Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Komisja Europejska grozi Rumunii pozwem do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Wszystko przez brak wprowadzenia programu zarządzania odpadami i zapobiegania zanieczyszczeniom, co jest problemem także kilku innych krajów Unii Europejskiej.

Kraje członkowskie miały czas do grudnia 2010 roku, aby wprowadzić wymagane przez Unię program zarządzania odpadami. W grudniu 2013 roku minął zaś termin realizacji dyrektywy dotyczącej zapobieganiu zanieczyszczeniom. Dodatkowo, już w ubiegłym roku Komisja Europejska nakazała Rumunii zamknięcie do końca 2017 roku ponad setki nielegalnych wysypisk na terenie całego kraju. W przeciwnym razie na państwo zostaną nałożone dotkliwe kary finansowe, sięgające ponad 124 tysięcy euro dziennie. Póki co plan ten został wykonany w jednej trzeciej, gdyż w całej Rumunii nadal użytkowanych jest 68 nielegalnych składowisk odpadów.

Za opóźnienia Rumunii grozi teraz pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Podobne sprawy toczą się już przeciwko Belgii, Cyprowi, Francji, Hiszpanii i Włoszech. Z problemem uporała się zaś między innymi Chorwacja i Słowenia. Obecnie Rumunia jest krajem, który spośród członków Unii Europejskiej najgorzej radzi sobie z zarządzaniem odpadami. Aż 72% wszystkich śmieci trafia tam na wysypiska, podczas gdy średnia unijna wynosi zaledwie 25,6%. Tymczasem wymogi unijne mówią o konieczności przetwarzania przynajmniej 50% wszystkich odpadów do 2020 roku.

Zasypane drogi, odcięte linie energetyczne, ujemne temperatury i zagrożenie lawinowe w górach. Pisaliśmy już o tego typu przypadkach, ale... w styczniu. Teraz zima wróciła i przez kolejnych parę dni nie zamierza odpuścić.

W niektórych regionach zanotowano opady śniegu tworzące pokrywę o grubości ponad pięćdziesięciu centymetrów. Tak jest na przykład w leżącej na północy Borșy. Śnieg zalega też w popularnym kurorcie Poiana Brașov czy w Górach Fogaraskich - tam intensywne opady śniegu stworzyły warstwę sięgającą półtora metra, co skłoniło władze do ogłoszenia alarmu lawinowego. Wiele wskazuje na to, że to dopiero początek problemów. Synoptycy zapowiadają bowiem, że w nadchodzących dniach nadal spodziewać się można wystąpienia ujemnych temperatur.

W Transylwanii, w okręgu Mureș, kilka tysięcy osób zostało odciętych od prądu. Podobne problemy wystąpiły też w okręgu Vrancea na wschodzie Rumunii, gdzie dostępu do prądu nie ma kilkadziesiąt miejscowości. Nieco lepiej sytuacja wygląda w leżącym na południu kraju regionie Vâlcea, gdzie elektryczność nie dociera do mniej niż tysiąca mieszkańców. Z trudnymi warunkami zmagają się jednak mieszkańcy większości rumuńskich miast. Opady śniegu i niskie temperatury spowodowały, że opóźnienia notuje wiele pociągów i autobusów. Problemem jest też fakt, że wielu kierowców wymieniło już opony na letnie. Zdarzają się sytuacje, w których policja wstrzymuje ruch, aby umożliwić przejazd służbom odśnieżającym drogi.

Fot. Poliția Română / www.politiaromana.ro

Komisja Europejska zaprezentowała dane z których wynika, że liczba śmiertelnych wypadków drogowych w Unii Europejskiej spadła w minionym roku o 2%. Niestety, Rumunia wciąż znajduje się w czołówce krajów, w których najwięcej osób ginie na drogach.

W 2016 roku we wszystkich krajach Unii Europejskiej śmierć poniosło ok. 25,5 tys. osób, co oznacza spadek o ok. 600 ofiar. Tendencja spadkowa nie dotyczy jednak wszystkich krajów. Współczynnik śmiertelności na rumuńskich drogach oszacowano na przykład na 97 osób na milion mieszkańców, co stanowi wzrost o 1% względem roku 2015 (95 osób na milion mieszkańców). Warto jednak pamiętać, że względem 2010 roku zanotowano spadek rzędu 19%. Wtedy na drogach Rumunii współczynnik śmiertelności wynosił bowiem aż 117 osób na milion mieszkańców, co było najgorszym wynikiem w całej Unii Europejskiej.

Obecnie na pierwszym miejscu niechlubnego rankingu znajduje się Bułgaria (99 osób na milion mieszkańców, w 2015 roku 98). Po znajdującej się na drugim miejscu Rumunii uplasowała się Łotwa (80 osób), która równocześnie zanotowała przy ogromny postęp. W ciągu roku w kraju tym śmiertelność na drogach spadła bowiem aż o 16%. Inne kraje, w których najwięcej osób ginie w wypadkach drogowych, to Polska (79 osób/milion), Grecja (75 osób/milion) czy Chorwacja (73 osoby/milion).

Najmniej ofiar wypadków drogowych zanotowano w 2016 roku w Szwecji (27 osób/milion), Wielkiej Brytanii  (28 osób/milion) i Holandii (33 osoby/milion). Procentowo, najlepszą poprawę tego współczynnika zarejestrowano na Litwie (22%, z 83 na 65 osób/milion), Łotwie (16%, z 95 na 80 osób/milion) i w Czechach (16%, 70 na 59 osób/milion).

Rząd Sorina Grindeanu został zaprzysiężony 4 stycznia 2017 roku. Przypominamy najważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce podczas pierwszych stu dni jego funkcjonowania.

W wyniku ubiegłorocznych wyborów miażdżące zwycięstwo odniosła socjaldemokratyczna partia PSD. Uzyskanie około 45% głosów nie pozwoliło jej jednak na samodzielne rządy, dlatego też została zawiązana z liberałami z ALDE. Od początku nie było wiadomo, kto stanie na czele rządu. Premierem nie mógł zostać bowiem lider ugrupowania Liviu Dragnea, ze względu na ciążący na nim wyrok za manipulacje podczas mającego miejsce w 2012 roku referendum. Na to stanowisko typowano najpierw Sevill Shhaideh - muzułmankę z Konstancy o tatarsko - tureckich korzeniach. Ostatecznie premierem został jednak Sorin Grindeanu, o czym dowiedzieliśmy się tuż przed Nowym Rokiem.

Na początku roku ustalony został skład rządu, który zaledwie dwa tygodnie później zaczął mierzyć się z licznymi protestami mieszkańców Rumunii. Spore kontrowersje wywołał projekt ustawy amnestyjnej, na mocy której z przepełnionych więzień mieli być zwolnione osoby odsiadujące niskie wyroki. Obawiano się bowiem, że da to możliwość uniknięcia kary przez zamieszanych w afery korupcyjne polityków. Prezydent Klaus Iohannis zapowiedział wtedy referendum w tej sprawie.

Mimo protestów, rząd kontynuował swoje prace nad ustawą. Prawdziwy kryzys nastąpił między 31 stycznia a 1 lutym, gdy oprócz projektu amnestii przyjęto w drodze rozporządzenia inną ustawę. Ustalano w niej kwotę 200 tysięcy RON, poniżej której przestępstwa korupcyjne nie byłyby ścigane z urzędu. Oznaczać to mogło między innymi, że kolejnego wyroku mógłby uniknąć Liviu Dragnea. Lider socjalistów był bowiem oskarżany o malwersacje na kwotę niewiele wyższą niż 100 tysięcy RON.

Działania rządu doprowadziły do wrzenia w całym kraju. 1 lutego na ulice rumuńskich miast wyszło łącznie nawet 300 tysięcy demonstrantów. Kilka dni później, w trakcie weekendu, liczba ta mogła nawet ulec podwojeniu. W międzyczasie do dymisji podał się jeden z ministrów, a także grupa lokalnych działaczy PSD. Premier Grindeanu zadeklarował zaś, że "usłyszał głos ulicy" i zamierza wycofać się z kontrowersyjnego pomysłu. Pod koniec lutego doszło do rekonstrukcji rządu. Stanowisko stracił m. in. Florin Iordache, minister sprawiedliwości forsujący wcześniej projekty kontrowersyjnych ustaw. W rządzie pojawiło się natomiast kilka osób związanych z byłym premierem Victorem Pontą.

Wizerunkowo na walce z rządem najwięcej zyskał wywodzący się z Partii Narodowo-Liberalnej (PNL) prezydent Klaus Iohannis, który od początku sprzeciwiał się obu projektom ustaw. Według jednego z badań opinii publicznej, premier Grindeanu wciąż cieszy się jednak zaufaniem w społeczeństwie.

Niepokoje społeczne nie wpłynęły na świetne wyniki rumuńskiej gospodarki. Już od 1 stycznia obowiązywać zaczęły reformy przeprowadzone jeszcze przed poprzedniego premiera Daciana Cioloșa. Ministerstwo finansów od początku zapowiadało kontynuację reform, czemu sprzyjał wysoki wzrost gospodarczy i wzrost dochodów państwa o 35 mld RON. W takich okolicznościach uchwalono na początku lutego ambitną ustawę budżetową, która zakładała między innymi podwyżki płacy minimalnej oraz zwiększenie nakładów na edukację czy służbę zdrowia.

Z taką inicjatywą wystąpiła grupa posłów z Uniunea Salvați România (USR). Przekonują oni, że obecnie parlamentarzyści nie pracują wystarczająco długo, a do tego czekają ich kolejne podwyżki. Projekt ustawy ma obejmować także likwidację przywilejów emerytalnych dla posłów i senatorów.

Wszystko przez zaproponowane przez rząd rozwiązanie, mające na celu podwyżkę płac dla parlamentarzystów. Przedstawiciele USR uznali w związku z tym, że muszą oni na nią zapracować. Obecnie bowiem posłowie spędzają w pracy maksymalnie trzy dni w tygodniu - tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele opozycji. Liderzy USR zaprosili do debaty nad swoim pomysłem przedstawicieli związków zawodowych i pracodawców, którzy mają wypowiedzieć się na temat projektu.

Projekt USR najpewniej nie ma szans na realizację swojego pomysłu. Ich inicjatywa jest jednak sprytnym zagraniem PR-owym, mającym na celu zjednać sobie nowych sympatyków. W minionych wyborach na USR głosowało około 9% wyborców, dzięki czemu młoda partia nieoczekiwanie stała się trzecią siłą w rumuńskim parlamencie.

Chodzi o Elenę Udreę, w latach 2008-2012 minister rozwoju regionalnego i turystyki w rządzie Emila Boca (Partia Demokratyczno-Liberalne; PDL). Została ona skazana za liczne nadużycia oraz korupcję. Kara bezwzględnego pozbawienia wolności to jednak nie wszystko, gdyż Udrea prawdopodobnie będzie musiała też zapłacić ponad 8 mln RON tytułem zadośćuczynienia za wyrządzone szkody.

Za przyjmowanie łapówek Udrea otrzymała wyrok pięciu lat, a nadużywanie władzy 6 lat. Według rumuńskiego prawa spędzi ona jednak w więzieniu tylko tyle lat, ile stanowi najwyższy zasądzony wyrok. Jest on o tyle surowy, że wiąże się też z zapłatą kwoty w wysokości 8 116 800 RON, co ma być zadośćuczynieniem za straty, jakich doznała Narodowa Agencja ds. turystyki (Autoritatea Naţională pentru Turism; ANT). Była minister była też oskarżana o defraudację środków unijnych, jednak w tej sprawie została ona uniewinniona.

Wspomniana suma ośmiu milionów lejów została wydana na galę bokserską "Bute Gala", zorganizowaną w 2011 roku przez Rumuńską Federację Bokserską (Federației Române de Box; FRB), której prezesem był wtedy Rudel Obreja. Rzecz w tym, że pieniądze z ministerstwa trafiły wprost do zarządzanej przez niego spółki. Co więcej, suma ta była pierwotnie przeznaczona na promocję rumuńskiej turystyki. Za tę malwersację finansową Obreja usłyszał już wyrok pięciu lat pozbawienia wolności.

Sama Udrea od początku trwania śledztwa twierdziła, że jest niewinna. Jednocześnie przed sąd trafiło jednak kilku jej byłych współpracowników, którzy przyznali się do winy otrzymując wyroki w zawieszeniu w wysokości od półtora roku do trzech lat. Co więcej, twierdzą oni, że pomagali jedynie byłej minister, która stała za wszystkimi omawianymi nadużyciami. Ogłoszony wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Fot. Razvan Socol