Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Turystyka

Tak przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych przez firmę TomTom specjalizującą się w produkcji nawigacji samochodowych. Wynika z nich, że stolica Rumunii jest najbardziej zakorkowanym miastem w Europie, a na świecie wyprzedza ją jedynie Mexico City i trzy azjatyckie metropolie.

Pomiary przeprowadzono w 390 miastach znajdujących się na terenie 48 państw. Były one możliwe dzięki ogromnym ilościom danych zbieranych przez firmę, które były następnie porównywane z czasem jaki jest potrzebny do przebycia danej trasy w normalnych warunkach. W ten sposób dla poszczególnych miejsc obliczony został wyrażony w procentach poziom przeciążenia (congestion level). Pokazuje on, ile dodatkowego czasu kierowcy muszą spędzić w samochodach, zanim dotrą do celu. Wzięto przy tym pod uwagę zarówno poranny i popołudniowy szczyt, jak również ruch na drogach szybkiego ruchu i innych trasach.

Na pierwszym miejscu pod względem natężenia korków znalazła się stolica Meksyku (66%), której kierowcy spędzają w korkach niecałą godzinę dziennie. Znajdujący się na drugim miejscu Bangkok (Tajlandia) ma wprawdzie mniejszy współczynnik przeciążenia (61%; 64 minuty dziennie), ale w mieście tym lepiej wygląda sytuacja podczas największego natężenia ruchu. W znajdującej się na trzecim miejscu Dżakarcie (Indonezja) kierowcy spędzają w korkach średnio 48 minut dziennie (współczynnik przeciążenia 58%), a w Chongqing (Chiny) 57 minut (ale za to przy współczynniku 52%, dzięki uwzględnieniu autostrad o lepszej przepustowości).

Jak zatem na tym tle wypadł Bukareszt? Kierowcy jeżdżący po stolicy Rumunii spędzają dziennie średnio 57 minut dodatkowego czasu w korkach. Zwłaszcza w godzinach szczytu, kiedy to stopień przeciążenia obliczony został na 90 (poranek) i 98% (popołudnie). O wiele lepiej jest natomiast na autostradach (39%) i pozostałych drogach (53%), co sprawiło że współczynnik przeciążenia ustalono na "zaledwie" 50 procent. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że korki w Bukareszcie są z roku na rok coraz większe. Jeszcze w 2011 roku eksperci z firmy TomTom oceniali skalę korków w tym mieście na 39%. Przez kolejne dwa lata współczynnik przeciążenia spadł wprawdzie do 38%, lecz już w 2015 roku wyniósł on 43%.

Źródło danych, a także więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej firmy TomTom.

Zapowiadane niedawno bony turystyczne mają pojawić się już 1 lipca. Wedle zapowiedzi ministra turystyki mają one zachęcić Rumunów do spędzania wakacji w kraju. Bony o wartości płacy minimalnej, tj. 1450 RON, będą bowiem mogły być wydawane podczas opłacania noclegów czy zwiedzania atrakcji turystycznych.

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, bony pojawią się już od 1 lipca, o czym po raz kolejny zapewnił minister Mircea Dobre. Przedstawił on też więcej szczegółów dotyczących programu. Przede wszystkim, bony będą przysługiwały pracownikom zatrudnionym w sektorze publicznym. Nie otrzymają ich więc m. in. Polacy pracujący w dużych międzynarodowych korporacjach. Wiadomo już także, że bony będą mogły być wykorzystane w ciągu całego roku, a nie tylko w wakacje.

Fot. Katedra w Curtea de Argeș

We wrześniu minionego roku dzięki panom Józefowi Paraniacowi i Mircei Carstowi zobaczyłam Klimowce, wioskę Lipowanów*. A tam - cmentarz. Cmentarz z najpiękniejszymi jabłkami, jakie widziałam na Bukowinie.

A potem, niedawno, trafiłam na wiersz Radu Vancu "geneza metaforei şi sensul amintirilor", który zaczyna się tak:

"fata asta, despre care povesteşte Blaga că gusta prunele din cimitir
ca să vadă dacă morţii care le-au hrănit erau buni sau răi"

"dziewczyna, którą opisuje Blaga, jedząca śliwki z cmentarza,
aby sprawdzić, czy zmarli, z których wyrosły, byli dobrzy czy źli"

Te jabłka były wówczas bardzo kuszącym, ale zakazanym owocem. Tylu rzeczy się nie dowiedziałam! Lecz przecież ile życia, tyle poezji.

Tekst i fot. Karina Stempel

(Lipowanie to potomkowie starowierców, którzy w XVIII w. emigrowali na tereny ówczesnego Imperium Osmańskiego w efekcie reformy Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Według ostatniego spisu powszechnego z 2011 roku w całym kraju żyje ponad 20 tysięcy osób identyfikujących się z tą mniejszością etniczną, z czego większość zamieszkuje Dobrudżę - Redakcja).

Samozwańczy król Cyganów, Dorin Cioabă, wysłał list do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Poinformował w nim Donalda Trumpa, że jego ludzie chętnie pomogą mu zbudować mur mający oddzielić USA od Meksyku.

Według krajowej agencji prasowej Agerpres, w liście znalazło się m.in. takie zdanie: „Romski naród, który reprezentuję, życzy abyś miał siłę do pracy, którą sobie założyłeś i niech Bóg błogosławi twoją decyzję dla międzynarodowego pokoju i dobrobytu. Ja też chcę cię zapewnić, że naród, który reprezentuję, będzie wspierał twoje projekty i pierwsza propozycja współpracy ode mnie to wspólna budowa muru między USA a Meksykiem”.

Kolejny cytat to: „Nasza oferta to zbudowanie muru niskimi kosztami, ponieważ Romowie nie mają pracy, a ich sytuacja finansowa jest niepewna. Niemniej, chcemy poinformować, że nasi ludzie są dobrymi kowalami i mogą zaprojektować i wykonać twoją zaplanowaną pracę”.

Dorin Cioabă, który mieszka w Sybinie, jest spadkobiercą Florina Cioabă, który ogłosił się królem międzynarodowej romskiej społeczności w 1997 roku. Sam Florin Cioabă zmarł w 2013 roku.

Mioveni to niewielkie miasto pomiędzy Curtea de Argeș a Târgoviște. Miejscowość znana jest głównie ze znajdującej się tam fabryki Dacii, ale już za dwa lata turystów ma tam przyciągać muzeum poświęcone tej marce, w którym prezentowanych będzie kilkadziesiąt modeli samochodów wyprodukowanych w Rumunii.

Muzeum ma mieć docelowo powierzchnię 11 tysięcy metrów kwadratowych, na których będą prezentowane modele powstające od początku istnienia fabryki. Najstarszym modelem będzie więc Dacia 1100 produkowana od 1968 rok na licencji Renault 8. Łącznie ma się tam jednak znaleźć aż 58 modeli samochodów, a także silniki, części i prezentacje multimedialne przybliżające historię marki. Ciekawostką jest fakt, że oprócz aut produkowanych seryjnie, na wystawie będzie też można oglądać prototypy i modele koncepcyjne, np. wersje sportowe, sześciokołowe opracowywane z myślą o pracach leśnych, a także niewielkie auta miejskie. ponadto odwiedzający będą mogli zapoznać się także z najnowszymi modelami oferowanymi przez Dacię. W ramach wystawy będzie bowiem funkcjonował także salon sprzedaży, do dyspozycji gości będzie też sklep z pamiątkami i centrum konferencyjne. Całość ma kosztować w przybliżeniu ok. 8 milionów euro.

Fanów marki zmartwić może jednak fakt, że plany powstania tego typu placówki pojawiały się już parę lat temu. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że tym razem projekt zostanie zrealizowany, a okręg Argeș zyska kolejną po słynnej katedrze atrakcję turystyczną. Póki co jedyne muzeum Dacii znajduje się w Satu Mare. Jej twórcą jest George Neagra, miłośnik marki, który prezentuje modele ze swojej prywatnej kolekcji. Neagra jest bowiem prezesem stowarzyszenia "Drum Bun" zrzeszającego miłośników starych samochodów (stowarzyszenie "Drum Bun" ma też swój polski odpowiednik).

Aby projekt trafił pod obrady parlamentu, wnioskodawcy muszą zebrać podpisy ponad 100 tysięcy mieszkańców kraju. Wsparcie zadeklarował między innymi László Tőkés - ewangelicki duchowny, od którego w 1989 roku rozpoczęły się w Timiszoarze antykomunistyczne protesty. Czy jest szansa na pozytywne rozpatrzenie tej sprawy przez posłów?

Projekt zakłada utworzenie regionu autonomicznego obejmującego okręgi (județ) Covasna, Harghita i fragment Mureș, gdzie mieszkańcy deklarujący narodowość węgierską stanowią większość. Miałby on funkcjonować w ramach państwa rumuńskiego i respektować zwierzchnictwo Bukaresztu, posiadając jednak samodzielną władzę administracyjną i dwa języki urzędowe - rumuński i węgierski. Aby inicjatywa trafiła pod obrady parlamentu, potrzeba jednak najpierw zebrać 100 tysięcy głosów poparcia. Muszą one pochodzić z przynajmniej jednej czwartej okręgów, przy czym w każdym z nich wymaganych jest przynajmniej 5000 podpisów. Spełnienie tych wymagań jest całkiem prawdopodobne, zważywszy na fakt że w Rumunii żyje ponad milion dwieście tysięcy osób deklarujących przynależność do narodu węgierskiego. Ponadto sąoni rozproszeni po szesnastu okręgach wchodzących niegdyś w skład królestwa węgierskiego.

Okazuje się jednak, że spełnienie tych wymagań nie będzie oznaczało sukcesu inicjatywy. Liviu Dragnea, lider rządzącej partii socjaldemokratycznej, ocenił bowiem że projekt nie ma szans na przegłosowanie, gdyż ani w jego partii PSD, ani w koalicyjnym ALDE nikt nie popiera tego typu pomysłów. Podkreślił, że obie partie działają tym samym w zgodzie z konstytucją. Na niezgodność z zapisami ustawy zasadniczej wskazała także Rada Legislacyjna (Consiliului Legislativ), negatywnie opiniując tę inicjatywę. Tymczasem autorzy projektu powołania autonomii powołują się na silną niezależność regionu w przeszłości, a zwłaszcza w dobie komunizmu. W latach 1952-1960 i 1960-68 mieszkańcy narodowości węgierskiej posiadali bowiem region autonomiczny, pokrywający się mniej więcej z obecnymi okręgami Covasna, Harghita i Mureș. Twierdzą oni również, że lokalne społeczności powinny mieć prawo do większej swobody decydowania o swoich sprawach.

Fot. Sytuacja demograficzna omawianych regionów. Źródło: domena publiczna/Wikipedia