Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Życie w Rumunii

W Rumunii jest dwanaście dni ustawowo wolnych od pracy. Niektóre z nich pokrywają się ze swoimi polskimi odpowiednikami, inne upamiętniają ważne dla kraju wydarzenia.

Nie zdziwi nikogo fakt, że wolne od pracy przysługuje po Nowym Roku (Anul Nou). Mieszkańcy Rumunii na wyleczenie się z wszelkich dolegliwości mają dwa dni – 1. i 2. stycznia. Kolejny wolny dzień przypada na 24 stycznia, kiedy to świętowana jest rocznica połączenia Mołdawii i Wołoszczyzny (Unirea Principatelor Române). Wprawdzie unia personalna połączyła oba terytoria już w 1859 roku, jednak to właśnie 24 stycznia 1862 roku formalnie powstały Zjednoczone Księstwa Mołdawii i Wołoszczyzny dając początek państwu rumuńskiemu.

Wielkanoc (Paştele) jest w Rumunii wyznaczana wedle kalendarza juliańskiego, przez co święta są obchodzone nieco później – na przełomie kwietnia i maja. Przykładowo, w roku 2016 niedziela wielkanocna wypadła 1 maja, podczas gdy w Polsce przypadła ona na 27 marca. W 2017 roku Wielkanoc w Rumunii przypada zaś na 16 kwietnia. Co ciekawe, dniem wolnym od pracy jest w Rumunii także Pięćdziesiątnica (Rusaliile), obchodzona na pamiątkę Zesłania Ducha Świętego. Przypada ona pięćdziesiąt dni od Wielkanocy, czyli na przełomie maja i czerwca – w 2017 roku będzie to 4 czerwca.

Co jest typowe dla krajów postkomunistycznych, dniem wolnym nadal jest 1 maja. Podobnie jak w Polsce, nie jest on już hucznie obchodzony. Mieszkańcy Rumunii traktują święto pracy (Ziua Muncii) jako kolejny dzień wolny. Od 2017 roku do pracy nie trzeba będzie też chodzić 1 czerwca. Stwierdzono bowiem, że w Dzień Dziecka rodzice powinni mieć możliwość spędzania czasu ze swoimi pociechami.

15 sierpnia obchodzone jest - podobnie jak w Polsce - ważne święto religijne. W kościele prawosławnym nazywane jest ono świętem Zaśnięcia Marii Panny (Adormirea Maicii Domnului). Tego dnia świętują zresztą również katolicy. Liczni pielgrzymi zjawiają się wtedy między innymi w Kaczyce – jednej z wsi na Bukowinie zamieszkałych przez Polaków, gdzie znajduje się znane sanktuarium maryjne.

Na kolejne dni wolne trzeba czekać aż do przełomu listopada i grudnia. 30 listopada jest bowiem obchodzone święto św. Andrzeja (Sfântul Andrei), a 1 grudnia Święto Narodowe (Ziua Națională). Na pamiątkę zjednoczenia Transylwanii z Rumunią w całym kraju odbywają się wtedy defilady i pokazy sprzętu wojskowego. Choć większość mieszkańców Rumunii wyznaje prawosławie, to święto Bożego Narodzenia (Crăciun) jest w tym kraju obchodzone 25 grudnia wedle kalendarza gregoriańskiego. Nie zaś, jak np. na Ukrainie, gdzie przypada ono na 7 stycznia – czyli 25 grudnia wedle kalendarza juliańskiego. Zarówno 25 jak i 26 grudnia to także w Rumunii dni wolne od pracy.

DNI WOLNE W RUMUNII W 2018 ROKU - CZYTAJ TUTAJ

Rozpoczęcie kursu na prawo jazdy w Rumunii okupione jest licznymi zmaganiami z miejscową biurokracją. Nie inaczej jest w przypadku samych egzaminów, choć kilka rozwiązań przypadnie zapewne do gustu przyszłym kursantom.

Cz. I - w szkole nauki jazdy

Aby przystąpić do egzaminu na prawo jazdy, należy rzecz jasna ukończyć odpowiedni kurs. Każdy kursant powinien upewnić się, że posiada wszystkie potrzebne dokumenty, o czym pisaliśmy w innym artykule. To jednak nie koniec problemów, gdyż osoby chcące podejść do egzaminów czeka jeszcze niejedna przeprawa z rumuńskimi urzędami.

Biurokracja w praktyce

W pierwszej kolejności należy udać się do urzędu miasta (municipiul), gdzie dokonuje się wpłaty 6 RON za możliwość przystąpienia do egzaminu. Tyle kosztują jednak tylko pierwsze trzy próby – później cena rośnie do 85 RON (każdorazowo opłata ma ważność dwóch tygodni). Kolejną opłatę, tym razem w wysokości 68 RON, należy uiścić w siedzibie banku CEC. Pocieszający jest w tym przypadku fakt, że jest ona jednorazowa i ważna bezterminowo. To jednak nie koniec biegania po urzędach, gdyż trzeba jeszcze odwiedzić pocztę aby zakupić znaczek fiskalny (timbru fiscal) o wartości 2 RON. To, wraz z kserem dokumentu tożsamości, pozwala nam... dokonać ostatniej wpłaty (taxa record) w wysokości 10 RON.

Po złożeniu otrzymanego potwierdzenia wraz z kserem dowodu tożsamości i zakupionym wcześniej znaczkiem otrzymamy ważne pół roku potwierdzenie (cazier judiciar) umożliwiające podejście do egzaminu. Należy zaznaczyć, że chodzi o dokument potrzebny właśnie w tym celu. To niestety nie koniec zmagań z rumuńską biurokratyczną machiną. Podejście do egzaminu wymaga bowiem poświadczonego notarialnie oświadczenia, że nie posiada się prawa jazdy – zarówno w Rumunii, jak i w innym kraju. Poza dokumentem tożsamości potrzebny nam będzie do tego dokument tożsamości, 100 RON oraz wspomniany na początku Certificat de înregistrare. Z gotowym dokumentem należy udać się do szkoły, a następnie znowu do lekarza, aby otrzymać od niego odpowiednią pieczątkę. Wtedy – o ile uda się załatwić wszelkie formalności – można zapisać się na egzamin.

- Jeden dzień na uiszczenie tych opłat w takich warunkach nie jest wystarczający. Osoby pracujące w tych instytucjach często nie wiedzą, gdzie mieszczą się inne gdzie należy uiścić opłaty lub kupić np. znaczki pocztowe. Tego wszystkiego dowiadywałem się od znajomych – podsumowuje Przemysław, Polak mieszkający w Klużu. - Nawet w szkole często nie potrafili odpowiedzieć na te pytania, a co dopiero ma zrobić obcokrajowiec?

Pod czujnym okiem policjanta

Wiele osób jest zdziwionych, że egzaminatorami podczas zdawania prawa jazdy w Rumunii są... policjanci. Aby zapisać się na egzamin, należy odwiedzić odpowiedni dla danego miasta komisariat policji i zdać wszystkie zebrane do tej pory dokumenty. Jeśli wszystko się zgadza, policjant robi zdjęcie i można udać się na egzamin teoretyczny – i to bez oczekiwania na termin. Czasami nie jest to jednak takie proste:

- Problemem jest fakt, że policjant może takiej osoby do egzaminu w ogóle nie dopuścić jeżeli kursant wygląda inaczej niż na zdjęciu w dokumencie tożsamości. W moim przypadku miałem tzw. kozią bródkę na zdjęciu w dowodzie osobistym sprzed kilku lat, a w czasie podejścia do egzaminu krótką brodę – a właściwie zarost. Policjant poinformował mnie, że albo zgolę brodę do stanu jak na zdjęciu, albo zmienię zdjęcie w dowodzie osobistym – relacjonuje Przemysław, mieszkaniec Klużu. - Powiedział, że nie może bo takie są przepisy i kropka. Mimo, że wcześniej nikt nie robił mi tego typu problemów! Dużo zależy jak widać od konkretnej osoby weryfikującej. Tak więc w ten sposób doszedł mi kolejny dzień opóźnienia, aby przyciąć brodę do takiej jak na zdjęciu.

Egzamin teoretyczny składa się z 26 pytań, na które należy udzielić przynajmniej 22 poprawnych odpowiedzi. I choć pytania można wyświetlać w kilku językach, to znalezienie zestawów pytań w języku angielskim graniczy z cudem. W razie niepowodzenia kolejna próba wymaga ponownego uiszczenia opłaty w wysokości 6 RON i odczekania 17 dni. Co ciekawe, egzamin nie odbywa się w grupach, jak w Polsce, tylko trzeba grzecznie stanąć w kolejce. Następna osoba wchodzi do pokoju w momencie, gdy tylko zwolni się któryś z komputerów.

Czytaj więcej: cz. III - egzamin praktyczny

Mieszkacie w Rumunii i chcecie zdobyć prawo jazdy? A może po prostu zastanawialiście się, jak wyglądają procedury w tym kraju? Sprawdziliśmy, jakie warunki należy spełnić, aby otrzymać upragniony dokument. Zacznijmy od kursów przygotowujących.

Wybór szkoły nie jest łatwy. Zwłaszcza, że w większych miastach działa ich po kilkadziesiąt. Z pomocą, oprócz znajomych mających zdawanie prawa jazdy w Rumunii już za sobą, przychodzą rankingi – takie, jak www.topinstructoriauto.ro. Dowiemy się z nich, jaka jest zdawalność w danym ośrodku, a także ilu zatrudnionych jest w nim instruktorów. Ci zresztą też poddani są ocenie ze względu na powodzenie ich kursantów na egzaminach.

Ile kosztuje kurs?

W Polsce ceny kursów są z reguły do siebie zbliżone. W Rumunii natomiast bywa z tym różnie. Najtańszy kurs na kategorię B kosztuje ok. 700 RON, ale zdarzają się też droższe oferty – z reguły oscylują one pomiędzy kwotą rzędu 900 a 1300 RON. Pozycja szkoły w rankingach, opinie oraz cena wśród znajomych to jednak nie wszystko. Warto zwrócić uwagę na przykład na to, czy instruktorzy posługują się językiem angielskim. Powinny o tym pamiętać zwłaszcza osoby nie mówiące po rumuńsku.

Chętni do zrobienia prawa jazdy w Rumunii już na wstępie będą musieli zmierzyć się z rozbudowaną biurokracją. Każda szkoła jazdy będzie żądała certificat de înregistrare, czyli dokumentu potwierdzającego stały pobyt w kraju. Po jego okazaniu zostaje podpisana umowa, można też wtedy ustalić formę płatności – na przykład w ratach.

Kolejnym etapem jest udanie się do lekarza. Z reguły szkoły odsyłają kursantów do zaprzyjaźnionego gabinetu, w którym przeprowadzane są niezbędne badania. Wyposażeni w dokument o rocznym terminie ważności i biedniejsi o 100 RON kursanci muszą udać się z powrotem do szkoły, gdzie można już umówić się na pierwsze jazdy.

W drogę!

Nie trzeba dużej spostrzegawczości, aby zauważyć kilka różnic pomiędzy systemem szkolenia kierowców w Rumunii. Przede wszystkim szkoły nauki jazdy nie mają obowiązku dostosowywania aut do aktualnie obowiązującego standardu. Dlatego też kursy przeprowadza się na wielu różnych modelach. Wszystkie bez wyjątku wyróżniają się jednak pomarańczowym szyldem z napisem „şcoala” (szkoła).

Inne są też niektóre z zasad ruchu drogowego. O kilku z nich powiedział nam Przemysław, któremu udało się skończyć kurs prawa jazdy w Klużu (i zdać egzamin!).

- Wjeżdżając na rondo z zamiarem jazdy w lewo lub zawrócenia migacz lewy mamy włączony, dopiero przy zjeździe z ronda włączamy prawy. Podczas zatrzymywania pojazdu i wyłączenia silnika obowiązkowe jest zaciągnięcie hamulca ręcznego. Ruszenie pod górkę odbywa się z kolei bez jego pomocy – wymienia Przemysław, od pięciu lat mieszkający w Klużu. - Warto pamiętać też o tym, że podczas parkowania równoległego tyłem możemy jechać tylko do tyłu – a nie jak w Polsce, będąc już na miejscu parkingowym jeszcze podjechać kilka centymetrów do przodu. Można za to oblać egzamin.

Istnieje jednak spora szansa na to, że po 24 godzinach teorii i 30 godzinach jazd każdy nauczy się prawidłowych odruchów.

Czytaj więcej: Cz. II - egzamin teoretyczny

1 grudnia jest w Rumunii dniem ustawowo wolnym od pracy. Nie bez powodu - to właśnie wtedy świętowana jest rocznica przyłączenia do kraju Transylwanii. Było to zwieńczenie dłuższego procesu, w trakcie którego Rumunia zyskała też inne regiony kosztem sąsiednich mocarstw.


W dniu wybuchu I wojny światowej Rumunia składała się z połączonych po 1859 roku Mołdawii i Wołoszczyzny i uzyskanej kosztem Turcji północnej Dobrudży. Początkowo jednak zachowała ona neutralność. Sytuacja zmieniła się w połowie 1916 roku, kiedy to Rumuni wypowiedzieli wojnę państwom centralnym. Nie bez powodu, gdyż w zamian za ten ruch sojusznicy obiecali sowitą nagrodę w postaci Transylwanii.

Początkowo decyzja o dołączeniu do działań wojennych okazała się katastrofalna w skutkach. Po chwilowych sukcesach, kiedy to rumuńskie wojska zajęły sporą część Transylwanii, we wrześniu doszło bowiem do kontrataku Austro-Węgier i Niemiec. Na domiar złego, od południa na teren położonej nad morzem Dobrudży wtargnęły wojska bułgarskie i tureckie. Mimo wsparcia Rosjan, rumuńska armia musiała się wycofać i rozpocząć walkę na własnym terytorium.

Po zdobyciu karpackich przełęczy wojska państw centralnych przystąpiły do ataku, w efekcie czego już na początku grudnia zdobyty został Bukareszt. Mimo wycofania się na teren Mołdawii i reorganizacji, rumuńskie wojska nie były w stanie przeprowadzić udanego kontrataku. W ten oto sposób 9 grudnia 1917 roku władze zostały zmuszone do podpisania zawieszenia broni. Jednocześnie, wykorzystując chaos spowodowany wybuchem w Rosji wojny domowej, udało się zająć Besarabię (wschodnia część Mołdawii, obecnie Republika Mołdawii).

Zajęcie Besarabii nie było ostatnim nabytkiem terytorialnym Rumunii. Jeszcze przed zakończeniem uaktywniły się liczne środowiska dążące do nadania narodowościom zamieszkującym Austro-Węgry prawo do secesji. Po tym, jak dualistyczna monarchia rozpadła się z inicjatywy Węgrów 31 października 1918 roku, Rumunia po raz kolejny wykorzystała słabość przeciwnika i wypowiedziała wojnę państwom centralnym. Zajęła wtenczas kolejne części Transylwanii, a kulminacyjnym momentem tego procesu było Zgromadzenie Narodowe w Alba Iulia (Gyulafehérvár), podczas którego proklamowano przyłączenie Transylwanii do Rumunii. Miejsce to wybrano nieprzypadkowo – to właśnie tam Michał Waleczny (Mihai Viteazul) ogłosił się w 1599 roku hospodarem Mołdawii, Wołoszczyzny i Transylwanii, po raz pierwszy w historii jednocząc trzy regiony zamieszkiwane przez ludność posługującą się językiem rumuńskim.

Potwierdzeniem nabytków terytorialnych Rumunii był traktat w Trianon podpisany w 1922 roku. To jednak pierwszego grudnia, na pamiątkę wydarzeń z Alba Iulia, obchodzone jest w całym kraju najważniejsze święto państwowe.

Zdjęcie: Ionuţ Vaidean (www.ionutvaidean.blogspot.com)