Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Zaostrza się kryzys w rumuńskim rządzie. Do dymisji podali się wszyscy ministrowie, jednak premier Sorin Grindeanu nie zamierza ustąpić. O wywołanie kryzysu oskarża on lidera PSD Liviu Dragneę, który ma w ten sposób zatrzymać pełnię władzy dla siebie.

Do dymisji podali się już wszyscy ministrowie, choć jeszcze w czwartek mówiło się o paru osobach które miały pozostać w gabinecie Grindeanu. Władze Partii Socjaldemokratycznej (PSD) zagroziły wcześniej, że taki krok będzie skutkował wykluczeniem z ich ugrupowania. Taki los spotkał samego premiera, który nie godzi się ze stawianymi mu zarzutami i nie zamierza ustąpić dopóki prezydent Klaus Iohannis nie wyznaczy na jego stanowisko nowej osoby.

Ustąpienia premiera domaga się jednak Liviu Dragnea - lider PSD, który sam nie mógł objąć funkcji premiera ze względu na ciążący na nim wyrok. Na niedzielne popołudnie zaplanowano głosowanie nad wotum nieufności, które ma ostatecznie pozbawić Grindeanu władzy. On sam także nie pozostaje bierny wobec ruchów swoich przeciwników. Premier publicznie oskarżył Liviu Dragneę o chęć przejęcia władzy i przypomniał, że był on odpowiedzialny za wszystkie nominacje w jego rządzie.

Mimo dymisji całego gabinetu, Sorin Grindeanu nie jest osamotniony. Z pewnością może on liczyć na sympatię społeczeństwa, gdyż to właśnie Liviu Dragnea stał się na początku bieżącego roku symbolem korupcji i arogancji władzy. Grindeanu wspiera też między innymi Victor Ponta, który piastował urząd premiera do 2015 roku (podał się do dymisji po tragicznym pożarze w klubie Colectiv), a także wielu szeregowych działaczy PSD. Czy to wystarczy, aby zachować fotel premiera? Wszystko okaże się w niedzielę o 16:30 lokalnego czasu, podczas głosowania nad wotum nieufności.

fot. Sorin Grindeanu zainicjował akcję #Dragneademisia w mediach społecznościowych, mającą na celu wezwane Liviu Dragneę do dymisji.

Czytaj też: Ogromny kryzys w rządzie. Premier Rumunii stracił poparcie własnej partii

Po niespełna sześciu miesiącach rządów komitet wykonawczy Partii Socjaldemokratycznej (PSD) jednogłośnie zadecydował o wycofania poparcia dla rządu Sorina Grindeanu. Oficjalnym powodem ma być brak wypełniania programu partii, jednak uważa się że była to osobista decyzja lidera ugrupowania Liviu Dragnei. Grindeanu nie zamierza jednak ustępować.

W środę wieczorem 68-osobowy komitet wykonawczy PSD jednogłośnie zadecydował o wycofaniu poparcia dla urzędującego premiera. Jednocześnie zapowiedziano, że z partii zostanie usunięty każdy, kto zechce dołączyć do jego nowego gabinetu. Podobną decyzję podjęli także członkowie koalicyjnego ALDE. Liderzy obu ugrupowań Liviu Dragnea i Călin Popescu - Tăriceanu ogłosili to na wspólnej konferencji. Jako oficjalny powód zaistniałej sytuacji podano brak wykonywania założeń programowych partii. Według wyliczeń przeciwników premiera, jego rząd zrealizował mniej niż 15% spośród wszystkich planowanych reform. Zasugerowano także, że Grindeanu niezbyt radzi sobie z koordynacją pracy poszczególnych ministrów.

Jeszcze tego samego dnia Sorin Grindeanu spotkał się z dziennikarzami na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, w trakcie której obalał argumenty Liviu Dragnei i Călina Popescu-Tăriceanu. Tłumaczył, że siłę partii PSD tysiące jej członków w całym kraju. Powiedział też, że jego rząd jest rządem Rumunii, a nie partyjnego komitetu wykonawczego. Przy okazji personalnie zaatakował Dragneę, mówiąc że jeden człowiek chce zachować całą władzę tylko dla siebie. Odniósł się także do stanu realizacji programu wskazując, że udało mu się zrealizować ponad połowę ze wszystkich założeń zaplanowanych na pierwsze pół roku rządów. Jako autora wyliczeń mówiących o kilkunastu procentach zrealizowanego programu wskazał zaś on byłego ministra finansów Dariusa Vâlcova, na którym ciążą zarzuty korupcyjne.

Nie tylko Grindeanu nie złożył rezygnacji. Według niektórych źródeł wciąż może on liczyć na wsparcie kilku swoich ministrów. Do tej pory do dymisji nie podał się na przykład minister finansów Viorel Ștefan, minister sprawiedliwości Tudorel Toader, minister obrony narodowej Gabriel Leș czy minister ekonomii Alexandru Petrescu. Obecny kryzys idzie w parze z tarciami między koalicjantami. Niedawno pojawiły się między innymi doniesienia, że liderzy PSD starają się zachęcić do przystąpienia do koalicji partię mniejszości węgierskiej UDMR. Istnieje też spore prawdopodobieństwo, że socjaliści stracą władzę na rzecz nowego rządu powołanego przez prezydenta.

Czytaj też:

100 dni rządów Sorina Grindeanu

Komu ufają Rumuni?

Protesty, prezydenckie referendum i co dalej?

Do spotkania w Białym Domu doszło wczoraj popołudniu. Wszystko wskazuje na to, że obaj prezydenci znaleźli wspólny język. "Przyszłość Rumunii i rumuńskich relacji ze Stanami Zjednoczonymi jest bardzo, bardzo obiecująca" - powiedział Donald Trump.

Spotkanie obfitowało w wiele kurtuazyjnych wypowiedzi odnoszących się do relacji obu krajów. Donald Trump mówił między innymi o "dzieleniu wspólnych wartości", takich jak umiłowanie wolności, duma z własnej kultury i tradycji. Docenił też starania prezydenta Rumunii w walce z korupcją. Klaus Iohannis podziękował zaś za owocną współpracę i wyraził przekonanie, że w przyszłości związki obu krajów będą jeszcze bardziej ścisłe.

Klaus Iohannis przypomniał, że Rumunia jako jeden z pierwszych krajów NATO zwiększyła budżet obronny do 2% PKB i liczy teraz na większe zaangażowanie USA w regionie. Powiedział też, że porozumienie pomiędzy USA a Europą to podstawa naszej cywilizacji. W tym kontekście zwrócił uwagę na fakt, że bardzo istotna jest głęboka współpraca pomiędzy krajami NATO i Unii Europejskiej.

Do kolejnego spotkania obu prezydentów dojdzie najprawdopodobniej już na początku lipca. Donald Trump odwiedzi wtedy Polskę, gdzie ma wygłosić ważne oświadczenie. Podczas spotkania oprócz prezydenta Adnrzeja Dudy, mają być także obecni pozostali liderzy państw regionu - w tym Rumunia.

W wywiadzie dla agencji Reuters Teodor Meleșcanu sprzeciwił sankcjom przeciwko Polsce i Węgrom. Wyraził też nadzieję na bliższą współpracę Rumunii z Grupą Wyszehradzką. Pozostałe tematy rozmowy dotyczyły między innymi rozszerzeniu Unii Europejskiej o Serbię i Turcję, a także opinii wobec "Europy dwóch prędkości".

Minister Meleșcanu ocenił, że ruchy prowadzące w kierunku Unii Europejskiej wielu prędkości doprowadzą do niepotrzebnych podziałów. Stwierdził również, że Rumunia nie popiera wprowadzania nowych mechanizmów mających na celu wywrzeć presję wobec Polski i Węgier. Co więcej, minister wyraził nadzieję na głębszą współpracę Rumunii z Grupą Wyszehradzką. Konkretnie chodziło mu o starania mające na celu utrzymanie ścisłych więzi z Wielką Brytanią. Rumuński rząd chciałby się bowiem włączyć w tego typu działania.

"Unia Europejska nie musi opracowywać nowych mechanizmów, aby stawić czoła kwestiom praworządności w Polsce i na Węgrzech" - powiedział rumuński minister w wywiadzie dla agencji Reuters. Zaznaczył, że już teraz istnieją odpowiednie narzędzia pozwalające monitorować sytuację w poszczególnych krajach.

Tego typu monitoring jest już prowadzony względem Bułgarii i Rumunii ze względu na zjawiska korupcyjne istniejące w tych krajach. Minister wyraził jednak nadzieję, że proces ten uda się zakończyć przed końcem przyszłego roku, gdyż 1 stycznia 2019 roku Rumunia rozpocznie półroczną prezydencję w Unii Europejskiej.

Dalsza część rozmowy dotyczyła przyszłości Unii Europejskiej. Minister Meleșcanu powiedział, że Serbia może liczyć na wsparcie Rumunii podczas dalszego procesu integracji. Wyraził też nadzieję, że w najbliższych 10 - 15 latach do Unii Europejskiej dołączy także Turcja.

Źródło: Reuters

Sprawa dotyczy realizacji postanowień z września 2015 roku oraz późniejszego porozumienia z Turcją, podjętych w wyniku kryzysu imigracyjnego. Zdecydowano wtedy o relokacji 185 tysięcy imigrantów i uchodźców przebywających w Grecji, Turcji i we Włoszech.

Początkowo Rumunia sprzeciwiała się przyjęciu imigrantów. W końcu jednak tamtejszy rząd ustąpił, zgadzając się na relokację 4180 osób. Do tej pory do Rumunii przybyło 568 imigrantów, którzy ulokowani zostali w obozach przejściowych znajdujących się w Bukareszcie (Bucureşti), Gałaczu (Galaţi), Radowcach (Rădăuţi) i Şomcuta Mare. We wszystkich krajach Unii Europejskiej przesiedlono według tego mechanizmu 18 400 osób pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Teraz Komisja Europejska chce, aby państwa unijne przyśpieszyły proces przyjmowania kolejnych imigrantów i uchodźców. Według nowych wytycznych Francja powinna przyjąć więcej osób przebywających we Włoszech, a Niemcom, Rumunii i Słowacji zalecono sprowadzenie ludzi znajdujących się w Grecji. Z kolei Belgii, Chorwacji i Hiszpanii polecono przyjąć ludzi przebywających w obu tych krajach. Według przyjętych w 2015 roku mechanizmów żadni imigranci nie trafili do Austrii, Polski i Węgier, z czego dwa ostatnie kraje odmówiły realizacji tych postanowień.

Decyzja o wysłaniu polskiego kontyngentu do Rumunii to efekt postanowień ubiegłorocznego szczytu NATO w Warszawie, gdzie podjęto decyzję o wzmocnieniu wschodniej flanki sojuszu. Nasi żołnierze pochodzą głównie z 17. Brygady Zmechanizowanej, na co dzień stacjonującej w Międzyrzeczu. Dołączą do nich także specjaliści z 10. Brygady Logistycznej i 11. Batalionu Dowodzenia.

Żołnierze przygotowywali się do nowej misji przez ostatnich sześć miesięcy. Teraz 223 wojskowych 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej wyleci do Rumunii, a konkretnie do Krajowej (Craiova), gdzie wraz z kolegami z Holandii, Kanady, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Turcji i Wielkiej Brytanii będą współtworzyć Wielonarodowy Batalion Grupy Bojowej NATO. Koleją dotrze do nich 14 kołowych transporterów opancerzonych "Rosomak".

Wyjazd zaplanowano na koniec maja, jednak już teraz żołnierze zostali uroczyście pożegnani przez swoich dowódców:

- Dzisiejsza uroczystość ma dla nas – żołnierzy Wielkopolskiej Brygady szczególne znaczenie. To czas podsumowania oraz sfinalizowania ponad półrocznego okresu wysiłku formowania, szkolenia i sprawdzenia pierwszego polskiego kontyngentu w Rumunii, który stoi przed nami, a który przed przemieszczeniem przejdzie w formalne podporządkowanie Dowódcy Operacyjnego - powiedział dowódca Wielkopolskiej Brygady pułkownik dyplomowany Piotr Malinowski.

W Polsce, stacjonuje już ponad 120-osobowy rumuński oddział obrony przeciwlotniczej z 205. Batalionu Sił Powietrznych, który współpracuje z jednostkami pochodzącymi ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Wojska NATO zostały też rozmieszczone w krajach bałtyckich. Żołnierze pełnią służbę w Batalionowej Grupie Bojowej w Orzyszu.

Fot. 17. Wielkopolska Brygada Zmechanizowana