów muzyki elektronicznej.

    Więcej na stronie portalu: www.calvertjournal.com

  • Kościół obronny w Saschiz otrzyma fundusze na remont

    Wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO kościół zostanie poddany pracom konserwatorskim za kwotę ok. 2 mln RON. Po ich zakończeniu zwiedzającym zostanie udostępniona m.in. wieża, która obecnie jest zamknięta ze względu na zły stan techniczny.

    W ramach prac konserwatorskich zwiedzający będą mieli możliwość zwiedzania wieży stojącej obok kościoła, która obecnie jest zamknięta ze względu na zły stan techniczny. Na terenie kompleksu pojawi się także niewielka infrastruktura służąca wypoczynkowi, a w okolicy zamontowane zostaną nowe czytelne oznaczenia. Całość ma zostać ukończona do końca 2019 roku.

    Kościół w Saschiz (niem. Keisd, węg. Szászkézd) został wybudowany pod koniec XV wieku przez niemieckich osadników. Systematycznie rozbudowywali oni swoją świątynię, która z biegiem lat stała się potężnym założeniem obronnym. Obecnie całość jest otoczona murami, a sam kościół posiada nadbudowaną galerię wyposażoną w strzelnice. Funkcję obronną miała dawniej także znajdująca się w obrębie założenia wieża zegarowa, o czym świadczą znajdujące się w jej murach otwory strzelnicze. Wraz z kościołami w Biertan, Valea Viilor, Prejmer, Viscri, Calnic i Darju założenie obronne w Saschiz jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

    PRAKTYCZNE INFORMACJE:

    Saschiz leży ok. 20 km na wschód od Sighişoary, przy drodze prowadzącej do Braszowa

    tel. 0265 71 17 55

    godziny otwarcia: codz. 10.00-18.00

    wstęp: 6 RON, ulgowy 3 RON

    Spod kościoła widać leżące na wzgórzu ruiny zamku chłopskiego, które można zwiedzać zachowując ostrożność (nie jest on w żaden sposób zabezpieczony).

  • Książę Karol otrzyma tytuł doktora honoris causa klużańskiego Uniwersytetu Babeş-Bolyai

    Ceremonia rozpocznie się dzisiaj o 16:30 w Wielkiej Sali Uniwersytetu. Udział w uroczystości wezmą jedynie nieliczni zaproszeni goście.

    Władze uniwersytetu poinformowały o wydarzeniu w bardzo krótkim oświadczeniu. Wspomniano w nim jedynie, że książę otrzyma tytuł doktora honoris causa w ramach swojej pierwszej wizyty w Klużu. Powiedziano także, że w ceremonii wezmą udział wyłącznie nieliczni zaproszeni goście. Nie wiadomo nawet, kto znajdzie się w tym gronie.

    Książę Karol pierwszy raz odwiedził Rumunię pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Najbardziej upodobał sobie Transylwanię, gdzie posiada kilka nieruchomości. Podczas niedawnej wizyty arystokrata został odznaczony przez prezydenta Klausa Iohannisa Orderem Gwiazdy Rumunii. Burmistrz Alba Iulia wyszedł natomiast z inicjatywą... nadania mu honorowego tytułu Księcia Transylwanii.

    Fot. www.telegraph.co.uk

  • Książę Karol zostanie księciem... Transylwanii?

    Z taką inicjatywą wyszedł Mircea Hava, burmistrz miasta Alba Iulia. Chce on w ten sposób uhonorować Księcia Walii za jego wkład w rozwój regionu. Od swojej pierwszej wizyty w 1998 roku brytyjski arystokrata regularnie odwiedza bowiem Transylwanię, którą jest wyraźnie zafascynowany.

    - Długo czekał na tytuł królewski, ale teraz Księciu Karolowi zaoferowano nowy tytuł - Księcia Transylwanii - czytamy na brytyjskim portalu Mirror. - Zaproszenie pochodzi od rumuńskiego burmistrza i jest honorowym tytułem ze względu na miłość dziedzica do tego regionu.

    Wzmiankowany w artykule burmistrz to Mircea Hava, który piastuje swój urząd od 1996 roku. W liście do Księcia Karola powołuje się on na jego więzy krwi. Arystokrata zażartował bowiem niegdyś, że Vlad Țepeș, czyli słynny Drakula, był jego dalekim przodkiem. Burmistrz stwierdza też, że tytuł "Księcia Walii i Transylwanii" będzie świetny do przedstawiania się i będzie tym samym stanowił dobry sposób na rozpoczęcie rozmowy.

    Przede wszystkim burmistrz zwraca jednak uwagę na fakt, że książę stał się jednym z najbardziej wpływowych ambasadorów Transylwanii. Choć pomysł może się wydawać niepoważny, to nie ulega wątpliwości, że Książę Karol jest zakochany w tym regionie. Po raz pierwszy dziedzic brytyjskiej korony odwiedził go w 1998 roku i od tej pory regularnie jeździ tam na wakacje. Posiada on tam nawet kilka nieruchomości.

    Fot. www.telegraph.co.uk

  • Negocjacje z Węgrami jednak zostały zerwane

    Nie będzie porozumienia pomiędzy PSD a UDMR. Mimo początkowego sukcesu rozmów, negocjacje zostały zerwane. Omawiane ustawy nie wejdą więc w życie, a przedstawiciele mniejszości węgierskiej nie wezmą udziału w jutrzejszym głosowaniu.

    Porozumienie zakładało przyznanie mniejszości węgierskiej kilku nowych przywilejów. Przypomnijmy, że planowano ustanowić 15 marca dniem Węgrów w Rumunii, zmniejszyć limit procentowy dający możliwość używania języka węgierskiego w urzędach i w nazwach miejscowych, a także pozwolić na używanie wzbudzającej kontrowersje seklerskiej flagi. Szybko okazało się jednak, że żadna z wymienionych ustaw nie wejdzie w życie. Przynajmniej na razie, gdyż rozmowy pomiędzy oboma partiami zerwane.

    Powodów tej sytuacji jest kilka. Przedstawiciele UDMR stwierdzili we wtorek rano, że nie zamierzają brać udziału w głosowaniu, które ocenili jako wewnętrzną walkę PSD. W efekcie nie wezmą więc oni udziału w jutrzejszym głosowaniu nad wotum nieufności wobec rządu Sorina Grindeanu. Później wyszło też jednak na jaw, że w samej Partii Socjaldemokratycznej umowa z Węgrami miała wielu przeciwników. Zbuntowali się między innymi działacze z Transylwanii, którzy przeciwstawili się dawaniu Węgrom dodatkowych przywilejów.

    Informacja o porozumieniu pomiędzy UDMR a PSD wzbudziła też sporo kontrowersji w innych partiach. Członkowie PMP przyszli dziś na salę obrad z przepaskami w barwach narodowych, a liderzy PNL wezwali socjalistów do powstrzymania się od "zdrady". Kwestie związane z mniejszością węgierską nadal jak widać wzbudzają w pewnych kręgach kontrowersje. Ostatnio burzliwa debata rozpętała się po tym, jak powróciła idea stworzenia autonomii w zachodnich okręgach Transylwanii, które zdominowane są przez Węgrów.

  • Nowa inicjatywa utworzenia węgierskiej autonomii

    Aby projekt trafił pod obrady parlamentu, wnioskodawcy muszą zebrać podpisy ponad 100 tysięcy mieszkańców kraju. Wsparcie zadeklarował między innymi László Tőkés - ewangelicki duchowny, od którego w 1989 roku rozpoczęły się w Timiszoarze antykomunistyczne protesty. Czy jest szansa na pozytywne rozpatrzenie tej sprawy przez posłów?

    Projekt zakłada utworzenie regionu autonomicznego obejmującego okręgi (județ) Covasna, Harghita i fragment Mureș, gdzie mieszkańcy deklarujący narodowość węgierską stanowią większość. Miałby on funkcjonować w ramach państwa rumuńskiego i respektować zwierzchnictwo Bukaresztu, posiadając jednak samodzielną władzę administracyjną i dwa języki urzędowe - rumuński i węgierski. Aby inicjatywa trafiła pod obrady parlamentu, potrzeba jednak najpierw zebrać 100 tysięcy głosów poparcia. Muszą one pochodzić z przynajmniej jednej czwartej okręgów, przy czym w każdym z nich wymaganych jest przynajmniej 5000 podpisów. Spełnienie tych wymagań jest całkiem prawdopodobne, zważywszy na fakt że w Rumunii żyje ponad milion dwieście tysięcy osób deklarujących przynależność do narodu węgierskiego. Ponadto sąoni rozproszeni po szesnastu okręgach wchodzących niegdyś w skład królestwa węgierskiego.

    Okazuje się jednak, że spełnienie tych wymagań nie będzie oznaczało sukcesu inicjatywy. Liviu Dragnea, lider rządzącej partii socjaldemokratycznej, ocenił bowiem że projekt nie ma szans na przegłosowanie, gdyż ani w jego partii PSD, ani w koalicyjnym ALDE nikt nie popiera tego typu pomysłów. Podkreślił, że obie partie działają tym samym w zgodzie z konstytucją. Na niezgodność z zapisami ustawy zasadniczej wskazała także Rada Legislacyjna (Consiliului Legislativ), negatywnie opiniując tę inicjatywę. Tymczasem autorzy projektu powołania autonomii powołują się na silną niezależność regionu w przeszłości, a zwłaszcza w dobie komunizmu. W latach 1952-1960 i 1960-68 mieszkańcy narodowości węgierskiej posiadali bowiem region autonomiczny, pokrywający się mniej więcej z obecnymi okręgami Covasna, Harghita i Mureș. Twierdzą oni również, że lokalne społeczności powinny mieć prawo do większej swobody decydowania o swoich sprawach.

    Fot. Sytuacja demograficzna omawianych regionów. Źródło: domena publiczna/Wikipedia

  • Oradea i historia jednego* pomnika

    Niektórzy Czytelnicy zapewne poznają po zdjęciu, że chodzi o pomnik Mihaia Viteazul stojący na głównym placu miasta. Nie każdy jednak wie, że dawniej w tym samym miejscu znajdowały się inne monumenty, zmieniające się wraz z granicami i ustrojami politycznymi. Dlatego też gwiazdka w tytule niniejszego artykułu wcale nie jest przypadkowa.

    Pomnik Michała Walecznego (Mihai Viteazul) autorstwa Alexandru Gheorghițy i Georgety Caragiu stoi na placu Unirii od 1994 roku. Wizerunek władcy z przełomu XVI i XVII w. z pozoru niczym się nie wyróżnia, gdyż podobne rzeźby często zauważyć można w wielu rumuńskich miastach. Wszak jest to postać symboliczna, gdyż to właśnie Michał jako pierwszy zjednoczył Mołdawię, Wołoszczyznę i Transylwanię - czyli większość ziem składających się obecnie na państwo rumuńskie.

    Pomnik z Oradei od początku wzbudzał jednak wiele kontrowersji. Krytycy zwracali między innymi uwagę na fakt, że koń stoi wszystkimi czterema nogami na ziemi, co zwykle wskazuje na naturalną śmierć siedzącej na nim postaci. Tymczasem Michał został zamordowany przez Austriaków w 1601 roku, co na długie lata uniemożliwiło zjednoczenie władanych przez niego księstw. Wierzchowiec, którego dosiada władca, został ponadto wyrzeźbiony bez zachowania odpowiednich proporcji. Niektórzy zwracali także uwagę na fakt, że Michał powinien zostać zwrócony ku granicy z Węgrami, co miałoby symbolizować obronę kraju przed wrogami.

    Pomijając wszelkie kwestie estetyczne i historyczne, pomnik stoi na placu do dziś i stał się jednym z jego charakterystycznych punktów. Nie każdy jednak wie, że wcześniej w tym samym miejscu znajdowały się też inne monumenty. Do 1923 roku stał tam pomnik Władysława I Świętego króla Węgier, będącego patronem tego kraju. W efekcie przesunięcia granic musiał on jednak ustąpić miejsca rumuńskiemu królowi Ferdynandowi I. Po 1940 roku Oradea (węg. Nagyvárad) z powrotem znalazła się jednak w granicach Węgier, przez co rumuński król został zastąpiony statuą na cześć regenta Miklósa Horthyego. Pomnik rozebrano tuż po wojnie, gdy Rumunia odzyskała utracone ziemie. Wtedy też postanowiono upamiętnić w tym miejscu żołnierzy Armii Czerwonej, który rozebrano na początku lat dziewięćdziesiątych.

    Fot. Pomnik Michała Walecznego w trakcie remontu placu w 2016 roku.

  • Ranking Politico 28 - kim jest Marian Godina?

    Portal Politico zaprezentował listę 28 najbardziej wpływowych osób w Europie. Wśród nich znalazł się Marian Godina - policjant z Braszowa. Co spowodowało, że ten z pozoru zwykły stróż prawa znalazł się na tej samej liście, co Jarosław Kaczyński, Recep Erdogan czy Sadiq Khan?

    Historia trzydziestoletniego policjanta zaczęła się dość zwyczajnie. Odebrał on bowiem prawo jazdy kierowcy, który niemal rozjechał pieszego na pasach. Po tym zdarzeniu Godina wróciłby zapewne do swych obowiązków, gdyby nie awantura jaką zrobiła mu pasażerka pojazdu. Kobieta oznajmiła bowiem, że jest szefową lokalnego oddziału Czerwonego Krzyża i doskonale zna szefów policjanta. Potwierdził to zresztą przełożony Godiny, a ten... opisał tę sytuację na Facebooku.

    Nie trzeba było długo czekać na rozwój wydarzeń. W przeciągu tygodnia pojawiły się prokuratorskie zarzuty, szef Mariana Godiny został usunięty ze stanowiska, a on sam... stał się gwiazdą internetu, której posty śledzi już niemal 400 tysięcy użytkowników. Braszowski policjant porusza w nich różne sprawy - związane zarówno z codziennym życiem jak i sytuacją w kraju.

    Ta słodko-gorzka lektura zmotywowała więcej osób do przeciwdziałania korupcji. Czy popularność Godiny coś zmieni? Być może jego czyn będzie pierwszym kamyczkiem, który ruszy lawinę. Marian Godina przyznał, że otrzymuje on na ten temat wiele wiadomości od swoich kolegów po fachu z całego kraju. Sam nie uważa się jednak za gwiazdę - nadal wykonuje swoją pracę, wydał też książkę dla dzieci poświęconą ruchowi drogowemu.

    - W przyszłości widzę siebie nadal jako policjanta i pisarza, ale nigdy nic nie wiadomo. Wystarczy spojrzeć, jak wiele zmieniło się przez rok. Nauczyłem się nie snuć długoterminowych planów - zdradza Marian Godina, cytowany przez portal Politico.

  • Rumuńsko - węgierska awantura o micze

    Jakiś czas temu w internecie pojawiło się nagranie z Odorheiu Secuiesc (Székelyudvarhely) - miejscowości zamieszkałej głównie przez Węgrów. Autor video pokazał na nim, jak obsługa miejscowego Kauflandu nie chciała go obsłużyć, gdyż posługiwał się językiem rumuńskim. Film uzyskał ponad milion wyświetleń i rozpętał prawdziwą burzę. Czy słusznie?

    Na nagraniu widać jak autor podjeżdża pod hipermarket, a następnie próbuje zamówić micze - popularne w Rumunii kotleciki z siekanego mięsa. Obsługująca go Węgierka nie realizuje jednak zamówienia. Przykład na napięte relacje pomiędzy Rumunami a Węgrami? Niekoniecznie. Warto zwrócić na fakt, że w filmie brakuje fragmentu pomiędzy początkowymi ujęciami z auta a momentem zamówienia. Widać natomiast, że sprzedawczyni od początku jest mocno poirytowana.

    Czy zatem autor celowo sprowokował takie a nie inne zachowanie? Wiele na to wskazuje. Inny internauta postanowił zweryfikować, jak w rzeczywistości wygląda sytuacja na Seklerszczyźnie. W tym celu udał się do tego samego Kauflandu i bez problemu zrealizował zamówienie. Tyle, że od początku zachowywał się kulturalnie wobec obsługi.

    Porównując oba nagrania można dojść jedynie do wniosku, że zwykłe chamstwo nie ma narodowości. Autor drugiego nagrania bez problemu porozumiewał się w języku rumuńskim i nie spotkało go nic złego ze strony obsługi.

    Fot. Przykładowy zestawi miczy z sieci Kaufland

  • Victor Orban z wizytą w Transylwanii

    Premier Węgier odwiedził w miniony weekend Rumunię, aby wziąć udział w uroczystościach związanych z 500-leciem reformacji. Odwiedził Kluż i Oradeę - miasta, w których żyje liczna społeczność węgierska.

    Victor Orban przyleciał w piątek wieczorem do Klużu (rum. Cluj; węg. Kolozsvár), gdzie przywitał go mer miasta Emil Boc. Najważniejsze dla lokalnej społeczności uroczystości miały jednak miejsce następnego dnia, w sobotę, kiedy to premier Węgier odwiedził kościół ewangelicki stojący przy ul. M. Kogălniceanu, gdzie wziął udział w nabożeństwie z udziałem ponad sześciuset kapłanów ewangelickich i unitariańskich.

    Około godziny 13:00 Victor Orban opuścił kościół, kierując się do Protestanckiego Instytutu Teologicznego. W tej swego rodzaju procesji premierowi Węgier towarzyszyło ponad tysiąc mieszkańców Klużu. Na miejscu Victor Orban wygłosił przemówienie skierowane do kilkuset zaproszonych gości. Lokalne media zwróciły na fakt, że mowa premiera Węgier nie została przetłumaczona na język rumuński. Później nastąpiło otwarcie w tym miejscu muzeum poświęconego historii reformacji.

    Kolejne ważne dla węgierskiej społeczności nastąpiło w niedzielę. Wtedy to Victor Orban odwiedził Florești (Szászfenes) - miejscowość położoną na zachód od Klużu, będącą właściwie jego odległą dzielnicą sypialną. Tam premier Węgier wziął udział w uroczystym otwarciu nowego kościoła ewangelickiego, którego budowę kwotą ponad 50 tysięcy euro wsparł rząd Węgier. Dzień później, w poniedziałek, Victor Orban udał się w drogę powrotną do Węgier. Po drodze odwiedził leżącą tuż przy granicy Oradeę (Nagyvárad), gdzie brał udział w inauguracji roku akademickiego w Uniwersytecie Partium, gdzie węgierski jest językiem wykładowym.

    Fot. Materiały prasowe / Victor Orban

  • W przyszłym roku otwarcie odcinka autostrady A3 Gilău - Nădășelu

    9-kilometrowy odcinek autostrady jest już prawie gotowy. Właśnie podpisano kontrakt na dokończenie budowy mostu, który ma być otwarty do końca 2018 roku. Umożliwi to rozbudowę autostrady A3 w kierunku granicy z Węgrami.

    Przetarg wygrała włoska spółka Tirrena Scavi, która wykona prace w przeciągu najbliższych 10 miesięcy. Przedstawiciele Krajowej Dyrekcji Administracji i Infrastruktury Drogowej (Compania Naţională de Administrare a Infrastructurii Rutiere; CNAIR) szacują jednak, że autostrada może być oddana do użytku już w kwietniu 2018 roku. Kontrakt opiewa na ponad 25 milionów lei, nie wliczając w to VAT-u. Firma zobowiązała się też udzielić aż dziewięć lat gwarancji na wykonane prace.

    Obecnie funkcjonuje już fragment Gilau - Câmpia Turzii, który prowadzi następnie na południe w kierunku Turdy. Jednocześnie autostrada ta pełni funkcję zachodniej obwodnicy Klużu. Nowy odcinek pozwoli na skierowanie części ruchu tranzytowego poza centrum największego miasta Transylwanii. Docelowo autostrada A3 ma połączyć Braszów, Târgu Mureş, Kluż i Oradeę, skąd będzie można połączyć ją z węgierską siecią dróg szybkiego ruchu.

    Czytaj też:

    Autostrada z Sybina do Piteszti coraz bliżej

    Od 1 września w Rumunii wzrośnie akcyza na paliwo

    Fot. Autostrada Kluż - Turda

  • Węgrzy zagłosują przeciwko premierowi w zamian za nowe przywileje

    15 marca dniem Węgrów w Rumunii, zezwolenie na oficjalne używanie seklerskiej flagi, a także mniejszy udział procentowy ludności węgierskiej pozwalający na używanie języka w urzędach i przy nazwach miejscowości - taki efekt przyniosły negocjacje pomiędzy PSD a partią UDMR reprezentującą mniejszość węgierską.

    Negocjacje z przedstawicielami Demokratycznego Związku Węgrów w Rumunii (Uniunea Democrată Maghiară din România; UDMR) były bardzo intensywne. Wcześniej spotkali się oni z premierem Sorinem Grindeanu, który wciąż szuka sojuszników przed głosowaniem nad wotum nieufności dla jego rządu. Według portalu Digi24.ro to jednak liderzy PSD mieli dla nich lepszą ofertę.

    Ustalono, że 15 marca będzie oficjalnie obchodzony jako dzień Węgrów w Rumunii. Ponadto, będzie istniała możliwość używania błękitno-złotej seklerskiej flagi, co do tej pory wzbudzało liczne kontrowersje. Najważniejszym przywilejem będzie jednak obniżenie progu, który pozwala na używanie ojczystego języka w poszczególnych jednostkach administracyjnych. Obecnie jest to możliwe, gdy odsetek danej mniejszości narodowej przekracza 20%. Teraz wystarczy już tylko 10-procentowa reprezentacja mniejszości wśród wszystkich mieszkańców.

    Wprowadzenie tego typu rozwiązania będzie miało spore konsekwencje. Podobne regulacje dotyczą bowiem między innymi stosowania podwójnych nazw miejscowości - choć zdarzają się odstępstwa od normy, gdyż włodarze niektórych miast stosują podwójne, a nawet potrójne (także niemieckie) nazwy dla zaakcentowania ciekawej historii danego miejsca. Jeśli porozumienie zostanie zrealizowane, można się więc spodziewać kolejnych miejscowości w których pojawią się ich historyczne węgierskie nazwy.

    AKTUALIZACJA:

    Negocjacje z Węgrami jednak zostały zerwane

    Czytaj też:

    Do parlamentu trafiła nowa inicjatywa utworzenia węgierskiej autonomii