Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Zawrzało na linii Viorica Dăncilă - Călin Popescu-Tăriceanu. Dla mniej zorientowanych – chodzi o wywodzącą się z Partii Socjaldemokratycznej (PSD) premier Rumunii i szefa koalicyjnego Sojuszu Liberałów i Demokratów (ALDE). Sytuacja jest rozwojowa. Może z niej nie wyniknąć nic, może skończyć się nawet na zerwaniu umowy koalicyjnej i powołaniu mniejszościowego rządu

Wszystko zaczęło się od kilku niefortunnych wypowiedzi  Călina Popescu-Tăriceanu. Nie powinno to zresztą dziwić, bo polityk ten słynie wręcz ze swojego niewyparzonego języka (złożony problem relacji rumuńsko-amerykańskich i rumuńsko-niemieckich podsumował na przykład krótkim stwierdzeniem, że należy „ssać większego k****a”). W jednym z wywiadów ocenił zaś ostatnio, że obecny rząd funkcjonuje dla samego funkcjonowania, ministrowie są niekompetentni, a on oraz jego koledzy z ALDE wcale nie potrzebują do szczęścia żadnych stanowisk. Premier iorica Dăncilă przypomniała (również za pomocą mediów), że ALDE również ma swoich ministrów w rządzie i prawdopodobnie to ich pracę oceniał Popescu-Tăriceanu. Wkrótce miało się okazać, że ta słowna batalia to zaledwie jedna z odsłon tlącego się od dawna konfliktu.

Bo że między koalicjantami nie ma perfekcyjnych relacji, można było się domyśleć już wcześniej. Choćby przy okazji partyjnych nominacji do nadchodzących wyborów prezydenckich. Najpierw mowa była o wspólnym kandydacie PSD i ALDE. W końcu socjaldemokraci ogłosili, że ich kandydatką będzie urzędująca premier. ALDE oznajmiło, że startować będzie Călin Popescu-Tăriceanu. Sondaże dają m nawet dwukrotnie większe poparcie, mimo że to PSD dominuje w rządzącej koalicji. Nie dziwi zatem, że lider liberałów pozwala sobie na wytykanie Dancili i jej gabinetowi błędów – zarzucił on między innymi, że rząd nie jest w stanie zrealizować żadnego ważnego projektu. Na zarzutach się jednak nie skończyło – lider ALDE postawił rządowi ultimatum.

Călin Popescu-Tăriceanu zagroził, że ALDE wyjdzie z koalicji jeżeli PSD nie ogłosi szczegółowego programu i nie doprowadzi do konstruktywnych zmian w rządzie. Tego było już za wiele. Wszak to PSD jest główną siłą w parlamencie. W ostatnich wyborach partia uzyskała ponad 45% głosów i niewiele brakowało jej do samodzielnych rządów. To jednak sojusz z ALDE (nieco ponad 5,5%) dał jej większość. W poniedziałek 19 sierpnia doszło w końcu do spotkania liderów obu partii, ale zgody jak nie było – tak nie ma. Premier Viorica Dăncilă oznajmiła, że nie zgodzi się na żadne ultimatum. Wygląda więc na to, że koalicja wisi na włosku, a mniejszej z partii może się to opłacić. Nadchodzą bowiem wybory prezydenckie w której to ALDE ma mocniejszego kandydata, popularność PSD z wielu przyczyn spada (a i tak obecny rząd wzbudza w kraju skrajne emocje), tymczasem następne wybory parlamentarne już za rok. To dobry moment, aby zacząć pracować na własny rachunek.

Co więc czeka PSD w przypadku utraty koalicjanta? Szukanie nowego sojusznika wśród innych mniejszych partii, utworzenie rządu mniejszościowego lub zgoda na wcześniejsze wybory. Wiele wskazuje jednak na dwie ostatnie opcje, bo wstępne negocjacje z innymi graczami skończyły się fiaskiem. Na razie konflikt udało się wprawdzie ugasić, ale wiele wskazuje na to że nasili się on przed kolejnymi wyborami - nawet, jeśli będzie to tylko gra o dodatkowe głosy, to wiele może się zdarzyć.

Michał Torz

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Warsaw Institute