Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Kojarzony z liberalnymi reformami były premier zapowiedział, że zamierza ponownie zaangażować się w politykę. Jego powstająca właśnie organizacja ma zrzeszać ekspertów różnych dziedzin i wychodzić z własnymi inicjatywami ustawodawczymi. Prawdopodobny jest też start w kolejnych wyborach.

Wcześniej Cioloș zaangażował się w tworzenie ruchu Romania 100, który miał za zadanie wspomagać obecną opozycję parlamentarną pod czas minionych wyborów. Wspierane przez niego partie PNL i USR łącznie otrzymały jednak mniej niż 30% głosów. Obecna platforma ma za zadanie aktywniejsze włączenie się w krajową politykę. Będzie przejawiało się to między innymi w inicjatywach ustawodawczych i wspieraniu opozycji. Niewykluczone też, że Cioloș będzie startował w wyborach w 2020 roku (w poprzednich wyborach nie kandydował, czym zraził do siebie część działaczy opozycji).

Pod pewnymi względami działanie Cioloșa można porównać do powstałej w 1992 roku Rumuńskiej Konwencji Demokratycznej (Convenţia Democrată Română), która była wspólną platformą wspierającą partie opozycyjne przeciw rządom postkomunistów. Choć organizacja ta nie przetrwała próby czasu, to pomogła współpracującym z nią partiom w wygraniu wyborów w 1996 roku, co doprowadziło do przeprowadzenia wielu reform i zbliżenia Rumunii z Zachodem.

Dacian Cioloș z wykształcenia jest inżynierem rolnictwa. Od 2007 do 2018 roku piastował urząd ministra rolnictwa, zaś w latach 2010 - 2014 był europejskim komisarzem ds. rolnictwa i rozwoju wsi. W 2015 roku, kiedy to w efekcie demonstracji po tragicznym pożarze w klubie Colectiv do dymisji podał się Victor Ponta, Cioloș został mianowany premierem technokratycznego rządu. Przez rok sprawowania władzy zasłynął on z wprowadzenia liberalnych reform. W tym czasie w Rumunii obniżono wiele podatków i zrezygnowano z uciążliwych dla obywateli danin, takich jak akcyza na sprowadzane samochody.

Fot. Dacian Cioloș

W ostatnim czasie Victor Ponta kilkukrotnie krytykował lidera socjalistów. Dzisiaj zapowiedział zaś, że wyśle prezesowi partii swoją rezygnację in blanco. Liviu Dragnea twierdzi z kolei, że nie ma żadnego powodu, dla którego Ponta miałby opuszczać PSD. Tego samego zdania jest premier Sorin Grindeanu.

Oprócz krytyki skierowanej wobec lidera socjalistów, Ponta zwracał też ostatnio uwagę na problemy, z jakimi będzie musiał się zmierzyć obecny gabinet Sorina Grindeanu. Przypomniał on między innymi o tym, że jego rząd skupiał się na sprawach gospodarczych które powinny być priorytetem ponad wydatkami socjalnymi. Zaznaczył jednak, że trzyma kciuki za obecnego premiera. Sam Grindeanu odwzajemnił się mówiąc, że rząd Victora Ponty był jednym z najlepszych po 1989 roku. Wyraził również przekonanie, że powinien on przemyśleć swoją decyzję i pozostać w partii. Póki co nic nie wskazuje na to, aby w ślady byłego premiera poszli też inni członkowie PSD.

Victor Ponta był szefem rządu w latach 2012-2015. Ustąpił ze stanowiska po masowych protestach, które miały miejsce po tragicznym pożarze w klubie Colectiv. W 2014 bezskutecznie kandydował też na urząd prezydenta Rumunii. Przegrał jednak wybory z Klausem Iohannisem wywodzącym się z Partii Narodowo Liberalnej. Obecnie Ponta jest szeregowym posłem z ramienia rządzącej partii socjaldemokratycznej. Karierę w rządzie kontynuuje jednak kilkoro z jego dawnych ministrów.

Fot. PSD

Z taką propozycją wystąpił Tudor Ciuhodaru, jeden z członków PSD. Jego projekt ustawy zakładał od sześciu miesięcy do trzech lat więzienia dla osób, których działania stanowiłyby zagrożenie dla porządku konstytucyjnego lub działań rządu. Od kontrowersyjnego pomysłu odcięli się nawet inni członkowie partii rządzącej.

Ciuhodaru stwierdził, że należy przeciwdziałać osobom, które mogą sparaliżować działania rządu. Zaprzeczył jednocześnie, aby jego projekt był w jakikolwiek sposób powiązany z trwającymi od miesiąca protestami. Jego celem miała natomiast być walka z separatyzmem węgierskiej ludności, która od lat walczy o utworzenie autonomii. Mimo tłumaczeń i odcięcia się partii od pomysłu, słowa posła wywołały niemałe zamieszanie. Czy będzie to kolejny pomysł, który zmobilizuje ludzi do udziału w manifestacjach? Przekonamy się już w niedzielę, na kiedy zapowiedziano kolejne masowe protesty.

Fot. Facebook

Bukaresztański Sąd Apelacyjny postanowił wydalić z Rumunii małżeństwo, które studiowało w Klużu medycynę. Przyczyną tej decyzji jest podejrzenie, że para mogłaby wesprzeć oddziały Państwa Islamskiego. Dowody na radykalizację pochodzących z Niemiec studentów dostarczyły służby wywiadowcze.

Główne podejrzenie padło prawdopodobnie na mężczyznę, który posiada podwójne obywatelstwo niemiecko-syryjskie. Naukę w klużańskim Uniwersytecie Medycznym i Farmaceutycznym rozpoczął on w 2014 roku. Jego żona, obywatelka Niemiec, podjęła studia w roku ubiegłym. To właśnie wtedy para zwróciła na siebie uwagę rumuńskich służb specjalnych. Według portalu www.libertatea.ro obydwoje mieli głosić radykalne poglądy i aktywnie szukać wśród współwyznawców kandydatów na przyszłych bojowników Państwa Islamskiego. Sami zresztą planowali wyjazd do Syrii, aby tam włączyć się do walki po stronie ISIS.

Wczoraj w Bukareszcie i innych większych miastach Rumunii odbyły się kolejne protesty, które świadczą o tym, że działania rządu cały czas są bacznie obserwowane przez jego przeciwników. I to pomimo faktu, że ustawa która doprowadziła do masowych demonstracji, została już uchylona przez senat. Fakt ten jest obecnie wykorzystywany przez polityków rządzącej koalicji, aby przekonać prezydenta Klausa Iohannisa do wycofania się z pomysłu organizacji referendum.

Niedzielna była dwudziestym siódmym dniem z rzędu, gdy na ulicach rumuńskich miast dochodziło do antyrządowych wystąpień. Przypomnijmy, że wcześniej wielu mieszkańców brało udział w manifestacjach sprzeciwiając się projektowi tzw. ustawy amnestyjnej. Do wrzenia doprowadziły zaś zmiany w kodeksie karnym, które zakładały ściganie z urzędu przestępców korupcyjnych, którzy wyrządzili szkody warte więcej niż 200 tysięcy lejów.

W kolejnych dniach Rumunia skupiła uwagę mediów całego świata po tym, jak w kolejnych odsłonach protestów bite były kolejne rekordy frekwencji. Już 1 lutego 300 tysięcy, a kilka dni później rekordowe 600 tysięcy osób wyszło na ulice w proteście przeciwko władzy i wszechobecnej korupcji. W uspokojeniu sytuacji nie pomogło zaś ani wycofanie się premiera Sorina Grindeanu z kontrowersyjnej ustawy, ani nawet zmiany personalne w rządzie, w wyniku których ustąpił m. in. minister sprawiedliwości Florin Iordache.

Obecne protesty nie są już tak liczne, jednak świadczą o tym, że mieszkańcy będą wciąż pilnie obserwować działania rządu. Coraz częściej dochodzi też dochodzi też do prorządowych manifestacji, które jednak nie są zjawiskiem masowym. Jednocześnie przedstawiciele rządzącej PSD zwrócili się do prezydenta z propozycją odwołania referendum, które ich zdaniem nie ma sensu ze względu na uchylenie kontrowersyjnej ustawy.

Referendum ma kosztować ok. 250 lejów. Mieszkańcy kraju mają wypowiedzieć się w nim, czy chcą aby walka z korupcją prowadzona przez Krajową Dyrekcję Antykorupcyjną (DNA) była kontynuowana. Projekt prezydenta wspiera jego rodzima PNL oraz USR, rządząca koalicja i Węgrzy z UDMR twierdzą z kolei, że w obliczu braku zmian w przepisach inicjatywa ta jest już tylko marnowaniem pieniędzy. Wcześniej idea przeprowadzenia referendum została jednak zatwierdzona przez parlament.

Fot. Flaga Unii Europejskiej wykonana przez osoby protestujące w Bukareszcie 26 lutego 2017. Żródło: Digi24.ro

To efekt postanowień z 2015 roku. Początkowo Rumunia, podobnie jak Czechy, Finlandia, Słowacja i Węgry, sprzeciwiała się przyjęciu uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu. Mimo twardego stanowiska Klausa Iohannisa, ówczesny rząd Victora Ponty zgodził się jednak na ustępstwa. Ostatecznie ustalono, że do Rumunii trafi ok. 2000 osób ubiegających się o azyl - głównie przebywających w Grecji i we Włoszech.

Zgodnie z realizacją przyjętego programu relokacyjnego do Rumunii trafić miało początkowo ponad 6000 uchodźców. W wyniku negocjacji ustalono, że kraj ten przyjmie ok. 2000 osób, co jest kwotą niewiele wyższą od deklarowanej przez rząd liczby 1500  całym 2016 roku do Rumunii trafiło 554 uchodźców. Objęci oni zostali programem wsparcia, dzięki któremu otrzymali oni zakwaterowanie i pomoc finansową. Uchodźcy biorą też udział w programach integracyjnych.

Do tej pory Rumunię omijała fala uchodźców z Bliskiego Wschodu, którzy docierają do Niemiec głównie szlakiem wiodącym przez Bułgarię, Serbię, Węgry i Austrię. Kraj ten jest jednak popularnym celem dla mieszkańców Mołdawii, Serbii czy Ukrainy, osiedlających się tam w poszukiwaniu pracy. Jednocześnie od momentu przyjęcia Rumunii do Unii Europejskiej w 2007 roku, parę milionów mieszkańców wyemigrowało do bogatszych krajów wspólnoty.

Fot. Kopuła meczetu w Konstancy. Obecnie w Rumunii mieszka ok. 70 tys. wyznawców islamu. Są to głównie Tatarzy i Turcy, którzy żyją w znajdującej się nad Morzem Czarnym Dobrudży.