Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Turystyka

Dla każdego, kto choć trochę interesuje się historią Rumunii, to będzie z pewnością pozycja obowiązkowa. „Jak zrumunizowała się Rumunia” pokazuje, jakie procesy zachodziły pomiędzy Rumunami a innymi narodami zamieszkującymi kraj i próbuje zrozumieć, w jaki sposób Rumunia pod kątem etnicznym i tożsamościowym osiągnęła obecny kształt

Od marginalizacji i dyskryminacji, po akceptację i tolerancję; od wieloetnicznego zlepku różnych terytoriów, po budowę współczesnej rumuńskiej tożsamości. Książka napisana przez Luciana Boię pokazuje dzieje relacji Rumunów z towarzyszącymi im (w różnych okolicznościach) narodami w sposób kompleksowy dla przeciętnego czytelnika. Bazując na danych statystycznych i bogatych źródłach Autor próbuje wyjaśnić, jak tworzył się współczesny naród rumuński i jaki wpływ miało to zjawisko na inne nacje.

Lucian Boia zaczyna od Starego Królestwa, czyli pierwszego państwa rumuńskiego stworzonego w drugiej połowie XIX wieku, przechodzi przez okres międzywojenny i czasy komunistyczne, kończy zaś na współczesności. Zastanawia się nad przyszłością malejącej liczebnie mniejszości węgierskiej i przywołuje fenomen Klausa Iohannisa – obecnego prezydenta wywodzącego się z mniejszości niemieckiej. To oczywiście tylko parę wątków z tej fascynującej pracy.

Mniejszości etniczne były tym silniejsze, im bardziej władze państwowe próbowały dokonywać ich „rumunizacji”. Z książki wyciągnąć można wniosek, że współcześnie, mimo że żadne represje nie są stosowane, to Rumunia staje się coraz bardziej homogenicznym krajem. Dla mnie, jako miłośnika wieloetnicznej kultury Rumunii, jest to wniosek bardzo smutny. Niezależnie od tego, książkę Luciana Boi gorąco polecam każdemu, kto choćby w najmniejszym stopniu interesuje się omawianym zagadnieniem. Z pewnością pozwoli ona na wypełnienie białych plam w wiedzy na ten temat.

Dziękuję wydawnictwu Universitas za udostępnienie egzemplarza książki, czego efektem jest powyższa recenzja.

„Sprzedawca początków powieści” - dawno nie spotkałem się z równie intrygującą nazwą. Książka Mateia Vişnieca zawiera w sobie wiele początków, a jej lekturę porównać można do uczucia, gdy ciężko odróżnić jest nam sen od jawy. Zacznijmy jednak tak, jak zapewne życzyłby sobie Autor, czyli od początku...

Pewnego dnia nieoczekiwanie skontaktowała się ze mną przedstawicielka wydawnictwa Universitas. Miłośnicy Rumunii powinni zapamiętać tę nazwę z uwagi na serię pod redakcją pana Jakuba Kornhausera, która prezentuje najgłośniejsze współczesne książki z tego kraju. Do tej pory ukazało się pięć tytułów.

Wybór pierwszego był jasny, bo już sama nazwa „Sprzedawcy początków powieści” nie pozwala przejść przy nim obojętnie. Jak tłumaczy go Autor?

„Czego brakuje nam na tym świecie, że jesteśmy tak bardzo skłonni zaczynać wszystko od nowa, znowu i znowu od początku, z rodzajem wiecznej nadziei, że kolejna sekwencja będzie lepsza, może zabawniejsza, bardziej ekscytująca? Hollywood już dawno to zrozumiał i w swoich filmach, co 45 sekund, przynosi nowe rozładowanie adrenaliny, cała narracja jest sekwencją nerwowych początków... Oto punkt wyjścia dla mojej powieści, w której staram się obserwować ewolucję nowego rodzaju narkotyku społecznego: uzależnienia od iluzji początku. Zatem dlaczego nie napisać, w świecie, gdzie tylko początki są atrakcyjne, powieści złożonej z samych tylko początków?” (cytat za: www.lubimyczytac.pl)

Z tego założenia wyszedł bardzo ciekawy eksperyment. „Akcja” książki przeplata się bowiem z opisem snów, historią człowieka, który budzi się w całkowicie pustym mieście, czy pary której samochód zepsuł się na pustyni. Pojawia się też między innymi księgarz próbujący od czterdziestu lat napisać książkę nad brzegiem morza, romans z tajemniczą panną Ri. Czytelnik wnika także w myśli kogoś, kto od kilku dni siedzi martwy przy stole. Wszystkie te równoległe światy przeplatają się ze sobą w mniej lub bardziej wyrazisty sposób. Poszczególne wątki niekoniecznie muszą zostać dokończone, ale przecież nie o zakończenie tu chodzi, lecz o początek – i o ciągłe pożądanie kolejnych, lepszych, jego wariantów.

Już w najbliższą niedzielę i poniedziałek, 17 i 18 lutego rumuńska Bucovina ponownie zagości w Polsce. Tym razem na dwa koncerty promujące najnowszy album grupy zatytułowany „Septentrion”.

Pierwszy koncert ekipa Bogdana Mihu, Florina Ţibu, Bogdana Luparu i Jorge Augusto Coana zagra w Bielsku Białej, w klubie Rudeboy, z towarzyszeniem zespołów Saille i Radogost. Będzie to już druga wizyta legendarnych folkmetalowców z Iaşi w tym klubie. Dzień później ekipa zawita po raz pierwszy do stolicy, do wolskiego klubu Voodoo.Tu zagra razem z czeskomorawską formacją Silent Stream of Godless Elegy, piaseczyńską Łysą Góra i wspomnianym belgijskim zespołem Saille.

Zachęcamy również do udziału w internetowym plebiscycie portalu Folkmetal.pl na najlepszą płytę folkmetalową 2018 roku w którym można głosować na „Septention”: https://www.folkmetal.pl/folkmetalowa-plyta-roku-2018/

Bucovina powróci do Polski na początku lipca – zagra w amfiteatrze w Brennej podczas tegorocznej, plenerowej imprezy „Słowiańska Noc Folkmetalowa”: https://pl-pl.facebook.com/slowianska.noc.folkmetalowa/

Źródła: Folk24.pl / Folkmetal.pl

Chodzi o kościół pod wezwaniem Zaśnięcia Matki Boskiej w Strei - niewielkiej miejscowości leżącej w pobliżu Hunedoary

Kościół został wzniesiony na końcu XIII wieku, choć pierwsza wzmianka na jego temat pochodzi dopiero z roku 1392. Zbudowany został z kamienia, prawdopodobnie częściowo pozyskanego z rzymskich ruin, których ślady zostały odnalezione w pobliżu.

Niewielki kościół składa się z nawy i wieży. Wewnątrz wciąż widoczne są freski pochodzące z XIV wieku, które według jednej z inskrypcji namalowane zostały przez artystę o imieniu Grozie. Przedstawiają one sceny zwiastowania i glorii Chrystusa.

Fot. Basilica.ro

Już dzisiaj zaczynają się dwa ciekawe wydarzenia współorganizowane przez Instytut Polski w Bukareszcie. W Râșnov, w ramach Festiwalu Filmu i Historii (Festivalul de Film și Istorii) będzie można obejrzeć zarówno najnowsze produkcje, jak i klasyki polskiego kina. Z kolei w Timiszoarze w centrum sztuki Misc. będzie można zobaczyć wystawę poświęconej Polskiej Szkole Plakatu

Stowarzyszenie Filmowców Polskich oraz Instytut Polski w Bukareszcie zaprezentują w ramach Festiwalu Filmu i Historii w Râșnov filmy opowiadające o polskiej historii. Zobaczyć będzie można szeroki przekrój polskiej kinematografii - od Andrzeja Wajdy, aż po przedstawiciela najmłodszej generacji twórców – Jana Komasę. Zaplanowano projekcje takich filmów jak "Kanał", "Miasto 44", "Człowiek z marmuru" czy "Zapora". Projekt został sfinansowany ze środków MKiDN w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2021, w ramach programu dotacyjnego Instytutu Adama Mickiewicza „Kulturalne pomosty”.

Projekcje odbędą się w kinie Amza Pellea (str. Mihai Viteazul, tuż przy rynku). Szczegóły dotyczące prezentowanych filmów znaleźć można na stronie Instytutu Polskiego w Bukareszcie. Cały program dostępny jest na stronie festiwalu.

Tymczasem w Timiszoarze zaprezentowane zostaną prace najwybitniejszych przedstawicieli Polskiej Szkoły Plakatu. Wernisaż związany z otwarciem wystawy już dzisiaj o 20:00. Zbiór kilkudziesięciu prac pięćdziesięciu artystów oglądać można do 31 lipca w centrum sztuki "Misc.". Ekspozycja towarzyszy festiwalowi "Ceau, Cinema!".

"Oszczędność formy, nowatorskie liternictwo, fantazja, ironia i niezwykła umiejętność syntetycznego ujmowania rzeczywistości to cechy, które sześćdziesiąt lat temu rozsławiły na całym świecie polski plakat. Polska Szkoła Plakatu, jak nazywany jest nurt w sztuce, a nie fizycznie istniejąca szkoła, była przez lata światowym wzorcem projektowania artystycznego. Najciekawsze przykłady tej sztuki poświęcone filmowi, teatrowi i operze można zobaczyć na wystawie przygotowanej przez Instytut Polski w Centrum Sztuk Misc. w Timiszoarze, która w 2021 roku będzie Europejską Stolicą Kultury"

Szczegóły dotyczące wystawy znaleźć można na stronie centrum sztuki Misc.

Źródło: Instytut Polski w Bukareszcie

Do wypadku doszło w pobliżu niewielkiej miejscowości Fetești w okręgu administracyjnym Ialomița, podczas odbywającego się tam pokazu lotniczego. Na oczach kilku tysięcy widzów jeden z MiG-ów 21 runął na ziemię. Pilot zginął na miejscu. Miał 36 lat

MiG 21 Lancer należał do 86 bazy lotniczej stacjonującej właśnie w Fetești. Do wypadku doszło w sobotę o 13.30 lokalnego czasu. Wciąż badane są przyczyny wypadku. Początkowo zakładano na przykład, że pilot usiłował się katapultować, jednak nie ma na to jednoznacznych dowodów. Sorin Stoicescu, dawny szef lotnictwa cywilnego uważa, że pilot nie katapultował się aby uniknąć jeszcze większej tragedii. Do ostatniej chwili manewrował bowiem tak, aby samolot nie spadł na kilkutysięczny tłum obserwujący pokaz.

Na teren bazy lotniczej przyjechał minister obrony Mihai Fifor. Wszystkie samoloty pozostają na ziemi i będą dokładnie sprawdzone pod kątem sprawności technicznej.