Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Chodzi o byłego prezydenta Iona Iliescu i premiera Petre Romana, którzy w czerwcu 1990 roku doprowadzili do brutalnego rozprawienia się z pokojowymi manifestacjami. W efekcie ich działań zmarły cztery osoby, a ponad tysiąc zostało rannych.

Po upadku reżimu komunistycznego w Rumunii nadal dochodziło do wielu protestów. Domagano się między innymi wprowadzenia prawa, które zakazywałoby dawnym politykom partii komunistycznej bycia członkami rządu. Mimo to, w wyniku wyborów 20 maja 1990 roku do władzy doszedł Front Wyzwolenia Narodowego, na którego czele stanął Ion Iliescu. Oprócz niego partię tworzyło też wielu innych działaczy partii komunistycznej.

Choć po wyborach protesty osłabły, to najbardziej wytrwałe grupy manifestantów nadal okupowały piața Universității. Powstały tam między innymi barykady, rozstawiono też namioty. Do rozpędzenia demonstracji Ion Iliescu wezwał wtedy robotników i górników, którym wmówiono że protestujący to zbieranina alkoholików, narkomanów i faszystów. Apel poskutkował, na skutek czego do stolicy pociągami przyjechało ponad 10 tysięcy uzbrojonych w pałki zwolenników rządu.

W efekcie kilka osób zginęło, a ponad tysiąc (oficjalnie 746) zostało rannych. Wielu demonstrantów zostało też bezprawnie aresztowanych. Wydarzenia te, zwane powszechnie „Mineriadami”, przez wiele lat kładły się zaś cieniem na politykach biorących udział w podburzaniu tłumu. Obecnie na ławie oskarżonych znajdzie się kilkanaście osób – oprócz Iliescu (byłego prezydenta) oraz Romana (byłego premiera) zasiądą na niej także inni członkowie ówczesnego rządu, służb specjalnych i Frontu Wyzwolenia Narodowego.

Fot. www.comunismulinromania.ro

W poniedziałek 19 grudnia pochodzący z Tunezji Anis Amri porwał ciężarówkę i wjechał w odbywający się w Berlinie jarmark świąteczny. W wyniku zamachu zginęło dwanaście osób, w tym polski kierowca który poświęcił swe życie aby powstrzymać terrorystę przez dalszą jazdą. Pochodzący z Rumunii kierowca ciężarówki twierdzi, że spotkał zamachowca dwa dni później przy jednej z francuskich autostrad. Amri miał go zapytać o drogę do Lyonu.

Alexandru Gindea, Rumun na stałe mieszkający w Hiszpanii, spotkał terrorystę kilka godzin jazdy na południe od Paryża - pomiędzy miejscowościami Limoges i Brive-la-Gaillarde. Było tuż po 22, gdy do odpoczywającego w kabinie Gindei podszedł dobrze ubrany mężczyzna mówiący łamanym francuskim. Próbował dowiedzieć się, jak dojechać do Lyonu. Tłumaczył, że nie ma ze sobą telefonu z nawigacją. Początkowo Gindea obawiał się, że zostanie okradziony. Dopiero gdy tajemniczy obcokrajowiec odjechał, Rumun zorientował się że miał do czynienia z poszukiwanym terrorystą. Natychmiast skontaktował się z niemiecką i francuską policją i opowiedział o całym zdarzeniu.

Wersję rumuńskiego kierowcy po części potwierdzili dziennikarze hiszpańskiego dziennika El Mundo, którzy jako pierwsi opisali sprawę. Alexandru Gindea pokazał im bowiem bilingi z wykonywanych tego dnia połączeń. Wiele wskazuje jednak na to, że francuska policja zignorowała jego ostrzeżenie. W efekcie terrorysta został ujęty i zastrzelony dopiero we Włoszech, a Gindea nie otrzyma od berlińskiej policji nagrody w wysokości 100 tys. euro.

Wszystko wskazuje na to, że koalicję rządzącą wraz ze zwycięskim PSD stworzy ALDE. Ponieważ lider socjalistów nie może zostać premierem ze względu na ciążący na nim wyrok sądowy, prawdopodobnie stanowisko to obejmie Sevil Shhaideh - muzułmanka z Konstancy, posiadająca tureckie i tatarskie korzenie.

O skomplikowanej sytuacji na rumuńskiej scenie politycznej po minionych wyborach pisaliśmy już w zeszłym tygodniu. Zwracaliśmy wtedy uwagę na fakt, że rozmowy na temat ewentualnej koalicji rządzącej mogą być prowadzone ze wszystkimi niemal partiami. Okazało się, że realizowany jest właśnie najbardziej prawdopodobny scenariusz, czyli współpraca zwycięskiego PSD z liberałami z ALDE. Prawdopodobnie w rządzie znajdzie się też partia mniejszości węgierskiej (UDMR), co pozwoli przyszłemu rządowi na uzyskanie zdecydowanej większości.

Sporym problemem był wybór premiera. Liviu Dragnea, lider PSD, ma bowiem na koncie wyrok sądowy za nadużycia jakich dopuścił się w trakcie trwania referendum z 2012 roku. Dlatego też nie może on pełnić tej funkcji, choć niektórzy komentatorzy twierdzą, że łatwo nie da on za wygraną. Póki co PSD i ALDE zaproponowały na to stanowisko Sevil Shhaideh. Ta mająca tatarskie i tureckie korzenie polityk nie jest w Polsce szerzej znana, jednak posiada bardzo bogate doświadczenie. Przez lata pełniła ona wiele ważnych funkcji w okręgu administracyjnym Constanța, gdzie była ekspertem z zakresu informatyki. Pełniła też jednak wcześniej ważne funkcje na szczeblu państwowym. W 2015 roku została np. mianowana na stanowisko ministra rozwoju.

Urodzona w 1964 roku Shhaideh ukończyła studia na wydziale nauk ekonomicznych i cybernetyki na Uniwersytecie w Bukareszcie w 1987 roku, zaś tytuł magistra zdobyła w 2007 roku na Uniwersytecie Owidiusza w Konstancy. W międzyczasie dokształcała się podczas wielu specjalistycznych kursach, np. w 1995 roku skończyła kurs eksperta administracji publicznej w Amerykańskiej Agencji Międzynarodowego Rozwoju (USAID).

Rumuńscy politycy związani z przyszłą koalicją rządzącą wypowiadają się o Sevil Shhaideh w samych superlatywach. Victor Ponta, były premier i jeden z liderów PSD, twierdzi że jest ona najlepszym kandydatem na stanowisko premiera. Z kolei Traian Băsescu, prezydent Rumuniii w latach 2004 - 2014, obecnie lider Ruchu Ludowego, nie ma o niej wyrobionego zdania. Mimo, że pochodzą oni z tego samego regionu (położona nad Morzem Czarnym Dobrudża), stwierdził on że niewiele wie o kandydatce na urząd premiera. Zadeklarował jednak, że jego partia zagłosuje przeciwko tej kandydaturze, gdyż znajduje się w opozycji.

W Rumunii ponad 10% ludności wywodzi się z mniejszości etnicznych, z czego najliczniejsi są Węgrzy. Prezydentem tego kraju od 2014 roku jest Klaus Iohannis, wywodzący się z siedmiogrodzkich Sasów.

Tydzień po wyborach sytuacja na rumuńskiej scenie politycznej jest bardzo dynamiczna. Mimo świetnego wyniku socjaliści z PSD potrzebują bowiem koalicjanta. Póki co nie wiadomo jednak nawet, czy ich lider będzie mógł zostać premierem.

Przypomnijmy, że socjaldemokraci z PSD zostawili konkurentów daleko w tyle zdobywając ponad 45% głosów. W efekcie partia ta będzie reprezentowana przez 154 posłów i 67 senatorów, w obu izbach zasiada zaś odpowiednio 329 i 136 deputowanych. A to oznacza, że mimo znakomitego wyniku w wyborach socjaliści będą potrzebowali koalicjanta. Póki co PSD może liczyć na przychylność przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących Rumunię (wśród nich jest między innymi pani Victoria Longher ze Związku Polaków w Rumunii), którzy tradycyjnie wspierają partie rządzące. Oznaczałoby to jednak konieczność utrzymania żelaznej dyscypliny w koalicji mającej przewagę paru głosów.

Już we wtorek 20 grudnia rozpocznie się pierwsze posiedzenie nowego parlamentu. Następnie prezydent Klaus Iohannis spotka się z liderami wszystkich ugrupowań, aby przedyskutować z nimi dalsze działania. Być może w tym tygodniu dowiemy się więc, które ugrupowanie zdecyduje się na współpracę z PSD i kto zostanie premierem. Do tej pory za naturalnego sprzymierzeńca PSD uznawano partię liberalno-demokratyczną ALDE, która otrzymała w wyborach ok. 5,6% głosów. Możliwe jest jednak zupełnie inny scenariusz – pomimo że Liviu Dragnea, lider PSD, wykluczał wcześniej taką możliwość.

Możliwe, że po połączeniu ALDE z PNL – czego również nie można wykluczyć - część działaczy partii narodowo-liberalnej zdecyduje się na współpracę z socjalistami. PSD może też jednak zawrzeć sojusz z Unią Demokratyczną Węgrów w Rumunii, którą poparło ponad 6% wyborców. Możliwa jest nawet koalicja z USR – Unią Ocalenia Rumunii. Członkowie tej partii uważają się wprawdzie za antysystemowców, jednak poza aktywistami miejskimi i działaczami społecznymi w jej szeregach pojawiło się też wiele osób mających za sobą związki z partiami głównego nurtu. Ktokolwiek by nie został zaproszony do współpracy w charakterze koalicjanta PSD, musi się jednak liczyć z konsekwencjami tego posunięcia. W przeszłości zdarzało się bowiem, że mniejsze partie były wchłaniane przez większe ugrupowania.

Otwartym pozostaje jeszcze kluczowe pytanie o to, kto stanie na czele rządu. Liviu Dragnea ma wprawdzie spory apetyt na władzę, jednak ostro sprzeciwia mu się prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z centro-prawicowego PNL. Po jego stronie stoją zresztą przepisy, gdyż Liviu Dragnea otrzymał wyrok w zawieszeniu za fałszerstwa w trakcie referendum w 2012 roku. PSD usiłowało wtedy odsunąć od władzy poprzedniego prezydenta - Traiana Băsescu. Lider socjalistów jest jednak charyzmatycznym przywódcą i z całą pewnością nie odda władzy bez walki.

Obecnie na premierem Rumunii jest nienależący do żadnej partii Dacian Cioloş. Sformował on swój rząd rok temu, kiedy to w wyniku pożaru w klubie Colectiv życie straciło kilkadziesiąt osób. Kraj ogarnęły wtedy wielotysięczne manifestacje, w wyniku których premier Victor Ponta (PSD) podał się do dymisji. Obecnie, dzięki liberalnym reformom rządu Cioloşa kraj rozkwita gospodarczo – eksperci szacują, że w przyszłym roku osiągnie najwyższy w Europie wzrost gospodarczy.

A raczej przedstawicielkę, gdyż posłanką reprezentującą Polaków w Rumunii podczas kolejnej kadencji będzie Victoria Longher - działaczka Związku Polaków w Rumunii, prywatnie zaś żona dotychczasowego posła Gerwazego Longhera. On sam będzie nadal piastował stanowisko prezesa Związku Polaków w Rumunii.

Victoria Longher (na zdjęciu druga z lewej) została wybrana spośród czterech kandydatów Polonijnych. Otrzymała ona około trzy i pół tysiąca głosów, co oznacza że na polskich kandydatów głosowali także mieszkańcy innych narodowości.

- Pragnę serdecznie podziękować za Państwa głosy, ponieważ dzięki nim oraz okazanemu mi zaufaniu będziemy mogli kontynuować działania podjęte przed laty przez kierownictwo Związku Polaków w Rumunii. Część z projektów została już z powodzeniem zakończona, co dowodzi raz jeszcze, że cała nasza społeczność znajduje się na dobrej drodze. To długa droga, obejmująca działania, projekty i inwestycje – a wszystkie podejmowane są dla polepszenia sytuacji całej naszej wspólnoty - napisała w specjalnym oświadczeniu pani poseł elekt Victoria Longher. - Doceniam Państwa głosy i zaufanie oraz wsparcie z Państwa strony, nawet osób, których nie znam, a które mnie poparły. Państwa zaufanie i głos ma dla mnie ogromne znaczenie! Zapewniam Państwa, że nie zawiodę i zrobię co w mojej mocy, aby zrealizować to, co sobie założyłam!

Trzymamy kciuki za Panią Posłankę i życzymy samych sukcesów w reprezentowaniu naszych rodaków w rumuńskim parlamencie.

Zdjęcie: Fragment plakatu wyborczego Związku Polaków w Rumunii; od prawej stoją: Gerwazy Longher, Anna Zielonca, Victoria Longher, Józef Irișec.

Potwierdziły się publikowane wcześniej sondaże. Według wstępnych wyników socjaldemokraci z PSD otrzymali około 45% głosów. Do parlamentu dostaną się też liberałowie z ALDE, na których głosowało ok. 6% mieszkańców. To właśnie te dwie partie utworzą najpewniej koalicję która będzie rządziła krajem. Wciąż nie wiadomo jednak, kto stanie na czele rządu.

Liviu Dragnea (na zdjęciu), lider socjaldemokratów ma powody do zadowolenia. Jego partia uzyskała niesamowitą wręcz przewagę nad rywalami. 45,8% głosów w najlepszym przypadku pozwolić może lewicowcom na samodzielne rządy. W najczarniejszym scenariuszu koalicję rządową będzie zaś współtworzyć Sojusz Liberalno Demokratyczny (ALDE). Ten naturalny sojusznik socjaldemokratów przekroczył próg, uzyskując 6,3% głosów.

Nadal nie wiadomo, kto zostanie premierem. Jedną z możliwości jest pozostanie na tym stanowisku Daciana Cioloșa. Możliwe jednak, że wobec tak przytłaczającego zwycięstwa Liviu Dragnea sam zechce sprawować rządy.

Pozostałe partie pozostały daleko w tyle. Wedle wyników exit polls Partia Narodowo Liberalna (PNL) cieszy się poparciem 20,8% wyborców, na trzecim miejscu jest natomiast Unia Ocalenia Rumunii (USR). 9,2% głosów to jednak świetny wynik zważywszy na fakt, że partia powstała nieco ponad pół roku temu. Cieszy się ona zwłaszcza poparciem antyestablishmentowego elektoratu, który żąda gruntownych zmian systemowych w kraju.

Warto zwrócić uwagę na wyjątkową mobilizację rumuńskich Węgrów. Do wzięcia udziału w głosowaniu namawiał ich osobiście Victor Orban, który kilka dni temu odwiedził przygraniczne Satu Mare (węg. Szatmárnémeti). Póki co wynik ich ugrupowania UDMR szacowany jest na 6,7%.  6,3% głosów otrzymali wspomniani wcześniej liberałowie z ALDE, zaś Partia Ludowa (PMP) związana z dawnym prezydentem Traianem Băsescu znajduje się tuż poniżej pięcioprocentowego progu.

Zdjęcie: Liviu Dragnea, lider PSD. Źródło: Wikipedia/otwarta licensja