Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Z taką propozycją wystąpił Tudor Ciuhodaru, jeden z członków PSD. Jego projekt ustawy zakładał od sześciu miesięcy do trzech lat więzienia dla osób, których działania stanowiłyby zagrożenie dla porządku konstytucyjnego lub działań rządu. Od kontrowersyjnego pomysłu odcięli się nawet inni członkowie partii rządzącej.

Ciuhodaru stwierdził, że należy przeciwdziałać osobom, które mogą sparaliżować działania rządu. Zaprzeczył jednocześnie, aby jego projekt był w jakikolwiek sposób powiązany z trwającymi od miesiąca protestami. Jego celem miała natomiast być walka z separatyzmem węgierskiej ludności, która od lat walczy o utworzenie autonomii. Mimo tłumaczeń i odcięcia się partii od pomysłu, słowa posła wywołały niemałe zamieszanie. Czy będzie to kolejny pomysł, który zmobilizuje ludzi do udziału w manifestacjach? Przekonamy się już w niedzielę, na kiedy zapowiedziano kolejne masowe protesty.

Fot. Facebook

Bukaresztański Sąd Apelacyjny postanowił wydalić z Rumunii małżeństwo, które studiowało w Klużu medycynę. Przyczyną tej decyzji jest podejrzenie, że para mogłaby wesprzeć oddziały Państwa Islamskiego. Dowody na radykalizację pochodzących z Niemiec studentów dostarczyły służby wywiadowcze.

Główne podejrzenie padło prawdopodobnie na mężczyznę, który posiada podwójne obywatelstwo niemiecko-syryjskie. Naukę w klużańskim Uniwersytecie Medycznym i Farmaceutycznym rozpoczął on w 2014 roku. Jego żona, obywatelka Niemiec, podjęła studia w roku ubiegłym. To właśnie wtedy para zwróciła na siebie uwagę rumuńskich służb specjalnych. Według portalu www.libertatea.ro obydwoje mieli głosić radykalne poglądy i aktywnie szukać wśród współwyznawców kandydatów na przyszłych bojowników Państwa Islamskiego. Sami zresztą planowali wyjazd do Syrii, aby tam włączyć się do walki po stronie ISIS.

Wczoraj w Bukareszcie i innych większych miastach Rumunii odbyły się kolejne protesty, które świadczą o tym, że działania rządu cały czas są bacznie obserwowane przez jego przeciwników. I to pomimo faktu, że ustawa która doprowadziła do masowych demonstracji, została już uchylona przez senat. Fakt ten jest obecnie wykorzystywany przez polityków rządzącej koalicji, aby przekonać prezydenta Klausa Iohannisa do wycofania się z pomysłu organizacji referendum.

Niedzielna była dwudziestym siódmym dniem z rzędu, gdy na ulicach rumuńskich miast dochodziło do antyrządowych wystąpień. Przypomnijmy, że wcześniej wielu mieszkańców brało udział w manifestacjach sprzeciwiając się projektowi tzw. ustawy amnestyjnej. Do wrzenia doprowadziły zaś zmiany w kodeksie karnym, które zakładały ściganie z urzędu przestępców korupcyjnych, którzy wyrządzili szkody warte więcej niż 200 tysięcy lejów.

W kolejnych dniach Rumunia skupiła uwagę mediów całego świata po tym, jak w kolejnych odsłonach protestów bite były kolejne rekordy frekwencji. Już 1 lutego 300 tysięcy, a kilka dni później rekordowe 600 tysięcy osób wyszło na ulice w proteście przeciwko władzy i wszechobecnej korupcji. W uspokojeniu sytuacji nie pomogło zaś ani wycofanie się premiera Sorina Grindeanu z kontrowersyjnej ustawy, ani nawet zmiany personalne w rządzie, w wyniku których ustąpił m. in. minister sprawiedliwości Florin Iordache.

Obecne protesty nie są już tak liczne, jednak świadczą o tym, że mieszkańcy będą wciąż pilnie obserwować działania rządu. Coraz częściej dochodzi też dochodzi też do prorządowych manifestacji, które jednak nie są zjawiskiem masowym. Jednocześnie przedstawiciele rządzącej PSD zwrócili się do prezydenta z propozycją odwołania referendum, które ich zdaniem nie ma sensu ze względu na uchylenie kontrowersyjnej ustawy.

Referendum ma kosztować ok. 250 lejów. Mieszkańcy kraju mają wypowiedzieć się w nim, czy chcą aby walka z korupcją prowadzona przez Krajową Dyrekcję Antykorupcyjną (DNA) była kontynuowana. Projekt prezydenta wspiera jego rodzima PNL oraz USR, rządząca koalicja i Węgrzy z UDMR twierdzą z kolei, że w obliczu braku zmian w przepisach inicjatywa ta jest już tylko marnowaniem pieniędzy. Wcześniej idea przeprowadzenia referendum została jednak zatwierdzona przez parlament.

Fot. Flaga Unii Europejskiej wykonana przez osoby protestujące w Bukareszcie 26 lutego 2017. Żródło: Digi24.ro

To efekt postanowień z 2015 roku. Początkowo Rumunia, podobnie jak Czechy, Finlandia, Słowacja i Węgry, sprzeciwiała się przyjęciu uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Mimo twardego stanowiska Klausa Iohannisa, ówczesny rząd Victora Ponty zgodził się jednak na ustępstwa. Ostatecznie ustalono, że do Rumunii trafi ok. 2000 osób ubiegających się o azyl - głównie przebywających w Grecji i we Włoszech.

Zgodnie z realizacją przyjętego programu relokacyjnego do Rumunii trafić miało początkowo ponad 6000 uchodźców. W wyniku negocjacji ustalono, że kraj ten przyjmie ok. 2000 osób, co jest kwotą niewiele wyższą od deklarowanej przez rząd liczby 1500  całym 2016 roku do Rumunii trafiło 554 uchodźców. Objęci oni zostali programem wsparcia, dzięki któremu otrzymali oni zakwaterowanie i pomoc finansową. Uchodźcy biorą też udział w programach integracyjnych.

Do tej pory Rumunię omijała fala uchodźców z Bliskiego Wschodu, którzy docierają do Niemiec głównie szlakiem wiodącym przez Bułgarię, Serbię, Węgry i Austrię. Kraj ten jest jednak popularnym celem dla mieszkańców Mołdawii, Serbii czy Ukrainy, osiedlających się tam w poszukiwaniu pracy. Jednocześnie od momentu przyjęcia Rumunii do Unii Europejskiej w 2007 roku, parę milionów mieszkańców wyemigrowało do bogatszych krajów wspólnoty.

Fot. Kopuła meczetu w Konstancy. Obecnie w Rumunii mieszka ok. 70 tys. wyznawców islamu. Są to głównie Tatarzy i Turcy, którzy żyją w znajdującej się nad Morzem Czarnym Dobrudży.

Właśnie ogłoszono objęcie stanowisk przez nowych ministrów. Dwie nominacje są ściśle związane z rezygnacją dwóch członków rządu, co było z kolei spowodowane wprowadzeniem kontrowersyjnej ustawy i towarzyszącymi temu wydarzeniu protestami. Zmiany obejmą jednak aż cztery ministerstwa.

Przypomnijmy, że pierwszy do dymisji podał się Florin Jianu, do niedawna pełniący funkcję ministra rozwoju biznesu. 2 lutego, dzień po przyjęciu ustawy wprowadzającej zmiany w kodeksie karnym, ocenił on że "Rumunia nie zasługuje na to, co się teraz dzieje". Tydzień później do dymisji podał się z kolei minister sprawiedliwości Florin Iordache, który był odpowiedzialny za wprowadzenie nowych przepisów. Niesławny minister zasłynął podczas konferencji prasowej zorganizowanej tuż po przyjęciu przez rząd kontrowersyjnej ustawy. Unikał on jednak wypowiadania się na ten temat i zbywał dziennikarzy prośbami o następne pytanie.

Dzisiaj ogłoszono nominację na stanowisko ministra sprawiedliwości dla Tudorela Toadera, byłego członka Trybunału Konstytucyjnego, rektora jaskiego uniwersytetu. Florina Jianu zastąpi z kolei Alexandru Petrescu, dotychczasowy minister ekonomii. Na tym stanowisku pojawi się zaś Mihai Tudose, który piastował już tę funkcję przez niecały rok w gabinecie Victora Ponty. Mihaelę Toader na stanowisku minister ds. funduszy europejskich także zastąpi osoba związana z dawnym rządem. Funkcję tę obejmie bowiem Rovana Plumb - europarlamentarzystka w latach 2007-2012, późniejsza minister pracy.

Zmiany w kodeksie karnym, które de facto depenalizowały niektóre przestępstwa korupcyjne, wprowadzono w nocy z 31 stycznia na 1 lutego. Wywołały one masowe protesty, które - choć w znacznie mniejszej skali - trwają po dziś dzień. Dzisiaj senat odrzucił ustawę wprowadzoną przez rząd.

Przypomnijmy, że feralna ustawa opublikowana pod numerem 13 została wprowadzona w trybie rozporządzenia, w efekcie czego nie została przedyskutowana przez parlament. Już następnego dnia ponad 300 tysięcy mieszkańców Rumunii wyszło na ulicę protestując przeciwko obecnej władzy. W rezultacie  premier Sorin Grindeanu wycofał się z pomysłu wprowadzenia zmian w kodeksie karnym, co obwieścił w sobotę czwartego stycznia. Dzisiaj jego decyzja została podtrzymana, czego efektem było głosowanie w senacie. Za odrzuceniem ustawy głosowało bowiem 110 senatorów spośród 120 obecnych na sali (przy 9 głosach wstrzymujących się i jednym "przeciw").

W związku z ustawą nr 13 Krajowa Dyrekcja Antykorupcyjna przesłuchała w zeszłym tygodniu szereg polityków piastujących wysokie państwowe stanowiska. Wśród nich znalazła się m. in. minister spraw wewnętrznych Carmen Dan i minister ds. relacji z parlamentem Graţiela Gavrilescu. Premier Sorin Grindeanu stwierdził, że tego typu działanie jest dziwne, gdyż jego zdaniem rząd od początku działał w zgodzie z prawem.

Jeszcze ostrzej zareagował wiceprezes koalicyjnej partii ALDE Călin Popescu-Tăriceanu, który ocenił że w Rumunii panuje "parodia demokracji". Stwierdził też, że wypełnienie woli protestujących, których nazwał "psami" to "kpina z praworządności. Gdy miało już dojść do głosowania, były premier który piastuje obecnie stanowisko przewodniczącego senatu, przekazał prowadzenie obrad jednemu ze swoich zastępców.

Fot. senat.ro