Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Wybory

  • Były premier Dacian Cioloș oficjalnie zaproszony do USR

    Wolę współpracy z byłym premierem wyraził Nicoșur Dan, lider opozycyjnej partii USR (Uniunea Salvați România - Unia Ocalenia Rumunii). Dacian Cioloș deklarował niedawno, że zamierza zaangażować się w politykę. Nie wiadomo jednak, czy przyjmie zaproszenia Dana.

    Nicoșur Dan ocenił, że były premier jest wśród członków USR mile widziany. Nic dziwnego, gdyż Cioloș, dawniej m.in. członek Komisji Europejskiej, cieszy się w kraju sporą sympatią. Sytuacja jest jednak skomplikowana, gdyż wcześniej do mediów trafiła informacja, jakoby Dan wcale Cioloșa nie chciał. Do jego obecnej propozycji odniósł się natomiast związany z ruchem Romania 100 Alin Mituță, który powiedział że do tego typu transferu nie dojdzie.

    Dacian Cioloș był premierem technokratycznego rządu, który został powołany pod koniec 2015 roku w następstwie dymisji Victora Ponty po tragicznym pożarze w klubie Colectiv. Przeprowadzone przez niego reformy polegały na obniżkach podatków i likwidacji wielu biurokratycznych barier, czym zyskał dużą sympatię wśród mieszkańców Rumunii. Niedawno były premier zapowiedział powrót do polityki. Stworzona przez niego platforma Romania 100 ma póki co prezentować projekty reform, lecz głównym założeniem jej powstania jest start w kolejnych wyborach, które odbędą się w 2020 roku.

    Fot. Dacian Cioloș

  • Koniec koalicji PSD-ALDE. Kto będzie rządził Rumunią?

    O tym, że koalicja PSD-ALDE jest zagrożona, wiadomo było już od paru tygodni. Ostatecznie ALDE postanowił iść w swoją stronę, a PSD została z problemem - do osiągnięcia większości w parlamencie brakuje jej bowiem 25 głosów. Tymczasem poszukiwanie koalicjanta może być trudne. Zwłaszcza, że socjaldemokraci systematycznie tracą na popularności

    Relacje PSD-ALDE od dawna dalekie były od ideału. Wystarczy wspomnieć konflikt, do którego doszło podczas wystawiania kandydatów w nadchodzących wyborach prezydenckich. Miał być wspólny kandydat, ale PSD upierała się przy urzędującej premier. ALDE wystawiło swojego lidera. To i tak był dopiero początek. Wkrótce potem Călin Popescu-Tăriceanu, lider ALDE, oznajmił że obecny rząd trwa dla samego trwania, jest niekompetentny i powinien zostać dogłębnie zmieniony. W ślad za tymi słowami poszło ultimatum nie do przyjęcia, po którym wiadomo było że koalicja w obecnym kształcie długo nie przetrwa.

    I stało się. ALDE przeszedł w końcu do opozycji. Premier Viorica Dăncilă ma od tego momentu 45 dni na uzyskanie wotum zaufania. Tyle z teorii, ale w praktyce, jak już pisaliśmy, PSD będzie trudno zdobyć nowego koalicjanta. Możliwe są więc różne scenariusze, ze wcześniejszymi wyborami włącznie. Czas pokaże, który zostanie zrealizowany, bo historia pokazuje że w rumuńskiej polityce nie ma rzeczy niemożliwych.

    Michał Torz

  • Kryzys koalicji rządzącej – powstanie rząd mniejszościowy?

    Zawrzało na linii Viorica Dăncilă - Călin Popescu-Tăriceanu. Dla mniej zorientowanych – chodzi o wywodzącą się z Partii Socjaldemokratycznej (PSD) premier Rumunii i szefa koalicyjnego Sojuszu Liberałów i Demokratów (ALDE). Sytuacja jest rozwojowa. Może z niej nie wyniknąć nic, może skończyć się nawet na zerwaniu umowy koalicyjnej i powołaniu mniejszościowego rządu

    Wszystko zaczęło się od kilku niefortunnych wypowiedzi  Călina Popescu-Tăriceanu. Nie powinno to zresztą dziwić, bo polityk ten słynie wręcz ze swojego niewyparzonego języka (złożony problem relacji rumuńsko-amerykańskich i rumuńsko-niemieckich podsumował na przykład krótkim stwierdzeniem, że należy „ssać większego k****a”). W jednym z wywiadów ocenił zaś ostatnio, że obecny rząd funkcjonuje dla samego funkcjonowania, ministrowie są niekompetentni, a on oraz jego koledzy z ALDE wcale nie potrzebują do szczęścia żadnych stanowisk. Premier iorica Dăncilă przypomniała (również za pomocą mediów), że ALDE również ma swoich ministrów w rządzie i prawdopodobnie to ich pracę oceniał Popescu-Tăriceanu. Wkrótce miało się okazać, że ta słowna batalia to zaledwie jedna z odsłon tlącego się od dawna konfliktu.

    Bo że między koalicjantami nie ma perfekcyjnych relacji, można było się domyśleć już wcześniej. Choćby przy okazji partyjnych nominacji do nadchodzących wyborów prezydenckich. Najpierw mowa była o wspólnym kandydacie PSD i ALDE. W końcu socjaldemokraci ogłosili, że ich kandydatką będzie urzędująca premier. ALDE oznajmiło, że startować będzie Călin Popescu-Tăriceanu. Sondaże dają m nawet dwukrotnie większe poparcie, mimo że to PSD dominuje w rządzącej koalicji. Nie dziwi zatem, że lider liberałów pozwala sobie na wytykanie Dancili i jej gabinetowi błędów – zarzucił on między innymi, że rząd nie jest w stanie zrealizować żadnego ważnego projektu. Na zarzutach się jednak nie skończyło – lider ALDE postawił rządowi ultimatum.

    Călin Popescu-Tăriceanu zagroził, że ALDE wyjdzie z koalicji jeżeli PSD nie ogłosi szczegółowego programu i nie doprowadzi do konstruktywnych zmian w rządzie. Tego było już za wiele. Wszak to PSD jest główną siłą w parlamencie. W ostatnich wyborach partia uzyskała ponad 45% głosów i niewiele brakowało jej do samodzielnych rządów. To jednak sojusz z ALDE (nieco ponad 5,5%) dał jej większość. W poniedziałek 19 sierpnia doszło w końcu do spotkania liderów obu partii, ale zgody jak nie było – tak nie ma. Premier Viorica Dăncilă oznajmiła, że nie zgodzi się na żadne ultimatum. Wygląda więc na to, że koalicja wisi na włosku, a mniejszej z partii może się to opłacić. Nadchodzą bowiem wybory prezydenckie w której to ALDE ma mocniejszego kandydata, popularność PSD z wielu przyczyn spada (a i tak obecny rząd wzbudza w kraju skrajne emocje), tymczasem następne wybory parlamentarne już za rok. To dobry moment, aby zacząć pracować na własny rachunek.

    Co więc czeka PSD w przypadku utraty koalicjanta? Szukanie nowego sojusznika wśród innych mniejszych partii, utworzenie rządu mniejszościowego lub zgoda na wcześniejsze wybory. Wiele wskazuje jednak na dwie ostatnie opcje, bo wstępne negocjacje z innymi graczami skończyły się fiaskiem. Na razie konflikt udało się wprawdzie ugasić, ale wiele wskazuje na to że nasili się on przed kolejnymi wyborami - nawet, jeśli będzie to tylko gra o dodatkowe głosy, to wiele może się zdarzyć.

    Michał Torz

    Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Warsaw Institute

  • Wybory 2016 – dalszy ciąg reform?

    Już 11 grudnia mieszkańcy Rumunii wezmą udział w wyborach parlamentarnych. Które partie zabiegają o ich głosy i jaki jest rozkład sił? I czy wynik głosowania zmieni reformatorski kierunek zmian, który obrał rząd Daciana Cioloșa?
    Przy okazji wyborów warto wspomnieć o kilku nowościach, będących efektem niedawnych reform.  Przede wszystkim zmniejszona zostanie liczba deputowanych. W parlamencie i senacie zasiądzie łącznie 466 osób, wobec obecnych 588. Odchudzenie obu izb to jednak nie wszystko, gdyż zmianie ulegnie także system głosowania. Wyborcy nie będą (już) głosować na konkretnych kandydatów, do obu izb parlamentu trafią bowiem kandydaci wystawieni przez partie. 18 przedstawicieli będą też tradycyjnie miały zamieszkujące Rumunię mniejszości etniczne, w tym Polacy z Bukowiny.
    Rok po tragedii w Collectivie
    Nie sposób omówić obecnej sytuacji politycznej w Rumunii bez przypomnienia tragedii, jaka rozegrała się rok temu w Bukareszcie. Podczas koncertu odbywającego się w klubie Colectiv z okazji Halloween doszło wtedy do pożaru, w wyniku którego zmarły 64 osoby a 147 zostało rannych. Szybko okazało się, że klub funkcjonował mimo wielu zaniedbań dotyczących bezpieczeństwa. Dzień później cały kraj ogarnęła fala protestów, których uczestnicy obwiniali władzę o tolerowanie tego typu niedopatrzeń. W efekcie do dymisji podał się premier Victor Ponta – lider koalicji rządzącej obejmującej cztery centro-lewicowe ugrupowania (w 2012 roku, w trakcie poprzednich wyborów, otrzymały one ponad 60% głosów). Na krótko zastąpił go były minister edukacji Sorin Cîmpeanu, zaś 17 listopada nowym ministrem został Dacian Cioloș. Bezpartyjny polityk, z wykształcenia ekonomista i doktor nauk przyrodniczych, miał za zadanie stworzyć technokratyczny rząd ukierunkowany na zreformowanie kraju.
    Pod znakiem reform
    Wspierany głosami socjalistów i liberałów rząd  Cioloșa faktycznie doprowadził do zliberalizowania wielu przepisów. Udało się między innymi obniżyć VAT (z 24 do 20%), co doprowadziło do zwiększenia obrotów w handlu. Obciążenie podatkowe małych firm zmalało zaś do zaledwie trzech procent podatku dochodowego (przy zatrudnieniu jednej osoby do dwóch, zaś w przypadku stworzenia dwóch miejsc pracy – do zaledwie jednego procenta). Sporą rewolucją było też zwiększenie transparentności finansów publicznych. Od 2017 roku wszystkie państwowe firmy i instytucje będą bowiem musiały publikować raporty ze swojej działalności w internecie. To jednak nie wszystko. W listopadzie przegłosowana została ustawa znosząca 102 regulacje i podatki, takie jak opłata środowiskowa za używanie starszych samochodów czy wliczany do rachunków za prąd abonament RTV. Zmiany, choć tłumaczone zbliżającymi się wyborami, przynoszą już efekty. Tylko w pierwszym kwartale wpływy budżetowe wzrosły o 7 procent, zaś wzrost gospodarczy za 2016 rok szacuje się na ponad 4%. Czy to wystarczy, aby koalicja liberałów i socjalistów mogła sięgnąć ponownie po władzę?
    Niepewne sondaże
    Ostatnie sondaże wskazują na przewagę Partii Socjaldemokratycznej (Partidul Social Democrat). Mogą oni liczyć nawet na 40% głosów. Ich konkurenci są daleko w tyle, choć także mogą liczyć na szeroką reprezentację w obu izbach parlamentu. Tuż za PSD, wyborcy skłaniają się ku centroprawicowej Partii Narodowo-Liberalnej (Partidul Național Liberal). Jeśli wierzyć sondażom, ta liberalno-konserwatywna partia może w nadchodzących wyborach liczyć na 18 - 25% głosów. Oddanie głosu na centrową Unię Ocalenia Rumunii (Uniunea Salvați România) deklaruje z kolei od 10 do 19% respondentów. To bardzo dużo zważywszy na fakt, że partia ta powstała zaledwie kilka miesięcy temu. Założone przez aktywistę miejskiego Nicușora Dana ugrupowanie odniosło spektakularny sukces w trakcie lipcowych wyborów lokalnych, zdobywając 15 miejsc w 55-osobowej radzie miejskiej Bukaresztu. Partia przyciąga zwłaszcza ludzi chcących zmian – większych nakładów na służbę zdrowia, ochronę środowiska, a także wsparcia dla Mołdawii i Ukrainy w dążeniu do integracji z Unią Europejską. Jeszcze miesiąc temu sondażownie nie dawały większych szans młodej partii, obecnie zaś jej wynik może być jedną z większych niespodzianek zbliżających się wyborów.
    Wśród pozostałych partii na dostanie się do parlamentu mogą liczyć także przedstawiciele dwóch centroprawicowych ugrupowań. Poparcie dla Sojuszu Liberałów i Demokratów (Alianța Liberalilor și Democraților) deklaruje obecnie od 6 do 7% badanych, podobnie jak dla Partii Ruchu Ludowego (Partidul Mișcarea Populară; 5 – 7%). Na granicy pięcioprocentowego progu znalajduje się zaś nacjonalistyczna Partia Zjednoczonej Rumunii (Partidul România Unită), na którą oddanie głosu deklaruje od 3 do 5% respondentów. Na takie samo poparcie może obecnie liczyć Unia Demokratyczna Węgrów w Rumunii (Uniunea Democrată Maghiară din România), jednak do tej pory Węgrom zawsze udawało się mobilizować rodaków do poparcia swojej partii (w Rumunii żyje ok 6% osób deklarujących tę narodowość).
    Reform ciąg dalszy?
    Wiele wskazuje na to, że rządzący obecnie Dacian Cioloș nie ma powodów do zmartwień. Popiera go bowiem zarówno będąca liderem sondaży PSD, liberalno-konserwatywna PNL, jak i startująca po raz pierwszy w wyborach parlamentarnych USR. Pytanie tylko, czy sondaże znajdą potwierdzenie 11 grudnia, gdy mieszkańcy Rumunii pójdą do urn. Obecnie chęć udziału w wyborach deklaruje 55% mieszkańców kraju, co świadczy o całkiem sporym zainteresowaniu sytuacją w kraju.

  • Wybory 2016: Miażdżące zwycięstwo socjaldemokratów

    Potwierdziły się publikowane wcześniej sondaże. Według wstępnych wyników socjaldemokraci z PSD otrzymali około 45% głosów. Do parlamentu dostaną się też liberałowie z ALDE, na których głosowało ok. 6% mieszkańców. To właśnie te dwie partie utworzą najpewniej koalicję która będzie rządziła krajem. Wciąż nie wiadomo jednak, kto stanie na czele rządu.

    Liviu Dragnea (na zdjęciu), lider socjaldemokratów ma powody do zadowolenia. Jego partia uzyskała niesamowitą wręcz przewagę nad rywalami. 45,8% głosów w najlepszym przypadku pozwolić może lewicowcom na samodzielne rządy. W najczarniejszym scenariuszu koalicję rządową będzie zaś współtworzyć Sojusz Liberalno Demokratyczny (ALDE). Ten naturalny sojusznik socjaldemokratów przekroczył próg, uzyskując 6,3% głosów.

    Nadal nie wiadomo, kto zostanie premierem. Jedną z możliwości jest pozostanie na tym stanowisku Daciana Cioloșa. Możliwe jednak, że wobec tak przytłaczającego zwycięstwa Liviu Dragnea sam zechce sprawować rządy.

    Pozostałe partie pozostały daleko w tyle. Wedle wyników exit polls Partia Narodowo Liberalna (PNL) cieszy się poparciem 20,8% wyborców, na trzecim miejscu jest natomiast Unia Ocalenia Rumunii (USR). 9,2% głosów to jednak świetny wynik zważywszy na fakt, że partia powstała nieco ponad pół roku temu. Cieszy się ona zwłaszcza poparciem antyestablishmentowego elektoratu, który żąda gruntownych zmian systemowych w kraju.

    Warto zwrócić uwagę na wyjątkową mobilizację rumuńskich Węgrów. Do wzięcia udziału w głosowaniu namawiał ich osobiście Victor Orban, który kilka dni temu odwiedził przygraniczne Satu Mare (węg. Szatmárnémeti). Póki co wynik ich ugrupowania UDMR szacowany jest na 6,7%.  6,3% głosów otrzymali wspomniani wcześniej liberałowie z ALDE, zaś Partia Ludowa (PMP) związana z dawnym prezydentem Traianem Băsescu znajduje się tuż poniżej pięcioprocentowego progu.

    Zdjęcie: Liviu Dragnea, lider PSD. Źródło: Wikipedia/otwarta licensja