Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Bożonarodzeniowy jarmark odbędzie się w tym roku na placu Victoriei. Ta decyzja władz Bukaresztu doprowadziła do do furii zwolenników opozycji. W trakcie montażu rusztowań doszło do przepychanek z policją, bo to właśnie w tym miejscu odbywają się największe antyrządowe demonstracje

Od rana atmosfera na placu Victoriei była napięta. Początkowo zebrało się tam kilkadziesiąt osób, które protestowały przeciwko organizacji w tym miejscu jarmarku bożonarodzeniowego. Część z nich usiłowała uniemożliwić montaż rusztowań. Doszło do przepychanek z policją, która została wysłana do pilnowania porządku. Zatrzymano trzy osoby, które zachowywały się agresywnie wobec funkcjonariuszy. Jeden z incydentów dotyczy pobicia starszego człowieka, który miał krytykować demonstrantów. Niektóre media podają, że miał on jako pierwszy zaatakować osoby obecne na placu i wyrwać jednej z nich telefon.

Wraz z upływem czasu na placu zbierało się coraz więcej osób. Demonstranci nawołują do obecności na placu poprzez internet, deklarując przy tym że ich zamiary są pokojowe. Chcą jedynie, aby przez organizację jarmarku nie zostało zajęte miejsce, w którym tradycyjnie odbywają się protesty. Największych demonstracji należy spodziewać się wieczorem.

Decyzja o zorganizowaniu jarmarku na placu Victoriei zapadła w środę. Burmistrz Gabriela Firea mówiła, że chce aby wydarzenie połączyło mieszkańców stolicy. Jarmark ma potrwać od 5 do 17 grudnia.

Na swoim oficjalnym facebookowym profilu ministerstwo transportu promowało się do niedawna zdjęciem trzypasmowej autostrady. To właśnie wysoki standard drogi przykuł uwagę internautów, którzy szybko odkryli że ilustracja pochodzi zza granicy. Konkretnie z Polski, a widnieje na niej autostrada A4

Zdjęcie na profilu ministerstwa transportu szybko zostało podmienione. Obecne przedstawia kolorowe samoloty. Nie przeszkodziło to internautom w drwieniu z państwowej instytucji. Zwłaszcza, że to nie pierwsza wpadka tego typu. Podlegający ministerstwu transportu zarząd dróg w zeszłym roku organizował konkurs fotograficzny, który promował zdjęciem z... Kanady.

Zdjęcie, które do niedawna można było oglądać zrobione zostało w pobliżu góry św. Anny na Opolszczyźnie. Zlokalizowanie miejsca nie było trudne o tyle, że w Polsce - podobnie jak w Rumunii - trzypasmowe autostrady należą do rzadkości. W Polsce również zdarzają się podobne gafy. Niedawno, na targach turystycznych w Londynie, uwagę odwiedzających przykuł na przykład plakat reklamujący zamek w Łańcucie. Zdjęcie na nim zaprezentowane przedstawiało bowiem zamek, ale... w Książu na Dolnym Śląsku.

Decyzja prokuratury to efekt prowadzonego śledztwa. W jego trakcie oskarżonych zostało osiem osób, którym postawiono między innymi zarzuty defraudacji funduszy unijnych, nadużycia władzy czy kierowania grupą przestępczą. Jednym z podejrzanych w sprawie jest lider PSD posiadającej większość w rządzącej krajem koalicji

Prokuratorzy z Krajowego Urzędu Antykorupcyjnego (DNA) zabezpieczyli na poczet ewentualnych roszczeń majątek należący do podejrzanych, co zapowiadano już na początku śledztwa. Dotyczy to także Liviu Dragnei. Zajęto należące do niego nieruchomości zlokalizowane w Turnu Măgurele (okręg Teleorman) - działkę o powierzchni niemal trzech tysięcy metrów kwadratowych wraz ze znajdującym się tam budynkiem oraz mieszkanie o powierzchni osiemdziesięciu metrów kwadratowych. Prokuratorzy zabezpieczyli też dwa samochody (Skodę Superb i BMW X5) oraz aktywa o łącznej wartości niemal dwóch milionów lei.

W przypadku udowodnienia podejrzanym winy, zabezpieczone majątki mają służyć pokryciu strat, na jakie narażony został skarb państwa. Łącznie mowa jest o sumie 20 milionów euro i 30 milionów lei. Pieniądze miały być defraudowane w okręgu administracyjnym Teleorman, kiedy Liviu Dragnea piastował tam urząd przewodniczącego okręgowej rady. Jak informują rumuńskie media, firma Tel Drum, której także dotyczy sprawa, nadal wygrywa przetargi w okręgu.

Skarb państwa został narażony na straty rzędu 20 milionów euro i 30 milionów lei. Pieniądze miały być defraudowane poprzez ustawianie zamówień publicznych w okręgu administracyjnym Teleorman na południu Rumunii. Krajowy Urząd Antykorupcyjny rozpoczął już przesłuchania w tej sprawie. Rumuńskie media informują, że w sprawę może być zamieszany Liviu Dragnea - lider rządzącej Partii Socjaldemokratycznej (PSD)

Prokuratura ogłosiła chęć zajęcia majątków osób zamieszanych w sprawę. Pieniądze mają posłużyć do pokrycia strat, jakie poniósł skarb państwa. Najpierw ich wina musi być jednak udowodniona podczas procesu. Póki co trwają przesłuchania ośmiu osób, wśród których jest między innymi Liviu Dragnea - lider rządzącej PSD, który w latach 2000 - 2012 pełnił funkcję przewodniczącego rady regionu Teleorman. Dragnea ma usłyszeć zarzuty nadużycia władzy, defraudację funduszy unijnych i kierowanie grupą przestępczą. Przesłuchiwany jest także Marian Fiscuci, były prezes firmy Tel Drum, która miała korzystać z korzystnych kontraktów.

Liviu Dragnea w swoim stylu skomentował całą sprawę tłumacząc, że działania DNA (Direcția Națională Anticorupție; Krajowy Urząd Antykorupcyjny) mają na celu zakłócenie wprowadzanych przez rząd PSD-ALDE reform.

Firma Tel Drum w sierpniu wygrała kolejny przetarg na odśnieżanie dróg w okręgu administracyjnym Teleorman podczas czterech najbliższych sezonów. Opiewa on na kwotę 35,5 miliona lei. Tylko podczas nadchodzącej zimy przedsiębiorstwo zrealizuje prawie sześćdziesiąt zleceń.

Fot. Zdjęcie ilustracyjne

6 miesięcy więzienia. Taki wyrok usłyszał przed sądem w Tulczy mężczyzna, który zabił swojego psa nożem. To pierwszy tego typu wyrok w Rumunii

Do tej pory sądy pobłażały osobom znęcającym się nad zwierzętami. Tym razem było inaczej. Oskarżony o zabicie swojego psa prawdopodobnie spędzi sześć miesięcy za kratami. Usłyszał taki wyrok po tym, jak zabił swojego psa nożem. Zwierzę nie stanowiło żadnego zagrożenia, gdyż było przypięte łańcuchem. Na decyzję sądu wpłynął też fakt, że oskarżony o ten czyn nie wyraził żadnej skruchy. Wręcz przeciwnie, zabił swojego psa z premedytacją i nie wyraził skruchy. Co więcej, to nie był jego pierwszy konflikt z prawem. Wyrok nie jest prawomocny.

Informacja o obywatelu Rumunii, który miał po pijanemu przypadkiem trafić do Londynu, pojawiła się w wielu mediach - także w Polsce. Okazuje się, że zamiast zabawnej historii mieliśmy do czynienia z prawdziwym dramatem. Mieszkaniec Delești (okręg administracyjny Vaslui) najprawdopodobniej padł ofiarą handlarzy ludźmi

Mihai Danciu miał podczas imprezy ze znajomymi założyć się, że pojedzie do Wielkiej Brytanii i znajdzie tam pracę. W mediach znalazła się informacja, że obudził się w szpitalu i tylko dzięki pochodzącej z Rumunii pielęgniarce miał zorientować się, gdzie tak naprawdę się znajduje.

Okazuje się, że wyglądało to inaczej. Mężczyzna miał otrzymać ofertę pracy jako budowlaniec. Obiecywano mu 600 funtów wynagrodzenia oraz zakwaterowanie wraz z wyżywieniem. Na miejscu czekały na niego o wiele gorsze warunki - praca trwała 12 godzin dziennie, a obiecywane zakwaterowanie okazało się spaniem na podłodze. Do tego doszły obawy, że pracodawca nie wywiąże się ze swoich zobowiązań finansowych.

W efekcie, Mihai Danciu zdecydował się wrócić do domu. Rozwścieczyło to jego "pracodawców", także zresztą pochodzących z Rumunii, którzy postanowili go ukarać. Chodziło o zastraszenie pozostałych pracowników, którzy godzili się na niewolniczą pracę w fatalnych warunkach. Mężczyznę związano i przez kilkanaście godzin bito. Później miał zostać upojony alkoholem i pozostawiony na ulicy na pastwę losu. Jedynie koniec historii jest podobny, gdyż nieprzytomny mężczyzna faktycznie trafił do szpitala nie wiedząc, co się z nim działo.