Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Życie w Rumunii

  • "Polskie akcenty" (cz. I): Blue Margarita

    Bukareszt to miasto, które według jednej z tutejszych obiegowych opinii „albo się kocha albo nienawidzi”. Architektoniczny chaos, ciasne uliczki, 3 miliony samochodów i niekończące się korki, niezliczone grafy na murach, szemrane klimaciki dworca Gara de Nord… Niemniej położenie „Buku” na skrzyżowaniu kultur z wszędzie dojeżdżającym metrem i klimatem trochę jak z prawobrzeżnej Warszawy (z domieszką najbliższych okolic Politechniki) ma swój urok. Swoją drogą w sektorze 2 miałem okazję poznać empirycznie to słynne, bukareszteńskie skrzyżowanie kultur. W miejscu, które łączy w sobie żywioł południowoamerykańskich klimatów, polskiej szarmanckości i elegancji przedwojennego Bukaresztu. W miejscu, które nazywa się „Blue Margarita” i mieści przy ulicy Eminescu, nr 188

    O restauracji dowiedzieliśmy się od dobrego kumpla. Szczerze mówiąc, bardzo nam ten cynk pomógł w znalezieniu w Bukareszcie miejscówki, w której będzie można dobrze zjeść i nie zrujnować budżetu wyjazdowego (a to nie jest takie oczywiste w tym wielkim mieście), zaprosić kumpli i znajomych bez narażania ich na daleki dojazd i do miejsca, w którym nie będzie tak zwanej „lipy”, mieć możliwość pogadania bez przekrzykiwania głośnej muzyki i ewentualnie  wieczorkiem posłuchać akustycznej muzyki na żywo… I żeby była czarna herbata!

    Zaufaliśmy intuicji, tym bardziej, że nasi rumuńscy znajomi bardzo pozytywnie zareagowali na propozycję wspólnego spotkania się właśnie w „Blue Margaricie”. Już pierwszy kontakt z tym miejscem wygenerował w mojej głowie myśl: „Tutaj po prostu pachnie! Tu zostajemy!” Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne i nie omieszkałem przedstawić go szefowi lokalu, Dominikowi Suruło. Wywiązała się sympatyczna rozmowa, która przeszła w spontaniczny wywiad.

    Witt Wilczyński: Pachnie jak w domu, atmosfera też jak u mamy na obiedzie. Jak to robicie?

    Dominik Suruło: Wszystkie przyprawy mieszam sam, to jest domowa kuchnia. To jest jedyna restauracja południowoamerykańska w Rumunii. Wszystko jest u nas gotowane od podstaw. Jeden jedyny produkt, który kupujemy i z którym nic nie robimy, to lody waniliowe

    Restauracja powstała stosunkowo niedawno i od samego początku trzyma poziom. Podobno bez rezerwacji ciężko tu o miejsce

    Otworzyliśmy restaurację „Blue Margarita” cztery miesiące temu (wywiad przeprowadzony 8 listopada 2017 – przyp. Redakcji). Pierwsze dwa miesiące były słabe, przychodziły po dwie osoby na trzy stoliki. Niemniej te osoby przyprowadzały kolejne. Znajomi przyprowadzali znajomych. I tak z tygodnia na tydzień było więcej osób

    Jeden z naszych miejscowych kumpli jest zdeklarowanym wegetarianinem od lat. Znajdzie tu coś dla siebie? W Rumunii bywa z tym różnie

    Staramy się także serwować kilka potraw bez glutenu oraz wegetariańskich i wegańskich, tak, żeby zaspokoić jak największą grupę odbiorców. Słyszałem od grupy osób, które preferują wegetariańskie potrawy i stołowały się w kilku miejscach w Bukareszcie, że najlepsze jedzenie tego rodzaju jest właśnie u nas

    Z okazji spotkania w realu wypadało się czegoś napić

    Oprócz całej gamy piw kraftowych mamy spory wybór win południowoamerykańskich, głównie z Chile i Argentyny oraz cydr. Mamy też, siłą rzeczy, wina rumuńskie

    Zamówiłem burito 700 gram. Było bosssskie!!! No i ta muzyka - dobre połączenie

    Tutaj przyjdziesz i za 25 złotych zjesz do syta, wszystko świeże i zrobione od podstaw. Muzykę najczęściej „transferujemy” z Kolumbii. A w piątki grywa u nas, od 20:00, gitarzysta specjalizujący się rytmach latynoskich. Próbujemy przebić się na rynek koncertów weekendowych

    Jeden znajomy chciał wpaść z dzieckiem i potem czekała ich dłuższa wyprawa w głąb kraju. Co w takim przypadku?

    Nie ma problemu, dla dzieci robimy specjalną, meksykańską pizzę, lekkostrawną ale możliwą też z ostrzejszym sosem z papryczek chili, do wyboru. Mamy też pełen zestaw lekkostrawnych dań warzywnych, które będą idealne przed podróżą

    Rumunia i Bukareszt ściąga jak magnes. Co Ciebie tutaj właściwie sprowadziło?

    W Anglii byłem cztery lata. Ciężko było, mało płacili a chcieli, żebym pracował 60-70-80 godzin w tygodniu. Stwierdziłem, że to lipa i przeniosłem się do Rumunii. I nie żałuję, tu atmosfera jest lepsza a ludzie milsi

    Miło też jest usłyszeć rodzimą mowę ponad tysiąc kilometrów od domu

    Dla mnie to też jest bardzo miłe, zwłaszcza, że przez ostatnie cztery lata prawie nie rozmawiałem po polsku

    I tak właśnie tam jest! Najedzeni, napojeni, zauroczeni atmosferą „Blue Margarity” wracaliśmy do tego miejsca jeszcze kilka razy podczas naszego krótkiego pobytu w stolicy Rumunii. I mocno trzymam kciuki, by to miejsce na stałe wpisało się w koloryt tego miasta. A my, kochający Rumunię i bywający w Bukareszcie możemy się do tego przyczynić. Zatem jeśli będziecie w Buku – czy to docelowo, czy przejazdem – nie zapomnijcie o wizycie w „Blue Margarita”!

    Słowa słowami ale zapraszamy do obejrzenia fotogalerii!

    Witt Wilczyński

    Materiał powstał we współpracy z właścicielami restauracji Blue Margarita. Prowadzisz biznes w Rumunii? Chcesz wypromować swoją działalność wśród Polaków mieszkających w tym kraju? Zgłoś się do nas - właśnie z myślą o takich osobach powstał cykl "Polskie akcenty".

  • 1 Decembrie – co świętują Rumuni?

    1 grudnia jest w Rumunii dniem ustawowo wolnym od pracy. Nie bez powodu - to właśnie wtedy świętowana jest rocznica przyłączenia do kraju Transylwanii. Było to zwieńczenie dłuższego procesu, w trakcie którego Rumunia zyskała też inne regiony kosztem sąsiednich mocarstw.


    W dniu wybuchu I wojny światowej Rumunia składała się z połączonych po 1859 roku Mołdawii i Wołoszczyzny i uzyskanej kosztem Turcji północnej Dobrudży. Początkowo jednak zachowała ona neutralność. Sytuacja zmieniła się w połowie 1916 roku, kiedy to Rumuni wypowiedzieli wojnę państwom centralnym. Nie bez powodu, gdyż w zamian za ten ruch sojusznicy obiecali sowitą nagrodę w postaci Transylwanii.

    Początkowo decyzja o dołączeniu do działań wojennych okazała się katastrofalna w skutkach. Po chwilowych sukcesach, kiedy to rumuńskie wojska zajęły sporą część Transylwanii, we wrześniu doszło bowiem do kontrataku Austro-Węgier i Niemiec. Na domiar złego, od południa na teren położonej nad morzem Dobrudży wtargnęły wojska bułgarskie i tureckie. Mimo wsparcia Rosjan, rumuńska armia musiała się wycofać i rozpocząć walkę na własnym terytorium.

    Po zdobyciu karpackich przełęczy wojska państw centralnych przystąpiły do ataku, w efekcie czego już na początku grudnia zdobyty został Bukareszt. Mimo wycofania się na teren Mołdawii i reorganizacji, rumuńskie wojska nie były w stanie przeprowadzić udanego kontrataku. W ten oto sposób 9 grudnia 1917 roku władze zostały zmuszone do podpisania zawieszenia broni. Jednocześnie, wykorzystując chaos spowodowany wybuchem w Rosji wojny domowej, udało się zająć Besarabię (wschodnia część Mołdawii, obecnie Republika Mołdawii).

    Zajęcie Besarabii nie było ostatnim nabytkiem terytorialnym Rumunii. Jeszcze przed zakończeniem uaktywniły się liczne środowiska dążące do nadania narodowościom zamieszkującym Austro-Węgry prawo do secesji. Po tym, jak dualistyczna monarchia rozpadła się z inicjatywy Węgrów 31 października 1918 roku, Rumunia po raz kolejny wykorzystała słabość przeciwnika i wypowiedziała wojnę państwom centralnym. Zajęła wtenczas kolejne części Transylwanii, a kulminacyjnym momentem tego procesu było Zgromadzenie Narodowe w Alba Iulia (Gyulafehérvár), podczas którego proklamowano przyłączenie Transylwanii do Rumunii. Miejsce to wybrano nieprzypadkowo – to właśnie tam Michał Waleczny (Mihai Viteazul) ogłosił się w 1599 roku hospodarem Mołdawii, Wołoszczyzny i Transylwanii, po raz pierwszy w historii jednocząc trzy regiony zamieszkiwane przez ludność posługującą się językiem rumuńskim.

    Potwierdzeniem nabytków terytorialnych Rumunii był traktat w Trianon podpisany w 1922 roku. To jednak pierwszego grudnia, na pamiątkę wydarzeń z Alba Iulia, obchodzone jest w całym kraju najważniejsze święto państwowe.

    Zdjęcie: Ionuţ Vaidean (www.ionutvaidean.blogspot.com)

  • Anna Jakubczak vel RattyAdalan: "Interlova"

    Anna Jakubczak postanowiła podzielić się z nami wierszem swojego autorstwa. Jest to dzieło o tyle ciekawe, że powstało w swóch wersjach językowych - polskiej i rumuńskiej. Która wypadła lepiej? Pozostawiamy to Państwa ocenie. Naszym zdaniem utwór w obu językach jest równie dobry.

    Îți amintești acele e-flori,
    Pe care m-ofereai în fiecare zi?
    E-trivialitatea ta pe care
    Ai scris ca un vers?
    Schiță de dragoste
    Pe care noi am vrut să modernizeze?

    Îți amintești acele sentimente
    Care au fost prinse de vânt de atingeri de claviatură?
    Față în față
    Numai
    Atingând sticlă cu săruturi.

    Petrarka nu știau
    Ce e Interlova.
    Simteau cu adevărat
    Și nu trebuiau să fie
    Online.

    Dan… Trebuie să plec.
    Dar te rog ține minte
    Că eu te voi iubi
    Până când vom pierde conexiunea
    La Internet.

    Iubita ta Sarah

    Pamiętasz e-kwiaty,
    które dawałeś mi każdego dnia?
    Trywialność zapisaną wierszem,
    miłosny szkic,
    który wciąż chcieliśmy unowocześniać.

    Pamiętasz e-uczucia
    łapane wiatrem uderzeń klawiatury?
    Twarzą twarz
    jedynie
    dotykając szkła pocałunkami.

    Petrarka nie wiedział,
    czym jest Interlova.
    Czuł prawdziwie
    i nie potrzebował
    być online.

    Dan... muszę odejść,
    pamiętaj, że będę cię kochać
    póki Internet nas
    nie rozłączy.

    Your Sarah in Love.

    Wiersz został nadesłany jako zgłoszenie do naszego konkursu "Opisz nam swoją Rumunię". Zachęcamy do dzielenia się swoimi tekstami w dowolnej formie (ale za to w mniej dowolnym terminie - do 30 czerwca 2017 włącznie!).

    Anna Jakubczak vel RattyAdalan – urodziła się 18 kwietnia 1994 roku w Szczecinie. Prezenter Akademickiego Radia Pomorze, Redaktor Naczelna e-Magazynu Horyzont. Od 2014 roku studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Szczecińskim. Współpracuje ze szczecińskim oddziałem Związku Literatów Polskich, Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach oraz kilkoma polskimi i zagranicznymi magazynami. W wolnych chwilach prowadzi stronę www.annajakubczak.wordpress.com
    Kilka autorskich wierszy zostało opublikowanych w amerykańskich antologiach: „FM 7: Fall 2013”, „FM 8: Winter 2013”, „FM 9: Spring 2014”, „FM 12: Summer 2015” i „FM  13: Autumn 2015 wydawanych przez Lewisa Crystala i wydawnictwo „Avenue U Publications” oraz w dwóch polskich zbiorach: charytatywnej antologii „Pomocne słowo” i w pokonkursowej książce „Ze starej skrzyni” wydanej przez Regionalne Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne w Policach. W zbiorze tym ukazały się wiersze i opowiadania wszystkich uczestników 12 edycji konkursu im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, zaś wiersz „Interlova” ukazał się w magazynie „The Indus Streams” wydawanym przez Apeejay Stya University (School of Journalism & Mass Communication).  Od maja 2015 roku zaczęłą współpracę z pisarzem, poetą, radiowcem i właścicielem amerykańskiego wydawnictwa InnerChildPress Williamem St. Petersem, dzięki czemu kilka wierszy gościnnie ukazało się w antologii poetyckiej „The Year of the Poet II” zaś od stycznia b.r. do sierpnia była jednym ze stałych autorów w/w serii wydawniczej.

  • Bukareszt w TOP10 najtańszych miast świata

    Porównywanie standardu życia w metropoliach rozsianych po całym świecie może sprawiać niemałe trudności. Specjaliści z Economist Intelligence Unit (EIU) mają jednak za sobą lata doświadczeń w analizowaniu kosztów wydatków w porównaniu do zarobków oferowanych w danym regionie. Z ich najnowszego raportu wynika zaś, że stolica Rumunii jest jednym z najtańszych miejsc do życia na ziemi.

    Niedawno pisaliśmy o raporcie firmy konsultingowej Mercer, w którym Bukareszt znalazł się na odległym sto siódmym miejscu w zestawieniu najlepszych do życia miast. Eksperci z EIU tworzą natomiast swój ranking porównując na przykład koszty wynajmu mieszkania, ceny paliw, artykułów spożywczych czy używek. Z drugiej strony pod uwagę brane są także zarobki co sprawia, że raport staje się wiarygodnym źródłem informacji dotyczącym kosztów życia w różnych miastach - zwłaszcza z perspektywy tamtejszych mieszkańców. Tutaj stolica Rumunii wypadła już o niebo lepiej.

    Nie dziwi zbytnio zestawienie najdroższych miast świata. W pierwszej dziesiątce znaleźć można bowiem po pięć miejsc znajdujących się w Azji i w najbogatszych krajach Zachodu. Na podium znalazły się bowiem takie miasta jak Singapur, Hong Kong i Zurych. Dalej znaleźć zaś można Tokio, Osakę, Seul, Genewę, Paryż, Nowy Jork i Kopenhagę. Z drugiej strony warto przyjrzeć się miastom, w których koszty życia są najniższe. Pierwszą dziesiątkę zestawienia otwiera tu Ałma-Ata, Lagos i Bangalore. Dalej znaleźć zaś można takie miasta jak Karaczi, Algier, Ćennaj i Mumbaj.

    Jakkolwiek miasta znajdujące się w Kazachstanie, Nigerii, Algierii, Indiach czy Pakistanie wydawać się mogą miejscami dość egzotycznymi, to nie można tego powiedzieć o zajmującym siódme miejsce zestawienia Bukareszcie. Według raportu drożej żyje się natomiast mieszkańcom Kijowa i New Delhi. Wprawdzie tańsze jest tam m. in. paliwo i papierosy, to jednak w Bukareszcie mniejszą część pensji trzeba wydać na wynajem mieszkania czy zakupy spożywcze.

  • Dni wolne w Rumunii

    W Rumunii jest dwanaście dni ustawowo wolnych od pracy. Niektóre z nich pokrywają się ze swoimi polskimi odpowiednikami, inne upamiętniają ważne dla kraju wydarzenia.

    Nie zdziwi nikogo fakt, że wolne od pracy przysługuje po Nowym Roku (Anul Nou). Mieszkańcy Rumunii na wyleczenie się z wszelkich dolegliwości mają dwa dni – 1. i 2. stycznia. Kolejny wolny dzień przypada na 24 stycznia, kiedy to świętowana jest rocznica połączenia Mołdawii i Wołoszczyzny (Unirea Principatelor Române). Wprawdzie unia personalna połączyła oba terytoria już w 1859 roku, jednak to właśnie 24 stycznia 1862 roku formalnie powstały Zjednoczone Księstwa Mołdawii i Wołoszczyzny dając początek państwu rumuńskiemu.

    Wielkanoc (Paştele) jest w Rumunii wyznaczana wedle kalendarza juliańskiego, przez co święta są obchodzone nieco później – na przełomie kwietnia i maja. Przykładowo, w roku 2016 niedziela wielkanocna wypadła 1 maja, podczas gdy w Polsce przypadła ona na 27 marca. W 2017 roku Wielkanoc w Rumunii przypada zaś na 16 kwietnia. Co ciekawe, dniem wolnym od pracy jest w Rumunii także Pięćdziesiątnica (Rusaliile), obchodzona na pamiątkę Zesłania Ducha Świętego. Przypada ona pięćdziesiąt dni od Wielkanocy, czyli na przełomie maja i czerwca – w 2017 roku będzie to 4 czerwca.

    Co jest typowe dla krajów postkomunistycznych, dniem wolnym nadal jest 1 maja. Podobnie jak w Polsce, nie jest on już hucznie obchodzony. Mieszkańcy Rumunii traktują święto pracy (Ziua Muncii) jako kolejny dzień wolny. Od 2017 roku do pracy nie trzeba będzie też chodzić 1 czerwca. Stwierdzono bowiem, że w Dzień Dziecka rodzice powinni mieć możliwość spędzania czasu ze swoimi pociechami.

    15 sierpnia obchodzone jest - podobnie jak w Polsce - ważne święto religijne. W kościele prawosławnym nazywane jest ono świętem Zaśnięcia Marii Panny (Adormirea Maicii Domnului). Tego dnia świętują zresztą również katolicy. Liczni pielgrzymi zjawiają się wtedy między innymi w Kaczyce – jednej z wsi na Bukowinie zamieszkałych przez Polaków, gdzie znajduje się znane sanktuarium maryjne.

    Na kolejne dni wolne trzeba czekać aż do przełomu listopada i grudnia. 30 listopada jest bowiem obchodzone święto św. Andrzeja (Sfântul Andrei), a 1 grudnia Święto Narodowe (Ziua Națională). Na pamiątkę zjednoczenia Transylwanii z Rumunią w całym kraju odbywają się wtedy defilady i pokazy sprzętu wojskowego. Choć większość mieszkańców Rumunii wyznaje prawosławie, to święto Bożego Narodzenia (Crăciun) jest w tym kraju obchodzone 25 grudnia wedle kalendarza gregoriańskiego. Nie zaś, jak np. na Ukrainie, gdzie przypada ono na 7 stycznia – czyli 25 grudnia wedle kalendarza juliańskiego. Zarówno 25 jak i 26 grudnia to także w Rumunii dni wolne od pracy.

    DNI WOLNE W RUMUNII W 2018 ROKU - CZYTAJ TUTAJ

  • Dni wolne w Rumunii 2018

    W Rumunii jest dwanaście dni ustawowo wolnych od pracy. Niektóre z nich pokrywają się ze swoimi polskimi odpowiednikami, inne upamiętniają ważne dla kraju wydarzenia. Ich znajomość może być pomocna przy planowaniu urlopu - zarówno dla osób zatrudnionych w Rumunii, jak i tych, które zamierzają pojechać tam na wycieczkę

    Pierwsze dni wolne od pracy przysługują tuż po Nowym Roku (Anul Nou) – do pracy nie idzie się 1. i 2. stycznia (poniedziałek i wtorek). Kolejny wolny dzień przypada na 24 stycznia (środa), kiedy świętowana jest rocznica unii, która połączyła w jedno państwo Mołdawię i Wołoszczyznę (Unirea Principatelor Române). Wprawdzie unia personalna połączyła oba terytoria już w 1859 roku, jednak to właśnie 24 stycznia 1862 roku formalnie powstały Zjednoczone Księstwa Mołdawii i Wołoszczyzny dając początek państwu rumuńskiemu.

    Wielkanoc (Paştele) jest w Rumunii wyznaczana wedle kalendarza juliańskiego, przez co święta są obchodzone nieco później – na przełomie kwietnia i maja. W 2018 roku Wielki Piątek wypada 6 kwietnia, ale ustawowo dniem wolnym jest jedynie poniedziałek 9 kwietnia. Co typowe dla krajów postkomunistycznych, dniem wolnym nadal jest 1 maja. Podobnie jak w Polsce, nie jest on już hucznie obchodzony. Mieszkańcy Rumunii traktują święto pracy (Ziua Muncii) jako kolejny dzień wolny.

    Inaczej jak w Polsce, dniem wolnym od pracy jest w Rumunii Pięćdziesiątnica (Rusaliile), obchodzona na pamiątkę Zesłania Ducha Świętego. Przypada ona pięćdziesiąt dni od Wielkanocy, czyli na przełomie maja i czerwca – w 2018 roku będzie to poniedziałek 28 maja. Od 2017 roku do pracy nie trzeba będzie też chodzić 1 czerwca (piątek).

    Na kolejny dzień wolny trzeba czekać aż do 15 sierpnia (środa), kiedy w kościele prawosławnym obchodzone jest święto Zaśnięcia Marii Panny (Adormirea Maicii Domnului). Tego dnia świętują zresztą również katolicy. Liczni pielgrzymi zjawiają się wtedy między innymi w Kaczyce – jednej z wsi na Bukowinie zamieszkałych przez Polaków, gdzie znajduje się znane sanktuarium maryjne.

    Kilka dni wolnych obowiązuje pod koniec roku. 30 listopada (piątek) obchodzone jest święto patrona Rumunii, św. Andrzeja (Sfântul Andrei), a 1 grudnia (sobota) najważniejsze Święto Narodowe (Ziua Națională). Na pamiątkę zjednoczenia Transylwanii z Rumunią w całym kraju odbywają się wtedy defilady i pokazy sprzętu wojskowego.

    Choć większość mieszkańców Rumunii wyznaje prawosławie, to święto Bożego Narodzenia (Crăciun) jest w tym kraju obchodzone wedle kalendarza gregoriańskiego. Zarówno 25 (wtorek) jak i 26 grudnia (środa) to także w Rumunii dni wolne od pracy.

  • Kraj pięknych księgarni

    Delta Dunaju to być może ostatnie miejsce w Europie, gdzie całymi dniami można jechać przez tereny pozbawione dróg i samochodów, a na promie wisi cennik przewozu mebli i lodówek

    Rumunia przeczy stereotypom – o ile jakieś stereotypy w polskiej świadomości na jej temat w ogóle istnieją.

    Sto kilometrów od Bukaresztu znajduje się dolina Prahovej – droga biegnąca w poprzek Karpat, z Bałkanów do Europy Środkowej. Przy kolejnych leżących w dolinie stacjach kolejowych znajdują się także przyzwoite stacje narciarskie. Z Antoniną, moją trzynastoletnią córką, jeździmy na pełnej „skiturowców” stacji Sinaia,, po pustych i tanich trasach w Azuga; wreszcie jemy słoninę i gołąbki w Cabana Postavaru z widokiem na Fogarasze w przypominającej alpejską stację Poiana.

    ***

    Antonina najbardziej lubi leniwe bzyczenie komarów w delcie Dunaju. To być może ostatnie miejsce w Europie, gdzie całymi dniami można jechać przez tereny pozbawione dróg i samochodów, gdzie na promie wisi cennik przewozu mebli i lodówek, a wokół w winorośli są zatopione domki, warzywniki pełne pomidorów, arbuzów i papryk, ciągną się setki odnóg rzeki. Z nieba leje się skwar, słychać szum Morza Czarnego – nazwa pochodzi od barwy mułu wypluwanego przez największą rzekę Europy. Tu można iść plażą godzinami, z rzadka spotykając ludzi, a na końcu obudzić sprzedawcę arbuzów, śpiącego na ich wielkiej stercie; ewidentnie przywozi się je łodzią raz na kilka dni.

    Delta zaczyna się w Tulczy, porcie nad brzegami Dunaju pełnym dźwigów i tureckich statków. Jadąc tam pociągiem z Bukaresztu aż do Megidii widzimy kanał Dunaj-Morze Czarne przypominający o stalinowskich rządach Georghe Georgiu Deja. Kanał kopali inteligenci, politycy i mieszczanie z Bukaresztu. Jest wąski, raczej pusty i nie ma w sobie nic groźnego, choć miały nim płynąć na Belgrad radzieckie okręty.

    ***

    W Megidii linia kolejowa rozwidla się. Na północ, do Tulczy pociąg toczy się przez porośnięte trawą pagórkowate pustkowia. To step, który trochę bardziej na północ będzie się nazywał stepem akermańskim. Antoninę zaskakuje, że Rumuni znają historię Polski, wymieniają naszych królów, zachwycają się transformacją. Sama zwraca uwagę, że w Polsce nic się o Rumunii nie wie, a młodzież używa słowa Rumun wymiennie ze słowem „żebrak”.

    Rok wcześniej, w innym pociągu – tym razem do Fagaras, Uțu, inżynier i trener, opowiadał o swoim pobycie w Polsce w roku osiemdziesiątym.

    – Nasze kraje były wtedy tak samo biedne – wspomina mężczyzna. – Pamiętam. Jechałem przez polskie pola kukurydzy na tylnej kanapie malucha i widziałem gromadki dzieci proszące o słodycze. A teraz jesteście wśród pięciu najważniejszych krajów Europy, macie autostrady. To dlatego że chodzicie do kościoła – tłumaczy.

    Inżynier dodaje, że Rumuni może też chodziliby do kościoła, gdyby prawosławne msze nie były tak długie i gdyby nie trzeba było na nich stać.

    ***

    Z Megidii pociąg jedzie do Konstancy i nadmorskich kurortów. Moja babcia wspominała, że w latach sześćdziesiątych nie było w bloku sowieckim bardziej eleganckiego miejsca. Dziś niewiele pozostało po tamtym uroku. Leżące nad Morzem Czarnym Mangalia, Mamaia, Saturn przypominają Mielno czy Jastarnię w szczycie sezonu. Bukareszteńska inteligencja i zbuntowana młodzież jeździ z kolei do Vama Veche. Ta rybacka wioska nawiązuje do legendy sąsiedniego Balcic – przedwojennego kurortu arystokracji i bohemy, obecnie leżącego w Bułgarii. Do Vama Veche pod namioty w latach komunizmu przyjeżdżali buntownicy, intelektualiści, muzycy, by w parne czarnomorskie noce przy winie i gitarze poczuć trochę wolności.

    Rumunia pielęgnuje bowiem tradycje inteligencji i mieszczaństwa. Przez lata była to może jedyna forma oporu, a bieda lat dziewięćdziesiątych XX wieku opóźniła przeradzanie się inteligencji w globalną klasę średnią. Rumuni znają historię i uwielbiają o niej dyskutować – po angielsku, rosyjsku, niemiecku czy francusku. Mają piękne (tak: piękne w sensie estetycznym) księgarnie, choćby obecne w każdym dużym mieście księgarnie wydawnictwa Humanitas, z których nie sposób wyjść. Bukaresztańska Księgarnia Cărturești Carusel jest usytuowana w przedwojennej odrestaurowanej kamienicy przy historycznej ulicy Lipscani, o galeriowej konstrukcji wnętrza. Długo nie będziemy mieć czegoś takiego u nas. To moje ulubione miejsce w Bukareszcie, który zaskakuje rozległymi parkami ffffffi willowymi dzielnicami czy pogrążonymi w cieniu pnączy ogródkami zmurszałych pałacyków, z których każdy po renowacji byłby perłą dowolnej stolicy.

    ***

    Alexandra to moja bukareszteńska przyjaciółka. Zaśmiewamy się z połączenia pantomimy z operą, baletem i grą dramatyczną podczas spektaklu w Teatrul National (w sąsiedniej sali grają Masłowską). Alexandra jest człowiekiem Zachodu. Buntuje się przeciwko otomańsko-bizantyjskiemu orientowi. Mołdawia (Moldova) i Wołoszczyzna (Țara Românească ) nigdy nie stały się administracyjną częścią imperium sułtanów, jednak Turcja wciąż jest w Rumunii obecna: w menu, w muzyce, w dominacji świata mężczyzn i mentalności bakszyszu czyli łapówki jako codziennego sposobu załatwiania spraw. Tu sprawowanie władzy zaczynało się od łapówki dla wezyra, a kończyło się skrytobójstwem z rozkazu sułtana. Przeciwko temu buntują się takie osoby jak Alexandra.

    Turecka dominacja wspierała bizantyjski ołtarz, by zachować rząd dusz nad prawosławnym ludem. Dodatkowo przez setki lat ludność etnicznie wołoska tonęła w słowiańszczyźnie (te wszystkie Prahove, Dambovice, Targoviste, Bistrice, Krajove). Język rumuński długo był zapisywany cyrylicą. Chrześcijaństwo trwa tutaj od niepamiętnych czasów, ale w wariancie wschodnim, nie zachodnim, w wariancie w którym Kościół zawsze był w sojuszu z władzą. Rumunia to jeden z ostatnich niezatopionych szczytów bizantyjskiej Atlantydy.

    ***

    Zwiedzamy malutkie muzeum Sighet memorial w Bukareszcie. Sighet była stalinowską katownią w regionie Marmarosz. Jak tłumaczyć nastolatce, czym jest totalitaryzm? Dlaczego zbrodnia ma sprawić, by inni myśleli, czuli i działali na jedną modłę? Poznając komunizm w Rumunii, możemy inaczej spojrzeć na PRL. W Rumunii ofiar były najprawdopodobniej setki tysięcy. Obok łagrów, katowni i wyroków, w pamięci pozostały bezwzględne przesiedlenia na pustą ziemię (na przykład przesiedlenia chłopów, zwłaszcza niemieckich, na stepy Baraganu przy granicy Bułgarii), eksperymenty psychologiczne w karcerach Pitesti, Jilavy czy Sighetu, zakazy zasłaniania okien w mieszkaniach. Na tym tle metody naszej rodzimej „komuny” były łagodne, a może wręcz pozorne.

    W Rumunii doświadczenie niewoli i okrucieństwa jest dogłębne. To dziedzictwo barbarzyńskich najazdów i otomańskiej samowładzy. Wyparte dziedzictwo usankcjonowanego prawem niewolnictwa Cyganów, którzy do połowy XIX wieku służyli nawet wieśniakom. To także doświadczenie taktyki spalonej.

    Rumuni nie mają tradycji heroicznej. Ich dzieje znaczyły głównie ustępstwa i układy. Tu na przestrzeni wieków bardziej niż gdzie indziej dobro miało oblicze zła, a zło przywdziewało maski dobra. Niekwestionowanym rumuńskim bohaterem jest Vlad Tepes, „Palownik”, „Draculea”, XV-wieczny wołoski książę, legendarny okrutnik i odległy pierwowzór Drakuli z powieści Brama Stokera. Z kolei wiele osób „z ludu” za anioła uważało Corneliu Codreanu Zelea, twórcę Żelaznej Gwardii (istniejącej w międzywojniu i w pierwszych latach II wojny światowej zbrodniczej faszystowskiej organizacji, likwidującej przeciwników politycznych).

    ***

    Siedzimy z Antoniną w świetlicy pensjonatu. Narty leżą w kącie, nasze twarze są rozgrzane. Rumuni szeptają, nie rozmawiają głośno. Ile lat będzie trzeba roztapiać lody nieufności, które powstały przez pół wieku rządów Securitate?

    Paweł Malarecki

    fot. Jacek Stanisławek

    Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Nowa Europa Wschodnia www.new.org.pl

  • Kwiecień 2017 w Domu Polskim w Bukareszcie

    Wielkimi krokami zbliżają się Święta Wielkanocne, które wielu Polaków pracujących za granicą spędzi z dala od swoich rodzin. Nie oznacza to jednak, że będą w tym czasie zdani tylko na siebie. Dom Polski w Bukareszcie przez cały kwiecień organizuje na przykład wiele ciekawych spotkań, a jego pracownicy zapraszają też w każdy weekend na kawę lub herbatę.

    Dom Polski w Bukareszcie mieści się przy str. Mogoş Vornicul 3 (tel. 21/252-03-35). Poniżej szczegółowa lista kwietniowych spotkań:

    5 kwietnia (środa):
    - godz. 18:00 - spotkanie z panią Victorią Longher, posłanką mniejszości polskiej w rumuńskim parlamencie oraz panem Gerwazym Longherem, prezesem Związku Polaków w Rumunii;

    8 kwietnia (sobota):
    - godz. 11:00 - spotkanie z panem Gabrielem Klimowiczem i dwoma książkami jego autorstwa;

    15 kwietnia (sobota):
    - godz. 12:00 - poświęcenie pokarmów przez ks. Macieja Catargiu;

    17 kwietnia (poniedziałek):
    - godz. 12:30 - msza św. w kościele Bărăția (blvd Ion C. Brătianu 27, tel. 21/311-08-09)
    - godz. 14:00 - dzielenie się święconym jajkiem

    29 kwietnia (sobota):
    - godz. 11:00 - debata pt. "Rumunia - Polska - UE - dokąd?"

    Fot. Facebook Domu Polskiego w Bukareszcie

  • Oddawanie krwi w Rumunii - cz. I

    Osoby regularnie oddające krew mogą to robić także podczas pobytu w Rumunii. Warunkiem formalnym jest jedynie stałe zatrudnienie w tym kraju i podstawowa znajomość języka. Tłumaczymy, jak krok po kroku przejść cały proces.

    Zaledwie około 2% mieszkańców Rumunii regularnie oddaje krew, co jest jednym z najniższych wskaźników w Unii Europejskiej. Może to stanowić zachętę dla Polaków mieszkających w tym kraju, aby odwiedzić najbliższy ośrodek krwiodawstwa. Podstawowe warunki to przedział wiekowy od 18 do 60 lat i waga pomiędzy 50 a 100 (kobiety) lub 60 a 110 kilogramami (mężczyźni). Przed poborem krwi należy jednak spełnić pewne warunki formalne i przejść badania.

    Najpierw należy jednak udowodnić, że przebywa się w Rumunii na stałe. W tym celu można na przykład zgłosić się do swojego pracodawcy po świadectwo pracy (adeverinţă). Wprawdzie teoretycznie wymagany jest minimum roczny pobyt, ale w praktyce wystarczy wspomniany dokument, z którym należy następnie udać się do jednego z punktów krwiodawstwa (ich listę znaleźć można na przykład na tej stronie). Uwaga! Wracając do Polski należy odczekać 28 dni przed kolejnym oddawaniem krwi, gdyż w Rumunii występuje zagrożenie zakażenia wirusem zachodniego Nilu. Nie należy jednak przejmować się samym procesem pobierania krwi, gdyż wszystko odbywa się w odpowiednich warunkach.

    Na początku trzeba uzupełnić kwestionariusz, w którym znajdują się pytania dotyczące stanu zdrowia i odbytych stosunków seksualnych oraz regulamin określający zasady oddawania krwi (wkrótce postaramy się zamieścić tłumaczenie wszystkich punktów, gdyż na miejscu nie ma żadnych innych wersji językowych). Potem dawcy są kierowani na badania, które określają czy możliwy będzie pobór krwi. Próbki sprawdzane są między innymi pod kątem występowania takich chorób jak AIDS, HIV, żółtaczka. Badane jest także ciśnienie. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, od dawcy pobieranych jest 450 mililitrów krwi. Co istotne, kobiety mogą zostać dawcą cztery razy do roku, a mężczyźni aż cztery razy. Wymagany odstęp pomiędzy dwoma poborami krwi wynosi zaś minimum 60 dni.

    Zdajemy sobie sprawę z faktu, że osoby oddające swoją krew robią, to aby pomóc innym w potrzebie. Warto jednak wiedzieć, jakiego rodzaju przywileje czekają dawców. Wymienimy je zatem w punktach:

    - zwolnienie z pracy w dniu oddawania krwi
    - 7 kuponów żywieniowych
    - 50% zniżki na bilety komunikacji miejskiej
    - zwrot kosztów transportu w przypadku konieczności dojazdu z innej miejscowości

    Regularne oddawanie krwi pozwala też w porę zdiagnozować wiele groźnych chorób, co może przyczynić się do ich wczesnego wykrycia.

    Fot. www.doneazasange.ro

  • Pierwszy konkurs portalu www.wRumunii.pl - "Opisz nam swoją Rumunię"

    Z dumą ogłaszamy pierwszy konkurs na naszym portalu, w którym do wygrania jest spora suma pieniędzy. Studzimy jednak emocje, gdyż chodzi o banknoty z 1966 roku. Mamy nadzieję, że nagroda zachęci Was do aktywności, a ewentualna wygrana stanie się ciekawą pamiątką z kraju, który tak bardzo lubimy.

    Długo zastanawialiśmy się nad zasadami konkursu. Chcieliśmy uniknąć jakichkolwiek wyścigów na liczbę "lajków" i "udostępnień" na Facebooku, bo zależy nam na tym, aby nasze artykuły trafiały do prawdziwych miłośników Rumunii - nie zaś do przypadkowych osób, które z sympatii do uczestników konkursu podzielą się wrzuconą przez nich treścią. Wpadliśmy więc na plan, którego realizacja będzie wymagała od Was odrobiny zaangażowania, ale jednocześnie da dużo satysfakcji. Nasz konkurs ma bowiem charakter literacko-dziennikarsko-reporterski, a konkretniej polega on na podzieleniu się swoimi przemyśleniami na temat Rumunii na łamach portalu. Szczegóły poniżej, w regulaminie:

    1. Konkurs "Opisz nam swoją Rumunię" organizowany jest przez portal www.wRumunii.pl

    2. Konkurs polega na przesyłaniu przez uczestników krótkich tekstów, najlepiej opatrzonych zdjęciem (lub zdjęciami!), których tematyka dotyczy Rumunii. Istnieje możliwość przesłania tekstów wcześniej publikowanych, o ile nie istnieją przeszkody formalne uniemożliwiające ich ponowną publikację.

    3. Forma, jak i treść, są dowolne. Może to być krótki esej, wiersz, reportaż, fotoreportaż, wspomnienie z pierwszego wyjazdu, etc. To Wy decydujecie, o czym chcecie napisać.

    4. Konkurs zostaje ogłoszony dnia 1 kwietnia 2017 roku, a na zgłoszenia czekamy do 30 czerwca 2017* roku włącznie.

    5. Prace należy wysyłać pod adres e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

    6. Osoby wysyłające swoje prace konkursowe godzą się jednocześnie na ich publikację. Redakcja zastrzega sobie prawo do wprowadzenia korekty i skrótów, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Autorzy mają prawo do pisania zarówno pod własnym nazwiskiem, jak i pod pseudonimem.

    7. Nagrodą dla dziewięciu najlepszych treści są banknoty widoczne na zdjęciu (każda osoba dostaje po jednym). Wszystkie mają nominał 50 ROL i pochodzą z 1966 roku. Banknoty są w różnym stanie, a poszczególne egzemplarze zostaną rozlosowane pośród zwycięzców.

    8. Banknoty dla uczestników zostaną wysłane niezwłocznie po ogłoszeniu wyników i otrzymania adresu wysyłki.

    9. Oceny tekstów podejmą się redaktorzy portalu www.wRumunii.pl oraz osoby wspierające portal.

    10. Wyniki zostaną ogłoszone 1lipca 2017 roku*.

    11. Redakcja portalu zastrzega sobie prawo do wprowadzania zmian w regulaminie, o czym niezwłocznie poinformujemy.

    Liczymy na Wasze uczestnictwo i życzymy powodzenia!

    Redakcja portalu www.wRumunii.pl

    *Terminy uległy wydłużeniu

  • Prawo jazdy po rumuńsku - cz. I. W szkole nauki jazdy

    Mieszkacie w Rumunii i chcecie zdobyć prawo jazdy? A może po prostu zastanawialiście się, jak wyglądają procedury w tym kraju? Sprawdziliśmy, jakie warunki należy spełnić, aby otrzymać upragniony dokument. Zacznijmy od kursów przygotowujących.

    Wybór szkoły nie jest łatwy. Zwłaszcza, że w większych miastach działa ich po kilkadziesiąt. Z pomocą, oprócz znajomych mających zdawanie prawa jazdy w Rumunii już za sobą, przychodzą rankingi – takie, jak www.topinstructoriauto.ro. Dowiemy się z nich, jaka jest zdawalność w danym ośrodku, a także ilu zatrudnionych jest w nim instruktorów. Ci zresztą też poddani są ocenie ze względu na powodzenie ich kursantów na egzaminach.

    Ile kosztuje kurs?

    W Polsce ceny kursów są z reguły do siebie zbliżone. W Rumunii natomiast bywa z tym różnie. Najtańszy kurs na kategorię B kosztuje ok. 700 RON, ale zdarzają się też droższe oferty – z reguły oscylują one pomiędzy kwotą rzędu 900 a 1300 RON. Pozycja szkoły w rankingach, opinie oraz cena wśród znajomych to jednak nie wszystko. Warto zwrócić uwagę na przykład na to, czy instruktorzy posługują się językiem angielskim. Powinny o tym pamiętać zwłaszcza osoby nie mówiące po rumuńsku.

    Chętni do zrobienia prawa jazdy w Rumunii już na wstępie będą musieli zmierzyć się z rozbudowaną biurokracją. Każda szkoła jazdy będzie żądała certificat de înregistrare, czyli dokumentu potwierdzającego stały pobyt w kraju. Po jego okazaniu zostaje podpisana umowa, można też wtedy ustalić formę płatności – na przykład w ratach.

    Kolejnym etapem jest udanie się do lekarza. Z reguły szkoły odsyłają kursantów do zaprzyjaźnionego gabinetu, w którym przeprowadzane są niezbędne badania. Wyposażeni w dokument o rocznym terminie ważności i biedniejsi o 100 RON kursanci muszą udać się z powrotem do szkoły, gdzie można już umówić się na pierwsze jazdy.

    W drogę!

    Nie trzeba dużej spostrzegawczości, aby zauważyć kilka różnic pomiędzy systemem szkolenia kierowców w Rumunii. Przede wszystkim szkoły nauki jazdy nie mają obowiązku dostosowywania aut do aktualnie obowiązującego standardu. Dlatego też kursy przeprowadza się na wielu różnych modelach. Wszystkie bez wyjątku wyróżniają się jednak pomarańczowym szyldem z napisem „şcoala” (szkoła).

    Inne są też niektóre z zasad ruchu drogowego. O kilku z nich powiedział nam Przemysław, któremu udało się skończyć kurs prawa jazdy w Klużu (i zdać egzamin!).

    - Wjeżdżając na rondo z zamiarem jazdy w lewo lub zawrócenia migacz lewy mamy włączony, dopiero przy zjeździe z ronda włączamy prawy. Podczas zatrzymywania pojazdu i wyłączenia silnika obowiązkowe jest zaciągnięcie hamulca ręcznego. Ruszenie pod górkę odbywa się z kolei bez jego pomocy – wymienia Przemysław, od pięciu lat mieszkający w Klużu. - Warto pamiętać też o tym, że podczas parkowania równoległego tyłem możemy jechać tylko do tyłu – a nie jak w Polsce, będąc już na miejscu parkingowym jeszcze podjechać kilka centymetrów do przodu. Można za to oblać egzamin.

    Istnieje jednak spora szansa na to, że po 24 godzinach teorii i 30 godzinach jazd każdy nauczy się prawidłowych odruchów.

    Czytaj więcej: Cz. II - egzamin teoretyczny

  • Prawo jazdy po rumuńsku - cz. II. Egzamin teoretyczny

    Rozpoczęcie kursu na prawo jazdy w Rumunii okupione jest licznymi zmaganiami z miejscową biurokracją. Nie inaczej jest w przypadku samych egzaminów, choć kilka rozwiązań przypadnie zapewne do gustu przyszłym kursantom.

    Cz. I - w szkole nauki jazdy

    Aby przystąpić do egzaminu na prawo jazdy, należy rzecz jasna ukończyć odpowiedni kurs. Każdy kursant powinien upewnić się, że posiada wszystkie potrzebne dokumenty, o czym pisaliśmy w innym artykule. To jednak nie koniec problemów, gdyż osoby chcące podejść do egzaminów czeka jeszcze niejedna przeprawa z rumuńskimi urzędami.

    Biurokracja w praktyce

    W pierwszej kolejności należy udać się do urzędu miasta (municipiul), gdzie dokonuje się wpłaty 6 RON za możliwość przystąpienia do egzaminu. Tyle kosztują jednak tylko pierwsze trzy próby – później cena rośnie do 85 RON (każdorazowo opłata ma ważność dwóch tygodni). Kolejną opłatę, tym razem w wysokości 68 RON, należy uiścić w siedzibie banku CEC. Pocieszający jest w tym przypadku fakt, że jest ona jednorazowa i ważna bezterminowo. To jednak nie koniec biegania po urzędach, gdyż trzeba jeszcze odwiedzić pocztę aby zakupić znaczek fiskalny (timbru fiscal) o wartości 2 RON. To, wraz z kserem dokumentu tożsamości, pozwala nam... dokonać ostatniej wpłaty (taxa record) w wysokości 10 RON.

    Po złożeniu otrzymanego potwierdzenia wraz z kserem dowodu tożsamości i zakupionym wcześniej znaczkiem otrzymamy ważne pół roku potwierdzenie (cazier judiciar) umożliwiające podejście do egzaminu. Należy zaznaczyć, że chodzi o dokument potrzebny właśnie w tym celu. To niestety nie koniec zmagań z rumuńską biurokratyczną machiną. Podejście do egzaminu wymaga bowiem poświadczonego notarialnie oświadczenia, że nie posiada się prawa jazdy – zarówno w Rumunii, jak i w innym kraju. Poza dokumentem tożsamości potrzebny nam będzie do tego dokument tożsamości, 100 RON oraz wspomniany na początku Certificat de înregistrare. Z gotowym dokumentem należy udać się do szkoły, a następnie znowu do lekarza, aby otrzymać od niego odpowiednią pieczątkę. Wtedy – o ile uda się załatwić wszelkie formalności – można zapisać się na egzamin.

    - Jeden dzień na uiszczenie tych opłat w takich warunkach nie jest wystarczający. Osoby pracujące w tych instytucjach często nie wiedzą, gdzie mieszczą się inne gdzie należy uiścić opłaty lub kupić np. znaczki pocztowe. Tego wszystkiego dowiadywałem się od znajomych – podsumowuje Przemysław, Polak mieszkający w Klużu. - Nawet w szkole często nie potrafili odpowiedzieć na te pytania, a co dopiero ma zrobić obcokrajowiec?

    Pod czujnym okiem policjanta

    Wiele osób jest zdziwionych, że egzaminatorami podczas zdawania prawa jazdy w Rumunii są... policjanci. Aby zapisać się na egzamin, należy odwiedzić odpowiedni dla danego miasta komisariat policji i zdać wszystkie zebrane do tej pory dokumenty. Jeśli wszystko się zgadza, policjant robi zdjęcie i można udać się na egzamin teoretyczny – i to bez oczekiwania na termin. Czasami nie jest to jednak takie proste:

    - Problemem jest fakt, że policjant może takiej osoby do egzaminu w ogóle nie dopuścić jeżeli kursant wygląda inaczej niż na zdjęciu w dokumencie tożsamości. W moim przypadku miałem tzw. kozią bródkę na zdjęciu w dowodzie osobistym sprzed kilku lat, a w czasie podejścia do egzaminu krótką brodę – a właściwie zarost. Policjant poinformował mnie, że albo zgolę brodę do stanu jak na zdjęciu, albo zmienię zdjęcie w dowodzie osobistym – relacjonuje Przemysław, mieszkaniec Klużu. - Powiedział, że nie może bo takie są przepisy i kropka. Mimo, że wcześniej nikt nie robił mi tego typu problemów! Dużo zależy jak widać od konkretnej osoby weryfikującej. Tak więc w ten sposób doszedł mi kolejny dzień opóźnienia, aby przyciąć brodę do takiej jak na zdjęciu.

    Egzamin teoretyczny składa się z 26 pytań, na które należy udzielić przynajmniej 22 poprawnych odpowiedzi. I choć pytania można wyświetlać w kilku językach, to znalezienie zestawów pytań w języku angielskim graniczy z cudem. W razie niepowodzenia kolejna próba wymaga ponownego uiszczenia opłaty w wysokości 6 RON i odczekania 17 dni. Co ciekawe, egzamin nie odbywa się w grupach, jak w Polsce, tylko trzeba grzecznie stanąć w kolejce. Następna osoba wchodzi do pokoju w momencie, gdy tylko zwolni się któryś z komputerów.

    Czytaj więcej: cz. III - egzamin praktyczny

  • Prawo jazdy po rumuńsku – cz. III. Egzamin praktyczny

    Egzamin praktyczny jawi się jako najtrudniejszy element w drodze do zdobycia upragnionego prawa jazdy. W Rumunii jest nieco inaczej – przynajmniej, jeśli chodzi o kwestie związane z biurokracją.

    Cz. II - egzamin teoretyczny

    Osoby, które uporały się z częścią teoretyczną, po wpłaceniu 6 RON (wyższą opłatę w wysokości 85 RON należy uiścić, gdy podchodzi do egzaminu więcej niż trzy razy) mogą przystąpić do egzaminu praktycznego. Oprócz dotychczasowych dokumentów, należy skompletować potwierdzenie zdania części teoretycznej i skierowanie na część praktyczną. Sporym udogodnieniem jest to, że za pierwsze trzy próby nie trzeba wnosić dodatkowych wysokich opłat.

    Punktualnie, ze „swoim” autem

    Na wolny termin czeka się z reguły dwa tygodnie, ale trzeba najpierw dowiedzieć się czy w danym dniu szkoła udostępnia za darmo samochód (najlepiej ten sam, którym jeździło się w trakcie kursu). Z tym bywa różnie, dlatego może być konieczne wniesienie opłaty równej godzinnej jeździe. Egzaminy odbywające się na autach używanych w trakcie kursów to jedna z najbardziej rzucających się w oczy różnic względem polskich WORD-ów. Dzięki temu kursanci czują się pewniej, gdyż znają pojazdy którymi dotychczas jeździli.

    Na egzamin należy stawić się punktualnie, gdyż z reguły lista obecności sprawdzana jest tylko raz – na samym jego początku. Potem należy czekać na swoją kolej. W międzyczasie osoby oczekujące czeka przejażdżka podczas egzaminu innej osoby w charakterze świadka. Także tutaj wkrada się wszechobecna rumuńska biurokracja – przed egzaminem należy podpisać specjalny dokument i oprócz posiadanych już dokumentów dać policjantowi kopię certificat de înregistrare oraz dokumentu tożsamości.

    Decydujące pół godziny

    Sama jazda wygląda podobnie jak w Polsce. Egzamin trwa około pół godziny, a w tym czasie należy jeździć we wskazanych kierunkach i wykonywać polecenia policjanta (warto wspomnieć, że przydatna jest tutaj znajomość języka rumuńskiego przynajmniej w stopniu komunikatywnym). Co bardzo istotne, wszystkie czynności wykonywane są w normalnym ruchu drogowym, nie zaś na placu – ten służy co najwyżej do wstępnej nauki jazdy na początku kursu. Manewry są oceniane, a suma otrzymanych punktów oznacza zdanie (lub nie) egzaminu. W tym celu należy zmieścić się w przedziale od 0 do 21 punktów.

    Wyższa liczba oznacza oblanie egzaminu i spore koszty. W takim przypadku obowiązkowe jest bowiem wykupienie dodatkowych sześciu godzin jazd oraz opłacenie auta na egzamin. 6 RON opłaty i oczekiwanie kolejnych siedemnaście dni na kolejny termin jest przy tym niewielką uciążliwością. Jeśli egzamin zakończy się sukcesem, po upływie około tygodnia można odebrać swoje prawo jazdy w wyznaczonym urzędzie pocztowym. Nie oznacza to jednak, że można od razu siąść za kółkiem. Najpierw należy kupić specjalne żółte znaczki z wykrzyknikami, które przez pierwszy rok trzeba trzymać za przednią i tylną szybą. W tym czasie kierowców obowiązuje dodatkowe ograniczenie prędkości o 20 km/h od zwykłej wartości.

  • Ranking najlepszych miast do życia. Rumunia daleko w tyle

    Przedsiębiorstwo konsultingowe Mercer po raz kolejny przygotowało zestawienie miast na świecie, w których żyje się najlepiej. Pierwsze miejsce ósmy raz z rzędu uzyskał w nim Wiedeń, na podium można znaleźć też takie miasta jak Zurych i Auckland. Bukareszt, jako jedyne notowane rumuńskie miasto, jest natomiast dopiero na sto siódmym miejscu rankingu.

    Eksperci z firmy Mercer analizowali 450 miast z całego świata, jednak ostatecznie w zestawieniu pojawiło się tylko 231 z nich. Poszczególne ośrodki oceniano pod kątem dostępności do usług medycznych, edukacji, kultury i rekreacji. Brano też pod uwagę takie czynniki jak przestępczość, zanieczyszczenie powietrza, stan infrastruktury, dostęp do mieszkań, a nawet ryzyko wystąpienia klęsk żywiołowych - łącznie 39 elementów, które wpływają na jakość życia. Wszystko po to, aby pomóc przy podejmowaniu decyzji firmom, które szukają nowych miejsc pod inwestycje.

    Jeśli chodzi o rumuńskie miasta, w tegorocznym zestawieniu pojawił się jedynie Bukareszt. W dodatku, stolica kraju znalazła się dopiero na sto siódmej pozycji. Podobne noty otrzymały między innymi takie miasta jak Wrocław (100), Szanghaj (102), Tel Aviv (105) czy Brasilia (109). Ciekawe jest porównanie wyników stolic sąsiadujących z Rumunią państw. Względnie wysokie miejsce otrzymał bowiem jedynie Budapeszt (78), pozostałe miasta regionu otrzymały zaś słabsze noty. Sofia uplasowała się na sto szesnastej pozycji, nieco gorzej wypadł zaś Belgrad (138). Kijów znalazł się na odległej sto siedemdziesiątej czwartej pozycji, zaś Kiszyniów w ogóle nie trafił do zestawienia.

  • Rok wRumunii.pl

    Jesteśmy z Wami już od roku! 30 listopada 2016 roku opublikowaliśmy pierwszy artykuł na portalu www.wRumunii.pl. Czas na małe podsumowanie

    Pomysł na założenie portalu tematycznego dotyczącego Rumunii pojawił się już wcześniej, ale musiało minąć trochę czasu zanim udało się go uruchomić. Problemów było co nie miara, zwłaszcza technicznych. Sporo kłopotów sprawiło na przykład dostosowanie szablonu i nauczenie się obsługi Joomli, która do tej pory sprawia nam wiele problemów. Można jednak powiedzieć, że osiągnęliśmy niemały sukces. Zwłaszcza, że Rumunia jest krajem mało w Polsce znanym. Mimo to, udało nam się stworzyć portal, na którym regularnie pojawiają się artykuły dotyczące najważniejszych wydarzeń.

    Czy możemy mówić o sukcesie? Trudno ocenić. Codziennie odwiedza nas od kilkudziesięciu do kilkuset (choć to już rzadziej) użytkowników, w skali miesiąca generując kilka tysięcy odsłon. Jak wspomniano powyżej, tematyka związana z Rumunią jest w Polsce niszowa. Śmiało można jednak ocenić, że trafiamy do zacnego grona Odbiorców. Wśród nich są głównie Polacy mieszkający w Rumunii, Rumuni mieszkający w Polsce oraz Polacy często odwiedzający ten kraj. W tym miejscu wszystkim Wam dziękujemy za to, że nas odwiedzacie. Mamy przy tym nadzieję, że spełniamy Wasze oczekiwania. Szczególnie dziękujemy tym, którzy nas wspierają dobrym słowem, radą oraz informacjami na temat wydarzeń związanych z Rumunią.

    Portal wciąż wymaga wiele pracy więc zdradzimy kilka planów na najbliższy rok. Przede wszystkim trwają prace nad nową szatą graficzną (obecna, przyznacie, nie wygląda profesjonalnie), a jej zmiana pójdzie w parze z paroma zmianami w budowie samego portalu. Będziemy chcieli uruchomić między innymi system komentarzy, gdyż obecnie dyskusje prowadzone są jedynie poprzez Facebooka. Chcemy także sformalizować naszą działalność, gdyż planujemy między innymi uruchomienie podstrony z ogłoszeniami związanymi z pracą, praktykami i wolontariatem w Rumunii.

    Planów jest więcej. Części nie zdradzimy, gdyż trudno będzie im wszystkim podołać. Zwłaszcza, że nasza redakcja składa się z paru osób, które starają się godzić pracę nad portalem z życiem prywatnym i zawodowym. Mimo wielu przeciwności losu będziemy jednak starali się jak najlepiej sprostać oczekiwaniom naszych Czytelników.

    Serdecznie dziękujemy wszystkim osobom, które nas wspierają. Mamy nadzieję, że z nami zostaniecie na kolejne lata!

    Redakcja www.wRumunii.pl

  • Wkrótce dwie nowe stacje metra w Bukareszcie

    Chodzi o stacje Laminorului i Străuleşti, które powstają na północno - zachodnim krańcu linii nr 4. Dzięki temu otwarta w 2000 roku trasa łącząca Dworzec Północny (Gara de Nord) z parkiem Bazilescu wydłuży się o około dwa kilometry.

    Początkowo obie stacje miały zostać uruchomione w kwietniu 2015 roku. Ostatecznie zostaną one jednak otwarte najprawdopodobniej pod koniec przyszłego miesiąca. Koszt inwestycji, wraz z infrastrukturą naziemną, wyniósł około miliarda euro, przy czym większość pieniędzy pochodziła z funduszy europejskich.

    Pierwsze plany budowy metra w Bukareszcie powstały już w latach trzydziestych XX wieku, jednak ich realizacja okazała się niemożliwa ze względu na wybuch wojny. Do projektu powrócono dopiero w latach 1979-1983, kiedy to wybudowano pierwszą linię podziemnej kolei. Obecnie sieć metra w Bukareszcie ma około 70 kilometrów długości, a składy przemieszczają się na czterech trasach. W planach jest także budowa kolejnych dwóch linii, które uzupełnią obecnie istniejącą sieć (patrz: mapka).