Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Wywodzącego się z Partii Narodowo Liberalnej prezydenta Klausa Iohannisa śmiało można uznać za zwycięzcę politycznego sporu, w efekcie którego doszło do masowych antyrządowych demonstracji. Iohannis od początku sprzeciwiał się decyzjom socjaldemokratów, używając wszelkich dostępnych prezydentowi możliwości. Wtorkowe wystąpienie przed parlamentem było zaś już tylko potwierdzeniem jego zwycięskiej pozycji w batalii z partią, która niespełna dwa miesiące temu otrzymała w wyborach ponad 45% głosów.

Klaus Iohannis parokrotnie brał udział w antyrządowych demonstracjach, co wzbudziło sympatię wśród ich uczestników. Przede wszystkim jednak wykorzystywał możliwości, jakie daje mu prezydentura - skierował m.in. kontrowersyjną ustawę korupcyjną do Trybunału Konstytucyjnego, zapowiedział też referendum w sprawie zapowiadanej przez PSD amnestii dla więźniów. Podzielił tym samym postulaty tysięcy ludzi, którzy regularnie demonstrowali swoje niezadowolenie. Po tym, jak w sobotę premier Grindeanu zapowiedział wycofanie się z przyjętej we wtorkowy wieczór ustawy, doszło do kolejnych rekordowych manifestacji, których uczestnicy domagali się dymisji rządu. I choć obecne demonstracje są bardzo skromne, to za sprawą wystąpienia prezydenta wtorek również nie był szczęśliwym dniem dla socjaldemokratów.

Podczas wystąpienia w parlamencie prezydent powiedział, że PSD wygrało wybory, a co za tym idzie ma pełne prawo do rządzenia krajem. Ich działania nazwał jednak "strategią kamikadze", gdyż nie są one zgodne z przedwyborczymi zapowiedziami. Ocenił, że służą one skorumpowanym politykom, a nie społeczeństwu. Nie podzielił jednak postulatów manifestantów, którzy domagają się dymisji gabinetu kierowanego przez Sorina Grindeanu. Stwierdzi, że rząd musi rozwiązać problem, który sam stworzył, zaznaczając jednak że wycofanie się z kontrowersyjnej ustawy i dymisja ministra sprawiedliwości Florina Iordachu to za mało. Prezydent wyraził też przekonanie, że rządy powinny odbywać się w sposób transparentny i przewidywalny. W trakcie przemówienia spora część posłów PSD wyszło z sali obrad.

Lider rządzącej partii socjaldemokratycznej stał się w minionych tygodniach głównym antybohaterem protestów, które przetoczyły się przez kraj. To właśnie on miał bowiem w opinii demonstrujących stać się głównym beneficjentem nowego prawa, które miało uchronić go od kary za malwersacje finansowe. Sam Dragnea twierdzi zaś, że protesty są profesjonalnie zorganizowane i sprzyjają jedynie wrogom Rumunii.

Lider PSD wskazał na zagrożenia wobec kraju, takie jak ostatnie słowa prezydenta Mołdawii Igora Dodona, który na spotkaniu z Władimirem Putinem ocenił że w Rumunii znajduje się połowa historycznych ziem jego kraju. Nie on jednak jest winny protestom, a nieokreślone siły które wywołały masowe demonstracje dzięki dezinformacji, wykorzystując jedną z ustaw jako pretekst. W tym kontekście wskazał, że brali w nich udział także przedstawiciele międzynarodowych korporacji, które wcześniej wyrażały zaniepokojenie sytuacją w Rumunii.

Dragnea sprawę traktuje na tyle poważnie, że zajęły się nią rumuńskie służby bezpieczeństwa. Będą one między innymi sprawdzać, czy pracownicy zagranicznych firm dostawali wolne lub premie zachęcające do udziału w protestach. Adrian Tutuianu, przewodniczący parlamentarnej komisji ds. służb specjalnych, powiedział wręcz że Rumunia może mieć do czynienia z inspirowaną przez Rosjan wojną hybrydową.

Protesty na ulicach Bukaresztu i wielu innych rumuńskich miast trwają od kilku tygodni. Największe tłumy gromadziły się od wtorku, kiedy to rząd zatwierdził ustawę która doprowadzała do depenalizacji niektórych przestępstw korupcyjnych. W sobotę premier Sorin Grindeanu zapowiedział wycofanie kontrowersyjnej ustawy, jednak manifestacje się nie zakończyły. Wręcz przeciwnie - wczoraj w całym kraju protestowała rekordowa liczba 600 tysięcy osób, które domagały się dymisji rządu.

Fot. Agnieszka Kamyszek

Premier Sorin Grindeanu zapowiedział wczoraj wycofanie się z kontrowersyjnej ustawy, co zresztą nastąpiło. Mimo to na ulicach rumuńskich miast znowu zawrzało. Pod siedzibą rządu zebrało się nawet 300 tysięcy demonstrantów, a drugie tyle zgromadziły protesty w pozostałych miejscowościach.

Skala protestów jest jeszcze większa niż w minionych dniach. W Klużu zebrało się nawet 50 tysięcy osób, kilkudziesięciotysięczne demonstracje odbyły się też w Timiszoarze i Sybinie. Protestujący domagają się dymisji rządu - i to mimo zrezygnowania z kontrowersyjnej ustawy, która de facto depenalizowałaby korupcję gdyby straty skarbu państwa wyniosły jednorazowo mniej niż 200 tysięcy lejów.

Punktualnie o 21:00 czasu lokalnego uczestnicy antyrządowego protestu na placu Victoriei w Bukareszcie podnieśli w górę swoje telefony, co uchwycił w obiektywie Dan Mihai Bălănescu. Ilustruje to niewyobrażalną liczbę manifestantów, do których dołączyli także mieszkańcy innych części kraju. Dzisiaj popołudniu odbyła się także manifestacja zwolenników rządu, którzy sprzeciwiali się prezydentowi Klausowi Iohannisowi. Zaangażowało się w nią jednak mniej niż 200 osób.

Fot. Dan Mihai Bălănescu

Premier Rumunii Sorin Grindeanu zapowiedział uchylenie kontrowersyjnej ustawy, którą rząd uchwalił w trybie rozporządzenia w nocy ze wtorku na środę. Ustalono wtedy, że próg od którego osoby działające na szkodę państwa będą ścigane z urzędu będzie wynosił 200 tysięcy lejów. Nowy zapis w kodeksie karnym sprawił, że na ulice wyszły tysiące ludzi. A pamiętać należy o tym, że już kilka tygodni wcześniej miały miejsce protesty sprzeciwiające się tzw. ustawie amnestyjnej.

Decyzje rządu wzbudziły kontrowersje nawet w rządzącej partii PSD. Niemal codziennie dochodziły sygnały od jej członków, którzy wyrażali dezaprobatę wobec działań gabinetu Sorina Grindeanu. Listy wyrażające zaniepokojenie sytuacją w Rumunii wysłali ambasadorzy kilku państw, ustawa wzbudziła też niezadowolenie Komisji Europejskiej. Czyżby wszystkie te argumenty dotarły do członków rządu? Lider PSD Liviu Dragnea nie zabrał w tej sprawie jeszcze głosu, lecz słowa premiera Sorina Grindeanu wskazują na to, że Rumuni swoją nieustępliwością doprowadzili do wycofania się rządu z kontrowersyjnej ustawy:

- Usłyszałem głos ulicy - powiedział premier Rumunii Sorin Grindeanu. - Ogłaszam swoją decyzję jako premier. Nie chcę i nie życzę sobie podziałów w Rumunii. Rumunia nie może być podzielona na dwie części [...]. Jutro odbędzie się specjalne posiedzenie rządu w sprawie uchylenia rozporządzenia.

Manifestujący do tej pory mieszkańcy kraju nie odtrąbili jednak jeszcze sukcesu. W sobotni wieczór w Bukareszcie zebrało się ponad 140 tysięcy osób (stan na 21:43 czasu lokalnego; według Digi24.ro). Protesty trwają też w wielu innych miastach. W Klużu zebrała się na przykład rekordowa w porównaniu do liczby mieszkańców demonstracja, w której wzięło udział ponad 35 tysięcy osób.

Aktualizacja (22:30 czasu lokalnego):

Według portalu Digi24.ro w całym kraju protestuje już ponad 330 tysięcy osób, z czego 170 tysięcy w Bukareszcie. Przeciwnicy rządu z całego kraju zjeżdżają się do Bukaresztu na dzisiejsze i jutrzejsze demonstracje.

Fot. Wikipedia/Dan Mihai Bălănescu

Początkowo można było odnieść wrażenie, że protesty słabną. Tymczasem w piątkowy wieczór na ulicach znowu pojawiły się wielotysięczne tłumy. W skali całego kraju można mówić o nawet 300 tysiącach osób manifestujących swoje niezadowolenie.

Tradycyjnie najwięcej ludzi zgromadziło się na bukaresztańskim placu Victoriei. Według publicznej telewizji TVR było tam ponad 120 tysięcy osób, według Digi24 - 150 tysięcy. Tymczasem w weekend można spodziewać się jeszcze liczniejszych wystąpień przeciwko rządowi Sorina Grindeanu. Niektóre media podają, że na ulice w skali kraju może wyjść nawet milion mieszkańców. Nawet jeżeli szacunki te są przesadzone, to pokazują one poziom frustracji obywateli rozczarowanych własną klasą polityczną.

Rumuni otrzymują wsparcie z całego świata. Władze wielu krajów wysłały listy wyrażające zaniepokojenie tamtejszą sytuacją. Na ulicach spotkać też jednak można ludzi z wielu krajów - głównie studentów i pracowników międzynarodowych korporacji. Udział w protestach biorą też Polacy mieszkający w Rumunii. Na sobotni wieczór przygotowują oni nawet specjalny transparent wyrażający poparcie naszych rodaków. Rumuni mieszkający w Polsce spotkają się z kolei pod ambasadą w Warszawie.

Piątek był czwartym dniem protestów z rzędu. Pierwsze demonstracje zaczęły się we wtorek późnym wieczorem, kiedy okazało się że rząd przyjął kontrowersyjną ustawę która może przyczynić się do wzrostu liczby przestępstw korupcyjnych. Wcześniej mieszkańcy Rumunii protestowali parokrotnie sprzeciwiając się tzw. ustawie amnestyjnej. Ona również została przyjęta podczas wtorkowego posiedzenia rządu. W tym przypadku jednak trafi ona jeszcze pod obrady sejmu, gdzie zostanie przedyskutowana.

Fot. Dan Mihai Bălănescu

Choć obecne protesty są jedynie cieniem ogromnych manifestacji, jakie odbyły się w środowe popołudnie, to nie słabnie niechęć wobec rządzącej koalicji PSD i ALDE. W partii socjaldemokratycznej dochodzi też do rezygnacji działaczy z dotychczasowych stanowisk. Najwyrazistszym tego przykładem była dymisja Florina Jianu ze stanowiska ministra rozwoju biznesu, ale nie tylko on skrytykował decyzje rządu.

Póki co nie można mówić o prawdziwym rozłamie, ale nie sposób przejść obojętnie wobec tego typu wydarzeń jak krytyka lidera PSD wypowiedziana przewodniczącego młodzieżówki partii (Mihai Sturzu wezwał go wczoraj do ustąpienia). Od rządu odwrócił się też Andrei Calin Tuns, były radny okręgu Maramuresz:

"W trakcie mojej współpracy z PSD poznałem wielu wspaniałych ludzi! Nauczycieli, lekarzy, prawników, studentów, uczniów, robotników, przedsiębiorców, kobiety i mężczyzn! Wielu z nich jest dzisiaj wściekłych za to, co nastąpiło [...]. Dragnea, Grindeanu i Iordache nie są moimi liderami! Podpisałem rezygnację przez to jak uderzyli naród rumuński pięścią w twarz! - Napisał w emocjonalnym oświadczeniu Andrei Calin Tuns.

Manifestacje, choć coraz mniej liczne (w piątek kilkadziesiąt tysięcy osób), rozprzestrzeniły się też na mniejsze miasta. O protestach w Bukareszcie i innych rumuńskich miastach rozpisują się media z całego świata. Do rumuńskiego rządu spłynęły zaś listy wyrażające zaniepokojenie faktem, że nowe ustawodawstwo będzie sprzyjało rozwojowi korupcji.

Fot. Damian Pipiro