Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Turystyka

O klubie miłośników rumuńskiej motoryzacji Dacia Drum Bun dowiedziałem się ponad rok temu. Poznaliśmy się dopiero niedawno, ale od razu natrafiła się okazja na wspólny wyjazd. Co tu dużo mówić, był to jeden z najlepszych długich weekendów mojego życia.

Wszystko zaczęło się w grudniu 2016 roku. Podwoziłem wtedy z Klużu do Polski ciekawego pasażera o imieniu Ulrich. Obawiałem się, że podróż Lanosem będzie dla niego nie lada wyzwaniem, ale już na wstępie wyznał mi, że w porównaniu z Daciami jest to dla niego technologiczny skok w przyszłość.

[...]

Nad ranem 2 czerwca wyruszyliśmy z Bartnego, kierując się w długą podróż do Satu Mare. Pierwotnie mieliśmy jechać dwoma Daciami 1310 z lat osiemdziesiątych i Nysą z początku lat dziewięćdziesiątych, to z powodu awarii jedno z aut musiało poczekać koło schroniska.

Na szczęście Nysa wszystkich pomieściła, a dodatkowym atutem podróży tym samochodem był sprzęt nagłaśniający i wesoły kierowca Mihai, który dbał o to, abyśmy poznali wszystkie piosenki ludowe zarejestrowane kiedykolwiek w Rumunii i Mołdawii (dosłownie wszystkie).

[...]

Organizatorzy dbali o bogatą ofertę kulturalną. Odwiedziliśmy park etnograficzny w Negrești-Oaș, potem zaś – już na terenie motelu Mujdeni – oglądaliśmy pokazy walk Daków i występy młodzieży z zespołu ludowego. Nad dalszym ciągiem imprezy aż do poranka czuwał bóg Alexandrion.

Jak wyglądał następny dzień, łatwo sobie wyobrazić. Na szczęście zostaliśmy zawiezieni do Băile Figa, czyli nowiutkiego kompleksu wypoczynkowego, gdzie mogliśmy do woli zażywać kąpieli błotnych, borowinowych i solnych. Przyznam bez bicia, że wybrałem spanie na leżaku, ale i tak było super.

Pełna wersja tekstu na blogu autora

Wyprawa "Caravana Go Romania" dobiegła końca. Zanim to się stało, miało jednak miejsce wiele ciekawych wydarzeń. Uczestnicy spotkali się z polskim ambasadorem Marcinem Wilczkiem, odpoczęli na plaży w urokliwej miejscowości Costinești, pokonali trasę Transfogaraską, ponownie odwiedzili Kluż i zaprezentowali swoje pojazdy na rynku w Oradei.

Projekt miał na celu przypomnienie, jak Polacy podróżowali do Rumunii w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Ambasador Ovidiu Dranga, pomysłodawca akcji, chciał w ten sposób zachęcić turystów do odwiedzania swojego kraju. We wtorek 27 czerwca karawana opuściła Kraków i udała się do Rumunii. W ciągu kilku pierwszych dni uczestnicy odwiedzili takie miejscowości jak Negreşti Oaş, Kluż i Hunedoara. Następnie, po pokonaniu słynnej Transalpiny, grupa odwiedziła Râncę, Târgu Jiu, Krajową, Pitești i Bukareszt.

Tuż przed wyjazdem z Bukaresztu udało nad się odwiedzić polską ambasadę mieszczącą się przy str. Alexandru 23. Przywitał nas tam osobiście ambasador Marcin Wilczek, z którym udało nam się nawet przeprowadzić krótki wywiad (szczegóły wkrótce). Spędziliśmy tam bardzo miłe chwile na rozmowach z pracownikami polskiej placówki, ale niestety czas naglił. Dlatego też po zrobieniu kilku pamiątkowych zdjęć karawana ruszyła do celu wyprawy - nad Morze Czarne.

We wtorek czwartego lipca, czyli równo tydzień od wyjazdu, "Caravana Go Romania" dojechała do Konstancy, gdzie Dacie i Fiaty zaparkowały pod słynnym budynkiem kasyna wzbudzając zainteresowanie licznych turystów. Potem uczestnicy pojechali do Costinești - niewielkiej urokliwej miejscowości, w której spędziliśmy cały kolejny dzień. Tym samym udało się przejechać trasę polskich turystów sprzed kilkudziesięciu lat, dla których rumuńskie plaże były celem wielu wypraw.

Nie oznacza to jednak, że karawana dobiegła końca. Trzeba było bowiem powrócić do Polski, co pozwoliło nam na odwiedzeniu kolejnych ciekawych miejsc. Po całym dniu plażowaniu Dacie i Fiaty (nie zapominajmy też o jednym Oltcicie!) uczestnicy wyprawy musieli pokonać kilkaset kilometrów do jeziora Vidraru, koło którego znajduje się wspaniały hotel "Valea cu Pesti" (dosłownie: rybna dolina). Ugoszczono nas tam po królewsku, gdyż posiłkowi towarzyszyły liczne występy artystów ludowych.

Kolejny dzień wiązał się z pokonaniem wymagającej trasy Transfogaraskiej, która serpentynami wije się przez Karpaty. Cały czas towarzyszyło nam wsparcie techniczne ze strony firmy Q-service, która zapewniła nawet lawetę. Na szczęście okazało się jednak, że nie była ona potrzebna. Kolejny, bardziej płaski odcinek do Klużu, pokonaliśmy już bez większych przygód. Po drodze udało się jednak zwiedzić przepiękny kościół obronny w Aiud oraz malowniczą seklerską wieś Rimetea (węg. Torockó).

W sobotę z samego rana Caravana Go Romania wyruszyła do leżącej tuż przy granicy z Węgrami Oradei. Po przywitaniu przez burmistrza i posiłku uczestnicy przejechali przez miasto w ostatniej już paradzie. Następnie z wielkim smutkiem opuściliśmy Rumunię. Jesteśmy jednak przekonani, że będziemy tam często wracać, a także że nasza wyprawa zachęci kolejnych turystów do odwiedzin tego pięknego kraju.

Więcej zdjęć znaleźć można na naszym facebookowym profilu, a także pod hasztagiem #CaravanaGoRomania

Caravana Go Romania wyruszyła w zeszły wtorek z Krakowa. Po niemal tygodniu starym Daciom i Fiatom udało się dotrzeć do Bukaresztu. Nie obyło się jednak bez przygód.

Przez pierwsze kilka dni karawana odwiedziła takie miasta jak Satu Mare, Kluż i Hunedoara. Potem wyruszyliśmy na południe i pokonaliśmy Transalpinę - malowniczą trasę przecinającą Karpaty. Tam zostaliśmy ugoszczeni przez miejscowe władze samorządowe, których przedstawiciele zaprosili nas na poczęstunek do lokalnych pasterzy. Oltcit biorący udział w wyprawie miał drobne problemy techniczne, ale na szczęście wzięli go na hol ratownicy z Salvamontu. Dzięki nim udało się nam osiągnąć cel, jakim była miejscowość Rânca. Stamtąd z samego rana pojechaliśmy natomiast do Târgu Jiu, gdzie podziwialiśmy rzeźby plenerowe autorstwa Constantina Brâncușiego.

Kolejnym etapem wyprawy była Krajowa (Craiova), gdzie auta uczęstniczące w karawanie robiły prawdziwą furorę. Spotkaliśmy wielu rodaków, gdyż odwiedzili nas między innymi żołnierze z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, którzy stacjonują w tym mieście w ramach misji NATO. Tam też poznaliśmy Marinela - przesympatycznego miłośnika marki Oltcit, który pomógł nam w dokonaniu niezbędnych napraw i sprezentował kierowcy całą masę części.

Następnego dnia udaliśmy się do Pitești, gdzie zostaliśmy jak zwykle ciepło przywitani przez przedstawicieli miejscowych władz. Dla miłośników Dacii najbardziej fascynująca była jednak krótka wycieczka do Mioveni, gdzie znajduje się największa fabryka tej marki. Tym samym po kilkunastu latach (a w przypadku niektórych modeli nawet kilkudziesięciu) samochody biorące udział w karawanie dotarły z powrotem do miejsca, w którym zostały wyprodukowane.

W poniedziałek rano karawana wyruszyła w kierunku Bukaresztu. Niestety, nie obyło się bez problemów. W Oltcicie uszkodzeniu uległ alternator, posłuszeństwa odmówił też jeden z Fiatów. Na domiar złego, kolejny Fiat został unieruchomiony przez kamień, który wystrzelił spod tira i uszkodził całą przednią szybę. Trzymamy kciuki, żeby firma Q-service zapewniająca nam pomoc techniczną szybko uporała się z problemem.

W stolicy Rumunii uczestnicy wyprawy zwiedzili Pałąc Elżbiety, będący siedzibą pary książęcej. Później udaliśmy się na zwiedzanie Pałacu Parlamentu - monstrualnej wielkości budynku, którego budowę zapoczątkował Nicolae Ceaușescu. Udało nam się zwiedzić miejsca, które nie są dostępne dla turystów, takie jak obie izby parlamentu czy taras z którego rozpościera się wspaniały widok na buwar Unirii. Dalsze zwiedzanie utrudnia lejący od wczoraj deszcz, ale miejmy nadzieję że nie utrudni to dalszego zwiedzania Bukaresztu. Zwłaszcza, że czasu nie ma zbyt wiele. Już jutro rano widzimy się bowiem z ambasadorem Marcinem Wilczkiem, a potem kierujemy się w stronę Konstancy.

Więcej zdjęć znajdziecie na naszym fejsbukowym fanpejdżu!

Fot. Dacie, Fiaty i Oltcit przed ratuszem w Krajowej

Na terenie 19 rejonów administracyjnych (județ) i w stolicy ogłoszono czerwony alarm związany z falą upałów. Najbardziej ucierpią mieszkańcy południowej i wschodniej części kraju, gdzie temperatury mogą osiągnąć nawet 60 stopni. Władze zalecają, aby podczas nadchodzącego weekendu unikać wychodzenia na słońce.

Po raz pierwszy tego typu ostrzeżenie wystosowano dla tak rozległego obszaru (szczegółowa lista poniżej). Mowa bowiem o niemal połowie kraju, głównie znajdującej się na południe i wschód od Karpat. Większość z pozostałych części Rumunii będzie zmagać się z nieco lżejszymi upałami, gdyż dotyczy ich kod pomarańczowy. Ostatni raz czerwony alarm ogłoszony dwa lata temu, jednak dotyczył on wyłącznie dwóch zachodnich regionów - Aradu i Bihoru. Dla Bukaresztu czerwony alarm ogłoszono ostatnio w 2005 roku. Nie wiadomo jeszcze, kiedy można spodziewać się odwołania alarmu.

Rejony administracyjne (județ) dotknięte falą upałów:

Argeș*, Bacău*, Brăila, București, Buzău*, Călărași, Dâmbovița*, Dolj, Giurgiu, Galați, Ialomița, Ilfov, Neamț*, Olt, Prahova*, Teleorman, Vaslui, Vâlcea*, Vrancea*

*Tylko partie nizinne oznaczonych regionów

Fot. www.descopera.ro

Wyprawa zorganizowana przez ambasadę Rumunii w Polsce ma na celu przypomnienie, jak wyglądały podróże polskich turystów w latach 70-tych i 80-tych. Grupa składająca się z kilkunastu starych Dacii i Fiatów ruszyła we wtorek z Krakowa.

We wtorkowym pożegnaniu wziął udział ambasador Rumunii w Polsce, pan Oviudiu Dranga:

- Dziękuję wam bardzo za to, że dziś jesteście z nami. Cieszę się, że bierzecie udział w naszym projekcie. Jest to pomysł, który narodził się jeszcze w zeszłym roku, podczas targów turystycznych w Warszawie, gdzie Rumunia była krajem partnerskim. Dziś możemy zobaczyć pierwsze skutki tego, że Polacy wyruszają do Rumunii – powiedział ambasador Ovidiu Dranga. – Jest to dla mnie wydarzenie historyczne. Pamiętam osobiście, jak w dawnych latach Polacy przyjeżdżali do Rumunii i zwiedzali nasz kraj.

Tego samego dnia wieczorem caravana dotarła do okolic Satu Mare, a konkretnie do miejscowości Negreşti Oaş. Następnego dnia doszło do spotkania z lokalnymi władzami, a następnie grupa zwiedzała lokalny skansen. Następnie grupa udała się do Klużu, gdzie pojazdy zostały zaprezentowane na głównym placu miasta, Piața Unirii. Zorganizowano zwiedzanie miasta, z uczestnikami spotkał się też mer miasta, Emil Boc.

W czwartek zaplanowano wyprawę do Hunedoary, gdzie znajduje się zamek rodu Hunyadich. Następnie grupa kierować będzie się na południe, aby po paru dniach dotrzeć nad rumuńskie morze.

Zbliża się dwudziesta czwarta odsłona jednego z najpopularniejszych festiwali w Rumunii. Do niewielkiej Sighişoary będącej perłą architektury średniowiecza zjadą tysiące turystów, którzy będą mogli uczestniczyć w licznych wydarzeniach kulturalnych.

W trakcie trzydniowego festiwalu, który odbędzie się pomiędzy 28 a 30 lipca, dziesiątki artystów, rzemieślników i rekonstruktorów przybliży widzom jak wyglądało życie w średniowiecznym mieście. Wszystkie wydarzenia będą miały miejsce na wąskich uliczkach Sighişoary - jednego z najstarszych miast Siedmiogrodu, które wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Łącznie w festiwalu weźmie udział około stu grup, wśród których znaleźć będzie można osoby przebrane za przedstawicieli dawnych profesji.

W zeszłym roku festiwal się nie odbył, ze względu na konflikt pomiędzy organizatorami a władzami miasta. Także w tym roku nie obyło się bez komplikacji. Rada miasta pierwotnie nie zgodziła się na współorganizowanie wydarzenia. Ostatecznie jednak projekt został przegłosowany, a festiwal otrzymał wsparcie w wysokości niecałych 500 tysięcy lei.