Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Na głównych placach największych rumuńskich miast od rana spontanicznie gromadzili się mieszkańcy przeciwni obecnej władzy. Protesty przyniosły wprawdzie efekt w postaci konfliktu wewnątrz rządzącej partii socjaldemokratycznej, ale premier Sorin Grindeanu wciąż nie zamierza ustąpić. Jeżeli wszystko pójdzie po jego myśli i rozporządzenie nie zostanie zablokowane przez Trybunał Konstytucyjny, to nowe korupcjogenne prawo zacznie obowiązywać już za tydzień.

Wczorajsze protesty nie były z pewnością ostatnim słowem mieszkańców Rumunii rozwścieczonych decyzją rządu. W Klużu na placu Unirii około południa pojawiło się kilka matek z dziećmi, które same określiły swoją inicjatywę "dzienną zmianą". Tłumaczyły one, że chcą zaznaczyć swoją obecność w momencie, gdy większość manifestantów z zeszłego wieczora udało siędo pracy lub na uczelnie. O wiele liczniejsze były manifestacje w Bukareszcie, które skupiły nawet parę tysięcy osób. Jednakże dopiero wieczorem tłumy protestujących z powrotem wyszły na ulice. I choć manifestacje nie były tak liczne jak wczoraj, to wszystko wskazuje na to, że Rumuni łatwo nie odpuszczą.

Na wszystkich demonstracjach padają antyrządowe hasła nawołujące gabinet Sorina Grindeanu do dymisji. Sam premier nie zamierza jednak wycofywać się ze swoich działań. W konferencji prasowej wziął też udział lider socjalistów Liviu Dragnea, który w ostrych słowach odniósł się do minionych wydarzeń. Stwierdził on, że protestujący zostali zmanipulowani, a manifestacje sąsterowane z zewnątrz. Przywołał przy tym wydarzenia z rewolucji 1989 roku, kiedy to faktycznie w całym kraju zapanował chaos. Dragnea oskarżył też prezydenta Klausa Iohannisa o doprowadzenie do obecnej sytuacji, przypominając że podczas protestów w Bukareszcie dochodziło do starć z policją.

Dragnea powiedział też, że rząd cieszy się poparciem społeczeństwa, ale nie zamierza wyprowadzać miliona ludzi na ulice. To, o czym lider PSD nie wspomniał to fakt, że bójki z policjantami były zjawiskiem marginalnym. Grupa chuliganów, która się ich dopuściła, została wygwizdana przez pozostałych uczestników protestu, którzy zresztą krótko po tym rozeszli się do domów. Do tej pory relacje policji z manifestantami zwykle są zresztą przyjazne. Aby to udowodnić, uczestnicy protestów wręczali im dzisiaj kwiaty.

Manifestacje (dzisiaj około 200-tysięczne) to nie jedyne zmartwienie rządu. Do dymisji podał się Florin Jianu, minister rozwoju biznesu. Mihai Sturzu, szef młodzieżówki PSD, wezwał zaś lidera partii do ustąpienia. Czas pokaże, czy jest to tylko element politycznej rozgrywki socjalistów, czy też faktyczny rozłam w partii.

AKTUALIZACJA (00:00)

Protest dobiega końca, na ulicach pozostali nieliczni uczestnicy. Policja nie zanotowała dzisiaj żadnych groźnych incydentów.

Fot. Marian Godina

Protesty zmobilizowały do działania Rumunów mieszkających zarówno w kraju, jak i za granicą. W efekcie wprowadzenia przez rząd zmian w kodeksie karnym zaniepokojenie wyraził też szereg krajów i Komisja Europejska. Od partii rządzącej odsunęła się grupa działaczy, do dymisji podał się też jeden z ministrów.

Jak informowaliśmy wczoraj, w demonstracjach wzięło udział nawet 300 tysięcy osób w całym kraju. Zapewne nigdy nie poznamy dokładnej liczby demonstrantów, ale szacuje się że było ich od 80 do 150 tysięcy w samym Bukareszcie. Rumuni protestowali też pod ambasadami swojego kraju za granicą. Grupa ludzi zebrała się także w Warszawie. Sporą popularność w internecie zdobyło zdjęcie marynarza, który pozuje z antyrządowym hasłem na... Antarktydzie.

Mimo drobnych incydentów z udziałem pseudokibiców, którzy w Bukareszcie doprowadzili do starć z policją, manifestacje przebiegały pokojowo. Ciekawa sytuacja miała miejsce w Târgu Mureș, gdzie do uczestników protestu dołączyli Węgrzy stanowiący niemal połowę mieszkańców miasta. Zdarzenie to miało wymiar symboliczny, gdyż właśnie tam w 1990 roku doszło do zamieszek na tle etnicznym.

Działania socjaldemokratycznego rządu przyniosły też efekty na szczeblu dyplomatycznym. Zaniepokojenie sytuacją w Rumunii wyraziło wiele krajów, takich jak Holandia czy Kanada, a także Komisja Europejska. Z inicjatywy rumuńskich członków Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim odbędzie się natomiast debata na temat praworządności.

Przyjęty w nocy ze wtorku na środę pakiet ustaw wzbudza też kontrowersje wśród członków rządzącej partii socjaldemokratycznej. Do dymisji podał się minister rozwoju biznesu Florin Jianu. W specjalnym oświadczeniu napisał on, że nie chciał wyjść na tchórza w oczach swojej córki. Ocenił, że "Rumunia nie zasługuje na to, co się teraz dzieje". Z PSD wystąpiła też grupa działaczy rozczarowana metodami sprawowania władzy przez partię.

Fot. Vlad Lascoi

To efekt wprowadzonego przez rząd pakietu ustaw, które przyczynić się mogą do zwiększenia korupcji. Fakt, że został on opublikowany w nocy ze wtorku na środę tylko wzmógł irytację obywateli przeciwnych obecnym władzom. Pierwsze demonstracje zaczęły się już wczoraj, jednak dopiero w następne popołudnie mieszkańcy Rumunii tłumnie wyszli na ulice.

Wedle wszelkich szacunków mamy właśnie do czynienia z największymi protestami w historii Rumunii po 1989 roku. Ich uczestnicy domagają się, aby rząd odstąpił od kontrowersyjnego projektu. Pojawiają się także hasła nawołującego do dymisji gabinetu Sorina Grindeanu. Demonstracje przebiegają jednak w miarę spokojnie i póki co obyło się bez większych incydentów. Nie jest znana dokładna liczba demonstrantów. Wedle policji w Bukareszcie protestuje ok. 80 tysięcy osób. Niektóre źródła podają jednak liczby dwukrotnie wyższe - 150 tysięcy osób ma uczestniczyć w protestach w samej stolicy. Drugie tyle pojawiło się na ulicach innych rumuńskich miast, np. w Klużu 30 tysięcy, w sybinie i Timiszoarze po 20 tysięcy, w Jassach 10 tysięcy, a w Braszowie 8 tysięcy. Rumuni mieszkający za granicą spotykali się też pod ambasadami swojego kraju w stolicach innych państw. Grupka ludzi demonstrowała np. w Warszawie.

Z protestującymi solidaryzują się partie opozycyjne. Członkowie Uniunea Salvați România (USR) na znak protestu zablokowali dziś na przykład mównicę w parlamencie. Prezydent Klaus Iohannis, który od początku sprzeciwiał się kontrowersyjnemu projektowi rządu, oświadczył zaś że nastąpił "dzień żałoby państwa prawa". Zaniepokojenie decyzjami rumuńskiego rządu wyraziła też Komisja Europejska, której przedstawiciele mówili o możliwości zaprzepaszczenia antykorupcyjnych reform, które wdrażano w Rumunii przez ostatnie dziesięć lat. Działania rządu spotkały się też z falą krytyki ze strony wielu krajów, takich jak Holandia, Kanada czy Niemcy.

AKTUALIZACJA (22.23):

Niestety, zaczęło dochodzić do pierwszych starć z policją. W ruch poszły kamienie i petardy, jednak agresywni demonstracji zostali wygwizdani przez pozostałych uczestników. Policja apeluje o spokój i rozejście się do domów.

AKTUALIZACJA (22:30):

Przed budynkami rządu spłonął plastikowy słup ogłoszeniowy. Część uczestników demonstraci samodzielnie usiłowała ugasić pożar. Co chwilę słychać było wybuchające petardy. Demonstranci powoli rozchodzili się do domów. Bilans zamieszek to póki co cztery ranne osoby - dwóch policjantów i dwóch uczestników manifestacji.

Fot. Dan Mihai Bălănescu

W efekcie na wolność wyjdzie kilka tysięcy więźniów odsiadujących wyroki za drobne przestępstwa. Oficjalnie chodzi o rozwiązanie problemu przepełnionych zakładów karnych, jednak istnieją obawy że nowe prawo ma pomóc politykom skazanym za korupcję. Kolejna wprowadzona zmiana ma zaś utrudnić wymiarowi sprawiedliwości osądzanie kolejnych osób zamieszanych w afery łapówkarskie. Ustalono bowiem, że dopiero narażenie państwa na straty powyżej 200 tysięcy RON będzie przestępstwem ściganym z urzędu.

Zmiany zostały wprowadzone przez rząd we wtorek wieczorem i weszły w życie około godziny pierwszej w nocy, tuż po opublikowaniu ich w dzienniku ustaw. Minister sprawiedliwości pytany o powody dla których zmiany w prawie karnym zostały tak późną porą odparł, że nie było żadnej szczególnej przyczyny - po prostu takie były godziny pracy rządowego zespołu. Dodatkowe kontrowersje wzbudził fakt, że ustawa została wprowadzona przez rząd bez poddania jej pod głosowanie parlamentu. W praktyce nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż rządząca koalicja PSD i ALDE i tak posiada większość pozwalającą na przegłosowanie tego typu zmian.

Minister Sprawiedliwości Florin Iordache zaznaczył, że nowe prawo to efekt realizacji postanowień Trybunału Konstytucyjnego z grudnia ubiegłego roku. Wyjaśniał, że nie chodzi o uczynienie jakiejkolwiek grupy ludzi bezkarnymi. W przypadku nadużyć opiewających na niższe kwoty konieczne będzie bowiem uregulowanie rachunku na rzecz państwa. Tyle, że nowe zasady zbiegły się w czasie z procesem, gdzie w charakterze oskarżonego występuje lider socjalistów Liviu Dragnea. Chodziło o narażenie skarbu państwa na sumę ponad 100 tys. RON, poprzez fikcyjne zatrudnianie osób w państwowych spółkach. Przypomnijmy, że Dragnea został już skazany za korupcję wyrokiem w zawieszeniu, co uniemożliwiło mu objęcie stanowiska premiera po wygranych przez PSD wyborach.

Kolejnym efektem nowej ustawy będzie wypuszczenie na wolność kilku tysięcy więźniów odsiadujących wyroki za drobne przestępstwa, posiadających dzieci, lub będących w podeszłym wieku. Rząd szacuje ich liczbę na 2,5 tysiąca osób w skali kraju, służby penitencjarne zaś na ponad 3,5 tysiąca. Także to wywołało wiele kontrowersji. Mieszkańcy Rumunii od dwóch tygodni regularnie protestowali przeciwko tego typu zmianom obawiając się, że z amnestii skorzystają politycy skazani za korupcję. Przedstawiciele rządu wielokrotnie zapewniali z kolei, że tego typu przestępstwa - obok gwałtów i morderstw - nie będą objęte działaniem ustawy.

Decyzje rządu spowodowały, że po raz kolejny na ulicach w całym kraju natychmiast pojawiły się tysiące demonstrantów. Mimo późnej pory, w samym Bukareszcie na placu Victoriei zebrało się ponad 5 tysięcy protestujących. W całym kraju mowa o liczbie około 10 tysięcy osób. Na następne dni zapowiadane są kolejne protesty.

Fot. Kadr z filmu opublikowanego przez Vlada Petriego. Napis "aveți elicopter?" widniejący na transparencie oznacza "macie helikopter?" i odnosi się do ucieczki Nicolae Ceaușescu w 1989 roku z dachu obleganego budynku rządu.

W niedzielę w wielu rumuńskich miastach miały miejsce kolejne już protesty. Mieszkańcy wciąż demonstrują bowiem swój sprzeciw wobec projektu ustawy zakładającej amnestię dla więźniów. O zaprzestanie prac nad tym projektem apeluje też prezydent Klaus Iohannis, lecz rządząca koalicja PSD i ALDE nie zamierza ustąpić.

Protestujących od początku wspiera prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z będącej obecnie w opozycji partii PNL. Wezwał on obóz rządzący do zaprzestania prac nad projektem, któremu sprzeciwiają się obywatele. Prezydent podtrzymał też swoją decyzję o rozpisaniu referendum, jeżeli koalicja PSD i ALDE nie odstąpi od prac nad ustawą. Wiele wskazuje jednak na to, że ani działania prezydenta, ani masowe protesty mieszkańców nie przyczynią się do zmiany decyzji przez obecne władze. Zwłaszcza, że partia socjaldemokratyczna zdobyła w wyborach aż 45% głosów, deklasując tym samym pozostałe ugrupowania. Przedstawiciele PSD nie mijają się więc z prawdą mówiąc, że ich działania są legitymizowane poparciem społeczeństwa - choć z drugiej strony w swoim programie wyborczym socjaliści nie prezentowali pomysłów związanych z ustawą amnestyjną.

Projekt ustawy od kilku tygodni wzbudza wielkie emocje. Istnieją bowiem obawy, że zapowiadana przez rząd amnestia będzie mogła służyć politykom skazanym za korupcję. Rząd przekonuje jednak, że nie ma takiej możliwości, a masowe zwolnienia więźniów skazanych za drobne przestępstwa służyć ma jedynie likwidacji problemu przepełnionych więzień. Podczas poniedziałkowej debaty minister sprawiedliwości Florin Iordache oświadczył, że ustawa nie będzie z całą pewnością dotyczyła gwałcicieli, morderców, ani osób odsiadujących wyroki za przestępstwa korupcyjne. W więzieniach mają także pozostać recydywiści.

Fot. Florin Iordachu, minister sprawiedliwości. Źródło: PSD

W samym Bukareszcie na antyrządowej demonstracji pojawiło się około 30 tysięcy osób - tak wynika przynajmniej z oficjalnych danych opublikowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Podobnie jak w ubiegłym tygodniu, liczne zgromadzenie miało też miejsce w Klużu. Tam na ulice wyszło ponad 10 tysięcy osób sprzeciwiających się kontrowersyjnej ustawie wprowadzającej amnestię dla więźniów odbywających wyroki za mniejsze przestępstwa. Wielu mieszkańców kraju uważa, że pozwoli to na ułaskawienie polityków odbywających kary za korupcję.

Protesty rozpoczęły się około godziny 17:00 lokalnego czasu. W Bukareszcie uczestnicy spotkali się przy placu Universităţi, a następnie udali się na plac Victoriei. Później tłum przeszedł do dzielnicy Kiseleff, gdzie mieści się siedziba partii PSD. Jeden z przystanków marszu znajdował się też pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Rady Audiowizualnej. Jak informowali organizatorzy, ich celem było nakłonienie rządu do odstąpienia od kontrowersyjnej ustawy, o której nie było mowy w prezentowanym przed wyborami programie. Wsparł ich między innymi prezydent Klaus Iohannis, który powiedział że protestujący mają powody do oburzenia działaniami obecnego rządu.

Oprócz Bukaresztu protesty odbyły się także w kilkunastu mniejszych ośrodkach. W Klużu zebrało się ponad 10 tysięcy osób, mniejsze demonstracje miały też miejsce w Timiszoarze (8 tys. osób), Sybinie (5 tys.), Jassach (3 tys.) i innych mniejszych miastach. Spotkania przeciwników obecnej władzy miały też miejsce za granicą, na przykład w Paryżu zebrało się kilkunastu demonstrantów. Liczba uczestników była porównywalna z ubiegłotygodniową odsłoną protestów, kiedy to na ulice miało wyjść około 50 tysięcy osób w całym kraju.

AKTUALIZACJA:

Według telewizji Digi24, w całym kraju w protestach wzięło wczoraj udział niemal sto tysięcy osób. Stacja oceniła, że były to najliczniejsze demonstracje od czasów rewolucji 1989 roku.

Fot. Dan Mihai Bălănescu