Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Pełniąca obecnie funkcję wicepremiera i ministra rozwoju Sevil Shhaideh usłyszała w piątek zarzuty dotyczące korupcji i nadużycia władzy. Chodzi o nielegalną dzierżawę leżącej nad Dunajem wyspy Belina wraz z prowadzącym obok kanałem prywatnej firmie. Sprawą zajmuje się Krajowy Urząd Antykorupcyjny (Direcția Națională Anticorupție; DNA).

Wszystko miało wydarzyć się w 2013 roku. Pełniąca wtedy funkcję sekretarza stanu Shhaideh miała brać udział w procederze mającym na celu przekazanie prywatnej firmie w dzierżawę terenu o powierzchni ponad trzystu hektarów. Chodzi o leżącą nad Dunajem wyspę Belina, która znajduje się na południu okręgu administracyjnego Teleorman, oraz kanał żeglugowy.

Według przedstawicieli służb antykorupcyjnych teren został wydzierżawiony nielegalnie, w ramach skoordynowanych działań lokalnych polityków i urzędników. Oskarżona wicepremier nie chciała rozmawiać o sprawie z dziennikarzami. Po opuszczeniu siedziby DNA Shhaideh potwierdziła tylko, że zostały jej postawione zarzuty. W sprawę miała być zamieszana także Rovana Plumb, obecna minister ds. Funduszy Europejskich, oraz kilku lokalnych urzędników.

Pochodząca z Konstancy Sevil Shhaideh jeszcze pod koniec ubiegłego roku została zaprezentowana jako kandydatka na urząd premiera Rumunii. Ostatecznie stanowisko to objął Sorin Grindeanu. Shhaideh została natomiast wicepremierem i ministrem rozwoju. Pozostała na tej funkcji także po dymisji Grindeanu, gdy premierem został Mihai Tudose.

500 nielegalnych imigrantów w przeciągu miesiąca - to bilans z ostatnich 30 dni, kiedy to do wybrzeży Rumunii próbowało przypłynąć pięć statków. Osoby znajdujące się na pokładzie za każdym razem były otaczane opieką i przesłuchiwane. Ci, którzy nie spełniają kryteriów wymaganych od uchodźców, są wydalani z kraju.

Tylko w zeszły wtorek przechwycono łódź, w której znajdowało się około 150 osób pochodzących z Iraku i Syrii. Wśród nich ponad jedną trzecią stanowiły dzieci. Pasażerowie statków mieli nadzieję, że uda im się dostać z Turcji do Europy Zachodniej. Póki co trafili do punktów znajdujących się w Arad i pod Bukaresztem, gdzie po udzielonej opiece medycznej nielegalni imigranci są przesłuchiwani. W najbliższym czasie ponad setka imigrantów zostanie wydalona z kraju. Minister spraw wewnętrznych Carmen Dan oznajmiła, że część z nich stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju.

Przechwytywanie łodzi z nielegalnymi imigrantami jest możliwe dzięki systemowi Monitoringu i Kontroli Ruchu na Morzu Czarnym SCOMAR, który pozwala na wykrywanie niepożądanych obiektów na odległość nawet 20 kilometrów od wybrzeża. System kosztował 25 milionów euro, a jego powstanie było możliwe dzięki finansowaniu przez Unię Europejską.

Czytaj też:

Statek z nielegalnymi imigrantami zatrzymany przez rumuńską straż graniczną

Fot. Poliţia de Frontieră Română

Minister spraw zagranicznych Rumunii udzielił Rzeczpospolitej obszernego wywiadu dotyczącego relacji naszych krajów, kwestii przyjmowania uchodźców czy spraw ekonomicznych. Powiedział w nim między innymi, że Rumunia planuje przystąpić do strefy euro w 2022 roku.

Teodor Meleșcanu ocenił, że Rumunia potrzebuje przynajmniej pięciu lat, aby przyjąć wspólną europejską walutę. Wyjaśnił, że jego kraj potrzebuje więcej czasu na przygotowania, gdyż przyjęcie euro mogłoby źle wpłynąć na dochody najbiedniejszej części społeczeństwa - między innymi emerytów.

Do słów ministra odniósł się prezydent Klaus Iohannis wywodzący się z opozycyjnej Partii Narodowo-Liberalnej (PNL). Stwierdził on, że przystąpienie euro jest jednym z najważniejszych celów dla Rumunii i że politycy wszystkich partii powinni to zrozumieć.

Okazuje się jednak, że nawet tak odległa data jest pomysłem bardzo optymistycznym. Okazało się bowiem, że fanem przystąpienia do strefy euro nie jest Liviu Dragnea - lider rządzącej partii socjaldemokratycznej (PSD). Stwierdził on, że póki co nie istnieją plany udziału Rumunii w tym projekcie i tym bardziej nie może być mowy o wyznaczaniu jakichkolwiek dat.

Tuż po akcesji do Unii Europejskiej w 2007 roku władze Rumunii zakładały, że wspólna waluta zostanie przyjęta w 2015 roku. W 2014 roku ustalono z kolei datę wejścia do strefy euro w roku 2019.

Fot. Wikipedia

Rumuńska straż graniczna przechwyciła w niedzielny poranek turecki statek, na którym znajdowało się 69 nielegalnych imigrantów. Wszyscy pasażerowie pochodzili z Iraku, od rumuńskiego wybrzeża dzieliło ich zaledwie 10 mil morskich.

Do interwencji doszło o 7 rano na wysokości Mangalii. Właśnie wtedy należący do straży granicznej (Poliţia de Frontieră Română) statek otrzymał sygnał poprzez system Monitoringu i Kontroli Ruchu na Morzu Czarnym (SCOMAR). Dotyczył on statku zmierzającego do wybrzeża, który rozkazano zatrzymać do kontroli.

Na miejscu okazało się, że wspomniany statek to Emek 1, pływający pod turecką banderą. Oprócz dwuosobowej załogi, obywateli Bułgarii i Cypru, na jego pokładzie znajdowało się 69 obywateli Iraku - w tym 30 mężczyzn, 10 kobiet i 29 nieletnich. Wszyscy zostali odeskortowani do siedziby straży granicznej w Mangalii. W tej chwili prowadzone jest śledztwo, które ma wyjaśnić wszystkie okoliczności ich przybycia.

Fot. Poliţia de Frontieră Română

Międzynarodowa firma doradcza KPMG właśnie opublikowała raport, w którym między innymi wzięto pod uwagę możliwości rozwoju przedsiębiorczości. Rumunia zanotowała jeden z największych wzrostów spośród wszystkich krajów, awansując aż od 32 pozycje w ogólnym zestawieniu.

Badanie KPMG objęło 136 krajów, w których sprawdzono rozwój pomiędzy 2015 a 2016 rokiem pod kątem trzech czynników: rządu, przedsiębiorczości i społeczeństwa. Rumunia osiągnęła jeden z najlepszych rezultatów, polepszając poprzedni wynik aż o 32 miejsca. Lepszy okazał się jedynie Butan (35 miejsc), udało się natomiast wyprzedzić Włochy. Najmniej spektakularna zmiana dokonała się pod kątem możliwości przedsiębiorców i społeczeństwa (skok o 19 miejsc). O wiele lepiej wypadł rumuński rząd, którego możliwości oceniono o wiele lepiej niż podczas poprzedniego badania (35 miejsc do przodu).

Wzrost możliwości rumuńskiego nie idzie w parze z rankingami oceniającymi stan demokracji w poszczególnych krajach publikowanymi przez Freedom House. W tym zestawieniu Rumunia osiągnęła 9 miejsce na 29 spośród krajów rozwijających się. Warto jednak zauważyć, że sytuacja ulega stopniowej poprawie. Na przestrzeni ostatnich kilku lat poprawiły się między innymi wskaźniki dotyczące sądownictwa, korupcji czy systemu wyborczego.

O tym, co Rumuni sądzą o Polsce, jak zmienić wizerunek Rumunii w naszym kraju i na kilka innych tematów rozmawialiśmy z Marcinem Wilczkiem, ambasadorem RP w Bukareszcie.

Co Rumuni sądzą o Polakach i o Polsce?

Funkcja ambasadora Polski w Rumunii jest w pewnym sensie bardzo komfortowa, bo Polska ma bardzo dobrą opinię w Rumunii. Wynika to między innymi z tempa rozwoju gospodarczego i społecznego w Polsce przez ostatnie dwadzieścia pięć lat. To, że po upadku komunizmu Polska poradziła sobie znacznie lepiej niż Rumunia. Do tego dochodzi członkostwo w Unii Europejskiej, jaką Polska pozycję zajęła w Europie. Jest tutaj pewna nuta uznania i pewna nuta zazdrości, jeśli chodzi o postrzeganie Polski w Rumunii. Polska ma bardzo dobrą markę, Polacy mają bardzo dobrą markę. Jest bardzo silna sympatia Rumunów do Polaków i to jest dostrzegalne.

Jaka jest rola polskich przedsiębiorców w budowaniu tego wizerunku?

Istnieje wiele przykładów biznesmenów z Polski, którzy tutaj zainwestowali. Na przykład Tymbark jest tutaj dwadzieścia pięć lat na rynku i widać wszędzie ich reklamy. Od niedawna jest tutaj z kolei wszędzie obecny Idea Bank. Aczkolwiek, budowa polskiej marki to nie tylko rola firm, lecz także specjalistów. W dużych międzynarodowych firmach pracuje bardzo wielu Polaków, szefem giełdy jest Ludwik Sobolewski [dawniej prezes giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie – przyp. Red.], szefem ING jest pan Michał Szczurek, tak więc Polacy są też obecni w takim kontekście. Jest to widoczne i doceniane.

A jeśli chodzi o relacje polityczne?

Relacje polityczne są bardzo bliskie. Tak naprawdę jedziemy na jednym wózku. Jesteśmy krańcowymi państwami Unii Europejskiej, jesteśmy flankowymi państwami NATO, mamy podobne problemy polityczne, które teraz się pojawiają. Mam na myśli np. Brexit. Mamy milion obywateli polskich na Wyspach, Rumuni mają czterysta tysięcy i tak samo są oni zaniepokojeni. Nie wiadomo przecież, co się wydarzy dalej. Mamy też podobne doświadczenia historyczne, więc pewne rzeczy widzimy podobnie. Mamy podobne doświadczenia, których państwa zachodnie nie mają, więc pewne rzeczy rozumiemy lepiej i rozmawiając ze sobą patrzymy na nie inaczej niż inni i jesteśmy przez to sobie bliscy.

Jakie jeszcze czynniki sprawiają, że Polska jest ważna dla Rumunii w kontekście tych relacji?

Jesteśmy największym państwem tego obszaru. Rumuni są dwudziestomilionowym państwem położonym w Europie wschodniej, my jesteśmy krajem czterdziestomilionowym położonym w Europie północno-wschodniej. To też gra swoją rolę. Do tego dochodzą inne istotne czynniki, jak demografia, potencjał gospodarczy, polityczny i wojskowy.

Co można zrobić żeby te relacje były jeszcze lepsze?

Jest wiele do zrobienia dla promocji Rumunii w Polsce, ale przede wszystkim muszą o to zadbać sami Rumuni. Polska, co powtarzam moim rumuńskim gospodarzom, miała dwa wielkie wydarzenia, które spowodowały, postrzeganie Polski się zmieniło. Była to prezydencja w Unii Europejskiej w 2011 roku i Euro 2012. To były takie wydarzenia, które wiele zmieniły. Raz, że przyjechało wtedy bardzo wielu eurokratów i urzędników, a następnie przyjechało wielu zwykłych obywateli, kibiców piłkarskich, którzy zobaczyli że Polska nie jest jakimś dzikim krajem na krańcu świata, tylko że jest to normalne nowoczesne państwo, które się rozwija. Że ma swoją kuchnię, swoich ludzi i tak naprawdę nie jest tak daleko.

Często podnoszoną kwestią jest odległość pomiędzy naszymi krajami i wciąż istniejące braki w infrastrukturze drogowej...

Bariery są raczej w głowach. Mam nadzieję, że Rumuni patrząc na nasze doświadczenia skorzystają z tego, że mają prezydencję w Unii w 2019 roku i to wykorzystają. Co jeszcze można zrobić? Państwa pobyt w Rumunii [w ramach projektu Caravana Go Romania – przyp. Red.] jest też łamaniem jakichś stereotypów i przesądów. W Polsce pokutują opinie o drogach rumuńskich, ale to jest oczywista nieprawda.

Przejechaliśmy ten kraj wzdłuż i wszerz i nie możemy się z tym nie zgodzić. Pytanie tylko co zrobić, aby rozpowszechnić tę opinię?

To już nie jest rola dla ambasad, bo my możemy wskazywać pewne rzeczy, ale ludzie sami muszą coś zobaczyć i czegoś dotknąć. Aczkolwiek to się zmienia, bo Polacy jeżdżą chętnie do Bułgarii i nawet tylko przejeżdżając przez Rumunię widzą jak to wygląda. Wielu Polaków przyjeżdża też do Rumunii w góry. Kilka tygodni temu, gdy byłem na przykład w Bran, gdzie widziałem kilkanaście autokarów z Polski, tak więc nie wiem czy to jest nadal aktualne, że Rumunia jest krajem znanym ze stereotypów. Myślę, że zmienia się to szybciej, niż nam się wydaje.

Spotkaliśmy się w ramach projektu Caravana Go Romania. Co sądzi Pan o pomyśle zorganizowania podobnej wyprawy dla Rumunów, aby mogli zwiedzić Polskę?

Jako urzędnik państwa polskiego bardziej mi zależy na promocji Polski. Bardzo się cieszę, że jesteście tutaj i promujecie Polskę, ale wydaje mi się że my w działalności ambasady powinniśmy podejmować się głównie promocji naszego kraju. Wysyłamy blogerów i dziennikarzy, którzy jeżdżą po Polsce, żeby zobaczyli jak nasz kraj się zmienił, bo oni też mają często w głowach obraz Polski sprzed 10 czy 15 lat i oni to potem przekazują dalej. To jest jakaś droga do powtórzenia. Teraz rozmawiam z kolei z klubem harleyowców, aby przyjechali w przyszłym roku na stulecie odzyskania niepodległości. W Rumunii jest przecież mnóstwo śladów polskich, jak np. pomnik marszałka Piłsudskiego w Bukareszcie. To jest też taka forma promocji Polski w Rumunii.

Czyli nadal jest dużo do zrobienia?

Wydaje mi się, że jest nierównowaga, gdyż Rumuni się bardziej interesują Polską niż Polacy Rumunią i trudno to zmienić. Zainteresowanie mediów jest tego dowodem. Media rumuńskie są bardziej zainteresowane, że przyjechały dawno nie widziane w Rumunii Polonezy i Duże Fiaty, niż media w Polsce.