Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok pierwszej instancji, skazując Liviu Dragnę na karę trzech i pół roku pozbawienia wolności. To efekt sprawy związanej z działaczkami partii socjaldemokratycznej, które miały być na jego polecenie fikcyjnie zatrudnione

Poprzedni wyrok w tej sprawie zapadł w czerwcu ubiegłego roku. Wtedy jednak nie był on prawomocny. Teraz liderowi PSD nie przysługuje odwołanie od wyroku. Co ciekawe, tylko on usłyszał wyrok bezwzględnego więzienia. Pozostałe osoby zamieszane w sprawę usłyszały wyroki w zawieszeniu lub zostały uniewinnione.

W poprzednich latach Liviu Dragnea nie mógł piastować urzędu premiera mimo, że jest liderem partii mającej wraz z koalicjantem większość w parlamencie. Ciążył bowiem na nim już wyrok w zawieszeniu za oszustwa wyborcze z 2016 roku. Cały czas był on jednak bezsprzecznie liderem PSD. Teraz wiele wskazuje na to, że kariera polityczna Dragnei się zakończy.

To kolejny cios dla rządzących socjaldemokratów. W wyniku niedzielnych wyborów do europarlamentu PSD otrzymała 24,9% głosów - o 3% mniej niż pozostająca w opozycji Partia Narodowo-Liberalna (PNL). Problemy lidera i przegrana w wyborach do europarlamentu to dla PSD słaby prognostyk na następne wybory parlamentarne.

25,8% głosów. Tyle otrzymały dwie główne partie - znajdująca się w koalicji rządzącej Partia Socjaldemokratyczna (PSD), jak i Partia Narodowo-Liberalne (PNL) będąca największą siłą wśród ugrupowań opozycyjnych. To na razie wstępne wyniki, ale pokazują że w nadchodzących wyborach parlamentarnych może dojść nawet do zmiany władzy

25,8% dla PSD, 25,8% dla PNL, trzeci wynik (23,9%) dla USR Plus - uchodzącego za antysystemowe ugrupowania, któremu wielu komentatorów nie dawało większych szans na przetrwanie. Pozostałe partie uzyskały po ok. 5% głosów i jeszcze nie wiadomo, czy wszystkie przekroczą wymagany próg wyborczy.

Frekwencja wyniosła nieco ponad 46%, natomiast kolejnych 38% uprawnionych wzieło udział w referendum zorganizowanym przez prezydenta Klausa Iohannisa. Obywatele odpowiadali w nim na dwa pytania dotyczące zakazu zmian w kodeksie karnym i wymiarze sprawiedliwości forsowanych przez rząd, które wielokrotnie były negatywnie komentowane przez opozycję i niektóre instytucje europejskie. Wszystko wskazuje na to, że referendum poszło po myśli prezydenta, który wezwał rząd do rezygnacji.

Fot. Digi24.ro

Decyzja o przeniesieni ambasady Rumunii wywołała spore poruszenie, bo choć oba miasta dzieli nieco ponad godzina jazdy samochodem, to ruch ten może przynieść więcej niż tylko symboliczne zmiany. Tyle tylko, że ogłoszona przez premier Vioricę Dăncilę decyzja nie jest wiążąca

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w grudniu 2017 roku, że zamierza oficjalnie uznać Jerozolimę za stolicę Izraela. W maju 2018 roku przeniesiono tam ambasadę tego kraju. Decyzja ta, co oczywiste, wywołała protesty nie tylko wśród Palestyńczyków, lecz również w całym arabskim świecie. Zareagowały też inne kraje, nie związane bezpośrednio ani emocjonalnie w konflikt izraelsko-palestyński.

Decyzję Donalda Trumpa otwarcie skrytykowała wtedy szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. Nie zrobiła tego jednak w imieniu wszystkich krajów członkowskich ze względu na sprzeciw Czech, Węgier i właśnie Rumunii. Teraz władze tego kraju poszły o krok dalej, a decyzja o przeniesieniu do Jerozolimy własnej ambasady jest tym bardziej znacząca, że Rumunia sprawuje obecnie półroczną prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Tym samym premier Viorica Dăncilă doprowadziła do swego rodzaju rozłamu w unijnej polityce zagranicznej.

Swoim pomysłem premier Dăncilă podzieliła się podczas corocznej konferencji AIPAC (American Israel Public Affairs Commitee) w Waszyngtonie. Choć gospodarze przyjęli jej deklarację z zadowoleniem, to wielu rumuńskich polityków reprezentujących różne partie krytykują tę decyzję. Ostro zareagował prezydent Klaus Iohannis, który ocenił że premier zniszczyła rumuńską politykę zagraniczną budowaną przez kilkadziesiąt lat na Bliskim Wschodzie. Były prezydent Traian Băsescu stwierdził wprost, że premier popisała się głupotą i sama nie rozumie słów które wypowiedziała. Inni komentatorzy zwracali szczególną uwagę na nie liczenie się z decyzją pozostałych krajów Unii Europejskiej.

Od słowa do czynu jest jeszcze długa droga. Niektórzy komentatorzy wskazują, że premier Rumunii mówiła jedynie o tym, jakie jest jej zdanie w tej sprawie. Nie doszło natomiast do konkretnych ustaleń z tym związanych. Może więc chodzi tylko o zabieg PR-owy, który będzie miał jedynie krótkotrwały efekt?

Jerozolima od lat jest areną konfliktu pomiędzy Izraelczykami a Palestyńczykami. Tradycyjnie wielokulturowe miasto znalazło się w granicach Izraela, a w 1967 roku wojska tego kraju zajęły także jego wschodnią część. Sytuacja jest patowa, bo Palestyńczycy widzieliby tam stolicę swojego kraju. W 1980 roku izraelski parlament przyjął ustawę mówiącą o tym, że miasto jest stolicą kraju, jednak większość krajów uznaje że status ten posiada Tel Awiw.

Michał Torz

Jedną z pierwszych decyzji podjętych przez Rumunię po objęciu półrocznej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej była rewizja Dyrektywy Gazowej. Prace nad nią mogą mieć wpływ na projekt gazociągu Nord Stream 2 mającego połączyć Rosję z Niemcami, którego powstaniu mocno sprzeciwia się Polska

Prace nad dyrektywą mają ruszyć już 15 stycznia. O sprawie jako pierwszy napisał Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl. Według niego może ona doprowadzić do podporządkowania projektu Nord Stream 2 prawu europejskiemu. A co za tym idzie – opóźnić, bądź zablokować jego budowę:

– Do tej pory projekt czekał w szufladzie prezydencji austriackiej. Należy przypomnieć, że austriackie OMV jest partnerem finansowym spółki Nord Stream 2 AG należącej w stu procentach do Gazpromu z Rosji – pisze Wojciech Jakóbik.

Po przedyskutowaniu sprawy z przedstawicielami krajów Unii Europejskiej Rumuni postanowili dodać do projektu nowy zapis. Jest on dla projektu Nord Stream 2 kluczowy. Mówi bowiem o tym, że wszelkie rozpoczęcie negocjacji z krajami trzecimi, a także zmianę dotychczasowych porozumień, ma się wiązać ze zgodą Komisji Europejskiej.

– Oznacza to, że ewentualne rozmowy Niemiec i Rosji o Nord Stream 2 musiałyby zostać autoryzowane przez Komisję – zauważa w artykule Wojciech Jakóbik. – Bruksela mogłaby odmówić autoryzacji w razie, gdyby negocjacje lub proponowane porozumienie stało w sprzeczności z prawem unijnym, szkodziłoby działaniu rynku wewnętrznego gazu, konkurencji lub bezpieczeństwu dostaw, albo też podważało cele trwających negocjacji międzyrządowych z udziałem Unii Europejskiej i kraju trzeciego.

Aby zaszkodzić projektowi Nord Stream 2, wprowadzenie nowych przepisów musi jednak odbyć się szybko, gdyż w maju zostaną przeprowadzone nowe wybory do Parlamentu Europejskiego. Po tym terminie Dyrektywa Gazowa będzie mogła być wprowadzona w takiej formie dopiero pod koniec roku, kiedy niemiecko-rosyjskie przedsięwzięcie będzie na ukończeniu.

Nie ulega wątpliwości, że Polskie władze miały swój wpływ na decyzję rumuńskiego rządu. W zeszłym roku wielokrotnie dochodziło do spotkań przedstawicieli obu krajów na najwyższym szczeblu. Miłym akcentem było przemówienie Donalda Tuska, który przemawiał podczas inauguracji półrocznej prezydencji w języku rumuńskim. Kluczowe były jednak rozmowy prowadzone w zaciszu ministerialnych gabinetów. Dzień wcześniej do Bukaresztu zawitał między innymi szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. Polityka energetyczna jest natomiast jednym z wielu kwestii, które łączą oba kraje. W tym roku Polska i Rumunia świętują stulecie nawiązania oficjalnych stosunków dyplomatycznych. Wiele wskazuje na to, że z tej okazji Rumuni ofiarują Polakom bardzo wartościowy prezent.

Michał Torz

Źródło: Warsaw Institute

1 stycznia 2019 roku Rumunia przejmę półroczną rotacyjną prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Choć obecnie tytuł ten nie ma większego politycznego znaczenia, to ma charakter prestiżowy. Obejmując prezydencję Rumunia mierzy się z wieloma problemami zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnętrznymi

Prezydencja oznacza półroczny okres, w trakcie którego kolejne państwa członkowskie przewodniczą posiedzeniom Rady Unii Europejskiej. System ten wywodzi się jeszcze z czasów istnienia Europejskiej Wspólnoty gospodarczej i został później utrzymany w ramach Unii Europejskiej. Kraj obejmujący prezydencję wyznaczał wówczas przewodniczącego Rady Europejskiej, który reprezentował ją na arenie międzynarodowej. Od 2009 roku, kiedy to podpisano traktat lizboński, prezydencja ma charakter niemal wyłącznie honorowy. Zwłaszcza dla „nowych” krajów wspólnoty jest to jednak ważne wydarzenie, potwierdzające ich pozycję w ramach struktur unijnych.

Traktat lizboński wprowadził także zasadę współpracy trzech krajów, które kolejno po sobie obejmują prezydencję. Każda grupa przyjmuje długofalowy plan działań i w trakcie kolejnych osiemnastu miesięcy skupiają się na jego realizacji. Obecnie prezydencję sprawuje Austria, która współpracowała z Estonią i Bułgarią. Po Rumunii prezydencję obejmie natomiast Finlandia, a następnie Chorwacja. Grupa ma zamiar skupić się na zmniejszeniu dystansu w rozwoju krajów Unii, bezpieczeństwie, dbaniu o wspólne wartości i zwiększaniu znaczenia wspólnoty na arenie międzynarodowej. Plan brzmi ambitnie, ale już przed objęciem prezydencji można było zauważyć wiele zgrzytów na linii Rumunia-Unia Europejska.

Niepokojące wieści dotarły do opinii publicznej na początku listopada, kiedy to do dymisji podał się Victor Negrescu – minister do spraw europejskich w rządzie Viorici Dancili. Powodem jego rezygnacji były narastające trudności podczas przygotowywania kraju do objęcia prezydencji. Podobnie, członkowie koalicyjnego rządu PSD-ALDE wyrażali niezadowolenie z działań Negrescu. Rezygnacja ministra, choć nastąpiła zaledwie na dwa miesiąca przed objęciem prezydencji, była jednak wyłącznie problemem wizerunkowym – przyćmionym przez konflikt, jaki toczy się pomiędzy Rumunią a Unią Europejską. Chodzi o reformy sądownictwa i zmiany w kodeksie karnym forsowane przez rząd, które nie podobają się zarówno opozycji, jak i unijnym władzom. Rumunia została skrytykowana między innymi przez Verę Jourovą – unijną komisarz do spraw sprawiedliwości, która oceniła że kraj ten może mieć problemy ze sprawną prezydencją.

Nie sposób nie uwzględnić także ciągłych sporów na linii rząd-prezydent. Klaus Iohannis wywodzi się z opozycyjnej Partii Narodowo-Liberalnej i niejednokrotnie głośno krytykował kolejne działania socjaldemokratycznego rządu. Jeśli chodzi o kwestie związane z prezydencją, oba obozy stanęły na wysokości zadania i prezentują podobne stanowisko – że Rumunia jest gotowa do objęcia prezydencji. Tuż przed świętami Klaus Iohannis spotkał się z austriackim ambasadorem (to właśnie austriacka prezydencja wygasa 31 grudnia) i podczas wspólnej konferencji prasowej oznajmił, że kryzys związany z odejściem Victora Negrescu został zażegnany, a jego następca George Ciamba jest doświadczonym dyplomatą który poradzi sobie z tym zadaniem. Jak będzie, przekonamy się już wkrótce.

Michał Torz

W 1989 roku w wielu krajach Europy walił się system komunistyczny, ale tylko w Rumunii zmiany miały charakter krwawej rewolucji. W całym kraju zginęło ponad 1100 osób, ale do tej pory nie zapadł żaden wyrok w tej sprawie. Szczególnie bulwersują ofiary, które poniosły śmierć już po obaleniu dyktatora. Zarzuty w tej sprawie usłyszeli członkowie Frontu Ocalenia Narodowego, z byłym prezydentem Ionem Iliescu na czele

W czasach komunistycznych roku Rumunia była wyizolowanym od świata krajem, dlatego też do buntu społeczeństwa doszło stosunkowo późno. Do pierwszego wystąpienia przeciwko władzy doszło w 1987 roku w Braszowie. Robotnicy tamtejszej fabryki traktorów protestowali przeciwko obniżeniu pensji, a do ich pochodu zakończonego zdemolowaniem siedziby władz partii spontanicznie dołączali mieszkańcy miasta. Manifestację stłumiono i zadbano o to, aby wieść o niej nie trafiła do opinii publicznej.

Pierwszy protest w 1989 roku miał mieć miejsce 14 grudnia w Jassach, jednak władzom udało się aresztować jego organizatorów. Dzień później demonstrację przeprowadzili Węgrzy z Timişoary, którzy stanęli w obronie pastora ks. László Tőkésa, który miał zostać karnie przeniesiony do innej parafii. Protest zamienił się w masową demonstrację, do której tłumienia władze użyły sił policyjnych i Securitate. Zginęło wówczas ponad 60 osób, ale opór nie został złamany. Co więcej, fala protestów rozlała się na kraj.

21 grudnia Nicolae Ceauşescu wygłosił ostatnie, jak miało się okazać, przemówienie, które zostało przerwane przez rozwścieczony tłum. Dyktator wraz z żoną salwował się ucieczką śmigłowcem, jednak wkrótce został schwytany. Małżeństwo zostało osądzone w pośpiesznie zorganizowanym procesie i rozstrzelane. Władzę przejęli natomiast niedawni partyjni towarzysze Ceauşescu z Ionem Iliescu na czele, którzy pod sztandarem Frontu Ocalenia Narodowego zaczęli tworzyć z socjalistycznej Rumunii państwo demokratyczne.

Obecnie przyjmuje się, że to partyjni działacze średniego szczebla i armia doprowadzili do obalenia dyktatora wykorzystując spontaniczne manifestacje niezadowolonego społeczeństwa. Ion Iliescu został w 1989 roku prezydentem Rumunii i funkcję tę piastował do 1996 roku, a także w latach 2000 – 2004. Dopiero w połowie 2017 roku prokuratura wojskowa postawiła go wraz z kilkunastoma innymi osobami w stan oskarżenia za zbrodnie przeciwko ludzkości, ale sprawa dotyczy tłumienia antyrządowych protestów z roku 1990. 

Podczas tegorocznych obchodów 29 rocznicy rewolucji uwagę na ten fakt zwrócił obecny prezydent Klaus Iohannis. W trakcie przemówienia zapewnił on, że będzie lobbował za poszukiwaniem prawdy o wydarzeniach z grudnia 1989 roku i ukaraniem winnych popełnionych wtedy zbrodni. Oficjalne dane mówią o ponad 1100 ofiarach walk, które toczyły się w wielu miejscach kraju, głównie w Timişoarze, a następnie w Bukareszcie. Do tej pory rumuńskie społeczeństwo jest podzielone w ocenie tamtych wydarzeń. Niektórzy wierzą w spontanicznych opór przeciwko komunistycznej władzy, inni są przekonani o tym, że wszystkie wydarzenia z grudnia 1989 roku zostały starannie zaplanowane przez ludzi z otoczenia Iona Iliescu.

Tymczasem tuż przed świętami, ogłoszony został akt oskarżenia wobec Iliescu i jego dawnych towarzyszy. Oprócz byłego prezydenta, rządzącego w latach 1989 – 1996 i 2000 – 2004, dotyczy on także innych członków FON – na ławie oskarżonych zasiądzie też Gelu Voican Voiculescu (były premier), Iosif Rus (były dowódca wojsk lotniczych) i Emil Duitrescu. Są oskarżeni o to, że w czasie popełnianych czynów byli osobami decyzyjnymi w ramach Frontu Ocalenia Narodowego. Chodzi bowiem o zdarzenia, do których dochodziło w dniach 27 – 31 grudnia 1989 roku – a więc po obaleniu Ceauşescu i ogłoszeniu przez członków FON, że przejmują władzę w Rumunii.

Chodzi o zbrodnie przeciwko ludzkości, a konkretniej działania Frontu Ocalenia Narodowego (Frontul Salvării Naționale; FON) w dniach 27 – 31 grudnia 1989. Mimo, że obalona została dyktatura Nicolae Ceauşescu, to w Rumunii nadal ginęli ludzie. To właśnie Ion Iliescu stojący na czele FON sprawował wtedy faktyczną władzę w kraju. Akt oskarżenia jest następstwem wielomiesięcznego śledztwa, w trakcie którego prokuratorzy współpracowali z historykami, pisarzami i dziennikarzami, którzy zajmowali się tematyką wydarzeń z grudnia 1989 roku. Zdecydowano także o badaniach archiwów zgromadzonych zarówno w wojskowych, jak i cywilnych placówkach. Śledczy przesłuchali też niezliczonych świadków tamtych wydarzeń. Głównym oskarżonym jest Ion Iliescu:

„Jako inicjator i koordynator władzy wojskowej i politycznej, a później jako przewodniczący Rady Frontu Ocalenia Narodowego, Iliescu Ion zaakceptował i sformalizował środki o charakterze militarnym, z których niektóry miały oczywistą dywersyjną postać. Korzystając z pełnego autorytetu, Iliescu Ion mógł interweniować, aby powstrzymać zjawisko dywersji, ale nie działał w tym zakresie” - brzmi fragment aktu oskarżenia.

W omawianym czasie w Rumunii panował chaos połączony z psychozą związaną z działalnością „terrorystów”. Zdarzały się między innymi przypadki, w których niektóre oddziały otrzymywały sprzeczne rozkazy mówiące o możliwości działań wrogich sił związanych z upadającym reżimem. Efektem były sytuacje, w których otwierany był ogień przeciw ludziom, którzy w żaden sposób nie stanowili zagrożenia.

Głos w sprawie zabrał między innymi jeden z oskarżonych, Gelu Voican Voiculescu, który stwierdził że FON działał w trakcie rewolucji, która „nigdy nie jest delikatną sprawą”. Powiedział przy tym, że członkowie Frontu Ocalenia Narodowego podejmowali decyzję inspirowani nastrojem całego społeczeństwa. Ocenił, że decyzja o ponownym wszczęciu śledztwa w tej sprawie jest jedynie kwestią polityki uprawianej przez obecnego prezydenta Klausa Iohannisa (to na jego polecenie prokuratura zajmuje się tą sprawą – przyp. Red.).

Obliczono, że do czasu ogłoszenia śmierci Nicolae Ceauşescu i jego żony Eleny, na terenie całej Rumunii śmierć poniosło 860 osób. Łączna liczba ofiar rewolucji 1989 roku to 1104 zabitych i ponad 3 tysiące rannych. Śmierci 244 osób można by teoretycznie uniknąć, gdyby po egzekucji dyktatorskiej pary udało się zapanować nad ówczesną sytuacją.

Michał Torz