Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Turystyka

Kilkadziesiąt kilometrów na południe od Klużu, ale już na terenie jednostki adminis-tracyjnej Alba, leży Rimetea (węg. Torockó). Choć może tym razem to nazwę węgierską powinno się podawać jako pierwszą? We wsi liczącej mniej niż 2000 mieszkańców ogromną większość stanowią bowiem węgierskojęzyczni Seklerzy. Ale to nie jedyna rzecz, która wyróżnia ją od okolicznych miejscowości .

Tą, która rzuci się od razu w oczy, jest potężna skała, u podnóża której rozciąga się malownicza wioska. Rumuni zwą ją Piatra Secuiului, Węgrzy natomiast – Székelykő (w obu przypadkach oznacza to "Seklerską Skałę"). Robi ona niesamowite wrażenie, wyraźnie górując nad okolicą. Można się na nią wspiąć, aczkolwiek trasa jest bardzo trudna. Piękne widoki ze szczytu skały rekompensują jednak wszelkie niedogodności.

Na samym szczycie znajduje się kamienny słup zwieńczony krzyżem. Lokalna tradycja nakazuje, aby pomalować go w swoje barwy narodowe. Wzięło się to zapewne stąd, że na przemian pojawiają się tam wymalowane sprejem flagi Rumunii i Węgier [...]. Ze szczytu rozpościerają się ponadto piękne widoki na okolicę. Wieś warto jednak obejrzeć z bliska. Wtedy chyba każdy zwróci uwagę na fakt, że większość gospodarstw mimo podeszłego wieku wygląda, jakby było świeżo po remoncie. Cóż, w pewnym sensie jest. To efekt wieloletnich prac konserwatorskich, które zostały rozpoczęte na początku lat dziewięćdziesiątych. W efekcie wioska została nagrodzona prestiżową nagrodą Europa Nostra.

[...]

Nie dziwi fakt, że większość mieszkańców żyje tu z turystyki. W gospodarstwach funkcjonuje ogromna liczba ośrodków. W niektórych można wynająć zwykły pokój, inne zostały przekształcone w typowe pensjonaty. Nie miałem okazji tam nocować, ale ceny podobno są korzystne. W cenie noclegu można też liczyć na posiłek. Nie było mi też dane przekonać się, co serwują lokalni gospodarze. W Torockó byłem łącznie trzy lub cztery razy, ale najwyraźniej poza sezonem w wiosce niewiele się dzieje. Zwłaszcza w niedziele, kiedy to wszystkie knajpy i pensjonaty były pozamykane na cztery spusty. Seklerskiej wsi jest jednak poświęcony super odcinek pana Makłowicza – to tak na otarcie łez :).

Michał Torz

Pełna wersja tekstu oraz więcej zdjęć na blogu autora.

W walce o możliwość udziału w tegorocznej edycji Eurowizji starło się ośmiu wykonawców i dwa duety. W finale liczyły się już tylko trzy utwory. Ostatecznie zdecydowano, że Rumunię będzie reprezentować Ilinca i Alex Florea wykonujący piosenkę "Yodel It!".

Dziesiątka wykonawców została wybrana przez jury (lista znajduje się u dołu artykułu). 26 lutego, w wyniku głosowania publiczności zgromadzonej przed ekranami telewizorów i komputerów wyłoniono spośród nich trójkę finalistów:

Ilinca ft. Alex Florea -Yodel It!
Mihai - I Won't Surrender
Instinct - Petale (Petals)

Wśród nich znalazł się między innymi Mihai, który brał już udział w Eurowizji w 2006 roku. W wyniku głosowania, które odbyło się 5 marca, zwyciężyła jednak para Ilinca & Alex Florea wykonująca utwór "Yodel It!", który będą mogli zaprezentować szerokiej publiczności podczas tegorocznego konkursu. Przypominamy, że odbędzie się on już 11go maja w Kijowie. Już teraz można jednak zobaczyć (a przede wszystkim posłuchać) reprezentantów Rumunii.

Obydwoje artyści znani są w Rumunii z udziału w programach "X-Factor" i "The Voice of Romania". Pochodząca z muzykalnej rodziny Ilinca śpiewa od siódmego roku życia. Studiujący na Uniwersytecie im. Owidiusza w Konstancy Alex zaczął swoją przygodę z muzyką w wieku szesnastu lat. Obydwoje, oprócz wspomnianych programów telewizyjnych, mają już za sobą występy na licznych festiwalach.

Oto dziesiątka finalistów, spośród których wyłoniono zwycięską parę:

Ana-Maria Mirică - Spune-mi tu (Tell me)
Ilinca ft. Alex Florea -Yodel It!
Eduard Santha - Wild Child
Xandra - Walk On By
Mihai - I Won't Surrender
Maxim - Adu-ți aminte (Remember)
Tavi Colen & Emma - We Own the Night
Instinct - Petale (Petals)
Ramona Nerra - Save Me
Cristina Vasiu - Set the Skies on Fire

Fot. www.tvr.ro

Rumuńska motoryzacja powszechnie kojarzy się z założoną w latach sześćdziesiątych Dacią. Istniało jednak wiele innych ciekawych projektów, które z różnych względów nie przetrwały do dzisiejszych czasów. Idealnym przykładem jest Malaxa - samochód, który mimo sporego potencjału nie doczekał się niestety masowej produkcji.

Historia tego ciekawego samochodu sięga 1945 roku. Grupa inżynierów z Braszowa i Bukaresztu pod kierownictwem Petra Carpa zbudowało wtedy prototyp Malaxa - sześcioosobowego auta o ciekawej, aerodynamicznej sylwetce. Napędzał go trzycylindrowy, 30-konny silnik, który przy spalaniu 10 litrów benzyny na sto kilometrów pozwalał rozwinąć prędkość nawet 120 km/h. Co ciekawe, zarówno silnik, jak i reszta podzespołów, znajdował się z tyłu pojazdu. Chłodzenia zapewniał zaś ciekawy system, dzięki któremu powietrze trafiało do silnika przez otwory umieszczone w dachu.

Samochód powstał dzięki Nicolae Malaxie - inżynierowi i przemysłowcowi, właścicielowi fabryk produkujących głównie lokomotywy i wagony, a w trakcie wojny między innymi tankietki. Między 1945 a 1947 rokiem w fabryce w  Reșițy wyprodukowano około dwustu egzemplarzy samochodu. Niestety, opanowanie kraju przez komunistów uniemożliwiło dalszy rozwój tego ciekawego projektu, gdyż linia montażowa została rozebrana i wywieziona wgłąb ZSRR. Podobno decyzję o wywózce podjąć jeden z radzieckich dygnitarzy, który był pod wielkim wrażeniem osiągów samochodu.

Sam Nicolae Malaxa także opuścił Rumunię. W 1948 roku król Michał I wysłał go z misją gospodarczą do Stanów Zjednoczonych, z których miał już nigdy nie wrócić, gdyż komunistyczne władze pozbawiły go obywatelstwa. Malaxa nigdy nie starał się jednak o amerykański paszport. Aż do śmierci w 1965 roku pozostał wierny Rumunii, między innymi angażując się w finansowanie niezależnego czasopisma Luceafărul.

Fot. www.gandul.info

Brak planów na końcówkę marca? Wraz z nadejściem wiosny w Rumunii ma miejsce coraz więcej festiwali. Sprawdziliśmy, gdzie warto wybrać się w najbliższym czasie.

Dwie ciekawe propozycje skierowane są do fanów bluesa i jazzu. Niestety, czeka ich naprawdę trudna decyzja, gdyż niemal w tym samym czasie odbywają się dwa ciekawe festiwale. Już 29 marca rozpoczyna się na przykład Jazz in church festival w Bukareszcie. W ciągu pięciu dni wystąpi na nim łącznie kilkudziesięciu artystów. Co ciekawe, wszystkie koncerty odbywać się będą w kościele ewangelickim. Wstęp na koncert inauguracyjny, który będzie równocześnie okazją do świętowania pięćsetlecia reformacji, będzie darmowy. Sobotni koncert dla dzieci pt. "Jazz for kids" to koszt zaledwie 15 RON. Bilety na kolejne koncerty kosztują zaś 150 RON za wieczór.

Niemal jednocześnie, w dniach od 31 marca do 1 kwietnia, w Sighișoarze odbędzie się mający już dwunastoletnią tradycję Festivalul de Blues. Każdego dnia będzie tam okazja wysłuchania dwóch koncertów, z czego każdy będzie trwał minimum 80 minut (wstęp kosztuje odpowiednio 100 i 120 RON). Wszystkie wydarzenia będą miały miejsce w Domu Kultury "Mihai Eminescu".

Nie tylko miłośnicy muzyki znajdą w tym czasie coś dla siebie. Salonul Internațional de Vinuri VINVEST odbywający się od 31 marca do 2 kwietnia w Timiszoarze będzie na przykład dobrą okazją do spróbowania najlepszych rumuńskich i mołdawskich win. Wśród zapowiadanych wystawców znaleźć można takie znane winiarnie jak Cotnari czy Cricova. Łącznie w festiwalu weźmie jednak udział ponad dwudziestu wystawców, więc nawet najbardziej wybredni smakosze z pewnością znajdą tam coś dla siebie. Bilet wstępu kosztuje zaledwie 20 RON. W tej cenie każdy odwiedzający otrzyma okazjonalny kieliszek, który będzie mu służył do degustacji.

Fot. www.timisplus.ro

Historia Rumunii wciąż jest w Polsce mało znana. Tym bardziej interesujący jest fakt, że w naszym kraju działa grupa rekonstrukcyjna odtwarzająca sylwetki tamtejszych żołnierzy z czasów II wojny światowej. Spytaliśmy się, jak zaczęła się ich fascynacja rumuńskimi siłami zbrojnymi.

Póki co grupa obejmuje siedmiu członków. Zajmują się oni między innymi odtwarzaniem armii niemieckiej, rosyjskiej, szwajcarskiej, szwedzkiej czy organizacji Wolność i Niezawisłość. Deklarują jednak, że to właśnie Rumunia stanowi główny obiekt ich zainteresowań. Jak to się zaczęło?

- Pomysł na rekonstrukcję tej armii przyszedł mi do głowy w 2015 roku, kiedy to zaczynałem dopiero wnikać w środowisko rekonstruktorów. Ze zdziwieniem zauważyłem, że nikt z kolegów na poważnie nie traktował odtwarzania żołnierzy Armii Rumunii i Węgier z okresu II wojny światowej. Postanowiłem więc, że to będzie mój temat i jemu się poświęcę - opowiada Andrzej Ciechalski, założyciel GRH Armata Română. - Wybrałem Rumunię, bo wiedziałem o niej jeszcze mniej niż o Węgrzech, wydawała mi się bardziej egzotyczna. Zacząłem czytać, szukać zdjęć, oglądać stare kroniki i bardzo szybko przekonałem się o słuszności swojego wyboru. Problematyka udziału Rumunii w ostatniej wojnie światowej jest bardzo ciekawa, rozległa i niestety w Polsce prawie całkowicie pomijana milczeniem, co stanowi wielką stratę zważywszy na wspólne relacje polsko-rumuńskie okresu międzywojennego i czasu samej wojny.

Grupa Andrzeja Ciechalskiego wciąż rekrutuje nowych członków. Dołączyć jednak nie jest łatwo ze względu na dostępność niezbędnych elementów umundurowania i wyposażenia na polskim rynku. To zaś wiąże się z niemałymi kosztami:

- Podstawowy sprzęt i mundur kosztują około 1,5 tys. zł. Ja jednak wyłożyłem dotychczas znacznie więcej, staram się kupować oryginalny sprzęt który czasem pojawia się na naszym rynku. Myślę że to jeszcze nie koniec moich zakupów. Widać jednak pewne efekty tych wydatków, bo na tle kolegów rekonstruktorów z Czech, Słowacji i Rumunii prezentujemy naprawdę dobry poziom - tłumaczy Andrzej Ciechalski. - Pewną trudnością jest fakt, że z powodu małego zainteresowania rumuński sprzęt nie jest łatwy do kupienia i trzeba polować na oryginały lub samemu organizować sobie repliki.

Wszystkim zainteresowanym działalnością GRH Armata Română polecamy obserwowanie jej działalności w mediach społecznościowych. Znaleźć tam można mnóstwo relacji z wydarzeń, zapowiedzi, a także zdjęć - zarówno archiwalnych, jak i prezentujących dokonania grupy.

Fot. Łukarz Pietrzak. Żródło: GRH Armata Română

Do tej pory ulice Bukaresztu były przystrajane jedynie w okresie świąt Bożego Narodzenia. Teraz ma się to zmienić. W kwietniu miasto zyska bowiem ozdoby także z okazji Świąt Wielkanocnych, a aleja Victoriei stanie się deptakiem dostępnym jedynie dla pieszych.

Jeszcze do niedawna można było podziwiać Bukareszt w zimowej odsłonie, kiedy to ulice miasta były przystrojone z okazji świąt. Dekoracje pojawiły się wtedy w ponad pięćdziesięciu miejscach, osiągając łączną długość 29 kilometrów. Teraz lokalne władze szykują kolejną atrakcję dla mieszkańców i turystów. Efekt będzie widoczny już niebawem, z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych. W najważniejszych miejscach w centrum pojawią się wtedy specjalnie przygotowane świąteczne ozdoby. Dodatkowo, na weekend zamknięta dla ruchu zostanie aleja Victoriei, gdzie na mieszkańców będą czekały dodatkowe atrakcje. Będzie można tam znaleźć między innymi stoiska z różnego rodzaju smakołykami i pamiątkami.

Fot. Agnieszka Kamyszek - świąteczne dekoracje w Bukareszcie, grudzień 2016.